Play with me - recenzja

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2531
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 41 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 32 razy
Płeć: Mężczyzna

Play with me - recenzja

Postautor: Adam_OK » 19 lutego 2018, 12:53

Obrazek

Nie wiem jak wy, ale ja nie jestem fanem filmowej serii „Piła”. Oglądałem kiedyś kilka minut pierwszej i drugiej części i więcej nie byłem w stanie, bo to, co widziałem na ekranie budziło, we mnie obrzydzenie. Gdy więc usłyszałem o opisywanej tu grze po raz pierwszy i o tym, że ma ona być czymś w stylu growej wersji wspomnianych horrorów, to jakoś nie zapałałem entuzjazmem do tego tytułu. Potem, na nieco dłuższą chwilę, o produkcji studia Airem zapomniałem, by po niej zdecydować się zagrać w „Play with me”. I wiecie co? Nie... Zaraz zaraz, nie będę kończyć poprzedniego zdania, choć zapewne dla wielu z was naturalnym wydaje się, że powinno być tam słowo „żałuję”. Równie dobrze mogłoby być tam również „nie powinienem był jej uruchamiać, bo gra jest równie obrzydliwa, jak tamten film”. Która wersja jest prawdziwa? Tego dowiecie się z tego tekstu.

Obrazek

Głównym bohaterem jest niejaki Robert Hawk, dziennikarz piszący dla „Dorset Courier”. Wiele z jego artykułów dotyczyło seryjnego mordercy o pseudonimie „Illuzja” (pisane przez dwa „l”, gdyż najprawdopodobniej jest to „nowsza wersja” zbrodniarza działającego kilkadziesiąt lat wcześniej, którego „ksywka” pisana była przez jedno „l”). Zabija on osoby oskarżone o ciężkie przestępstwa, które zostały uniewinnione przez sądy z braku dowodów, w związku z tym sam morderca twierdzi, że on naprawia błędy wymiaru sprawiedliwości. I wszystko to „trzymałoby się kupy”, gdyby nie to, że Robert, w dniu swoich urodzin, jadąc samochodem ze swoją żoną, ulega wypadkowi i dostaje się w ręce „Illuzji”. Czyżby miało to związek z artykułami, które napisał? A może z prywatnym śledztwem, które prowadził razem z detektywem Patrickiem Clarkiem, w wyniku którego był blisko odkrycia tożsamości przestępcy? I czy gracz, wcielający się w Roberta, też tę tożsamość pozna? Tego dowie się każdy, kto zdecyduje się sięgnąć po tę produkcję. Może nie jest ona najdłuższa (mnie dotarcie do finału zajęło około 4 godzin), ale czas przy niej spędzony generalnie wspominam miło. Co prawda było kilka denerwujących momentów (o nich nieco później), ale generalnie nie miałem odruchu wymiotnego (a ten pojawiał się przy oglądaniu „Piły”), gdy obserwowałem wydarzenia na ekranie monitora. To nie jest gra, która straszy tonami flaków wylewających się z każdego zakamarka czy też bardzo drobiazgowym pokazywaniem bardzo wymyślnych tortur. Robi to w znacznie subtelniejszy sposób, dzięki czemu mogą sięgnąć po nią także i te osoby, które za horrorami nie przepadają. Poza tym fabułę poprowadzono naprawdę ciekawie i wielowątkowo, co objawia się w tym, że może się ona skończyć na kilka sposobów (według tego, co pokazała mi sama gra, jest 5 różnych zakończeń). Oznacza to, że można zrobić coś inaczej, pójść w inną stronę lub podjąć inną decyzję, która może sprawi, że „Illuzją” okaże się ktoś inny niż poprzednio. Nie sprawdzałem tego jeszcze, ale możliwe, że to zrobię, bo mam pewien pomysł na to, co mógłbym zmienić w swojej rozgrywce. To wszystko przemawia za tym, że fabuła „Play with me” jest jej mocną stroną.

Jeszcze lepiej jest pod względem zagadek. Co prawda można powiedzieć, że są one na jedno kopyto, bo praktycznie przez całą rozgrywkę chodzi o to, by zdobyć hasło do panelu przy drzwiach, które umożliwia otwarcie tych ostatnich i przejście do kolejnego pokoju. I tak ileś razy, aż do finału. Tyle, że podpowiedzi do tych kombinacji są bardzo pomysłowe. Niekiedy wskazówki, które znajdujemy np. na różnych karteczkach, należy rozumieć dosłownie. W efekcie często z tymi skrawkami papieru trzeba się nieco nagimnastykować, przybliżając je do siebie lub je oddalając, obracać do góry nogami, czytać w lustrze itp. Zabawa z tym jest naprawdę fajna, a to nie wszystko, co ta gra ma do zaoferowania, że wspomnę tu o łamigłówce, która była podobna do tej, którą spotkałem na Czarnym Rynku w „Deponii 2”. Zdarza się też, że część podpowiedzi jest widoczna tylko w świetle UV (stosowną lampę zdobywamy na dość wczesnym etapie zabawy). Inne są poukrywane za różnymi przedmiotami, które wpierw należy przesunąć lub potraktować je młotkiem, co sprawia, że przechodząc przez kolejne pomieszczenia, nie miałem wrażenia pt.”ale to już było”. A propos młotka – jak w prawie każdej przygodówce, tak i tutaj mamy ekwipunek i przedmioty, które zbieramy. Na szczęście za wiele ich nie ma (zapałki, latarka, telefon, szmatka itd.) i używamy ich zgodnie z przeznaczeniem. Poza tym mamy tu też pewien element realizmu – baterie w latarce lub w telefonie się wyczerpują, więc trzeba je wymieniać (teoretycznie komórkę można by podładować, ale raz, że nie mamy ładowarki, a dwa, że nie ma nigdzie gniazdka, do którego można by ją podłączyć). Poza tym musimy też dbać o swoje zdrowie, które możemy podreperować znajdowanymi gdzieniegdzie strzykawkami z pewną zieloną substancją. A jakby komuś było jeszcze mało albo czuje nostalgię na samą myśl o Nokii 3310, to może skorzystać z komórki także po to, by zagrać w coś „wężopodobnego” lub polatać stateczkiem i postrzelać do wrażych jednostek latających. Te wszystkie atrakcje i wiele więcej czekają na wszystkich, którzy zdecydują się sięgnąć po ten tytuł. Niestety, są też elementy, które takie fajne nie są. Przede wszystkim chodzi mi o fragmenty zręcznościowe, w których musimy oświetlać „Illuzję”. Ja na nie trafiłem dwa razy, choć możliwe, że gdybym poszedł inną drogą, to miałbym ich więcej. Wracając jednak do rzeczy – oczywiście postać, której mamy dać latarką po oczach, się porusza, więc trzeba to robić nieco na czuja. Poza tym, za drugim razem zdarzało się, że w trakcie wyczerpywała mi się bateria, choć gdy ją włączałem, to miałem ją naładowaną ponad 80%. Próba włożenia nowej baterii zajmowała zaś na tyle dużo czasu, że ginąłem i trzeba było powtarzać to jeszcze raz. W efekcie, nim doszedłem do „pełnego oświecenia”, minęło kilkanaście prób, w czasie których niejednokrotnie rzucałem mięsem w kierunku twórców tego etapu. Na szczęście, to był jedyny zgrzyt w aspekcie zagadkowo–łamigłówkowym, więc pomimo jego wystąpienia z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że pod ww. względem ta gra stoi na bardzo wysokim poziomie.

Obrazek

Pod względem technicznym też jest bardzo dobrze. Weźmy dla przykładu stronę wizualną – kiedy po raz pierwszy uruchomiłem tę produkcję późnym wieczorem, gdy jedynym światłem w moim pokoju było to z monitora i zobaczyłem jakiegoś owada chodzącego po ekranie, to myślałem, że ten „pyzak” faktycznie porusza się po monitorze. Dopiero później (gdy wziąłem pod uwagę choćby aktualną porę roku) uświadomiłem sobie, że to jest dzieło grafików, co już jest sporą rekomendacją dla nich. Kolejną jest fakt, że gdy w jednym pokoju było bardzo zimno, to ukazano to bardzo ciekawym efektem zamarzającego pola widzenia. A gdy do tego dodamy bardzo dobrze dobraną paletę barw (z jednej strony wszystko wygląda naturalnie, a z drugiej jest elementem budowania napięcia i klimatu zagrożenia) oraz całkiem udane animacje, to naprawdę osoby, które stworzyły stronę graficzną tego tytułu, zasługują na pochwałę.

Również muzycznie i dźwiękowo jest bardzo dobrze. Z głośników dochodzą niepokojące brzmienia oraz naturalnie brzmiące odgłosy, takie jak pukanie do drzwi. Do tego trzeba też dodać bardzo dobrze dobrane głosy postaci, w których słychać towarzyszące im napięcie, a np. podczas rozmów telefonicznych między Robertem a Patrickiem lub Sarą (choć sam dzwonek jest trochę denerwujący) da się wyczuć w ich słowach pośpiech oraz zdenerwowanie. Co więcej, nie mówię tu o angielskim dubbingu (choć i taki jest dostępny w opcjach gry), ale o polskim. Tak, jest tu PEŁNA polska wersja językowa, która naprawdę zasługuje na określenie „profesjonalna”. Jedyny zgrzyt w niej, jaki zauważyłem, to fakt, że na jednej karteczce była wskazówka w „lengłydżu”, a poza tym wszystko było w jak najlepszym porządku. Uzupełniając informację o technikaliach, dodam jeszcze, że mamy tu do czynienia z klasycznym interfejsem point and click oraz z systemem automatycznego zapisu, który „sejwuje”, gdy tylko uda nam się poprawnie wpisać kod otwierający drzwi do kolejnego pokoju. Osobiście wolałbym sam decydować o tym, kiedy nagram stan gry, ale jako że w tej produkcji i tak dzieje się to dość często, więc nie będę na to zbytnio narzekał.

Obrazek

Podsumowując, opisywana tu gra to naprawdę udana produkcja. Największe jej atuty to wciągająca fabuła i interesujące łamigłówki, choć i warstwie audiowizualnej też nie można nic poważnego zarzucić. Ma ona pewne niewielkie wady, takie jak krótkość jednorazowej rozgrywki oraz denerwujące (czasami) elementy zręcznościowe, ale nie wpływają one zbytnio na spadek przyjemności płynącej z zabawy. Tak więc jeśli ktoś zada wam pytanie – „Play with me?”, to polecam wszystkim odpowiedzieć „Tak”.


OCENA GRY: 8,5/10

ZALETY:

+ fabuła
+ kilka możliwych zakończeń
+ zagadki
+ grafika
+ oprawa audio
+ polonizacja

WADY:

- zręcznościówki ze świeceniem latarką
- jednorazowe przejście gry trwa za krótko
- parę innych drobiazgów (denerwujący dzwonek w komórce czy brak zapisu w dowolnym miejscu)

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Wróć do „Play with me”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość