Orwell: Keeping an Eye on You - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
DirkPitt1
Publicysta
Posty: 521
Rejestracja: 08 lipca 2015, 13:42
Podziękował(a): 14 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 37 razy
Płeć:

Orwell: Keeping an Eye on You - recenzja

Post autor: DirkPitt1 » 16 grudnia 2020, 16:02

1971 – W USA grupa obywateli włamuje się do lokalnego biura FBI i kradnie przechowywane tam akta. Wychodzi na jaw wielka afera związana z programem COINTELPRO i podsłuchiwaniem Amerykanów przez ich własne służby.
1984 – Rok, w którym rozgrywa się słynna powieść George’a Orwella. Świat nie wygląda jak w tej książce, ale są kraje, gdzie niewiele brakuje. W takich Niemczech wschodnich mówi się, że STASI ma swojego człowieka pod każdą dziurką od klucza.
2013 – Rewelacje Snowdena obiegają świat. USA znów podsłuchuje nie tylko resztę świata, ale i własnych obywateli. Próbujące złapać Snowdena Stany wywołują incydent dyplomatyczny, zmuszając do lądowania samolot prezydenta Boliwii. Podsłuchiwana kanclerz Merkel żąda śledztwa. „Rok 1984” jest niemal faktem.
2015 – Pierwsze orwellowskie teleekrany stają się rzeczywistością. Część smart TV Samsunga, umożliwiających sterowanie głosem, ma stale włączony mikrofon, który wysyła przechwycone rozmowy do „chmury” w celu rozpoznawania poleceń głosowych. Jak u Orwella, użytkownicy nigdy nie wiedzą czy ktoś ich akurat nie słucha.
2016 – Grupa ShadowBrokers kradnie i ujawnia exploity NSA wykorzystywane przez rządową grupę hakerską TAO. Kolejne państwo wprowadza swój odpowiednik amerykańskiego programu inwigilacyjnego. Program ten nosi nazwę Orwell…

Wszystkie wydarzenia opisane w powyższym akapicie są prawdziwe (poważnie)… z jednym wyjątkiem. Tak naprawdę w 2016 roku pojawił się Orwell Keeping an Eye on You, gra pozwalająca wcielić się w operatora programu łączącego cechy ujawnionych przez Snowdena programów PRISM, XKEYSCORE, BOUNDLESS INFORMANT itd. Otóż w pewnym fikcyjnym państwie, jakże oryginalnie, zwanym Państwem, pewna partia (zwana równie oryginalnie Partią) wprowadziła Ustawę o Bezpieczeństwie, dającą władzom ogromne możliwości inwigilowania obywateli. Ustawa ma być gwarancją bezpieczeństwa (jak sama nazwa wskazuje), ale ups… niestety coś poszło nie tak i w fikcyjnym mieście Bonton dochodzi do zamachu bombowego, który niszczy m. in. monument wolności (podejrzanie kojarzący się z amerykańską statuą wolności). To kompromitacja Partii i jej polityki inwigilacji, i ktoś musi coś z tym zrobić. Na szczęście (lub nie) w trakcie testów znajduje się właśnie najnowszy program Orwell, który pozwala zebrać wiedzę o każdym, niezależnie jak dobrze by się ukrywał. I to właśnie gracz wcieli się w śledczego, który zamiast przeprowadzić z góry zaplanowany, spokojny test systemu, zostanie rzucony na głęboką wodę i będzie musiał znaleźć terrorystów.
Obrazek
Obrazek
Może i schemat źli terroryści zrobili bum i teraz trzeba ich znaleźć, zanim ten brzydki numer powtórzą nie jest szczególnie oryginalny i pojawił się już w niejednym filmie, ale gra potrafi trzymać w napięciu i serwuje kilka mniejszych czy większych zwrotów akcji. Pierwszą podejrzaną jest kobieta związana z Myślą, grupą osób przeciwnych inwigilacji. A jak wiadomo, coś musi być nie tak z kimś, kto chce mieć przed rządem sekrety. Pięknie wpisuje się to w autentyczną tendencję, jaka pojawiła się w wielu krajach, gdzie podejrzanym można być za jeszcze mniej (z wycieków wiemy, że amerykański XKEYSCORE oznaczał ludzi, jako podejrzanych, jeśli szukali w sieci informacji o… Linuksie). Czyli co? Dobry rząd, próbujący aresztować tych złych terrorystów, czy może raczej ci biedni obrońcy prywatności, niesprawiedliwie nękani przez ten zły rząd? Ani jedno, ani drugie. W Orwellu podoba mi się to, że nie ma tu jednoznacznie dobrych. Jedna i druga strona przekraczają w swoich działaniach granicę i używają działań drugiej strony do usprawiedliwienia swoich własnych. Coś w stylu: Rząd – w czasie ostatniego protestu doszło do wielu incydentów, dlatego musimy zamontować więcej kamer, żeby zapewni wam bezpieczeństwo. Protestujący – protestujemy, bo rząd zamontował kamery na każdym rogu i chce ich mieć jeszcze więcej. Nieźle też przedstawiono jak taki system wszechobecnej inwigilacji może się obrócić przeciw tym, którzy go stworzyli. Całe śledztwo zostało rozłożone na pięć rozdziałów, odpowiadających pięciu kolejnym dniom. Mam tylko jedno, ale za to bardzo duże zastrzeżenie. Jeśli już coś nie jest fantasy ani science fiction i dzieje się w naszym świecie, to niech się w nim dzieje na całego. Po co te kombinacje z fikcyjnymi krajami i miejscami? Zabrakło odwagi, żeby nazwać któryś z inwigilujących krajów po imieniu?

A jak wygląda sama rozgrywka? Wszystko dzieje się wewnątrz interfejsu Orwella, gdzie mamy dostępne trzy narzędzia. Przeglądarka pozwala przeglądać strony w sieci (np. Timeline, będący growym odpowiednikiem Twittera czy innego Facebooka) i bazy danych. W tym narzędziu spędza się najwięcej czasu. Podsłuch daje dostęp do komunikacji podejrzanych przez e-mail oraz komunikatory i rozmowy telefoniczne „w czasie rzeczywistym”. W przypadku tych ostatnich nie słucha się nagranych głosów, treść rozmowy pojawia się w postaci transkrypcji. Swoją drogą ten element gry pięknie uświadamia, jak „prywatne” są wiadomości e-mail, połączenia telefoniczne czy komunikatory, niewykorzystujące szyfrowania end-to-end. Ostatnim narzędziem jest włamywacz, pozwalający bezczelnie włamać się… to znaczy uzyskać usankcjonowany ustawą, prawny dostęp do komputerów i telefonów podejrzanych. Do tego mamy wykres przedstawiający powiązania podejrzanych i (zgodnie z „najlepszymi” tradycjami NSA) ich kontakty i kontakty ich kontaktów. Jakże szybko rośnie sieć powiązań i jak szybko kontakty stają się obiektami śledztwa. Rozgrywka polega na czytaniu dużych ilości tekstu (grafiki nie ma tu za dużo, interfejs programu, parę zdjęć w stylu low poly, w przeglądanych dokumentach i tyle), zdecydowaniu, które informacje są istotne i przeciąganiu ich do akt właściwego podejrzanego (brak zagadek przedmiotowych i typowo logicznych w tego typu grze jest usprawiedliwiony, bo to po prostu ma sens). Czasem trafiają się dane sprzeczne, gdzie musimy zdecydować w oparciu o zebrane dane, albo po prostu na wyczucie, która informacja jest prawdziwa. I tu ciekawa sprawa, w zależności od tego, jakie informacje umieścimy w profilu danej osoby, możemy sprawić, że będzie wyglądać na niebezpiecznego przestępcę, albo osobę zupełnie niewinną. W grze trafiają się też dwa rodzaje czasówek: dwukrotnie w trakcie obserwowania rozmowy „na żywo” trzeba się wyrobić z dostarczeniem danych w określonym czasie, bo inaczej informacja przestanie być użyteczna. Innym razem upływ czasu sygnalizują kolejne, przetwarzane informacje i można przekazać tylko 20 jednostek danych, jeśli skupisz się na nieistotnych rzeczach, trudno, nie wykonasz zadania. Gra jest w pewnym stopniu nieliniowa i różne decyzje w śledztwie mają różne skutki. Niestety nie da się „przegrać” i chociaż przy jednym z podejść do gry starałem się spartolić wszystko, co się dało (a żeby zawalić jedną rzecz, to trzeba się naprawdę napracować), ale nikt mnie nie chciał zwolnić za moją nieudolność i ostatecznie i tak miałem do wyboru te same trzy zakończenia, co przy najlepszym przejściu.

Przy okazji muszę wytknąć grze kilka nielogiczności. Dlaczego muszę szukać takich danych jak adres czy wiek podejrzanych po różnych wpisach w sieci, skoro te informacje powinny być w rządowych bazach danych? Podobnie, jeśli każde urządzenie elektroniczne jest rejestrowane unikatowym numerem, to dlaczego też nie mogę tego wyciągnąć z rządowej bazy danych? Ostatni problem to pewna niezgodność z tym, jak rzeczywiście funkcjonują takie systemy inwigilacji. W grze skupiamy się na wyciąganiu informacji z treści przechwyconej komunikacji, całkowicie ignorując metadane (kto, kiedy i z kim się komunikuje), chociaż NSA w wielu przypadkach korzystało właśnie z metadanych, nie potrzebując znać treści rozmów (Jak to możliwe? Przykładowo wiesz, że pan X o 23:20 zadzwonił na sekstelefon i rozmawiał przez 30 minut, ale „nie wiesz” o czym :D ).
Obrazek
Obrazek
Co tam jeszcze o grze? Niezła muzyka, która może nie zapadnie w pamięć, ale też nie przeszkadza. Gra nie ma polskiej wersji językowej, więc raczej nie polecam osobom słabo znającym angielski. Nie dlatego, że język użyty w Orwellu jest szczególnie trudny, bo to raczej poziom łatwy do średniego, ale ze względu na samą ilość tekstu, którego przeczytanie będzie dla gorzej znających język mocno uciążliwe (pod koniec gry w samej tylko przeglądarce zebrało się ponad 100 tekstów). W grze o inwigilacji, z Orwellem w tytule, nie mogło oczywiście zabraknąć nawiązań do „Roku 1984”. Znajdziemy je w nazwach osiągnięć, takich jak „dwójmyślenie” czy „2+2=5”. Innym ciekawym smaczkiem może być pseudonim zagranicznego hakera, który komunikuje się z jednym z podejrzanych: w15t0n to ksywka bohatera książki „Mały Brat”, którą napisał Cory Doctorow, również zajmującej się nadużyciami władzy i inwigilacją.

Podsumowując, nie jest to typowa przygodówka i opiera się głównie na czytaniu masy tekstu, więc na pewno nie będzie dla każdego. Może też sprawić, że zanim napiszesz coś w sieci, dwa razy się zastanowisz czy na pewno jakieś niewinne stwierdzenie nie może zostać kiedyś wyrwane z kontekstu, żeby udowodnić ci „winę”. Moim zdaniem warto dać grze szansę, tym bardziej, że nie kosztuje za wiele.
Ocena: 9

Plusy:
Tematyka inwigilacji i terroryzmu
Oszczędna, ale estetyczna grafika
Pewna nieliniowość
Trzymająca w napięciu historia
Niezła muzyka

Minusy
:
Brak polskiej wersji językowej
Dla nielubiących czytać, masa tekstu
Akcja osadzona w fikcyjnym kraju
W tej recenzji znalazło się dość słów kluczowych, żeby zwrócić na mnie uwagę NSA (tak samo, jak przy recenzji Spycrafta zresztą)
- Bruno, ty chyba masz paranoję.
- Paranoja jest wtedy, gdy nikt nie chce cię zabić. -BS3

ODPOWIEDZ

Wróć do „Orwell: keeping an eye on you”