Chronicle of Innsmouth - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2953
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 67 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 40 razy
Płeć:

Chronicle of Innsmouth - recenzja

Post autor: Adam_OK » 26 stycznia 2021, 20:53

Obrazek

Są rzeczy, które nieodłącznie kojarzą się z innymi. Dla przykładu – z Bożym Narodzeniem chyba każdemu kojarzą się m. in. choinka, prezenty czy kolędy. Nie inaczej jest z nazwą Innsmouth, które łączy się z takimi pojęciami jak Cthulhu, groza czy nazwisko H. P. Lovecraft. Skoro więc nazwa tego miasteczka pojawia się w tytule gry, to już (przynajmniej „z grubsza”) wiadomo, czego można się spodziewać, zwłaszcza w warstwie fabularnej.

Bohaterem gry jest... yyyy, że co? A poważnie – nie jest powiedziane, jak się nasze alter ego nazywa, wiadomo, że jest on płci męskiej i jest młody (na oko ma jakieś dwadzieścia kilka lat). Wiemy też, że ma jasne włosy i że chce dostać się do Arkham, a punktem startowym jego wyprawy jest Newburyport. Aby tam dojechać nasz młodzieniec będzie musiał skorzystać z autobusu, który zatrzymuje się w Innsmouth. A tam czeka na niego wiele przygód, niekoniecznie takich, jakie normalny człowiek chciałby przeżyć. Często też życie naszej postaci będzie zagrożone, przy czym pod pojęciem „nasza postać” kryje się też inna osoba – prywatny detektyw Lone Carter. Nim będzie nam dane pokierować przez pewien czas głównie pod koniec rozgrywki (ale nie tylko). Do wspomnianego końca dobrnąłem po niecałych czterech godzinach zabawy, co mnie lekko zdziwiło, bo fabuła mnie mocno wciągnęła i myślałem, że spędziłem przed monitorem więcej czasu. Wynik ten może nie jest imponujący, ale przez to, że byłem mocno zaaferowany historią, to odejmę za to nieco mniej z końcowej oceny, niż zwykle.

Obrazek

Jak wspomniałem czasem śmierć zajrzy nam w oczy, a to głównie dlatego, że mamy sporo elementów czasowo – zręcznościowych. Co prawda, zgon powoduje, że gra się automatycznie cofa do momentu tuż przed naszym zejściem, więc gracza nie ogarnia frustracja spowodowana tym, że przez poprzednią godzinę się nie zapisywał i będzie musiał powtarzać duży fragment rozgrywki, ale i tak nie lubię się zbytnio spieszyć. W jednej sytuacji zastosowano ciekawe rozwiązanie – jeśli kilka razy z rzędu graczowi się nie uda, to po kolejnej śmierci na ekranie pojawi się dodatkowy przycisk z napisem „tryb łatwy”. Po jego kliknięciu limit czasowy znika i choć nasza postać dalej czuje oddech zagrożenia na swych plecach, to niezależnie od tego, czy na swym kolejnym krokiem będziemy się zastanawiać dwie sekundy czy dwie godziny, to i tak nic złego nam się nie stanie. Z kolei inna zręcznościówka też była trochę nietypowa, więc i o niej wspomnę. Otóż w pewnym momencie musimy uciekać uliczkami miasteczka przed pościgiem. Widzimy wówczas skrzyżowanie, a my stoimy u wlotu na nie u dołu ekranu. Z dwóch kierunków biegną na nas wrogowie (powiedzmy z lewej i z góry), więc trzeba wybrać ten trzeci (w przykładzie – w prawo). Tyle, że nie wystarczy kliknąć odpowiednio szybko wybrane miejsce; tu trzeba zrobić coś innego – przesunąć myszą we właściwą stronę. Oczywiście nim to odkryłem, to kilka razy mnie dopadli, ale sam pomysł takiej mechaniki uważam za ciekawy.

No dobra, naprodukowałem się o czasówkach, a czy to znaczy, że zwykłych zagadek nie ma. Oczywiście – są, w tym także łamigłówki nieprzedmiotowe. Nim o nich słów kilka o zagadkach ekwipunkowych. Zazwyczaj w naszych kieszeniach nie ma zbyt wielu rupieci, więc ogarnięcie co do czego można użyć problemu nie powinno stanowić dla nikogo. Mnie osobiście podobało się zadanie polegające na zmajstrowaniu urządzenia do nadawania sygnałów świetlno – dźwiękowych, a następnie za pomocą tego urządzenia do nadania konkretnego sygnału (czyli do powtórzenia tego, co sami zobaczyliśmy i usłyszeliśmy). Z innych łamigłówek wspomnę o zagadce z tiarą i klejnotami w niej osadzonymi czy tę z dziwnymi symbolami i panelem tuż przed finałem. Generalnie wyzwań (nie tylko dla palców, ale też dla umysłu) nie brakuje a ich wykonanie jest dobre, niekiedy oryginalne, ale jednocześnie też ciekawe i „user friendly”, dlatego też ogólna ocena tego elementu jest mocno pozytywna, choć oczywiście za czasówki twórcy dostaną ode mnie lekko „po łapach”.

Obrazek

Graficznie jest ładnie i kolorowo. Oczywiście, jako że jest to horror nie spotkamy tu „oczojebnych” barw, ale i tak ich zróżnicowanie jest dosyć duże. Oprawę wizualną wykonano w stylu pixelartowym i technicznie zrobiono to naprawdę dobrze. Zarówno postacie, jaki i różne przedmioty, budynki czy inne elementy otoczenia są dosyć szczegółowe. Owszem, można się przyczepić, że twarze osób stojących nieco w oddali mają jedynie czarne kropki będące oczami i niewiele więcej (np. nos czy usta są trudno dostrzegalne), ale poza tym to jest naprawdę dobrze. Podobały mi się również przerywniki filmowe wyglądające bardzo kreskówkowo. Również udanym zabiegiem wizualnym było to, że gdy wcielaliśmy się w Lone'a Cartera to obraz stawał się czarno – biały. Ogólnie więc oprawa graficzna tego tytułu to jest jego mocna strona.

Strona audio nie odbiega zaś swym poziomem od grafiki. W tle przygrywa muzyka doskonale pasująca do wydarzeń przedstawionych na ekranie i świetnie budująca klimat. Co prawda, często nie zwraca się na nią uwagi, ale gdy się to zrobi, to wtedy się docenia jej jakość. Podobnie jest z dźwiękiem, szczególnie z wyciem wiatru, które robi naprawdę dobre wrażenie. Również i dubbing stoi na wysokim poziomie, a głosy aktorów są dobrze dobrane do poszczególnych bohaterów.

Obrazek

Jeśli chodzi o sterowanie, to mam z nim bardzo dobre skojarzenie. Nie, nie chodzi o to, że ono samo w sobie jest dobre i proste do opanowania (a takie faktycznie jest). Mam na myśli to, ze grając w dzieło studia Psycho Dev czułem się, jakbym grał w „Indiana Jones and the Fate of Atlantis”. Dlaczego? Hmm, pomyślmy. Ten sam sposób wydawania poleceń? Możliwe. Baaaaaardzo podobna (a może i taka sama, pewności nie mam) kolorystyka tła przycisków oraz ekwipunku? Może. Ta sama czcionka (wielkość, rozmiar) użyta w dialogach, opisach czynności i innych napisach? Bardzo prawdopodobne. Nie piszę tego, bo mi to przeszkadzało, w końcu jak się wzorować, to na najlepszych, niemniej nie dało się nie zauważyć tych podobieństw.

Ogólnie „Chronicle of Innsmouth” to bardzo dobra gra, zwłaszcza pod względem fabuły i klimatu. Wykonana również co najmniej poprawnie, co sprawia, że końcowa ocena będzie wysoka, choć do ideału nieco zabrakło, głównie przez czasówki. Osobiście polecam ją zarówno miłośnikom dobrych przygodówek, jak i twórczości Lovecrafta. Kto nie grał, niech to zrobi jak najszybciej, bo sequel tej produkcji lada moment ma mieć swą premierę.

OCENA GRY: 8,5/10

ZALETY:

+ wciągająca fabuła
+ zagadki
+ grafika
+ oprawa audio
+ skojarzenia z klasykiem ze stajni Lucasa

WADY:

- trochę za krótka
- dużo czasówek

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

ODPOWIEDZ

Wróć do „Chronicle of Innsmouth”