Gilbert Goodmate: fangoryjskie dziwy - recenzja

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Urszula
Administrator
Posty: 10776
Rejestracja: 31 grudnia 2011, 12:05
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował(a): 135 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 136 razy
Płeć:

Gilbert Goodmate: fangoryjskie dziwy - recenzja

Post autor: Urszula » 06 stycznia 2012, 18:32

Obrazek

Dawno, dawno temu niedaleko Phungorii żył pewien czarownik. Zły był to człek, a jego największym marzeniem było panowanie nad całym światem. Mieszkańcy miasteczka bronili się jak mogli, posyłając do walki z nim swych najlepszych wojaków. Niestety, jego czary zabijały kolejnych śmiałków. W końcu został ostatni ochotnik (o imieniu Marvin), troszkę ciapowaty i o odwadze zająca. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że to już ich koniec, przekonani, że Marvin nie poradzi sobie z czarnoksiężnikiem. Jednak stała się rzecz dziwna – gdy mag miał zadać ostateczny cios, wojak wyrwał z ziemi jakiś osobliwy grzyb, którym zgładził czarnoksiężnika. Od tej pory grzyb ów stał się symbolem osady i zajął zaszczytne miejsce pośrodku rynku. Co roku, 17 września, obchodzono „Święto Grzyba” i wybierano wówczas osobę, która przez następny rok miała się nim zajmować i go strzec.

Na tydzień przed kolejnym świętem stało się nieszczęście – ktoś ukradł grzyb, ogłuszając strażnika. Karą za niedopełnienie obowiązków jest śmierć, a wyrok ma zostać wykonany w dniu „Święta Grzyba”, czyli 17 września. Tak się składa, że ów cenny symbol zaginął, gdy straż przy nim pełnił dziadek Gilberta.

W tym momencie rozpoczyna się nasza przygoda z Gilbertem Goodmate`em. Musimy, kierując nim, odnaleźć grzyb i oczyścić dziadka z zarzutów. Sami przyznacie, że to fabuła dobra na bajkę.

Brak ograniczeń wiekowych jak i treść gry mogłyby sugerować, że jest przeznaczona dla młodszych odbiorców, ale teksty (i podteksty) o zabarwieniu seksualnym troszkę temu przeczą.
Obrazek

Grafika 2D jest ręcznie malowana i bardzo kolorowa, jednak obraz występuje w niskiej rozdzielczości, tak więc tytuł traci na urodzie, gdy oglądamy grę na 19-calowym monitorze. Niemniej tła są porządnie zrobione i widać, że wykonano nad nimi solidną pracę. Mamy do zwiedzenia 10 różnych lokacji, każdą o odmiennym charakterze, więc dokładnie wiemy, gdzie jesteśmy. Zbierane przedmioty mają czasami dziwny wygląd i trzeba sprawdzić w ekwipunku, co takiego zabraliśmy. Nie jest ich jednak aż tak dużo i przeważnie wiadomo, co nam wpadło w ręce. Twórcy Gilberta Goodmate`a wzorowali się na programistach z Lucas Arts, czyniąc głównego bohatera troszkę podobnym do Guybrusha Threepwooda (choć nie za bardzo im się to udało). Animacja postaci właściwie jest znikoma, porusza się tylko główny bohater, pozostałe osoby wykonują jedynie nieznaczne ruchy głową czy rękoma.
Obrazek

Oprawa audio po dłuższym czasie staje się męcząca, więc lepiej od razu ją wyciszyć, żeby nie wpaść w irytację. Polonizacja i dobór aktorów do dubbingu to strzał w dziesiątkę. Intonacja głosu oraz sposób wypowiedzi podkreślają charakter postaci. Hipochondryk mówi tak flegmatycznie, jakby za chwilę miał zostać wciągnięty przez pająka za obraz. Madame Zyz to typowa wróżka, która próbuje swoje kiepskie umiejętności nadrobić stwarzaniem odpowiedniego wrażenia. Każda postać jest świetna. Odgłosy towarzyszące rozgrywce są naturalne i nie mam do nich zastrzeżeń.

Kolejna sprawa to humor. Gra na moim macierzystym forum była przez jednych krytykowana za przydługie dialogi i drętwotę, inni zaś wręcz przeciwnie – chwalili ją. Jak zwykle prawda leży pośrodku i dialogi czasami są zbyt długie i nudne, ale też często śmieszą. Sam Gilbert to taki troszkę mizerny facet, który żartami próbuje nadrobić braki w wyglądzie. Nieraz się uśmiechnęłam, słysząc wstawki jego oraz pana Liptona czy choćby farmera. Zabawne są również ich głosy. Może nie jest to dowcip najwyższych lotów, ale z pewnością dużo lepszy od tego z The Westerner, a właściwie od jego braku. Szalony naukowiec nazywa Gilberta Guybrushem, co potwierdza, na kim twórcy próbowali się wzorować.
Obrazek

Zagadki, jak to w bajkach bywa, czasami są pokręcone i mało logiczne. Trzeba np. wyprodukować superklej z tak dziwnych składników, że tylko szalona głowa mogła wymyślić coś takiego. Niemniej tych łamigłówek jest naprawdę sporo. W ekwipunku tworzymy różne przedmioty potrzebne do wykonania zadań w grze. Jedna łamigłówka troszkę mnie zirytowała, mianowicie mamy z puzzli ułożyć obraz grzyba i nie byłoby w tym niczego specjalnie trudnego, gdyby nie to, że co chwilę gaśnie światło i konieczne jest wychodzenie z jaskini, by na słoneczku naładować świetlika-latarkę. Pozostałe zadania są mniej lub bardziej trudne, ale fajne.

Nasz ekwipunek w kształcie walizki obsługiwany jest za pomocą myszki, której kursor, gdy mamy coś wykonać, zamienia się w grzyb. Grzybek ma oczka, buzię i rączki. W zależności, co z danym przedmiotem chcemy zrobić, klikamy na konkretne elementy grzybka. Aby wykonać powyższe czynności, trzeba trzymać wciśnięty klawisz myszy, co na początku, zanim się człowiek przyzwyczai, stanowi pewien problem.

Kursor zmienia kolor na czerwony, kiedy w danym miejscu można coś zdziałać. Jako że gra jest z 2001 roku, doczekała się patcha, poprawiającego błędy. Niestety, nie wszystkie i nieraz przyszło mi ją wyłączać i ponownie uruchamiać. Wczytywanie też zostało źle zrobione, bo w trakcie ładowania trzeba wciskać klawisz F1, aby nie oglądać ponownie wstępu, który jest długi i po pewnym czasie nuży.

Instalacja i deinstalacja przebiega bezproblemowo. Możemy wybrać jej rozmiar – przy pełnej instalacji gra staje się nieznacznie szybsza. Można również ustawić w opcjach cienie pod postaciami, wyłączyć lub włączyć napisy, szybkość kursora myszy, prędkość wyświetlanego tekstu oraz głośność efektów dźwiękowych i muzyki.

Ta przygodówka ma swoje wady i zalety. Na pewno jednak nie określiłabym jej jako taką, której należy unikać, tym bardziej, że to, co najważniejsze, czyli zagadki, jest na dobrym poziomie. Każdy sam powinien wyrobić sobie zdanie o tym tytule, bo nie wszystkim podoba się to samo i nie wszystkich to samo śmieszy. W mojej ocenie gra zasługuje na 6/10.
Zalety
+ grafika
+ zagadki
+ polonizacja z dubbingiem
+ humor (rzadko, ale jest)

Wady
- czasami nudne i zbyt długie rozmowy
- oprawa audio
- bugi
- niska rozdzielczość

ODPOWIEDZ

Wróć do „Gilbert Goodmate: fangoryjskie dziwy”