Inner world: Ostatni wietrzny mnich - recenzja

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2732
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 57 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 36 razy
Płeć: Mężczyzna

Inner world: Ostatni wietrzny mnich - recenzja

Postautor: Adam_OK » 26 marca 2019, 11:21

Obrazek

Dawno, dawno temu, gdy gry wychodziły w dużych pudełkach..., wróć! Dawno temu, gdy gry wychodziły w pudełkach za sprawą firmy Techland mieliśmy okazję poznać grę „The Inner World”. Była to gra bardzo udana, więc nic dziwnego, że doczekała się kontynuacji. Niestety, druga część nie miała zaszczytu ukazania się w wersji fizycznej w naszym kraju (chyba nie muszę tłumaczyć, dlaczego). Na szczęście, udało mi się zdobyć jakiś czas temu jej wersję elektroniczną oraz jej nieoficjalne spolszczenie. Dziś zamierzam podzielić się z wami moimi wrażeniami z grania w nią.

Fabularnie akcja „Ostatniego wietrznego mnicha” toczy się trzy lata po zakończeniu poprzednika. Ten czas nie był dla Asposii czasem szczęśliwości, gdyż następca tronu, główny bohater opisywanej tu produkcji – Robert, spędził jako... posąg. Do władzy doszedł niejaki Emil, przywódca ruchu zwanego conroyalistami. Dla nich, Conroy, był wielkim i dobrym władcą krainy, który został (według nich) zamordowany, a winę za to ponoszą fujarkonosi. W związku z tym zaczęły się prześladowania osób, które potrafią grać na swoich nosach. Wielu z nich zostało aresztowanych, a pozostali muszą się ukrywać. Tu do akcji wkracza Dziobak, gołąb niejakiej Laury, z którą zapoznaliśmy się w pierwszej odsłonie. Z jego pomocą Robert przestaje być skamieliną i wkracza do akcji. Szybko orientuje się w sytuacji i postanawia przywrócić porządek w Asposii. Przez sześć rozdziałów odwiedzi on sporo różnych lokacji i rozwiąże niemało zagadek, po to, aby znów wszystko było tak, jak powinno być. Czy mu się to uda, to przekona się o tym ten, kto sięgnie po tę grę. A zapewniam, że warto to zrobić, bo opowiedziana tu historia potrafi sobą zainteresować i czas spędzony przy tym tytule mija bardzo szybko i przyjemnie. Naprawdę nie zauważyłem, kiedy minęło te siedem godzin i pojawiły się napisy końcowe. A jeśli komuś mało zachęt w tym, co do tej pory napisałem, to niech kolejną będzie fakt, że oprócz Roberta dane nam będzie również pokierować poczynaniami Laury oraz wspomnianego Dziobaka. Wprowadza to element różnorodności i urozmaicenia do rozgrywki.

Obrazek

Bardzo podobały mi się również zadania, jakie twórcy wymyślili i jakie musimy rozwiązać. Tradycyjnie dominują zagadki przedmiotowe, ale na szczęście są również łamigłówki nazywane przeze mnie puzzlowatymi. Te pierwsze są logiczne, na odpowiednim poziomie trudności (nie za łatwym, nie za trudnym). Dodatkowo nie nosimy ton rupieci w ekwipunku, więc nawet ostateczność w postaci klikania wszystkiego na wszystkim nie jest strasznie upierdliwa czy wkurzająca. Poza tym jest jeszcze coś, co wzbogaca rozgrywkę w tym aspekcie, a mianowicie piosenki Roberta. Otóż bowiem podczas zabawy poznamy kilka melodii (np. piosenka opuszczająca lub podnosząca jakiś element otoczenia), które pomogą nam w rozwiązaniu różnych problemów, a także łamigłówek. Mam tu na myśli np. bardzo ciekawą zagadkę z monumentem, który trzeba odpowiednio ustawić grając melodie na swoim nosie. Praktycznie w tym samym miejscu i czasie do ułożenia było kilka tabliczek związanych z historią krainy, w której toczy się akcja gry. A to nie wszystko, bo oprócz tego Robert będzie musiał np. nauczyć się bardzo specyficznego języka. Oczywiście nie chodzi o zgłębienie wszystkich jego tajników, a jedynie o poznanie kilku(nastu) słów niezbędnych do porozumienia się z pewnymi (według nomenklatury ludzi cywilizacji zachodniej) dzikusami. W tym celu wykorzystamy zestaw slajdów przedstawiających różne kształty. Z nich zaś, jak z klocków, budować będziemy bardziej skomplikowane kształty, które będą pełniły rolę pisma obrazkowego. Te wszystkie łamigłówki są bardzo pomysłowe, a ich rozwiązanie samodzielne daje sporo satysfakcji. Za ten element twórcom należą się naprawdę duże słowa uznania.

Równie udana jest oprawa graficzna. Zadowoleni będą przede wszystkim ci, którzy narzekają, że ciągle albo to 3D albo piksele wielkie jak patelnia. W „Inner World” nie ma ani tego pierwszego, ani drugiego. Jest za to bardzo piękna grafika 2D – szczegółowa, kolorowa itp. Ogólnie ten tytuł wygląda trochę jak film animowany (i to taki z wyższej półki), co bardzo dobrze o nim świadczy. Pod względem wizualnym naprawdę nie mam się do czego przyczepić – ani do wyglądu postaci, ani do sposobu ich poruszania się, ani do tego, jak prezentują się poszczególne lokacje. Wszystko jest po prostu bardzo klimatyczne, po prostu rewelacyjne. I choć gra ma już parę lat, to prezentuje się równie dobrze, jak w chwili swej premiery. Brawo!

Obrazek

A jak sprawa wygląda z dźwiękiem? Najkrócej mówiąc – tak samo. Rozwijając zaś nieco tę myśl napiszę, że tu również wszystko mi się podobało. Czy to przygrywająca w tle muzyczka, czy to różne odgłosy otoczenia dochodzące do mych uszu, czy to głosy postaci – elementy te wykonano z odpowiednio dużą starannością. Na szczególną uwagę zasługują te ostatnie – bohaterowie, których poznaliśmy w poprzedniku mówią znanymi nam już głosami, a ci nowi również są zdubbingowani rewelacyjnie. Wszystkim aktorom udało się oddać zarówno charakter bohaterów, jak i emocje nimi targające, a to dzięki temu łatwiej jest zżyć się z nimi oraz wczuć się lepiej w opowiadaną historię.

Z innych kwestii wartych omówienia należy wspomnieć o polonizacji. Co prawda, nie jest to oficjalne spolszczenie, ale nie nazwałbym go również amatorskim. Swe palce maczał w nim bowiem jeden z użytkowników Przygodomanii, który ma na swym koncie polskie wersje językowe do wielu gier (z tego co kojarzę, to nie tylko przygodówek), więc jest to człowiek, który zna się na rzeczy i który fuszerki nie odwala. Tak było i tym razem, więc jeśli ktoś preferuje gry w rodzimym języku, to na naszym forum jest link, z którego można pobrać wspomniane tłumaczenie. Oczywiście, „nasz człowiek” przetłumaczył „zaledwie” napisy nie bawiąc się w nagrywanie polskiego dubbingu, ale z drugiej strony po co miałby to robić? I tak wykonał kawał, naprawdę dobrej roboty, za co należą mu się gratulacje i podziękowania, które mu właśnie w tej chwili składam.

Kontynuując wątek innych spraw godnych uwagi, to nie można nie napisać o humorze. Tu również, wzorem poprzednika, jest on obecny i tu również stoi on na wysokim poziomie. Jest on przede wszystkim różnorodny, a więc mamy i śmieszne kwestie dialogowe, i dowcipy sytuacyjne (np. gdy poznajemy tytułowego następcę Conroya), i zabawnych bohaterów pobocznych (powrót Gorfa, oł jeeeeee ;) )lub zwierzęta zamieszkujące Asposię (np. świmucha). OK, może spędzając czas przy tej produkcji nie masowałem swej przepony przez pół minuty co każde dwie spędzone przy zabawie, ale nie jest to najważniejsze. Tu bowiem postawiono (tak jak i w innych aspektach) na jakość, więc naprawdę nie ma co narzekać. Śmiesznie i tak jest, a to też się liczy.

Obrazek

Czytając ten tekst można odnieść wrażenie, że „Ostatni wietrzny mnich” to gra pozbawiona wad. Jeśli ktoś tak twierdzi, to w zasadzie niewiele się pomylił, bo mnie osobiście najbardziej przeszkadzała jedna rzecz – zakończenia, a właściwie to, co w nim zrobił Robert. Otóż on (w mojej prywatnej ocenie) nie zachował się jak przystało na następcę tronu, tylko jak rozkapryszony gówniarz, któremu znudziły się pewne rzeczy. Nasz bohater niby ma osiemnaście lat, ale umysłowo to ja bym mu dał sporo mniej. Postawa Ocarino trzeciego w końcowym fragmencie rozgrywki pokazuje czym się różni dorosłość od pełnoletności.

Mimo tego nie żałuję ani przez moment, że miałem okazję zapoznać się bliżej z tą grą. Ciekawa fabuła, intrygujące zagadki czy rewelacyjne wykonanie przemawiają na jej korzyść. I choć końcówka mi się niespecjalnie podobała, to i tak z czystym sumieniem polecam ją każdemu. Tę produkcję każdy szanujący się wielbiciel gatunku znać po prostu musi.

OCENA GRY: 9/10

ZALETY:

+ fabuła
+ zagadki
+ grafika
+ oprawa audio
+ (nieoficjalna) polonizacja
+ humor

WADY:

- zachowanie Roberta w finale

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Wróć do „Inner world: the last wind monk, The”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość