Samorost - recenzja

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2390
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 28 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 29 razy
Płeć: Mężczyzna

Samorost - recenzja

Postautor: Adam_OK » 03 maja 2017, 16:17

Obrazek

Każde wielkie dzieło zaczyna się od czegoś małego – dom czy autostradę od pierwszej łopaty wbitej w ziemię; dzieło sztuki – od pierwszego pociągnięcia pędzla; mistrzostwo świata w dowolnej dyscyplinie sportu – od pierwszego dnia treningu itd. Również znani i uznani twórcy gier zwykle zaczynali od niewielkich projektów, których sukces sprawiał, że później powstawało coś większego i lepszego. Tak było ze studiem Amanita Design, które w 2003 roku wypuściło niewielką produkcję „Samorost”.

Jej bohaterem jest jakiś ludek :) Ciężko powiedzieć o nim coś więcej, poza tym, że (najprawdopodobniej, tak można sądzić po jego wyglądzie) jest płci męskiej. Nie wiemy, jak się nazywa i co dokładnie robi. Poznajemy go, gdy w kierunku asteroidy, na której sobie żyje, leci inna asteroida. Jak wiadomo, w takim zderzeniu oba kosmiczne kawałki skał rozpadłyby się na wiele małych kawałków skał (a wraz z nimi wszystko to, co na nich się znajdowało, włącznie z naszym „jegomościem”), więc nasz bohater odpala swą rakietę i udaje się w kierunku zagrożenia. Chce znaleźć sposób na zmianę toru jej ruchu, a gracz ma za zadanie mu w tym pomóc. Wszystko fajnie, tyle że to zadanie nie należy ani do najdłuższych, ani do najtrudniejszych, jakie twórcy gier stawiali przed odbiorcami swych produktów. Bardzo się zdziwię jeśli komuś ukończenie tej produkcji (nawet za pierwszym razem) zajęło więcej niż pół godziny. Ba, te pół godziny to czas znacznie przesadzony, bo i 15 minut na jej skończenie to więcej niż potrzeba. Mimo tego miło spędziłem przy niej czas i zdarza mi się wracać do tego dziełka Czechów.

Obrazek

Trudno też się spodziewać tu skomplikowanych zagadek, zarówno tych przedmiotowych, jak i tych „puzzlowatych”. W zasadzie to nie ma tu... ani jednych, ani drugich. Owszem, trzeba używać różnych przedmiotów, ale my ich nie zbieramy. Nie ma żadnego ekwipunku, żadnego używania wszystkiego na wszystkim – to, co trzeba wykorzystać jest przed nosem. Cała trudność sprowadza się do tego, aby robić wszystko we właściwym czasie. Jeśli chodzi o łamigłówki – teoretycznie jest jedna rzecz, którą można by uznać za nią – gdy trzeba otworzyć pewne drzwi pod koniec zabawy. Tyle że „podpowiedź” jest tak oczywista, tak rzucająca się w oczy, że chyba tylko ślepy by jej nie zauważył. W tej grze praktycznie nie ma żadnych wyzwań umysłowych, wszystko jest bardzo proste i łatwe do ogarnięcia.

Graficznie też jest prosto, ale nie znaczy to, że brzydko. Przeciwnie, zarówno plansze, jak i wszelkie ruchome elementy są wykonane bardzo estetycznie i z pewną dozą humoru. Trudno bowiem się nie uśmiechnąć, widząc, jak nasz ludek wyglądający jakby właśnie się obudził z co najmniej stuletniego snu (ubrany jest on bowiem w nocną koszulę, a na głowie ma szlafmycę) jeździ na nartach, skacze czy chodzi po drabinie. Ładnie prezentują się też i inne rzeczy – pagórki, drzewa, zwierzęta i wszystko, co widać dookoła. Pochwalę również animację – wszystko się rusza płynnie i naturalnie. Naprawdę, pod względem wizualnym nie mam się do czego przyczepić.

Obrazek

Dźwiękowo i muzycznie też jest bardzo dobrze. Wszystko, co może, wydaje odgłosy, które brzmią bardzo naturalnie. Zarówno stukanie dzięcioła w drzewo, jak i silnik rakiety naszego ludka oraz wszystko inne wydaje dźwięki takie, jakie znamy z codziennego życia. Do tego dochodzi całkiem udana muzyczka przygrywająca w tle. Nie jest to może wiekopomne dzieło, ale spełnia ona swe zadanie umilania czasu.

Gra ma oryginalny interfejs, muszę przyznać, ze nie pamiętam, abym wcześniej spotkał się z czymś takim. Jego specyfika polega na tym, że klikamy na aktywne elementy otoczenia, co sprawia, że one np. zaczynają się ruszać. Dzięki temu coś zmienia się na danej planszy – a to pojawia się jakiś nowy obiekt, a to odsłania się coś, co było schowane, albo dzieje się coś innego, co jest dla nas pomocne. W tym czasie nasz ludek siedzi gdzieś sobie i czeka, aż odwalimy brudną robotę za niego i dopiero, gdy wykonamy wszystko, co się dało, on łaskawie rusza swą szlafmycą ;) Jest to oryginalne rozwiązanie, bo do tej pory nasze polecenia wykonywała konkretna postać, a nie wszystkie inne elementy otoczenia. Sprawdza się to bardzo dobrze, więc przyznam za to plusa.

Obrazek

Generalnie „Samorost” to bardzo sympatyczna produkcja. Choć strasznie krótka i banalna, to jednocześnie bardzo przyjemna. Świetnie się sprawdza jako odstresowywacz albo jako przerywnik między innymi, „poważniejszymi” tytułami. A jeśli komuś mało przygód „Pana Szlafmycowego”, to może sięgnąć po kolejne odsłony jego przygód. Ich początek można podsumować jednym zdaniem – mała rzecz, a cieszy.

OCENA GRY: 8/10

ZALETY:

+ fajna historyjka
+ grafika
+ muzyka
+ oryginalne sterowanie
+ dosyć śmieszna

WADY:

- strasznie krótka
- banalna

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Wróć do „Samorost 1”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość