Deponia Doomsday - recenzja

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2531
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 41 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 32 razy
Płeć: Mężczyzna

Deponia Doomsday - recenzja

Postautor: Adam_OK » 03 kwietnia 2016, 18:53

Obrazek

Wyobraźcie sobie następującą sytuację – jesteście (współ)twórcami gier komputerowych, filmów, programów telewizyjnych lub innych rzeczy służących rozrywce. Stworzyliście coś, co się wszystkim podoba, zarówno różnym znawcom i ekspertom, jak i zwykłym ludziom. Jest jednak pewien element, który sprawia, że odbiorcy waszego dzieła zamiast mówić o nim „wspaniałe” albo „rewelacyjne”, określają je „jedynie” jako „bardzo dobre”. Jako że wasz produkt miał być ostatnim z danej serii, więc kilka miesięcy po jego premierze wszelkie „narzekania” ustały, a większość osób zapomniała o całej sprawie. I pewnie tak by zostało, gdyby nagle nie pojawiła się wieść o kolejnej części, zdawałoby się zakończonego już cyklu. I w efekcie wasi fani zastanawiają się, czy tym razem naprawicie to, co „zepsuliście” w poprzedniej odsłonie. Tylko czy naprawdę o to chodziło?

Rozważania teoretyczne ze wstępu idealnie odzwierciedlają sytuację z sagą Deponia. Kiedy pojawiła się jej trzecia część, to panowie z Daedalic Entertainment mówili, że stanowi ona jej zakończenie, zresztą nie bez powodu nazwali ją „Goodbye Deponia”. Była to gra pod wieloma względami udana, a większość spośród tych, co zagrali we wszystkie odsłony serii, mówiła, że jest najlepsza z nich. Ja sam tak uważałem, ale zarówno mi, jak i wielu innym graczom nie podobało się jej zakończenie. Gdy więc dowiedziałem się o premierze czwartej części, zastanawiały mnie dwie rzeczy – jak twórcy „wytłumaczą się” z obecności Rufusa oraz czy zakończenie tej odsłony będzie lepsze i bardziej usatysfakcjonuje mnie niż poprzednio. W tym pierwszym przypadku sprawę załatwiono dość sensownie, a mianowicie za pomocą podróży w czasie. Jest to główny motyw części czwartej, w której Rufus, Goal oraz nowa postać – McChronicle - przemierzają czasoprzestrzeń, aby wyplątać się z różnych tarapatów. Celowo użyłem tu słowa „wyplątać się”, bo ich głównym problemem jest wyjście z pętli czasu, która sprawia, że wydarzenia się powtarzają bez końca. Jak zapewne się domyślacie sprawa wcale nie jest taka łatwa, ba, z każdym kolejnym rozdziałem (a jest ich w sumie osiem plus krótki prolog) się coraz bardziej komplikuje. Z drugiej strony - skoro nasi bohaterowie potrafili opanować chaos, z jakim mieli do czynienia w części drugiej, to i z tymi problemami sobie poradzą. W jaki sposób, to tego oczywiście nie zdradzę, trzeba to przeżyć samemu, a droga do celu jest naprawdę długa. Mnie zajęła ona około 13 godzin, a jakbym chciał zdobyć wszystkie osiągnięcia lub odnaleźć wszystkie ukryte kapelusze, to zajęłoby mi to znacznie więcej czasu. Warto było go spędzić na Deponii i Elizjum, by zobaczyć, jak się ta przygoda skończy. Tu dochodzimy do drugiej kwestii, która mnie nurtowała przed rozpoczęciem rozgrywki, ale jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie nie dam. Powiem jedynie, że finał ma sporo wspólnego z zakończeniem poprzednika, a łączy je m.in. to, że po ich ujrzeniu nie nastawia(łe)m się na kolejną grę z tej serii. Chociaż, skoro raz zostałem zaskoczony nową odsłoną przygód Rufusa i Goal, to może kiedyś okaże się, że żyjemy w pętli czasu i w efekcie zostanę znów zaskoczony nowymi przygodami tej pary?

Obrazek

Bardzo je lubię z różnych powodów, a jednym z nich są zagadki. W przeciwieństwie do wielu innych, nowych gier, na Deponii spotykamy nie tylko zadania inwentarzowe, choć stanowią one zdecydowaną większość zagadek. Oprócz nich mamy również do czynienia z różnymi łamigłówkami i nie inaczej jest w opisywanej tutaj odsłonie czwartej śmieciowej sagi. I tak musimy w niej przeprowadzić pewną toksyczną jaszczurkę przez rurę, odgadnąć kod używany przez Radę Starszych Elizjum czy też zagrać w „zgniłoowocową” wersję gry kółko i krzyżyk. Oprócz tego pojawiły się również zadania zręcznościowe (np. strzelanie z łuku do portali) lub na czas (tu trzeba szybko klikać myszą, aby zapełnił się wskaźnik widoczny w lewym górnym rogu ekranu). Na szczęście każdą łamigłówkę nieprzedmiotową można pominąć, klikając w przycisk widoczny po prawej stronie. W efekcie pod względem zagadkowym nie mam się do czego przyczepić, bo zarówno ilość zadań stawianych przed graczem, jak i ich jakość (są logiczne i mają zróżnicowany stopień trudności) są na co najmniej zadowalającym poziomie.

Seria o śmieciowej planecie słynie też z poczucia humoru. Dodajmy, że ze specyficznego poczucia humoru, a przoduje w nim główny bohater. Nie inaczej jest i tutaj, gdyż Rufus często rzuca swoje sarkastyczne komentarze do wszystkiego, do czego tylko może. Wiem, że takie dowcipy nie każdemu przypadną do gustu, mnie się jednak podobały. Nie wiem, czy to dlatego, że sam nieraz powiem coś w podobnym stylu, czy z innego powodu – fakt pozostanie faktem, że podczas zabawy często się śmiałem z tego, co on mówił. Do tego dochodziły różne śmieszne scenki czy dialogi, tak że okazji do wymasowania przepony było naprawdę sporo.

Obrazek

Graficznie jest równie dobrze jak dotychczas, a może nawet ciut lepiej. Generalnie czwarta odsłona serii ma komiksową, ręcznie rysowaną oprawę wizualną, podobnie jak jej poprzednicy. Ponadto (tak jak i wcześniej) świat jest barwny, a kolory odpowiednio nasycone. Nie mam też zastrzeżeń ani do animacji postaci (zarówno jeśli mówimy o sposobie ich poruszania się, jak i o mimice twarzy podczas dialogów), ani do przerywników filmowych. Te ostatnie to (cóż za zaskoczenie! ;) ) kolejne zwrotki nowej piosenki narratora. Skoro więc na ekranie widać wszystko praktycznie to samo i tak samo dobrze, jak wcześniej, to czemu napisałem, że jest „ciut lepiej” niż było? Z prostego powodu – ta odsłona działała mi płynniej niż „Goodbye Deponia”, która miała tendencję do zacinania się, zwłaszcza podczas cut-scenek (a w obie grałem na tym samym sprzęcie). Ta gra naprawdę wygląda bardzo ładnie, co nie powinno nikogo dziwić, zwłaszcza tych, co grali już w inne produkcje studia Deadelic. Zresztą, co ja się będę rozpisywać – spójrzcie na screeny, czyż nie są ładne? A zapewniam was, że gra „na żywo” wygląda jeszcze lepiej niż te statyczne obrazki.

Dźwiękowo i muzycznie jest także równie dobrze, jak wcześniej. Wynika to zapewne z faktu, że zdecydowana większość utworów (w tym wspomniana piosenka narratora) to są te same kawałki, które słyszeliśmy już w poprzednich „Deponiach”. Nawet jeśli je nieco „podrasowano”, to zapewne większość graczy tego nie usłyszy, bo do tego to trzeba by chyba mieć słuch absolutny, a mało kto go posiada. Nie oznacza to jednak, ze uważam to za wadę. W końcu, tak jak w sporcie zwycięskiego składu się nie zmienia, tak i tutaj – po co tworzyć coś całkiem nowego, skoro stare dzieło było naprawdę udane? Po co ryzykować porażkę, skoro tamte motywy muzyczne pasowały do klimatu gry? Przecież nie od dziś wiadomo, że ludziom podobają się te piosenki/melodie, które już znają. Twórcy gry pamiętali o tej zasadzie i chwała im za to, bo dzięki temu oprawa audio ich najnowszego dzieła jest naprawdę udana.

Obrazek

Jeśli chodzi zaś o sterowanie, to tu również zaskoczenia nie ma – interfejs wygląda dokładnie tak samo, jak wcześniej. Kursor ma taki sam kształt, tak samo wykonuje się wszystkie czynności, tak samo wygląda i tak samo obsługuje się inwentarz, jak poprzednio. Tak więc weterani wcześniejszych przygód Rufusa i Goal odnajdą się tutaj w ciągu sekundy, pozostali zaś na opanowanie sterowania będą musieli poświęcić ich pięć. Jedyna zmiana dotyczy samouczka – tym razem nie naprawiamy po raz kolejny prasy, ale zostajemy wrzuceni w wir akcji. Uważam, że to dobrze, bo dzięki temu łatwiej jest się wciągnąć w fabułę (choć i bez tego ona nieźle wsysa). Tak więc i w tym aspekcie wszystko jest w jak najlepszym porządku.

Na koniec wypadałoby napisać kilka słów o polonizacji. Oficjalnie nie wiadomo jaka ona będzie (w sensie jej jakości, bo jeśli mowa o jej rodzaju, to ogłoszono już wcześniej, że rodzimy wydawca – firma Techland - zdecydował się na przetłumaczenie jedynie napisów), bo polska premiera tej gry ciągle przed nami. Nieoficjalnie – jestem przekonany, że będzie ona stała na wysokim poziomie i nie piszę tego tylko dlatego, że chciałbym, aby tak było. Więcej szczegółów nie zdradzę, lepiej przekonać się o tym samemu.

A będzie można uczynić to już niedługo i zachęcam wszystkich, aby to uczynili. Powodów, aby tak zrobić, jest wiele – przede wszystkim jest to świetna gra, dostarczająca kilkunastu godzin dobrej rozrywki. Wciągająca fabuła i ciekawe zagadki podane w atrakcyjnej dla oka i miłej dla ucha oprawie zaspokoją wymagania każdego miłośnika przygodówek. A do tego polskie wydanie jest bogate w dodatki i kosztuje mniej niż sam kod na Steama. Czy można chcieć czegoś więcej?




OCENA GRY: 9,5/10

ZALETY:

+ fabuła
+ zagadki
+ humor
+ grafika
+ muzyka i dźwięk
+ interfejs
+ sporo dodatków w polskim wydaniu...
+ ... za niższą cenę niż samego kodu na Steam

WADY:

- znów liczyłem na nieco inne zakończenie

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Wróć do „Deponia Doomsday”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość