Fire - recenzja

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2435
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 33 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 31 razy
Płeć: Mężczyzna

Fire - recenzja

Postautor: Adam_OK » 05 lutego 2017, 19:35

Obrazek

W poprzednim swoim tekście pisałem, że trudno jest obecnie stworzyć coś oryginalnego. Zdanie to podtrzymuję, choć opisywana tu gra również zalicza się (przynajmniej częściowo) do produktów wyróżniających się z tłumu innych. W końcu jak wiele jest gier osadzonych w czasach prehistorycznych? Ja kojarzę całe dwie – jedną z nich jest „Ugh!” - zręcznościówka, w którą grałem jeszcze na C64, drugą „ECHO: Tajemnica Zaginionej Jaskini” - przygodówka sprzed ponad 10 lat. Dziś przedstawię wam wrażenia z trzeciej z nich - „Fire” - produkcji spod znaku Daedalic Entertainment.

Nasz bohater ma imię podobne do tytułu pierwszej z ww. gier – Ungh. Miał on za zadanie pilnować w nocy ognia, ale niestety, nasz jaskiniowiec nie wywiązał się z tej misji. Główną przyczyną tego faktu było to, ze najzwyczajniej w świecie zasnął, a gdy spał – ogień zgasł. Za karę został więc wyrzucony z wioski. Ungh wiedział, że bez ognia nie ma do niej wstępu, wyruszył więc na jego poszukiwania. Jak się one skończyły, tego oczywiście nie powiem, bo nie chcę nikomu psuć zabawy. A ta jest przednia, ale niestety, kończy się bardzo szybko. Otóż na przejście wszystkich dziesięciu etapów potrzeba około czterech godzin (zaledwie!), a i to jedynie w sytuacji, gdy ktoś chce zdobyć wszystkie osiągnięcia na Steama (zwłaszcza to za zebranie wszystkich monet poukrywanych na każdym etapie). Mimo wszystko czas spędzony z tym tytułem uważam za przyjemny, gdyż każdy ze wspomnianych poziomów jest zróżnicowany i ciekawy. I choć w każdym z nich główne zadanie jest takie samo – zdobyć świetlika zamkniętego w małej, szklanej kuli, to jest to jedyny wspólny element tych etapów. Niektóre z nich są wręcz absurdalne i totalnie zakręcone, jak np. ten, w którym Ungh leci w kosmos i walczy z inwazją kosmitów albo ten, w którym podróżuje w czasie – zarówno do swej przeszłości (czyli początków życia na Ziemi), teraźniejszości, jak i przyszłości (czyli do czasów nam współczesnych). Dzięki temu zabawa jest naprawdę przednia.

Obrazek

Trudno bowiem twierdzić inaczej, skoro co chwila pojawia się uśmiech na twarzy gracza. Jak tu bowiem się nie śmiać nie tylko ze wspomnianych wyżej sytuacji, ale także np. z widoku Ungha wykonującego taniec deszczu/ognia; z kwartetu muzycznego składającego się z dziwnych futrzaków czy np. z widoku „linii dialogowych” widocznych podczas rozmowy z innym jaskiniowcem. W tej grze pełno jest elementów (od samego początku aż do finału zabawy), z których nie można się nie zaśmiać, to po prostu niemożliwe. Poza tym nie brakuje też różnych odniesień do innych dzieł popkultury (np. do Titanica, filmu „Mucha” czy klasycznej gry „Space Invaders”) i produktów powszechnego użytku w naszych czasach (jak choćby szklana butelka Coca-Coli). To wszystko bardzo uprzyjemnia i uatrakcyjnia rozgrywkę.

Ważnym elementem tej ostatniej są zagadki. Wspomniałem już, co jest głównym celem każdego etapu, ale aby do niego dojść, trzeba zmierzyć się z innymi wyzwaniami. Sporo jest wśród nich zadań nieprzedmiotowych np. zapalanie odpowiednich gwiazdek na niebie, łączenie kawałków skał na Księżycu czy ratowanie uwięzionej „damy”. Są też zagadki, w których trzeba odpowiednio wykorzystać elementy otoczenia, dzięki czemu można zmieniać np. wysokość gór lodowych a nawet zamieniać dzień na noc i odwrotnie. Praktycznie nie ma zaś zadań inwentarzowych, a to z prostej przyczyny – na dobrą sprawę nie ma tu czegoś takiego jak ekwipunek. Owszem, pojawia się coś do niego podobnego po wspomnianej „rozmowie” z innym „tambylcem”, ale jak tylko zrobimy z posiadanych rzeczy właściwy użytek, to ten ekwipunek znika. Poza tym zbierane przedmioty praktycznie od razu wykorzystujemy (jak np. okulary do odczytywania kodów QR), a po ich użyciu już ich nie mamy. Biorąc to wszystko pod uwagę, stwierdzam, że zagadkowo jest naprawdę dobrze, bo i ich ilość jest spora, i różnorodność, a do tego niektóre są naprawdę pokręcone, ale trudno się temu dziwić, mając na uwadze absurdalny humor zawarty w tej grze. Niestety, jest pewna rysa na tym obrazie – są też elementy zręcznościowe, np. w kosmosie trzeba omijać czarne dziury, które mogą wessać Ungha. Na szczęście, nie oznacza to śmierci i konieczności powtarzania jakiejś dłuższej sekwencji, a jedynie kolejną próbę ominięcia danej przeszkody, niemniej bywają one nieraz frustrujące. Dobrze, że nie są zbyt trudne i po kilku podejściach da się je przejść, lecz i tak wolałbym, aby ich nie było.

Obrazek

W kwestii grafiki uwag nie mam – komiksowa stylistyka jest wręcz idealna do tego tytułu. W końcu jest to produkcja bardzo lekkostrawna i śmieszna, a do takich rysunkowa oprawa wizualna pasuje znakomicie. Oczywiście ważna też jest jej jakość, ale i tutaj żadnych zastrzeżeń nie mam – kolory są żywe i głęboko nasycone; animacja postaci również została wykonana poprawnie. Trochę brakuje przerywników filmowych między poszczególnymi poziomami, zamiast nich widać tylko planszę, po której przesuwa się Ungh. Trochę rekompensują to grafiki koncepcyjne z różnych etapów powstawania gry, które można odblokować, zbierając wspomniane wcześniej monety (jedna paczka obrazków za trzy monety).

Jeśli zaś chodzi o warstwę audio – tu również wszystko brzmi jak należy. Bardzo fajna jest muzyczka przygrywająca w tle, a i o dźwiękach otoczenia też nie można powiedzieć złego słowa. Ciekawie zaś rozwiązano kwestię komunikacji między naszym bohaterem a innymi postaciami. Zamiast klasycznych dialogów mamy komiksowe dymki. Z jednej strony jest to pójście na łatwiznę (znacznie to zmniejsza koszty dubbingu), z drugiej pasuje do grafiki i do charakteru tej produkcji, a z trzeciej – jest to realistyczne. W końcu (o ile mi wiadomo) jaskiniowcy nie porozumiewali się tak jak my, wypowiadając różne zdania, ale raczej za pomocą prostych dźwięków i gestów. Efekt końcowy jest naprawdę dobry.

Obrazek

Jeśli zaś chodzi o wersję językową, to określiłbym ją mianem „uniwersalna”. W związku z opisanym powyżej rodzajem „dialogów” nie ma w grze żadnych słów czy wyrazów (poza „Fire” na ekranie tytułowym i nazwiskami twórców w liście płac), które trzeba by było tłumaczyć, więc każdy powinien wszystko zrozumieć, niezależnie od tego, jakiej jest narodowości i jakie zna języki obce. Dzięki temu (ale nie tylko) ta gra jest bardzo dobra dla dzieci. Jeśli więc potrafią się posługiwać myszką, za pomocą której wydaje się polecenia Unghowi, to niech śmiało siadają do zabawy przy tym tytule.

Jako że każdy dorosły to tak naprawdę duże dziecko ;) , więc ta gra jest też dla każdego. Niezależnie, czy za tobą jest góra pięć czy pięćset przygodówek, to „Fire” zapewni ci sporą dawkę dobrej zabawy. Co prawda szybko się ona kończy (a nawet zdecydowanie za szybko), ale i tak warto poświęcić jej nieco czasu. Ta gra rozśmieszy chyba każdego.

OCENA GRY: 7/10

ZALETY:

+ przyjemna rozgrywka
+ bardzo śmieszna
+ ciekawe zagadki
+ ładna grafika
+ świetna muzyka

WADY:

- zdecydowanie za krótka
- elementy zręcznościowe

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Wróć do „Fire”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość