Beholder - recenzja

Awatar użytkownika
vaapku
Administrator
Posty: 879
Rejestracja: 04 stycznia 2012, 08:56
Lokalizacja: Resovia
Podziękował(a): 17 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 9 razy
Płeć: Kobieta

Beholder - recenzja

Postautor: vaapku » 08 maja 2017, 00:21

Zdarzyło wam się kiedyś zastanawiać, jak wyglądają mieszkania obcych ludzi? Mielibyście ochotę podejrzeć, co inni trzymają w lodówkach, jakie czytają książki, albo nawet dowiedzieć się o ich brudnych sekretach? Przyznaję bez bicia – ja tak. Jednak „chcieć” i „zrobić” dzieli przepaść, w której pływają skrupuły, więc na myszkowanie po cudzym domu zdecydowałabym się chyba tylko w przypadku inwazji zombie, ze świadomością, że mieszkańcy się o to nie obrażą, bo po prostu nie żyją.

Coś, na co brakuje odwagi w prawdziwym świecie, zdecydowanie łatwiej przychodzi nam zrobić w rzeczywistości wirtualnej. Stąd też, sięgając po „Beholdera”, zacierałam dłonie na myśl o inwigilacji, jaką przyjdzie mi prowadzić. W skrócie: wcielamy się w Karla Steina, zarządcę budynku. Niby nic, ale nasz bohater jest narzędziem w rękach totalitarnej władzy. Musi śledzić każdy krok lokatorów, poznać ich zwyczaje, zainteresowania i donosić przełożonym o naruszeniach prawa. A ponieważ codziennie wychodzą nowe dyrektywy, wkrótce okazuje się, że obywatelom zabroniono praktycznie wszystkiego. By nasze działania były jak najbardziej efektywne, dostajemy klucze do mieszkań, mamy też możliwość instalowania w nich kamer.



ObrazekŚledzimy każdy ruch naszych lokatorów...

Zlecenia od rządu to jedno, ale życie rządzi się własnymi prawami. Syn studiuje, córka ma problemy zdrowotne, a żona co rusz domaga się pieniędzy na rachunki – a płacą nam raczej średnio. Poza tym – lokatorzy też ludzie i nie zawsze przypadnie nam do gustu odgórny nakaz eksmisji jakiejś niewygodnej osoby. I na tym właśnie polega cała zabawa z „Beholderem”. Na każdym kroku stajemy przed wyborem: donieść na kogoś czy go ostrzec? Wydać majątek na studia syna czy odkładać na czarną godzinę? Wykonywać polecenia, a może tylko udawać posłusznego obywatela, grając władzy na nosie? Większość zadań można wykonać na kilka sposobów – albo nie wykonywać ich wcale, licząc się jedynie z możliwymi konsekwencjami.

Gra jest bardzo nieliniowa, mnogość scenariuszy imponuje i chcąc poznać je wszystkie i odblokować każde osiągnięcie, trzeba by zapewne poświęcić co najmniej kilkadziesiąt godzin. Przyznaję jednak, że nie do końca miałam na to ochotę. Przechodzenie całości od nowa po kilku razach zaczyna nużyć, a z kolei cofanie się na zapisach zaburza ciągłość rozgrywki. Ponadto po podjęciu niektórych decyzji zdarzają się przestoje, kiedy nie bardzo jest co robić. Na dodatek o ile na początkowym etapie zabawy mamy w budynku kilka rodzin, o których wiemy coś więcej i chcemy im pomagać, o tyle dalej lokatorzy zmieniają się coraz częściej i ich los staje się nam obojętny. Pierwsze dwa, trzy przejścia zapewniają zabawę, później mimo wielu rzeczy pozostałych do odkrycia, zaczyna robić się troszkę nudno.

Oprawa graficzna początkowo może wydawać się mało atrakcyjna. Nasz budynek – a cały czas poruszamy się tylko w jego obrębie – aż prosi się o remont. Popękane ściany, obłażące tapety, zdewastowane meble. Nie ma tu żywych kolorów, wszystko jest jakieś wyblakłe. Szybko jednak okazuje się, że to ponure, przygnębiające miejsce świetnie oddaje ducha czasów, w których przyszło żyć głównemu bohaterowi. Całości dopełnia przygrywająca w tle, raczej smętna melodia.


Obrazek...Pod ich nieobecność przeszukujemy każdy zakamarek i zaglądamy do wszystkich kątów w poszukiwaniu dowodów na łamanie prawa...

Ze względu na charakter strony, dla której piszę tę recenzję, muszę zaznaczyć jedną rzecz: nie jest to w żadnym wypadku przygodówka, nawet dość pojemne znaczeniowo określenie „gra przygodowa” nie do końca do niej pasuje. Sporo tu strategii, trochę symulacji, nieco zabawy w detektywa, a wszystko razem sprawia, że „Beholdera” trudno jest zaklasyfikować do jednego gatunku – co oczywiście nie jest zarzutem.

Gra doczekała się pełnej polskiej wersji językowej, dodam że bardzo porządnej. Co prawda jeśli chodzi o dubbing, nie było zbyt dużo do roboty – nasi bohaterowie pozostają niemi – jednak mężczyzna podkładający głos narratora spisał się całkiem dobrze. Podobnie sprawa ma się z napisami. Poprawność językowa to jedno, ale – co w tym przypadku równie ważne – tłumaczowi udało się oddać ducha rzeczywistości, do jakiej zostajemy przeniesieni.

W ostatecznym rozrachunku „Beholder” to bardzo udana produkcja. Wiele możliwych scenariuszy rozwoju fabuły i konieczność dokonywania wyborów moralnych przynajmniej na kilkanaście godzin przykuwają do monitora. Niestety, po pewnym czasie sprawdzanie kolejnych wariantów przestaje bawić i gracz staje przed dylematem: przemęczyć się jeszcze raz, by przetestować jeszcze inne rozwiązanie czy odpuścić z poczuciem, że nie wszystko zostało odkryte? Mimo to uważam, że warto sięgnąć po tę grę, właśnie dla tych pierwszych kilkunastu godzin zabawy.

Ocena: 8/10


Obrazek...A gdy już zbierzemy dość informacji, idziemy do centrum dowodzenia i tam decydujemy o dalszych losach świata.

Wróć do „Beholder”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość