Bad dream: coma - recenzja

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2681
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 57 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 33 razy
Płeć: Mężczyzna

Bad dream: coma - recenzja

Postautor: Adam_OK » 03 stycznia 2019, 11:37

Obrazek

Bardzo często zdarza mi się, że do danego cyklu książek, gier czy filmów zabieram się od końca lub od środka. Trochę podobnie było z cyklem „Bad dream”. Co prawda, najpierw zagrałem w „Comę”, a dopiero potem w „Fever”, ale jako że najpierw powstała recenzja tego drugiego tytułu, a tego pierwszego właśnie czytacie, więc i tę serię można zaliczyć do grona tych dzieł popkultury, o których wspomniałem wcześniej. A jeśli jeszcze uwzględnimy serię krótkich, darmowych epizodów powstałych jeszcze przed „Comą”, to już nikt nie powinien dziwić się, że cykl ten zaliczam do tych, w którym kolejność mojego zapoznawania się z nim nie ma nic wspólnego z chronologią jego powstania. Tak czy inaczej, nie ma co się nad tym dłużej rozwodzić, więc trzeba przejść do rzeczy.

Opisywana tu gra zaczyna się, gdy widzimy, jak ktoś właśnie zasypia. Po chwili znajdujemy się w okolicy jakiegoś mostu. Jest też tam dziecięcy wózek, zabawkowy samochodzik, wrony i wiele innych rzeczy. Pojawia się też pewna tajemnicza postać, która będzie kimś w rodzaju naszego przewodnika w tym dziwnym miejscu. Jego odmienność objawia się w wielu aspektach, np. w napotkanych na naszej drodze postaciach. Niestety, w ich życiu jest wiele cierpienia, a o tym, że tak jest przekonamy się odwiedzając m.in. miejscowy szpital. Do tego przyjdzie nam odwiedzić pobliski cmentarz, las czy klatkę w bloku na jednym z osiedli. Jest tego całkiem sporo, choć do niektórych będziemy wracać w kolejnych epizodów, których jest w sumie osiem. Niestety, są one dosyć krótkie, choć panowie ze studia Desert Fox znaleźli sposób na to, aby zachęcić gracza do przejścia ich produktu więcej niż raz. Stało się tak, dlatego że podczas rozgrywki przyjdzie nam podjąć sporo różnych decyzji, w efekcie czego możemy później obejrzeć jedno z trzech dostępnych zakończeń – dobre, złe lub neutralne. O ile to samo w sobie jest fajne, o tyle sposób realizacji tego pomysłu już mnie nieco rozczarował. Problem polega na tym, że wystarczy już na samym początku zrobić jedną, złą rzecz (np. zabić kilka ptaszorów) by w ten sposób stracić całkowicie szansę nie tylko na dobre rozwiązanie fabuły, ale także na to neutralne. Twórcy nie przewidzieli ani jakiegoś sposobu rehabilitacji za wyrządzone zło, ani nie dali nawet najmniejszego marginesu błędu. W związku z tym, że te rozwiązania, które prowadzą do najgorszego finału są najprostsze i najbardziej rzucające się w oczy, tak więc przy pierwszym podejściu do gry uznałem, że najpierw przejdę ją brnąc w tę stronę, a potem uczynię to ponownie, ale tym razem będę dążył do lepszego zakończenia. Tak też zrobiłem, co nie było niczym nadzwyczajnym, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że dwukrotne ukończenie rozgrywki zajęło mi nieco ponad sześć godzin.

Obrazek

Oczywiście, po drodze przyszło mi rozwiązać kilka zagadek. Nie były one jakoś specjalnie trudne, jak np. łamigłówka z gwiazdkami na cmentarzu, ale potrafiły dać nieco satysfakcji z ich rozwiązania. Niestety, czasem były one nieco upierdliwe, jak np. zadanie z umieszczeniem czaszki i dwóch kości nad wejściem do pewnej krypty. To, co mnie nieco zdenerwowało to fakt, że jedną z tych kości można zabrać dopiero wtedy, gdy we właściwym miejscu znajdzie się czaszka i druga kość. I tak długo, jak długo tego się nie wykona, to nie można zabrać potrzebnego nam fragmentu czyjegoś szkieletu, mimo iż doskonale wiadomo, gdzie się on znajduje. Na szczęście większość wyzwań, jakie stawiają przed graczem twórcy jest ciekawa, chociaż gdyby znalazło się w tej przygodówce nieco więcej łamigłówek nieprzedmiotowych, to by było (w mojej ocenie) nieco lepiej. Z tej drugiej kategorii tak na dobrą sprawę kojarzę jedynie pewną grę planszową, którą znaleźliśmy w pewnym mieszkaniu. Była ona naprawdę fajna, choć za pierwszym razem nieco denerwował mnie boss, więc skorzystałem z pewnego „cheata”, aby dać sobie więcej szans na jego pokonanie. Z drugiej strony takie oszukiwanie nie jest dobre, więc przy kolejnej rozgrywce starałem się przejść ten fragment uczciwie i mi się to w końcu udało. Oprócz tej planszówki było też szukanie różnic na dwóch obrazkach (i to chyba nawet dwa razy w ciągu całej rozgrywki), ale to i tak trochę mało. Generalnie pod względem zagadkowym jest co najmniej nieźle, ale mogłoby być też nieco lepiej, bo ogólny poziom trudności zbyt wysoki to nie jest.

Za to jakość grafiki należy jednoznacznie określić mianem „bardzo dobry”. Zaraz, zaraz, ale jak to? Przecież nie ma tu ani superhipermega wypasionej oprawy w pełnym 3D, nie ma dynamicznych cieni, naturalnie wyglądającej wody czy innych szmerów – bajerów wizualnych. Zamiast tego wszystkiego widać jedynie płaski, dwuwymiarowy świat narysowany z wykorzystaniem zaledwie kilku kolorów – czarnego, żółto – brązowego i czerwonego (no i jeszcze ze dwóch czy trzech innych). Więc czym tu się zachwycać (ktoś może rzec)? A jest czym, bo choć grafika (wliczając w to również animacje) w tym tytule jest wręcz minimalistyczna, ale jednocześnie jest również bardzo klimatyczna i bardzo pasująca do fabuły. Jest wręcz jej naturalnym uzupełnieniem i jako taki dodatek jest ona bardzo dobra. Na plus należy zaliczyć też dużą różnorodność lokacji i dużą szczegółowość w obrębie każdej z nich. Naprawdę widać ogrom pracy włożonej w tę produkcję ze strony rysowników i ja tę pracę doceniam.

Obrazek

Muzycznie i dźwiękowo jest również dobrze. Piszę tak, mając na uwadze głównie jakość, a nie ilość tego, co dobywało się z głośników lub słuchawek podczas rozgrywki. Do tego, co nam przygrywa podczas zabawy również pasuje słowo „klimatyczny”, bo te utwory są bardzo niepokojące i intrygujące. Może nie zapadają one w pamięć na długo, więc na określenie „wybitne” nie zasługują, niemniej tak jak grafika, tak i te kawałki dobrze współbrzmią z opowiadaną tutaj historią. Do tego należy dodać bardzo udane i realistyczne dźwięki wydawane np. przez nasze otoczenie czy różne przedmioty, więc w efekcie należałoby również pochwalić te osoby, które je stworzyły. Jedyny minus tego aspektu gry jest taki, że wszystkie postacie są nieme. Ja rozumiem, że autorów zapewne nie było stać na wynajęcie kilku profesjonalnych aktorów głosowych, ale mimo tego trochę szkoda, że nie ma tu jakiegokolwiek dubbingu.

Z innych rzeczy wartych uwagi należy wspomnieć o dwóch sprawach. Po pierwsze gra ma polską wersję językową, która skupia się na napisach (bo, jak już wspomniałem dubbingu w grze się nie uświadczy). Wykonano ten element co najmniej poprawnie – czcionka jest prosta i czytelna, jej rozmiar odpowiednio duży, a i błędów różnego rodzaju zbytnio nie pamiętam, więc najprawdopodobniej było ich na tyle mało, że przymknąłem na to oko. Szkoda tylko, że spolonizowano jedynie kwestie „wypowiadane” przez napotkane postacie, natomiast takie rzeczy jak artykuły w gazetach, znaki drogowe czy napisy na nalepce na automacie z napojami są po angielsku. Mimo tego doceniam, że w ogóle polska wersja językowa jest, bo choć grę stworzyło polskie studio, to nie oznaczało to z automatu, że finalny produkt będzie zawierał choćby napisy w naszym ojczystym języku.

Obrazek

Druga kwestia to interfejs i sterowanie. Generalnie do obsługi wykorzystujemy myszkę, więc mamy tu typowego point and clicka. Jedyne, co niespecjalnie mi się podobało, to fakt, że znów gra sama się zapisuje. Ja rozumiem, że skoro mamy do podjęcia sporo decyzji, które w taki czy inny sposób wpływają na rozgrywkę, więc jak już wszedłeś na ścieżkę prowadzącą do jakiegoś zakończenia, to musisz ją kontynuować, ale z drugiej strony ja wolę sam decydować o tym, kiedy zrobić sejwa. Dzięki temu mogę się wrócić do danego momentu wtedy, kiedy chcę, a nie wtedy, kiedy muszę. Poza tym, mając wiele zapisów nawet jeśli któryś mi się „skaszani”, to zawsze mogę skorzystać z innego, dzięki czemu nie muszę przechodzić całej gry od początku. A jeśli gra sama się zapisuje w jednym i tym samym pliku, to każdy błąd w tymże pliku powoduje niechcianą powtórkę z roz(g)rywki, a tego chyba nikt nie lubi.

Ogólnie rzecz ujmując „Bad Dream: Coma” to produkcja udana. Ma intrygującą fabułę, niezłe zagadki i bardzo klimatyczną oprawę audio – wizualną. Z drugiej strony jest relatywnie krótka, zbyt prosta i nie ma możliwości zapisu w dowolnym momencie. Mimo tego, te wady nie są aż tak poważne, by dyskwalifikować tę grę. Ja uważam, że warto dać jej szansę i poświęcić jej ten jeden wieczór.


OCENA GRY: 7/10

ZALETY:

+ intrygująca fabuła
+ trzy możliwe zakończenia
+ niezłe zagadki
+ oprawa audio – wizualna
+ polska wersja językowa

WADY:

- za krótka
- zbyt prosta
- tylko i wyłącznie autozapis

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Wróć do „Bad dream: coma”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość