Sam & Max: save the world - remastered - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
DirkPitt1
Publicysta
Posty: 521
Rejestracja: 08 lipca 2015, 13:42
Podziękował(a): 14 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 37 razy
Płeć:

Sam & Max: save the world - remastered - recenzja

Post autor: DirkPitt1 » 02 grudnia 2020, 21:09

Dawno, dawno temu, zanim Telltale stworzyło swoje The Walking Dead i zaczęło taśmowo produkować kolejne interaktywne filmy, w roku 2007, stworzyło epizodyczną przygodówkę Sam & Max Save the World. Gra ta, znana też pod tytułem Sam & Max Season One, była udaną kontynuacją starego, dobrego Sam & Max Hit the Road. Minęły lata, nastała era rozmaitych remakeów i remasterów, nic więc dziwnego, że i Sam & Max doczekał się odświeżenia. Za remaster wzięło się Skunkape Games, składające się z kilku weteranów z upadłego Telltale. Zadanie tylko pozornie proste, bo trzeba je wykonać porządnie, sama nostalgia i sentyment do oryginału nie wystarczy, o czym niedawno boleśnie przekonali się twórcy odświeżonego XIII. Tworzenie odświeżonych wersji gier przypomina balansowanie na linie; zmień za mało, a zarzucą ci lenistwo i skok na kasę, zmień za dużo, a narzekaniom na zepsucie oryginału nie będzie końca. Przejdźmy więc do gry i sprawdźmy czy Skunkape udało się zachować równowagę, czy też boleśnie grzmotnęło o ziemię.

Save the World przedstawia przygody tytułowych Sama i Maxa, czyli spokojnego psa i nadpobudliwego „królika” z upodobaniem do chaosu, pracujących w policji ochotniczej. Naszych protagonistów czekają coraz bardziej absurdalne przygody w sześciu osobnych, ale powiązanych fabularnie rozdziałach. Wraz z bohaterami powalczymy z wandalami, zostaniemy gwiazdami telewizji, wstąpimy w szeregi mafii, zmierzymy w wyborach na prezydenta z samym Lincolnem, powalczymy z internetem i odwiedzimy księżyc. A wszystko to w gęstych oparach absurdu i przy humorystycznych komentarzach naszego zwariowanego duetu. Mamy trochę ciekawych postaci, jak wciąż zmieniająca pracę Sybilla czy paranoiczny Bosko, co chwilę zmieniający przebranie, żeby nie namierzyli go jego wrogowie i rzucający tekstem „It is I, LeClerc”... znaczy się „It’s me, Bosco”. Ogólnie gra jest humorystyczna, ale nie wywołuje nieopanowanych ataków śmiechu. Jeśli chodzi o zagadki, jest całkiem dobrze. Zagadki przedmiotowe nie są zbyt trudne, bo nawet te bardziej abstrakcyjne zachowują pewną absurdalną logikę, pasującą do przedstawionego świata. Do tego parę zręcznościówek w trakcie pościgów, które jednak nie powinny sprawić większego kłopotu.
Obrazek
Obrazek
No dobrze, ale co właściwie zmieniło się w remasterze od czasu oryginału? Przede wszystkim kwestie techniczne, obsługa wyższych rozdzielczości i formatu panoramicznego. Na pierwszy rzut oka największe różnice widać w oświetleniu, które teraz wygląda lepiej. Poprawiono też modele postaci. Mimo widocznej różnicy, nie należy oczywiście oczekiwać cudów. Oryginał zestarzał się całkiem ładnie, ze względu na swój styl oprawy graficznej i remaster nie dokonuje tu żadnej rewolucji, która mogłaby spowodować opad szczęki. Poza grafiką, zajęto się też dźwiękiem, który ponownie skompresowano z oryginalnych plików źródłowych, bo jak twierdzą twórcy, w oryginalnej grze, dźwięki były za mocno skompresowane. Muszę przyznać, że moje drewniane ucho nie zwróciło na to uwagi w starej wersji. Oryginalny kompozytor stworzył też 5 nowych, jazzowych kawałków, które dobrze komponują się z oryginalną, doskonałą ścieżką dźwiękową. Muzyka jest żwawa, lekko szalona, doskonale pasująca do tych bohaterów i świata, więc kilka dodatkowych motywów nie zawadzi. Do tego wszystkiego dorzucono jeszcze obsługę pada, na którym gra się bardzo wygodnie i dodano parę steamowych osiągnięć.

Twórcy nie próbowali zmieniać niczego w samej fabule, zagadkach czy dialogach, więc nikt nie powinien narzekać, że coś zostało zrobione gorzej. Remaster podarował nam pewne rzeczy, ale też coś zabrał. W tej wersji gry nie usłyszymy znakomitego polskiego dubbingu i będziemy musieli zadowolić się napisami. Na szczęście (i nieszczęście zarazem) nikt nie silił się na tłumaczenie gry od nowa, więc wszystkie smaczki i odniesienia do naszej, polskiej rzeczywistości z oryginalnego tłumaczenia pozostały na miejscu. Napisy trzymają poziom i tylko raz zobaczyłem krótkie zdanie, które pozostało po angielsku. Niestety pozostał też mankament oryginalnej polonizacji, który stanowiło niekompletne przetłumaczenie grafik. Skoro zrezygnowano z dubbingu, można było pominąć też te grafiki. Wolałbym wszystko po angielsku, niż taką mieszaninę języków. Co jeszcze mogę powiedzieć o remasterze? Zaskoczył mnie brak jakichkolwiek problemów, których można by oczekiwać przy grze w wersji przedpremierowej. Żadnych błędów, niespodziewanych wyjść do pulpitu, nawet jakiegoś drobiazgu w rodzaju migającej tekstury nie udało mi się wypatrzeć. W czasach, gdy rozsądek dyktuje poczekać z kupnem gier co najmniej pół roku, aż zostaną należycie połatane, ten brak problemów jest naprawdę przyjemnym zaskoczeniem.
Obrazek
Obrazek
Podsumowując, dobrze wykonany remaster dobrej, wartej poznania przygodówki. Dość zachowawczy i nie wprowadzający żadnych rewolucji, ale też niczego nie psujący. Czy warto go kupić? Jeśli jeszcze nie zagraliście, owszem. Jeśli macie oryginalną wersję, już nie tak bardzo, chyba, że naprawdę potrzebujecie tego lekkiego poprawienia grafiki, albo obsługi pada. Zresztą sami twórcy zdają sobie chyba z tego sprawę i przez jakiś czas posiadacze oryginału na Steamie lub GOGu będą mogli kupić remaster za pół ceny, co wydaje się sensowną opcją. Ocena: 8

Plusy:
Humor
Bohaterowie
Zagadki
Ulepszona grafika
Obsługa pada
Oryginalna wersja, jako darmowe DLC
Dobra polonizacja…

Minusy:

…ale bez dubbingu
Tłumaczenie napisów na grafice
Dla niektórych elementy zręcznościowe

Edit: Uzupełniłem plusy o informację, że do gry zostało dodane darmowe DLC, zawierające oryginalną grę z 2007.
- Bruno, ty chyba masz paranoję.
- Paranoja jest wtedy, gdy nikt nie chce cię zabić. -BS3

ODPOWIEDZ

Wróć do „Sam & Max: save the world - remastered”