Observer - recenzja

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2435
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 32 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 31 razy
Płeć: Mężczyzna

Observer - recenzja

Postautor: Adam_OK » 28 września 2017, 16:33

Obrazek

Gier, które mają na celu straszenie odbiorcy ostatnio wychodzi naprawdę dużo. Można by więc powiedzieć, że w tym temacie powiedziano już wszystko i trudno jest stworzyć coś nowego, coś oryginalnego. Gdy więc odpaliłem „Observera” nie oczekiwałem niczego nadzwyczajnego, niczego, co by mnie mogło zaskoczyć. A co zobaczyłem na swoim monitorze? O wrażeniach z tej produkcji zaraz opowiem.

Pierwsze, przyjemne zaskoczenie przyszło na samym początku. Okazało się, że akcja toczy się w swojskim Krakowie. Co prawda, miasto to nie przypomina tego, które znamy, gdyż wydarzenia przedstawione na ekranie toczą się w roku 2084 po wielkiej epidemii i wielkim konflikcie zwanym Wielkim Zdziesiątkowaniem. Jedynym zwycięzcą tego konfliktu jest korporacja Chiron, która tak naprawdę rządzi krajem. W takim kraju żyje i pracuje Daniel Lazarski. Jest on tytułowym Observerem – kimś w rodzaju policjanta, który ma też specjalne umiejętności. Może on bowiem skanować otoczenie zarówno w poszukiwaniu śladów biologicznych, jak i urządzeń elektronicznych, w tym różnego rodzaju implantów i czipów. Do tych ostatnich, znajdujących się w mózgu, można się podłączać i sprawdzać wspomnienia i sny ludzi, nawet po ich śmierci. To wszystko przydaje się w prowadzeniu śledztwa. Głównym zadaniem Daniela jest odnalezienie jego dawno nie widzianego syna, Adama, który niespodziewanie nawiązał kontakt z naszym bohaterem. Śledztwo to będzie się toczyć głównie w pewnej obskórnej kamienicy i jej najbliższej okolicy i doprowadzi ono do zaskakującego rozwiązania. Mnie dojście do niego zajęło kilkanaście godzin (według licznika z konta Steam), co jest wynikiem bardzo dobrym (jak na współczesne standardy). Ilościowo jest więc wszystko OK, a jak z jakością? Tu również trudno coś zarzucić, bo przez zdecydowaną większość tego czasu z dużym zainteresowaniem i przyjemnością śledziłem wydarzenia pokazywane na ekranie.

Obrazek

Spory wpływ na to miał niesamowity klimat cyberpunkowy. Składały się na niego nie tylko wspomniane wcześniej implanty i czipy, ale w zasadzie wszystko – wszechwładna korporacja, wszechobecny brud, brutalne morderstwa czy padający deszcz. To jednak nic w porównaniu z tym, co widać po podłączeniu się do czyichś wspomnień. Wizje te pełne są surrealistycznych przedmiotów, obiektów, elementów otoczenia czy istot. To właśnie one są też najstraszniejsze. Co więcej, straszenie gracza nie odbywa się sposób najbardziej oczywisty, czyli przez potwory wyskakujące zza rogu. Owszem zdarzało się, że dopadało mnie monstrum, którego się nie spodziewałem, ale znacznie częściej gęsia skórka na moim ciele pojawiała się np. gdy usłyszałem dziwny dźwięk lub gdy spojrzałem na ścianę czy zajrzałem do jakiejś szafki. Ta produkcja naprawdę potrafi przestraszyć i robi to umiejętnie.

O tym, co widać i słychać będzie jeszcze nieco dalej, ale teraz chciałbym skupić się na innym elemencie – zagadkach. Tu niestety, nie jest dobrze, bo praktycznie ich nie ma. Jeśli chodzi o zadania przedmiotowe, to choć rożnego rodzaju obiektów, które można obejrzeć, zbadać czy przeskanować jest bardzo wiele, to tak na dobrą sprawę nie ma żadnego ekwipunku. Nie ma więc możliwości być jakiegoś przedmiotu użyć na innym, czy też by połączyć ze sobą dwie rzeczy w celu uzyskania trzeciej. Zadań nazywanych przeze mnie „puzzlowatymi” też praktycznie nie uświadczymy. Owszem, czasem napotkamy zamki szyfrowe, do których trzeba znaleźć kod dostępu lub spróbować go zhackować. Tyle, że jest ich dosłownie kilka podczas całej gry, poza tym jest jedynie coś, co można uznać za namiastkę takich łamigłówek. Otóż bowiem na komputerach, które znajdujemy w różnych lokacjach jest gra (taka gra w grze), w której sterujemy postacią poruszającą się po labiryncie. Nasze zadanie polega na zebraniu wszystkich złotych monet, unikanie lub likwidacja wielkich pająków i dotarcie do maga, który przeniesie nas do kolejnego etapu. Jest ich w sumie 10, ale dostęp do kolejnych zyskujemy przez uruchamianie kolejnych komputerów z zainstalowaną na nich ta gierką. Poza tym, pod koniec rozgrywki można (nie jest to obowiązkowe) spróbować się z oryginalnej wersji Tetrisa, biegu z przeszkodami oraz wędrówki przez labirynt. I choć wszystkie one są ciekawe i mi się podobały, to jednak w „Observerze” było trochę za mało elementów zmuszających szare komórki do intensywniejszego wysiłku. Szkoda, bo zagadki to jeden z niewielu aspektów, które w dziele studia Bloobers Team mogły by być lepsze.

Obrazek

Na szczęście inne aspekty tej gry były bardzo dobre. Mam tu na myśli m.in. grafikę, która jest rewelacyjna. Bardzo pomaga ona w budowaniu klimatu rozgrywki, zwłaszcza jeśli chodzi o wygląd lokacji. Wspominałem już o kamienicy i jej wyglądzie. Chodząc po jej kilku poziomach (trzy piętra, parter i piwnica) i zaglądając do różnych mieszkań i widząc te dziury w ścianach, odpadający tynk czy kapiącą wodę ma się wrażenie, że to nie jest tylko element gry komputerowej, ale coś rzeczywistego, namacalnego. Ciekawy efekt uzyskano również gdy Dan musi wziąć lek (synchronizynę). Na ekranie pojawiają się wówczas niewielkie, migające kwadraty, a w każdym z nich są poziome lub pionowe pasy. Początkowo pojawiają się one na krótko i w małej ilości, ale z czasem pojawiają się one na dłużej i w większej liczbie. W rezultacie nasza widoczność zostaje coraz bardziej ograniczona w sposób efektowny wizualnie. Jednak to nie wszystko. Największe wrażenie zrobiły na mnie chwile, gdy Dan podpinał się do czyjegoś mózgu. To, co pojawia się wówczas na monitorze jest tak pokręcone, tak absurdalne, tak surrealistyczne, że aż trudno to sobie wyobrazić. Widząc to wszystko nieraz zastanawiałem się, jak twórcy gry mogli wpaść na coś takiego. Część z tego możecie zobaczyć na screenach, ale zapewniam was, że one oddają rzeczywiste wrażenia jedynie w niewielkim stopniu. Jak dla mnie były one po prostu genialne i trzeba je zobaczyć samemu.
To samo można powiedzieć o muzyce i dźwiękach. O nich również wypowiem się w samych superlatywach, bo bez nich ta produkcja byłaby dużo uboższa. Czasem to, co dochodziło z głośników powodowało przechodzenie ciarek i pojawienie się gęsiej skórki, a czasem było to delikatne, spokojne pobrzękiwanie. Za każdym razem było to doskonale dobrane do wydarzeń widocznych na ekranie. Oprawa audio to po prostu majstersztyk doskonale oddający klimat cyberpunka. Do tego dochodzi bardzo dobry dubbing, do którego zaangażowano nie tylko polskich aktorów, z których najbardziej znany jest Arkadiusz Jakubik, ale także Rutgera Hauera, znanego m.in. z „Blade Runnera” (po naszemu „Łowcy Androidów”). Wypadli oni naprawdę dobrze, a chrypliwy głos zagranicznej gwiazdy dobrze pasuje do głównego bohatera.

Obrazek

Jeśli chodzi o sterowanie, to jest tu coś, co rzadko jest spotykane w przygodówkach. Generalnie postacią kierujemy myszą i klawiaturą (WSAD do chodzenia plus kilka klawiszy do biegu, kucania, skanerów i noktowizora). Z czymś takim już się spotykaliśmy wcześniej, więc na czym polega ta inność? Otóż na tym, że jednym z przydatniejszych klawiszy jest... środkowy przycisk myszy. Naprawdę nie pamiętam innego tytułu, w którym miałby on tak duże znaczenie, jak w „Observerze”. Dzięki bowiem ŚPM mamy dostęp do dziennika, w którym można sprawdzić aktualne zadania i postęp w nich; poza tym możemy dzięki niemu zażyć wspomnianą synchronizynę. Nie liczyłem ile razy korzystałem z tego przycisku, ale możliwe, że więcej razy niż z prawego guzika, co jest naprawdę dziwne. Poza tym wszystko jest OK, poza jedną sprawą – automatyczny zapis stanu gry. Naprawdę nie rozumiem, czemu gracz sam nie może decydować, kiedy zrobić sejwa, zwłaszcza w produkcji w której w kilku momentach jego postać może zginąć a jedyną metodą obrony przed maszkarami jest ucieczka i chowanie się po kątach. Za to dam małego minusa, ale oprócz tego zastrzeżeń nie mam.

Warta omówienia jest też polonizacja. Z racji tego, że zatrudniono zagraniczną gwiazdę, to wszystkie postacie mówią po angielsku, a jedynie napisy (także na plakatach, tabliczkach itp.) są w naszym rodzimym języku. Co prawda, w polskiej produkcji nie powinno tak być (spodziewałbym się raczej pełnej wersji PL), ale z powodu wymienionego wyżej w tym wypadku jest to zrozumiałe i usprawiedliwione. Co do jakości tłumaczenia oraz synchronizacji czasu wyświetlania podpisów z czasem wypowiedzi nie mam większych uwag, generalnie wszystko jest na dobrym poziomie.

A jakie jest moje zdanie o „Observerze”? Bardzo dobre, zwłaszcza jeśli jesteście miłośnikami „straszaków”. Niezła fabuła, długa rozgrywka, świetna oprawa audio – wizualna, a przede wszystkim znakomity klimat cyberpunkowy robią niesamowite wrażenie. Do tego ta gra naprawdę potrafi przestraszyć, co nie każdemu horrorowi się ostatnimi czasy udawało. Owszem zagadkowo mogłoby być lepiej, zapis rozgrywki mógłby być w dowolnym momencie, no i wolałbym nie nieć wspomnianego buga, ale i tak jest to bardzo dobra gra. Jak dla mnie to najlepszy horror 2017 roku.


OCENA GRY: 8,5/10

ZALETY:

+ klimat!
+ potrafi przestraszyć
+ fabuła
+ grafika
+ oprawa audio
+ polonizacja

WADY:

- trochę za mało zagadek
- brak opcji zapisu w dowolnym momencie

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Wróć do „Observer”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość