Chicken police: panit it red! - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 3151
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 70 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 46 razy
Płeć:

Chicken police: panit it red! - recenzja

Post autor: Adam_OK » 09 maja 2022, 23:00

Obrazek

W ciągu lat w gatunku przygodówek było wiele rożnych „mód”. Była moda na gdy FMV (w ostatnich latach można mówić o jej powrocie), była moda na 3D, była moda na gry w odcinkach (głównie za sprawą Telltale Games). Od jakiegoś czasu można mówić też o trendzie związanym ze zwierzęcymi protagonistami. Jego przedstawicielem jest dzieło studia The Wild Gentlemen, które zamierzam tutaj opisać.

Obrazek

Jest to kryminał w klimatach noir. Zaczyna się on w momencie, gdy do biura Sonny'ego Featherlanda przychodzi klientka. Prosta z pozoru sprawa szantażu wkrótce przerodzi się w sprawę morderstwa. Wiele brudów i sekretów z przeszłości bardzo ważnych osób (także z półświatka miasta Clawville) wyjdzie na jaw. Naszemu bohaterowi pomoże Marty McChicken, z którym kiedyś (z dziesięć lat przed akcją tej produkcji) tworzyli legendarny duet, którego nazwa jest jednocześnie tytułem całej gry. Później ich drogi się rozeszły, co i dla jednego, i dla drugiego na dobre nie wyszło (np. Sonny popadł w alkoholizm). Dziś jednak sytuacja zmusi ich do współpracy, a dzięki temu, być może zakopią topór wojenny. Nim to nastąpi, to trzeba będzie doprowadzić sprawę do końca, a to nie będzie ani bardzo proste, ani bardzo krótkie. Mnie zapewniła ona około ośmiu godzin naprawdę niezłej rozrywki, w której było wszystko, czego można oczekiwać po kryminale noir – zbieranie śladów i dowodów, przesłuchania świadków i podejrzanych, wizyty w lokalach o wątpliwej reputacji, pościgi i strzelaniny oraz oczywiście bohater w długim płaszczu przemierzający zaułki w nocy podczas padającego deszczu. To wszystko plus naprawdę ciekawa intryga sprawiły, że chętnie spędzałem czas razem z parą gadającego drobiu.

Spory wpływ na to miały również zagadki. Mamy ich kilka rodzajów. Zacznijmy od tych przedmiotowych, których (o dziwo!) jest stosunkowo mało, gdyż przez całą rozgrywkę zbierzemy raptem kilka przedmiotów. Dużo większy nacisk położono tu na inne zdania np. na zagadki dialogowe. Dotyczy to przede wszystkim przesłuchań, w trakcie których trzeba wybrać jedną z dostępnych opcji. Decyzja ta powoduje, że zapełnia się lub zmniejsza pasek widoczny po prawej stronie ekranu. Im bardziej jest on zapełniony, tym więcej informacji przydatnych w śledztwie uzyskamy. A to jest ważne, bo brak wiedzy na jakiś temat powoduje, że nie możemy odwiedzić danej lokacji lub też nie spotkamy jakiejś postaci drugo- czy trzecioplanowej. Oczywsięcie, nie oznacza to, że trzeba wszystkie przesłuchania prowadzić tak, by uzyskać maksymalny wynik, by ukończyć grę (mnie się to nie udało; ja miałem średni wynik w okolicach 80%), ale jeśli ktoś chce zdobyć wszystkie osiągnięcia, to bez tego mu się to nie uda. Na szczęście każdą rozmowę z podejrzanym albo świadkiem można powtórzyć, ale jedynie tuż po zakończeniu pierwszego podejścia. Gdy zdecydujemy się ruszyć z fabułą dalej, to potem szansy na to nie będzie. Jest też parę prostych łamigłówek np. ta z zegarem, który otwiera wejście do sekretnego pokoju. Oprócz tego są zagadki, które mniej mi przypadły do gustu, ale na szczęście jest ich mniej i można je powtarzać do skutku (w moim przypadku zwykle drugie lub trzecie podejście okazywało się tym udanym), poza tym pasują one do klimatu rozgrywki. Mowa oczywiście o elementach czasowo – zręcznościowych. W pewnym momencie nasi bohaterowie wpadają w tarapaty i znajdują się na płonącej łódce, a ich ręce są związane. Trzeba więc pozbyć się szybko tych sznurów, bo inaczej pożegnamy się z życiem. Poza tym ze dwa razy będziemy uczestniczyć w strzelaninie podczas jazdy samochodem. Te sekwencje bardzo trudne nie są, pamiętam, że pierwszą z nich zaliczyłem pozytywnie cały czas strzelając, a dopiero przy drugiej okazji zostałem zmuszony do tego, by czasem zrobić unik (i przy okazji przeładować broń). Tak więc pod względem zadań stawianych przed graczem jest całkiem nieźle, a ogólny poziom trudności można uznać za „w normie”.

Obrazek

Jeśli zaś idzie o stronę wizualną, to jest ona powyżej normy. To, co pierwsze rzuca się w oczy, to fakt, że jest ona głównie czarno – biała (z niewielką domieszką czerwieni, żółci i zieleni). Dzięki temu klimat noir jest jeszcze skuteczniej budowany. Poza tym wykonanie oprawy jest na wysokim poziomie – czy to jeśli idzie o postacie, czy o lokacje, czy o animacje – wszystko to zrobiono naprawdę dobrze. A skoro mowa o postaciach – jak wspomniałem są to zwierzęta, a dokładniej hybryda zwierzęcia i człowieka. Chodzi o to, że mają one głowy zwierząt oraz inne, charakterystyczne dla nich cechy (np. ogon), ale ich ręce są ewidentnie ludzkie, postacie żeńskie mają kobiece biusty; poza tym wszyscy poruszają się w pozycji pionowej (tak jak ludzie). Początkowo wyglądało to nieco dziwnie, ale dość szybko się do tego przyzwyczaiłem i nie przeszkadzało mi to w cieszeniu się rozgrywką. Ogólnie rzecz biorąc oprawa graficzna jest bardzo dobra.

OK, mamy czarno – białą grafikę, padający deszcz, płaszcze, zagadkę kryminalną. Czego więc jeszcze brakuje do zbudowania pełnego klimatu noir? Oczywiście muzyki jazzowej. I tu takową mamy i brzmi ona bardzo dobrze. Co tu dużo się rozpisywać – jest ona naprawdę przyjemna dla ucha. Równie dobrze brzmią głosy postaci, dobrze też dobrano aktorów dubbingowych do charakterów poszczególnych bohaterów. Podobnie jest z dźwiękami otoczenia czy odgłosami wydawanymi przez różne przedmioty. Krotko mówiąc – oprawa audio również stoi tu na wysokim poziomie.

Obrazek

Ogólnie rzecz ujmując „Chicken Police” to naprawdę dobra przygodówka point and click. Ma świetny klimat zbudowany głównie za sprawą fabuły, oprawy graficznej i muzyki jazzowej. Do tego niezłe zagadki (choć widzę tu pole do poprawy), łatwe do opanowania sterowanie (nie pisałem o nim, bo wszystko wykonujemy myszą, więc jego opanowanie to kwestia kilku sekund) i mamy efekt w postaci naprawdę dobrej gry. Osobiście polecam ją wam z czystym sumieniem, a jedynym powodem dla którego można w nią nie zagrać jest nieznajomość języka angielskiego, bo polonizacji tytuł ten się nie doczekał.

OCENA GRY: 9/10

ZALETY:

+ klimat noir
+ fabuła
+ zagadki (w większości)
+ oprawa graficzna
+ warstwa muzyczno – dźwiękowa
+ proste sterowanie

WADY:

- elementy czasowo – zręcznościowe (chociaż stosunkowo proste)
- brak polskiej wersji językowej (dla niektórych)

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

ODPOWIEDZ

Wróć do „Chicken police: paint it red!”