Dominique Pamplemousse & Dominique Pamplemousse in “Combinatorial Explosion” - recenzja

Awatar użytkownika
ZenekZombie
Moderator
Posty: 1733
Rejestracja: 19 października 2014, 14:19
Lokalizacja: Częstochowa/Lublin
Podziękował(a): 38 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 34 razy
Płeć: Kobieta

Dominique Pamplemousse & Dominique Pamplemousse in “Combinatorial Explosion” - recenzja

Postautor: ZenekZombie » 14 maja 2017, 06:57

Obrazek
Dominique Pamplemousse & Dominique Pamplemousse in “Combinatorial Explosion” - recenzja
Autorka: ZenekZombie


Pamiętacie uroczą przygodówkę-musical z 2013 roku Dominique Pamplemousse in "It's All Over Once The Fat Lady Sings!"? Jeśli nie, to czas odświeżyć sobie pamięć, ponieważ Dominique powraca w bezpośredniej kontynuacji o jakże oryginalnym tytule Dominique Pamplemousse & Dominique Pamplemousse in “Combinatorial Explosion”. Czy warto było czekać cztery lata na sequel, którego notabene nikt się nie spodziewał?

Gra zaczyna się niedługo po zakończeniu części pierwszej. Rozwiązując sprawę zaginięcia Casey Bynghama – gwiazdy muzyki pop i bożyszcza nastolatków - Dominique stanął przed nie lada wyborem: wydać winowajcę władzom, czy też zachować rozwiązanie sprawy dla siebie, w zamian otrzymując ciepłą posadkę, wikt i opierunek. Teraz poprzez niezbadaną moc wielu zakończeń, z jednego Dominique zrobili - czy też zrobiły – się dwaj. Niestety, żadnemu z nich ostatnie wydarzenia nie wyszły na dobre, a teraz postawieni zostają przed kolejnym dylematem: który z nich jest tym prawdziwym? Które zakończenie było kanoniczne?

Obrazek


Graficznie sequel troszkę różni się od pierwowzoru, nadal mamy do czynienia z tym samym, poczciwym, ulepionym z gliny Dominiquem. Jednakże tym razem reszta bohaterów to powycinane z różnych gazet(?) i złożone do kupy w formie kolażu postacie, a za tła w większości posłużyły fotografie. Są one wykonane dość schludnie, jednak dużo bardziej odpowiadał mi styl graficzny części pierwszej. A skoro już wspomniałam o postaciach, to nadmienię, że mamy tu cały wachlarz dziwaków: jabłko-dominatrix, superkomputer o wyglądzie wyjętym wprost z anime itp. Na pewno gracz nie raz zostanie zaskoczony inwencją twórcy w tym aspekcie.

To może opowiem teraz o tym, co wyróżniało Dominique Pamplemousse z morza innych przygodówek. Była to oczywiście oprawa muzyczna. Bo jak pewnie pamiętacie nie plumkała sobie ona tylko w tle, ale była całym clue zabawy, bowiem większość dialogów w grze była śpiewana. W Combinatorial Explosion zastosowano ten sam zabieg i nadal sprawdza się on doskonale. Mimo że głosy same w sobie nie są idealne, to fantastycznie oddają charakter postaci i nie raz sprawiły, że uśmiechnęłam się pod wąsem, słysząc interpretację danego bohatera. Niestety sama treść tych utworów już tak nie śmieszy, a może to mnie nie bawią piosenki o stolcu. Humor jest dużo niższych lotów niż w pierwszej części, z pewnością brakuje mu lekkości.

A jak z jest z zadaniami stawianymi przed graczem? Czy miłośnicy łamania głowy mają tu czego szukać? Czy przez długie godziny będziemy pochylali się nad danym problemem, próbując go rozwiązać, czy w końcu będziemy musieli skorzystać z solucji (:patrz tutaj :P), by popchnąć grę dalej? Ano nie… niestety, bowiem tytuł ten nie stanowi żadnego wyzwania. Dosłownie. Gracz w sumie niewiele ma do roboty, jego jedynym zadaniem jest wybieranie kolejnych kwestii dialogowych. Szkoda…

Obrazek


Dominique Pamplemousse & Dominique Pamplemousse in “Combinatorial Explosion” porusza kwestie samotności i poszukiwania swego prawdziwego ja. Niestety robi to dość nieudolnie i cała ta końcowa paplanina bardziej mierzi niż inspiruje do czegokolwiek. Wydaje się być wrzucona na siłę tylko po to, by gra zawierała jakiś mądry, inspirujący przekaz.

Podsumowując, sequel Dominique Pamplemousse do mnie nie przemówił. Jest wyraźnie gorszy od części pierwszej i wydaje się być stworzony niejako na siłę. Nie jest też tak dopracowany pod względem graficznym i muzycznym. W grze natrafiłam też na kilka błędów. Dźwięk ciął się, a w pewnym momencie zupełnie się wyłączył (po paru chwilach wszystko wróciło do normy). Rola gracza sprowadza się tylko do biernego oglądania kolejnych scenek. Nie wiem, czy było aż takie zapotrzebowanie ze strony fanów na kontynuację przygód naszego bezpłciowego detektywa, ale jeśli ktoś czekał na nie z wytęsknieniem, to może czuć się srogo zawiedziony.


Dziękuję Squinky za udostępnienie egzemplarza gry do recenzji.
kontakt w sprawach forum: zenekzombie[at]przygodomania.pl

Wróć do „Combinatorial explosion!”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości