CSI: New York - recenzja

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2525
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 40 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 32 razy
Płeć: Mężczyzna

CSI: New York - recenzja

Postautor: Adam_OK » 13 lutego 2014, 00:01

Obrazek

Seria CSI przez ostanie lata bardzo się rozrosła. Początkowo był to serial TV, którego akcja toczyła się w Las Vegas, ale z czasem powstały jego spin-offy – najpierw ten opowiadający o pracy laboratorium kryminalistycznego z Miami, a nieco później o ich odpowiednikach z Nowego Jorku. Podobnie było z „egranizacjami” tych tytułów, przy czym dość długo trzeba było czekać na tę, której akcja toczyła się w Wielkim Jabłku. Ostatecznie i ona powstała kilka lat temu, a całkiem niedawno wpadła w moje ręce. O wrażeniach z niej zaraz opowiem.

Moi wierni czytelnicy zapewne pamiętają, że recenzując kolejne odsłony CSI narzekałem, że ciągle wcielamy się w rolę żółtodzioba, któremu w śledztwie pomagają postacie znane z ekranu telewizora. Tym razem nie będę, bo tu tego nie ma (nareszcie!). W początkowo dostępnych czterech sprawach (później pojawiła się i piąta, ale nie jest ona standardowo obecna w grze i aby móc ją rozwikłać należy wykonać kilka czynności, o których nieco dalej; warto jednak to zrobić, bo ostatnie śledztwo jest najciekawsze, ze względu na osobę głównego podejrzanego) dwukrotnie kierujemy poczynaniami Maca Taylora, a dwukrotnie wcielimy się w rolę Stelli Bonasery. Pozostali bohaterowie serialu też są dostępni, ale zazwyczaj spotykamy ich tylko w określonych lokacjach np. Adam i Lindsay są jedynie w laboratorium, a doktor Sid – w kostnicy. Nie przeszkadzało mi to w zabawie, a fakt kierowania znaną osobą dodatkowo uprzyjemniał rozgrywkę. A ta była dosyć długa, jak na współczesne standardy, ponieważ każda sprawa zajmowała około dwóch godzin, co oznacza, że na rozwiązanie wszystkich zadań potrzeba około dziesięciu godzin. Generalnie było ciekawie i oś fabularna potrafi przykuć do monitora, nieraz zauważyłem u siebie grającego w ten tytuł syndrom „jeszcze tylko jedna plansza i idę spać”, ale nie wszystkim (szczególnie weteranom serii) taka zabawa przypadnie do gustu, bo między tym, co było wcześniej, a tym, co jest tutaj jest różnic wiele.

Obrazek

Najważniejsza z nich polega na tym, że nie jestem pewien, czy CSI: NY to jeszcze przygodówka, czy może raczej gra HO. Mamy tu bowiem elementy takie jak ekwipunek, dialogi z innymi postaciami, wiele różnego rodzaju zagadek itp., ale mamy też zabawę w szukanie przedmiotów. Muszę przyznać, że ten fragment twórcom wyraźnie nie wyszedł, i to z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze, gdy przychodzimy na miejsce, które trzeba przeszukać nie wiadomo, czego należy tu szukać! Grałem w kilka tytułów HO i wiem, że zwykle jest to podane „na wejściu” albo w formie tekstowej, albo graficznej. A tu? Tu na początku mamy kilka(naście) białych karteczek w inwentarzu i dopiero z czasem zaczynają się na nich pojawiać kształty rzeczy do odnalezienia. Takie podejście do sprawy powoduje, że gracz albo musi poczekać na pojawienie się tych kształtów, albo klikać na oślep licząc, że coś trafi. Co więcej – nie jest to w tym najgorsze, gdyż jest jeszcze powód numer dwa. Otóż niektóre z pomieszczeń do przeszukania są wyjątkowo ciemne, a z latarki można skorzystać tylko w jednym z nich. Oznacza to, że w pozostałych bywają sytuacje, gdy jeden, dwa przedmioty są ukryte w tak ciemnych miejscach, że ich normalnie nie widać. Owszem, istnieje możliwość skorzystania z podpowiedzi, ale raz, że to ujemnie wpływa na końcową ocenę, a dwa – widząc, jak klikając przycisk „hint” celownik wskazuje miejsce, w którym jest czarno jak w (_!_) u Murzyna, to człowieka szlag trafia. Gdyby jeszcze była możliwość zwiększenia jasności w opcjach, to dało by się to przeżyć, ale twórcy uznali, ze ich ustawienia graficzne są takie rewelacyjne, że nikomu nie potrzebne są zmiana jasności czy kontrastu ekranu albo (o zgrozo!) inna rozdzielczość niż domyślna.

Jeśli zaś chodzi o zagadki, to też jest różnie. Plus się należy przede wszystkim za ich bardzo dużą ilość i niewiele mniejsze zróżnicowanie, zarówno pod względem rodzaju, jak i stopnia trudności. Oprócz tak typowych rzeczy dla pracy śledczego jak analizowanie próbek DNA i wszelkiego typu substancji chemicznych mamy porównywanie przedmiotów i wyszukiwanie różnic czy dekodowanie e-maili. Są też elementy typowe wykonane nietypowo np. zbieranie próbek krwi czy pyłu z buta. Niestety, wyszło to na gorsze, bo teraz, aby pobrać próbkę czerwonej mazi nie wystarczy wziąć wacik i go w niej umaczać, o nie! Trzeba wziąć wacik i wykonać nim możliwie najdokładniejszy obrys plamy krwi. Jeśli wspomniany obrys będzie „odstawał” zbyt bardzo, to całą czynność należy powtórzyć. A powtórki to norma, bo kilka razy zdarzyło mi się, że już, już wystarczy zamknąć pętlę, że dzielą mnie od tego milimetry i nagle (_!_) – wyjechałem gdzieś o dwa piksele na zewnątrz i muszę to zrobić jeszcze raz, a potem jeszcze jeden, i jeszcze jeden itp., z każdym kolejnym będąc wkurzonym coraz bardziej. A to nie koniec „atrakcji” związanych z zagadkami, gdyż szczytem wszystkiego jest analiza składu chemicznego próbki oraz analiza DNA. Wygląda to tak, że mamy obraz mikroskopowy i widzimy jak w próbce poruszają się różne cząsteczki/chromosomy. I wcale nie chodzi o to, że te drugie wyglądają, jak mniej lub bardziej przypalone frytki, o nie. Ja mam na myśli to, że badając skład należy wyłapywać pęsetą (niech żyje realizm!) określone cząsteczki i „odkładać” je na bok. Gdy wyłapiemy wszystkie o określonych kształtach i zostanie tylko to, co nigdzie nie pasuje, wówczas kończymy swą pracę i wyciągamy z niej wnioski. Co do reszty zadań logicznych zastrzeżeń nie mam, są sensowne, ciekawe i dobrze wykonane.

Obrazek

Nie mogę tego powiedzieć o systemie oceniania spraw. Podczas każdej z nich otrzymujemy gwiazdki – złotą srebrną lub brązową za wszystko, co się da – przesłuchiwanie świadków, szukanie przedmiotów, analizę dowodów itp. Na koniec śledztwa jest podsumowanie i wystawiana jest końcowa ocena. I tu, twórcy nieco przegięli. Otóż nieważne, czy masz jedną złotą gwiazdkę i resztę srebrnych, czy jedną srebrną i resztę złotych – za całokształt dostaniesz srebrną. A zdobycie samych złotych jest niewykonalne ze względu na opisane wyżej problemy podczas przeszukiwań lokacji, pobieraniu próbek itd.

Graficznie też jest inaczej niż wcześniej – twórcy postawili na „kreskówkowy” styl. Wygląda to dziwnie i (moim zdaniem) niespecjalnie pasuje do tego typu gry, niemniej wygląda to ładnie. Dobrze odwzorowano postacie, z jednym wyjątkiem – Lindsay. W serialu ma ona delikatne, wręcz dziewczęce rysy, a tutaj tego brakuje. Wiem, że zapewne niełatwo było to oddać, ale w tym konkretnym przypadku trochę zabrakło do doskonałości. Poza tym szczegółem, oraz wspomnianą wcześniej ciemnością niektórych lokacji, do grafiki zastrzeżeń nie mam. Muzycznie i dźwiękowo ta produkcja się niczym nie wyróżnia w żadną stronę, więc uznajmy, że nie ma powodu się tego czepiać.

Obrazek

Na koniec kilka słów o interfejsie. Ten pierwszy to standardowe kliknij i wskaż, więc nie ma co się nad nim rozwodzić. Mimo to, rozgrywka różni się od tej z poprzednich części, gdyż nie mamy swobodnego dostępu do poszczególnych lokacji i nie wybieramy sami miejsc, gdzie chcemy pójść. Tu wygląda to tak: przeszukujemy miejsce zbrodni, a jak znajdziemy wszystko, to gadamy z jakimś świadkiem lub podejrzanym. Potem idziemy do następnej lokacji i tam schemat się powtarza. Po odwiedzeniu dwóch, trzech miejsc idziemy do laboratorium, badamy dowody, a potem znów to samo – przeszukiwania, przesłuchania, analiza, przeszukiwania, przesłuchania, analiza itd. Wydaje się to monotonne, ale na szczęście takie nie jest, bo, jak pisałem wcześniej sprawy są ciekawe.

Pomimo tego, nie mogę CSI: NY ocenić wysoko. I wcale nie chodzi o to, że ta odsłona mocno zboczyła w stronę HO. Nie ratują jej też za bardzo scenariusz, ani liczne zagadki, ani jakość grafiki. Niska ocena wynika ze zbyt wielu niedoróbek i denerwujących elementów na które oka przymknąć nie można. Szkoda, bo mogła być to naprawdę dobra gra.


OCENA GRY: 5/10

ZALETY:

+ ciekawe śledztwa
+ wcielamy się w znane postacie
+ dużo interesujących zagadek logicznych
+ ładnie wykonana
+ niezła oprawa dźwiękowa

WADY:

- klikanie na oślep w ciemnych lokacjach
- absurdy w niektórych zagadkach
- wkurzające pobieranie próbek krwi
- styl graficzny nie pasujący do charakteru rozgrywki
- system oceniania śledztw

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Wróć do „CSI: New York”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość