Filary ziemi - recenzja (księga pierwsza)

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2422
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 30 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 31 razy
Płeć: Mężczyzna

Filary ziemi - recenzja (księga pierwsza)

Postautor: Adam_OK » 12 sierpnia 2017, 17:11

Obrazek
Mało jest gier przygodowych osadzonych w średniowieczu. W zasadzie poza tytułami nawiązującymi do różnych utworów literackich (np. „Pielgrzym” czy „The Abbey”) trudno znaleźć cokolwiek. Opisywana tu gra również wpisuje się w ten trend. Jak to wyszło, to zaraz opiszę.

Na początek informacja dla tych, co nie czytali powieści autorstwa Kena Folleta. Jej znajomość nie jest wymagana do tego, by dobrze się bawić przy tej przygodówce. Skąd to wiem? Stąd, że sam zaliczam się do tych osób, które tego utworu literackiego nie znają. Mimo to, fabuła potrafiła mnie sobą zainteresować. Co prawda, początkowo miałem wrażenie, że nie trzyma się ona kupy, bo co rozdział to pojawiała się nowa postać grywalna i nowi bohaterowie poboczni. Dopiero gdzieś od połowy ich losy zaczynają się ze sobą zazębiać, a opowiedziana tu historia nabiera rumieńców. Po skończeniu tej księgi mam dużą ochotę na kolejne, ale niestety, trzeba na nie trochę jeszcze poczekać. Ochota ta wynika również z tego, że opisywany tu fragment rozgrywki był bardzo krótki. Nie przewijając żadnych dialogów czy cut-scenek jej ukończenie zajęło mi trochę ponad cztery godziny. Co prawda, dzięki temu, że w niektórych sytuacjach mamy możliwość wyboru wpływającego na rozgrywkę np. poprzez zaznaczenie odpowiedniej opcji dialogowej czy też wykonanie (lub nie) określonej czynności. Niestety, te decyzje nie miały wielkiego wpływu na fabułę, gdyż gdy po skończeniu zabawy zacząłem ją ponownie zmieniając sporą część swych wyborów, to poza tym, że jeden krótki fragment za drugim podejściem pominąłem, to cała reszta była praktycznie taka sama. Szkoda, bo stanowiłoby to sporą zachętę do ponownego przejścia tej gry, a tak nie ma tej motywacji. Mimo tego uważam, że fabularnie jest naprawdę dobrze i już nie mogę się doczekać momentu, w którym poznam dalsze losy głównych postaci.

Obrazek

Z innych elementów, na które niecierpliwie czekałem był ten, kiedy napotkam jakąś ciekawą łamigłówkę. Niestety, nie doczekałem się, bo twórcy zaimplementowali praktycznie same zagadki przedmiotowe. Są też niby zadania innego typu, ale one bardziej pasują do określenia „zręcznościówki”. Wyglądają one następująco – pokazuje nam się dość długi pasek, w którym są np. dwa lub trzy krótsze, zielone paski. Po tym długim porusza się biała kropka (od jednego końca do drugiego i z powrotem). Zadanie gracza polega na tym, aby kliknąć w momencie, gdy wspomniana kropka znajduje się na tym zielonym kawałku. Trzeba było to powtórzyć tyle razy, ile tych zielonych pasków było. Co prawda nie było to skomplikowane i dało się to przejść najdalej za drugim podejściem, ale poza tym i zagadkami inwentarzowymi nie napotkamy zadań innego typu. Szkoda, bo myślę, że to by znacznie uatrakcyjniło rozgrywkę. Na pewno też zwiększyło by to nieco poziom trudności, bo najnowsze dzieło Daedalic Entertainment jest bardzo proste. Mam nadzieję, że w kolejnych księgach pod tym względem będzie lepiej.

Na szczęście inne aspekty tej gry są wykonane bardzo dobrze. Mam tu na myśli np. oprawę graficzną, która jest bardzo klimatyczna. Jej charakterystyczną cechą jest to, że jest to pełne... 2D. To dość nietypowe, gdyż zazwyczaj mamy do czynienia labo z pełnym trójwymiarem albo z połączeniem płaskich lokacji z postaciami w 3D. Tu powrócono do tego, co było standardem jakieś 20 lat temu i wyszło to bardzo ciekawie. Mi, jako graczowi starszej daty, nie tylko to nie przeszkadzało, ale wręcz przeciwnie – bardzo mi się podobało. Wszystkie lokacje są bardzo szczegółowe i ładnie narysowane. Co więcej, sporo się w nich dzieje, także w tle – a to w lesie widać latające albo dziobiące ptaki, a to w mieście można zobaczyć ludzi zajmujących się swoimi sprawami. Oczywiście, dziś to na nikim wielkiego wrażenia nie robi, ale i tak miło się gra widząc to wszystko. Tym bardziej, że te „ruchome elementy” animowane są bardzo naturalnie. Również mimika postaci wygląda całkiem dobrze, choć jeśli ktoś przewinie daną kwestię dialogową, to bywa, że postać rusza ustami jeszcze przez kilka sekund po tym, gdy kliknęliśmy LPM. Trochę to jest dziwne, ale tyczy się to tylko określonej sytuacji. Normalnie, gdy wysłuchujemy rozmowy od początku do końca, to wszystko jest dobrze zsynchronizowane, więc nie będę się tego czepiał. Ładnie prezentują się również przerywniki filmowe. Może nie ma w nich efektownych wybuchów czy strzelanin, ale i tak pełno w nich dramatyzmu i budowania napięcia. Generalnie, graficznie jest bardzo dobrze. Zresztą, co ja się będę rozpisywał – spójrzcie sami na obrazki. Myślę, że są one wystarczającą zachętą do zapoznania się z tym tytułem.

Obrazek

Bardzo przyjemna jest również muzyka. Jeśli miałbym określić ją jednym słowem, to powiedziałbym, że jest ona... średniowieczna. Jeśli bowiem ktoś liczy na mocne, ostre brzmienie elektrycznych gitar, to tu ich nie znajdzie. Zamiast nich można posłuchać m. in. delikatnego plumkania instrumentów strunowych (choć nie zawsze jest tak spokojnie, czasem wydobywają się z nich dźwięki, które najlepiej opisuje słowo „niepokojące” podkreślające dramaturgię sytuacji; dotyczy to szczególnie cut-scenek). Do tego należy dodać odgłos bijących dzwonów czy śpiewy chóralne, które usłyszymy zwłaszcza w etapach dziejących się w klasztorze. Bardzo pasuje to do klimatu tej produkcji, dzięki tej oprawie łatwiej wczuć się opowiadaną historię oraz w realia dwunastowiecznej Anglii. Do tego należy dodać bardzo przyjemne i realistyczne dźwięki oraz dobrze dobrane głosy postaci. To wszystko składa się na naprawdę udaną warstwę audio.

Opisywany tu tytuł wydany został w polskiej wersji językowej. Tradycyjnie (biorąc pod uwagę gry, które wyszły w naszym kraju w ciągu ostatnich kilku, a może i nawet kilkunastu lat) jest to tzw. spolszczenie kinowe, czyli skupiono się na tekście pisanym. Wyszło to naprawdę dobrze, choć parę drobnych wpadek znalazłem. Generalnie jednak można powiedzieć, że tłumacz przyłożył się do swojej pracy. Do tego trzeba dodać, ze polski dystrybutor nie ograniczył się jedynie do pudełka z karteczką i kodem Steam, ale dorzucił nieco gadżetów za rozsądną cenę.

Obrazek

Ostatecznie uważam, że „Filary Ziemi”, to produkcja, którą powinni zainteresować się wszyscy miłośnicy gatunku, niezależnie od tego, czy znają powieść Kena Folletta (lub serial powstały na jej podstawie), czy też nie. Wciągająca opowieść podana w bardzo dobrej oprawie audio – wizualnej. Co prawda, brakowało mi w niej zagadek nieprzedmiotowych; poza tym sama „Księga Pierwsza” była dość krótka, co pozostawiło po sobie pewien niedosyt. Z drugiej strony – kupując tę grę dostaniemy również dwie pozostałe księgi, gdy tylko się ukażą, tak więc wpłynie to pozytywnie na długość zabawy. Tak więc, jeśli jeszcze mieliście jakieś wątpliwości, czy warto w ten tytuł zagrać, to odpowiadam – zdecydowanie warto!


OCENA GRY: 8/10

ZALETY:

+ fabuła
+ grafika
+ oprawa audio
+ dodatki w pudełku

WADY:

- trochę krótka
- brak zagadek nieprzedmiotowych

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Wróć do „Ken Follett: filary ziemi”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości