Darkness Within 2: the dark lineage - recenzja

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2563
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 43 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 33 razy
Płeć: Mężczyzna

Darkness Within 2: the dark lineage - recenzja

Postautor: Adam_OK » 30 maja 2013, 14:03

Obrazek

Wiele osób, szczególnie dzieci, boi się ciemności. Można je jednak łatwo rozproszyć, wystarczy mieć tylko zapałki, świecę, lampę, latarkę czy jakikolwiek inny, tego typu przedmiot i go użyć. Trudniej jest, gdy mrok ogrania człowieka od środka, gdy jest on wewnątrz ludzkiej duszy. Wiedzą coś o tym bohaterowie różnych gier, a Howard Loreid jest jednym z nich.

Ten były detektyw, po wydarzeniach z części pierwszej popadł w obłęd i trafił do szpitala psychiatrycznego. Udało mu się jednak z niego uciec, ale nie stało się to bez pomocy osób trzecich. Początkowo trafia on do opuszczonej chatki, by dość szybko wyruszyć w podróż do małego miasteczka Arkhamend. Z biegiem czasu i wraz z kolejnymi wydarzeniami Howard odkryje, że to miejsce, jak i inne w okolicy są mu dobrze znane i że nie trafił tu przypadkiem. Trafił tu, by poznać prawdę o sobie, swojej rodzinie i swoim przeznaczeniu, ale ta prawda wcale nie jest przyjemna. Poza tym, aby ją poznać, trzeba przede wszystkim umieć odróżnić sen od jawy, rzeczywistość od majaków, a to wcale nie jest takie oczywiste dla naszego bohatera, którego ciągle dręczą różne koszmary. Z drugiej strony, skoro nasze alter ego odwiedza takie „kurorty” jak opuszczone domy, kanały, piwnice, grobowce; gdy przywołuje duchy zmarłych i tworzy homunkulusy, to trudno, aby nie miał omamów. Howarda (a tym samym i gracza) otacza ciągle aura niepewności, strachu i dreszczyk grozy, ale w tym miejscu chciałbym uspokoić wszystkich tych, którzy chcą zagrać w tę produkcję, ale nie mają zbyt mocnych nerwów. Otóż, gra ma klimat typowy dla horrorów, ale nie jest on bardzo ciężki – program nie emanuje mnogością trupów, hektolitrami krwi, rozczłonkowanymi ciałami czy innymi paskudztwami. Tu klimat budowany jest przez opusztoszałe lokacje (ale nie wszystkie i nie całkiem), umiejętną grę światłem i cieniami czy oprawę dźwiękową. Dokładniej opiszę to nieco później, teraz tylko powiem, że efekt końcowy powinien zadowolić zarówno wielbicieli dreszczyku emocji, jak i tych, którzy mdleją na widok kilku kropel krwi.

Przyjrzyjmy się teraz innemu elementowi, jaki powinien być w typowej przygodówce, a więc zagadkom. Tych jest całkiem sporo, szczególnie, jeśli zestawimy ich ilość z czasem potrzebnym na jej ukończenie (jakieś 7-8 godzin, a więc obecny standard). Łamigłówki mają zróżnicowany poziom trudności – od stosunkowo prostych (jak otwarcie pewnej księgi) po dużo bardziej złożone (jak choćby zagadka z kamieniami wokół pewnego domku i symbolami na nich). Są też zadania muzyczne, co dla osób takich jak ja (czyli takich, którym nie tylko jeden, ale całe stado słoni nadepnęło na uszy) jest problemem. Poza tym, tak jak i w poprzedniku, tak i tutaj mamy dokumenty, w których szukamy wskazówek. Nie wszystkie papierzyska zawierają ważne dla nas informacje, ale grając na standardowym poziomie trudności (tak!, w tej grze sami go sobie wybieramy spośród trzech dostępnych opcji) wiemy, czy czytając dany list albo księgę trzeba na coś zwrócić szczególną uwagę, czy nie. Dzieje się tak za sprawą „międzymordzia” – gdy tekst zawiera wskazówki, to wówczas, po lewej stronie pojawia się kilka przycisków, dzięki którym można podkreślić interesujący nas akapit i sprawdzić, czy są w nim ukryte informacje. Jeśli tak, to później są one dostępne w ekwipunku, i tak jak klasyczne jego elementy, niektóre można łączyć uzyskując dalsze wskazówki. Takich zadań jest całkiem sporo, choć mam wrażenie, że w pierwszej części ten element rozgrywki był bardziej rozbudowany. Oprócz tego twórcy dali nam do wykonania łamigłówki przedmiotowe, w których wykorzystujemy wszelkie zebrane rupiecie. Niektóre z nich trzeba połączyć ze sobą, co robimy (podobnie jak ze wskazówkami z dokumentów) w umyśle Howarda (czyżby gość posiadł umiejętność telekinezy?). Niekiedy, dzięki takim zabiegom uda się odkryć jakiś sekret (wśród nich parę smaczków dla wielbicieli tworczości H.P.Lovercrafta) albo znaleźć ukrytą podpowiedź. Jeśli tak, to po obejrzeniu końcowego filmiku na tablicy wyników powinien być bardzo dobry rezultat (mnie się udało uzyskać około 7-8 na 10 gwiazdek). Uważam, że jest to fajne być nagrodzonym dodatkowo za dodatkową „pracę” (dałem to w cudzysłowie, bo trudno granie w przygodówki nazwać pracą, jeśli nie należysz do nielicznego grona osób, które tworzą teksty dla profesjonalnych serwisów growych albo branżowej prasy).

Obrazek

Słowem „fajnie” można też odpowiedzieć na pytanie:” Jak ten tytuł się preneztuje?” Od razu chciałbym zaznaczyć, że oznacza to „odpowiednio do współczesnych standardów ORAZ do klimatu tej produkcji”. A skoro jest to gra z dreszczykiem, więc po pierwsze (jak to już wspominałem) lokacje są opuszczone, zrujnowane, a wiele ich elementów wygląda tak, jakby miały się zaraz rozpaść. Po drugie spora część akcji toczy się w nocy, a więc w kolorystyce dominują barwy ciemne i ponure. Po trzecie istotną rolę pełni tu gra świateł i cieni, dlatego też twórcy się przyłożyli do tego elementu i dopracowali go niemal do perfekcji. Najbardziej wyrażone jest to w tym, że gdy nocą penetrujemy okolicę, to gdy nie korzystamy z żadnego oświetlenia, to praktycznie nic nie widać. Z tego względu nieodzownym elementem naszego wyposażenia są lampy i latarki, których światło różni się między sobą (lampa daje szersze pole widzenia, latarka węższe). Poza tym, we wspomnianej zagadce z kamieniami i symbolami, jeśli nie spojrzymy na nie wykorzystując odpowiednie oświetlenie, to będziemy się błąkać po omacku, jak dzieci we mgle. Zresztą wspomniana mgła czy inne efekty wizualne też są i też wyglądają one bardzo dobrze. A gdy do tego dodamy, że napotkane postacie (jest ich kilka, ale nie za wiele) też mają „horrorowaty” wygląd, to trudno nie powiedzieć, że Darkness Within 2 otrzymało najlepszą możliwą oprawę graficzną adekwatną do jej klimatu.

Ten ostatni buduje również oprawa muzyczna i robi to naprawdę dobrze. Ten wyjący wiatr, tajemnicze odgłosy, dziwne dźwięki bardzo skutecznie wprowadzają element niepewności i niepokoju. Teoretycznie jest się na to przygotowanym i czasem nie robią one już tak wielkiego wrażenia, ale to tylko złudzenie. W momencie, w którym nie jest się gotowym dobiegające do nas fale z głośników sprawiają, że po plecach przechodzą ciarki. A jeśli ktoś chce spotęgować ten efekt, to niech zagra nocą ze słuchawkami na uszach – wrażenia murowane.

Obrazek

Niektórym graczom wrażenia może zapewnić również sterowanie. Dotyczy to tej części miłośników gatunku, którzy nie lubią wydawać poleceń bohaterowi przy pomocy klawiatury. Tutaj wykorzystujemy ją do poruszania się, natomiast wszelkie inne czynności typu korzystanie z inwentarza, prowadzenie dialogów czy podkreślanie akapitów w dokumentach wykonujemy przy użyciu myszy. Taki system sprawdza się całkiem dobrze, choć na początku zdarzało mi się zapomnieć, że aby się przemieścić, to trzeba wcisnąć odpowiedni klawisz.

Do pozytywów zaliczę również polonizację. Mamy tu do czynienia z jej kinową odmianą, więc w polskim języku są tylko teksty pisane, dubbing zaś jest angielski. Mimo tego, tłumacze mieli sporo do zrobienia, bo wszelkich notatek, listów, książek itp. jest całkiem dużo, a do tego dochodzą jeszcze dialogi i napisy widoczne podczas nich. Po zapoznaniu się z nimi uważam, że lokalizatorzy wykonali dobrze swoje zadanie – teksty są poprawne językowo, stylistycznie; czcionki są czytelne i wyraźne, a do tego podczas dialogów kwestie już wypowiedziane są zaznaczone nieco innym kolorem od tych jeszcze nie wybranych. Dzięki temu można czerpać większą przyjemność podczas rozgrywki.

A tej przyjemności jest naprawdę sporo – całkiem udana fabuła ze smaczkami dla wielbicieli Lovercrafta oraz z odpowiednim klimatem, sporo zróżnicowanych zagadek, oprawa audio – wizualna na wysokim poziomie oraz udana polonizacja to główne zalety tej produkcji. A wady? Ciężko coś jednoznacznie wskazać, może poza tym, że brakuje tej grze „tego czegoś” co przykuwa na długie godziny do monitora. To solidna propozycja, szczególnie dla tych, co lubią się bać, dlatego polecam ją wszystkim przygodomaniakom.


OCENA GRY: 8/10

ZALETY:

+ niezła fabuła
+ klimat napięcia i niepewności
+ oprawa audio – wizualna
+ łamigłówki
+ polonizacja
+ smaczki dla wielbicieli Lovercrafta

WADY:

- dla niektórych sterowanie
- ogólne wrażenie zbyt słabe, aby dać wyższą ocenę

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Wróć do „Darkness within 2: the dark lineage”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość