Inner Voices - recenzja

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2422
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 30 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 31 razy
Płeć: Mężczyzna

Inner Voices - recenzja

Postautor: Adam_OK » 15 maja 2017, 21:00

Obrazek

Horrory to nie jest coś, co lubię najbardziej. Dotyczy to zarówno książek, jak i filmów czy gier, więc gdy pojawiła się okazja by zrecenzować nowy tytuł, który miał być „straszydłem” nie rzuciłem się na niego, jak sęp na padlinę. Ostatecznie jednak ta gra trafiła do mnie, a co z tego wyszło, to opiszę w tym tekście.

Głównym bohaterem jest człowiek cierpiący na amnezję. Trafia on do dziwnego miejsca. Po pokonaniu kilku przeszkód spotyka... w zasadzie nie wiadomo kogo. Nie jest to człowiek, duch chyba też nie, nazywany jest on Bytem, a z czasem bohater zaczyna nazywać go imieniem David. Po pierwszej rozmowie naszej postaci z tą istotą dowiadujemy się, że nazywamy się John Blake i że jesteśmy martwi. Znajdujemy się w dziwnym miejscu poza światem i przemierzając je próbujemy odzyskać pamięć. Robimy to zdobywając runy symbolizujące nasze wspomnienia. Dzięki nim możemy otworzyć tajemnicze drzwi, za którymi ma się znajdować wyjście z tego wymiaru. Rozmowa z Bytem zasugerowała mi, że potrzebuję wszystkich run, a można ich zdobyć w sumie 26. Dlaczego aż tyle? Wynika to z faktu, że każda z nich odpowiada jednej literze alfabetu łacińskiego, których jest właśnie 26. Na szczęście, aż tylu ich nie potrzeba – ja ukończyłem ten tytuł mając ich 18, z czego trzy czy cztery ostatnie zdobyłem już... po otwarciu wspomnianych drzwi. Tak, tak, wbrew pozorom to nie jest koniec gry, po tym momencie jest jeszcze całkiem dużo do zrobienia. Jak dużo, to zależy w znacznym zakresie od samego gracza, bo od tego, co zrobi zależy, jaki ta cała historia znajdzie finał. A w sumie jest możliwych pięć różnych zakończeń. Ja do swojego dobrnąłem po ponad dwunastu godzinach rozgrywki. Z jednej strony to dużo, ale z drugiej, jeśli weźmiemy pod uwagę m.in. fakt, że ze dwie z nich poświęciłem na bezsensowne łażenie w kółko spowodowane tym, że gra nie zaliczyła mi zadania, które wykonałem znacznie wcześniej. Dopiero po wykonaniu go ponownie udało mi się popchnąć akcję do przodu, ale ile czasu zmarnowałem na chodzenie w tę czy w inną stronę – sam nie wiem. Później też był etap (na szczęście znacznie krótszy), że również musiałem pewne czynności powtarzać, więc to też wydłużyło czas spędzony przy tej grze. Mimo tych „przedłużaczy” możliwe, że usiądę do niej ponownie, gdyż jest opcja „nowa gra plus”. Polega ona na rozpoczęciu nowej rozgrywki, ale z zachowaniem wszystkich run i notatek zdobytych wcześniej. Dzięki temu jest szansa na zobaczenie innych wariantów sfinalizowania fabuły. Ta ostatnia jest pokręcona, a poszczególnych wątków nie poznajemy w kolejności chronologicznej, więc mamy wrażenie poszatkowania całej opowieści. Z czasem składa się to wszystko w sensowną całość, a odkrywanie poszczególnych fragmentów jest ciekawe. Jeszcze bardziej ciekawe wydawało mi się, jak to wszystko się zakończy, więc pod tym względem jest naprawdę dobrze.

Obrazek

Zagadkowo też nie jest najgorzej. Podczas przemierzania tego labiryntu jest kilka rzeczy, które trzeba wykonać i cała reszta opcjonalnych. Wśród tych pierwszych są m.in. zadanie w kościele, w Akademii Wojskowej czy w sierocińcu. Dla przykładu pierwsze z wymienionych polega na otwarciu pewnej skrzynki zabezpieczonej czterocyfrowym kodem, a w tym drugim należy złożyć karabin z części oznaczonych naszymi inicjałami na biurku z naszą tabliczką. W sumie podczas rozgrywki napotkamy kilka łamigłówek. Są one stosunkowo proste i logiczne, więc nie powinny one nikomu sprawić większych trudności. Są też zadania inwentarzowe, ale wyglądają one nieco inaczej, niż w innych przygodówkach. Główna różnica polega na tym, że tak naprawdę nie ma tu czegoś takiego jak ekwipunek. Są za to przedmioty, które można (a nawet trzeba) użyć. Jak więc to pogodzono? Zrobiono to w taki sposób, że mając coś wykorzystać należy tę rzecz wziąć do ręki i zanieść we właściwe miejsce, gdzie należy tej rzeczy użyć. W przypadku wspomnianego karabinu oznacza to, że każdy element trzeba najpierw „przytargać” do sali i położyć na naszym stoliku, a potem można to wszystko ze sobą złożyć. Da się do tego przyzwyczaić, bo nigdy nie nosimy tych przedmiotów na duże odległości. Przy tej okazji trudno nie wspomnieć o jednej sprawie – nieco wyżej pisałem, że robimy to własnoręcznie. To trochę skrót myślowy, bo podczas tego transportu nie widzimy naszej ręki, więc wygląda to tak, jakby John dysponował mocą telekinezy, a taki czy inny przedmiot po prostu lewituje. Dziwnie to wygląda, choć z drugiej strony – skoro nasz bohater jest martwy, to może nie ma też ciała, w tym rąk?

A skoro jesteśmy przy wyglądzie, to omówię teraz grafikę. Generalnie oprawa wizualna prezentuje się tak, jak należy. Podczas wędrówki po labiryncie zwiedzimy nie tylko takie miejsca jak wspomniany sierociniec czy kościół, ale także odwiedzimy szpital, czy też poznamy „uroki” bycia amerykańskim żołnierzem, który dostał się do niewoli podczas wykonywania tajnej misji w Afganistanie. Oprócz nich jest też wiele innych lokacji, z których część jest tylko „pokojami przejściowymi”, w których można skupić się na „podziwianiu” widoków. A wśród nich są poprzewracane krzesła, ściany z odpadającymi tynkami, szafki i biurka, które lata świetności dawno mają za sobą czy plamy krwi znajdujące się na różnych przedmiotach. To wszystko jest elementem budowania grozy i napięcia, więc nie powinno to nikogo dziwić. Zrobiono to naprawdę dobrze i bardzo realistycznie. Również sposób, w jaki poruszają się poszczególne przedmioty jest naturalny (a w tym tytule jest ich wiele; wśród nich są też takie, które można poprzestawiać jedynie dla własnej satysfakcji). Niestety, nie oznacza to, że nie mam żadnych zastrzeżeń do grafiki. Pierwsze dotyczy etapu w jaskini, w której należy odprawić pewien rytuał. W nim to bowiem gra przestała mi płynnie chodzić, a zaczęła działać skokowo. Dlaczego się tak stało – nie wiem; obstawiam jakiś błąd w kodzie albo słabą optymalizację tego fragmentu rozgrywki. Drugie zastrzeżenie odnosi się do notatek. Gdy bowiem znajdziemy taki zapisek, to chcąc go przeczytać musiałem się sporo nakombinować – a to zrobić krok do przodu, a to się obrócić i pójść nieco w prawo, a może jednak lepiej w lewo, a może jeszcze inaczej? Wynikało to z faktu, że podnosząc jakąś kartkę papieru i przybliżając ją do swoich oczu bywało tak, że światło latarki padało głównie na niezapisaną część, a ta zapisana pozostawała zacieniona. Trzeba było więc poszukać miejsca, w którym było na tyle jasno, aby bez problemu oczytać całą wiadomość. Trochę to było upierdliwe, ale obie te wady nie były na tyle poważne, aby w istotny sposób zepsuć mi odbiór tej gry.

Obrazek

Wspomniałem nieco o budowaniu klimatu grozy i o latarce, która rozświetla otaczający nas mrok. Oprócz grafiki znaczny udział w tym elemencie mają realistycznie brzmiące dźwięki – a to czyjeś kroki, a to trzaśnięcie drzwiami, a to odgłos spadającej z sufitu lampy. „Inner Voices” próbuje nas straszyć na różne sposoby, ale.. no właśnie – próbuje. Przez cały czas spędzony przed monitorem nie czułem przechodzących przeze mnie ciarek, nie oblewał mnie zimny pot, ani nie bałem się otworzyć kolejnych drzwi, bo mogło za nimi być coś przerażającego. Poza wspomnianym wcześniej Bytem praktycznie nie spotkałem nikogo innego – żadnego zombiaka, wampira, potwora czy innej maszkary. Owszem, ze dwa razy ujrzałem kogoś gdzieś w oddali, ale to była ułuda, która szybko rozpływała się w ciemności. Jeśli więc ktoś liczy na silne przeżycia emocjonalne, to będzie rozczarowany. Natomiast jeśli o mnie chodzi – osobiście nie jest to dla mnie wada, ale skoro twórcy obiecywali „straszydło”, a niewiele z tego wyszło, to muszę to uwzględnić w końcowej ocenie.

Na koniec coś o pozostałych aspektach technicznych. Tytuł ten obsługuje zarówno zestaw klawiatura + mysz, jak i pada. Czyni to o wiele lepiej, niż recenzowana przeze mnie poprzednio „Syberia 3”, choć do ideału nieco zabrakło. Po pierwsze – sporo problemów sprawiło mi zadanie w kościele, gdyż skrzynka nie chciała się otworzyć pomimo ustawienia poprawnego kodu. Po drugie – pod koniec zabawy program nie zareagował na wciskany przeze mnie klawisz, przez co ominęła mnie ścieżka prowadząca do innego (niż to które widziałem) zakończenia. Poza tym nie da się zmienić „fabrycznych” ustawień klawiszologii, ale ten zestaw jest dobrany na tyle intuicyjnie, że nie stanowi to żadnego problemu. Trochę gorzej jest z systemem zapisu. Gra automatycznie robi sejwa po odnalezieniu kolejnej runy, można też zrobić to samemu wciskając Tab, a potem podchodząc do maszyny do pisania i wciskając klawisz „E”. Jakież było moje zdziwienie, gdy po ponownym uruchomieniu gry i wybraniu opcji „Kontynuuj” znalazłem się w... pomieszczeniu startowym. Obróciłem się o 180 stopni i podszedłem do widocznych drzwi i otworzyłem je, a wówczas znalazłem się już w miejscu bardziej adekwatnym do moich postępów w fabule. Co prawda, przy samodzielnym zapisywaniu się nie byłem pewny, gdzie trafię po ponownym uruchomieniu gry, ale wiedziałem, że będzie to gdzieś blisko miejsca, w którym muszę zrobić coś ważnego. W sumie więc ten system, nie jest taki najgorszy (podobny pamiętam z pierwszego „Mysta”), ale trzeba się do niego przyzwyczaić.

Obrazek

Jest jeszcze kwestia polonizacji. Nie wiem, czy wszyscy mają tę świadomość, ale „Inner Voives” to gra stworzona przez polską firmę Simulation Games Studio. Choć nie zawsze jest to regułą (niestety), to tym razem polska wersja językowa istnieje. Co prawda, w naszym rodzimym języku są tylko napisy (wszystkie postacie mówią po angielsku), ale dobre i to. Niestety, nie obyło się bez wpadek – zdarzają się błędy ortograficzne, poza tym w kilku miejscach zamiast nazwy „Byt” jest „Being”, a rzeczy, które można poruszyć myszą są oznaczone napisem „LMB”, a nie „LPM”. Nie są to wielkie błędy, ale psują obraz i jakość polonizacji.

Podsumowując jest to całkiem udana produkcja, choć jak na horror mało straszna. Ma ona kilka wad, ale myślę, że część z nich powinny „załatwić” patche wypuszczone przez wydawcę. Ja osobiście całkiem dobrze się przy niej bawiłem i spróbuje przejść ją jeszcze raz. Może znajdę kilka dodatkowych run, może dostanę nowe osiągnięcia na Steam, może zobaczę inny finał rozgrywki? Nie wiem, ale uważam, że tej produkcji warto dać szansę.

OCENA GRY: 7,5/10

ZALETY:

+ fabuła
+ pięć możliwych zakończeń
+ niezłe zagadki
+ klimatyczna grafika
+ realistycznie brzmiące dźwięki
+ całkiem udane sterowanie

WADY:

- za mało straszna jak na horror
- etap w jaskini – brak płynności w działaniu
- dziwny system zapisu
- drobne niedoróbki w polskich napisach

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Awatar użytkownika
Urszula
Administrator
Posty: 9430
Rejestracja: 31 grudnia 2011, 12:05
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował(a): 87 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 109 razy
Płeć: Kobieta

Re: Inner Voices - recenzja

Postautor: Urszula » 15 maja 2017, 21:22

Gra robiona przez rodaków zawierająca błędy ortograficzne, a ty piszesz udana polonizacja. :(
___________________________________________________________________________________________________
Moje gry
Stowarzyszenie na Rzecz Rozwoju Dawstwa Szpiku - KRS 0000202597 - przekaż 1% podatku

kontakt w sprawach PrzygodoManii: urszula(at)przygodomania(kropka)pl

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2422
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 30 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 31 razy
Płeć: Mężczyzna

Re: Inner Voices - recenzja

Postautor: Adam_OK » 15 maja 2017, 21:35

Urszula pisze:Gra robiona przez rodaków zawierająca błędy ortograficzne, a ty piszesz udana polonizacja. :(


Hmm, a jakiś przykład? Tak szczerze, to nie kojarzę niczego takiego, choć może wynikać to z faktu, że zwyczajnie coś przeoczyłem.
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Awatar użytkownika
Urszula
Administrator
Posty: 9430
Rejestracja: 31 grudnia 2011, 12:05
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował(a): 87 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 109 razy
Płeć: Kobieta

Re: Inner Voices - recenzja

Postautor: Urszula » 15 maja 2017, 21:47

inn.jpg


Wysłałam błędy do wydawcy. Nie tylko ja, ale nie zostały poprawiona.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
___________________________________________________________________________________________________
Moje gry
Stowarzyszenie na Rzecz Rozwoju Dawstwa Szpiku - KRS 0000202597 - przekaż 1% podatku

kontakt w sprawach PrzygodoManii: urszula(at)przygodomania(kropka)pl

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2422
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 30 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 31 razy
Płeć: Mężczyzna

Re: Inner Voices - recenzja

Postautor: Adam_OK » 16 maja 2017, 11:06

OK, zmodyfikowałem trochę akapit o polonizacji.
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl


Wróć do „Inner Voices”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość