Broken sword: the shadow of the templars - recenzja

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2544
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 41 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 32 razy
Płeć: Mężczyzna

Broken sword: the shadow of the templars - recenzja

Postautor: Adam_OK » 21 kwietnia 2013, 21:15

Obrazek

“Każda saga ma swój początek” – te słowa widniały na plakatach reklamujących część pierwszą “Gwiezdnych Wojen”, czyli “Mroczne Widmo”. I choć nie będę tu opisywał zdarzeń, które miały miejsce dawno temu w odległej galaktyce ;), to te słowa są tu na miejscu, bo tematem tego tekstu jest pierwsza część kultowej (dla wielu) serii gier przygodowych czyli Broken Sworda. Jaki jest początek tej sagi - dowiecie się z poniższej recenzji.

A wszystko zaczęło się tak niewinnie – otóż niejaki George Stobbart przyjechał na wakacje do Paryża. Siedział sobie w kawiarence i podziwiał jesienny pejzaż miasta (oraz nogi kelnerki ;)), gdy zobaczył, że do tej kawiarni wchodzi właśnie klaun z akordeonem. Tenże klaun zostawił swój instrument na stoliku, przy którym siedział jakiś starszy pan i bez słowa opuścił lokal. George zwrócił też uwagę na to, że klaun, wychodząc, zabrał ze sobą jakąś teczkę. I nim zdążył cokolwiek powiedzieć, to leżał już na ziemi przywalony stolikiem, a wszystko przez to, że kawiarnią wstrząsnął wybuch (w akordeonie była bomba). Efekt – jeden zabity, dwoje rannych i doszczętnie zniszczony lokal. Wkrótce na miejsce tragedii przybywa dwóch policjantów z inspektorem Rosso na czele, oraz, nieco później, młoda fotoreporterka Nicolle Collard. Od tego momentu wakacje George’a nie będą już tak spokojne, a afera, w którą się wplątał, rzuci go w różne zakątki świata – małą miejscowość w Irlandii, posiadłość pewnej hrabiny w Hiszpanii, miasto w Syrii oraz (oczywiście) w różne miejsca w Paryżu. Cała sprawa kręcić się będzie wokół tajemniczego średniowiecznego manuskryptu, tytułowego złamanego miecza i legendarnego skarbu templariuszy. Co łączy te elementy - dowiemy się, poznając fabułę tej gry. Trzeba uczciwie przyznać, że jest intrygująca i sprawia, że trudno oderwać się od tej produkcji, a wszystko za sprawą doskonale uknutej intrygi, niespodziewanych zwrotów akcji i ciekawych wątków pobocznych. Grając w tę grę, nudzić się nie sposób ;)

Obrazek

Nim jednak poznamy sekret templariuszy, będziemy musieli rozwiązać różne problemy. I tu mam do gry małe zastrzeżenie – otóż zagadek typowo logicznych takich jak różnego rodzaju puzzle, przesuwanki itp. jest tu bardzo mało (na dobrą sprawę to pamiętam tylko jeden taki element). Trochę szkoda, zwłaszcza że twórcy zaimplementowali w grze kilka zadań typowo zręcznościowych. Oznacza to, że czasem trzeba się spieszyć, gdyż inaczej George zakończy swój żywot ;) Najgorsze w tym wszystkim jest to, że czasem gra próbuje nas wprowadzić w błąd, podsuwając rozwiązanie, które nie jest tym prawidłowym i w efekcie jedyne co pozostaje nam zrobić, to skorzystać z opcji „restore” ;) Na szczęście tych elementów nie ma aż tak wiele (ze 3 – 4) – to raz, a dwa - zwykle po kilku nieudanych próbach w końcu udaje się rozwiązać dany problem ;). Pozostałe zagadki polegają na używaniu różnych przedmiotów we właściwym miejscu i czasie. Zwykle nie trudno jest domyślić się, co należy zrobić, ale czasem trzeba nieco bardziej wysilić swój mózg, aby trafić na właściwą ścieżkę ;) W sumie mogłoby być nieco lepiej, ale i tak nie ma co zbytnio narzekać, tym bardziej że...

...gra zawiera potężną dawkę humoru. Najczęściej śmiać się będziemy z komentarzy George’a, choć i inne postacie też mają sporo humorystycznych kwestii. Mimo wszystko, to „Żorżi” będzie nas tu głównie bawił ;) Dzięki temu czas spędzony przy tej grze upływa jeszcze szybciej i jeszcze bardziej przyjemnie. Humor też sprawia, że na niedoskonałości (w tym przypadku małą liczbę zagadek) patrzy się z przymrużeniem oka. A co najlepsze w tym wszystkim, to to, że aby pojąć te dowcipy, nie trzeba być wcale geniuszem z angielskiego (gra nie została NIGDY wydana w polskiej wersji językowej! ;) ) Wyszło to tylko na dobre, tym bardziej że śmiech to zdrowie ;) A że śmiać się jest z czego, więc tę grę można polecić jako lekarstwo każdemu (nie tylko maniakowi przygodówek ;) ), kto ma doła.

Przejdźmy teraz do spraw technicznych, czyli do rzeczy, na które prawdziwy fan gatunku zwraca mniejszą uwagę ;) Na początek pomówmy o grafice. Jak wiadomo gierka jest już niemłoda, więc to co widać na ekranie zachwycić nikogo nie może. Trudno aby tak było, skoro nie trzeba przystawiać lupy do monitora, aby zobaczyć piksele ;) Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę wiek gierki oraz fakt, że w tamtych czasach trudno było stworzyć coś ładniejszego, to należy uznać grafikę za udaną ;) Tak, wiem że podobne rzeczy pisałem w kilku innych recenzjach starszych gier (Sanitarium, Broken Sword 2 itd.), ale cóż zrobić, skoro to stwierdzenie pasuje także i tutaj ;) Zresztą jak dla mnie, to nawet dziś gra prezentuje się przyzwoicie ;) Ładnie wyglądają lokacje, postacie też nie rażą w oczy, a przerywniki filmowe także sprawiają pozytywne wrażenie ;) Postacie są również nie najgorzej animowane, choć pewnie znajdą się i tacy, co stwierdzą, że poruszają się nieco koślawo ;) Ogólnie jednak grafikę należy zaliczyć do pozytywów ;)

Obrazek

Drugą sprawą jest dźwięk i muzyka. Tym elementom również nie można nic zarzucić. Dobrze dobrano głosy postaci, zwłaszcza tych głównych, czyli George’a i Nico. Pozostałe postacie napotykane podczas gry również mówią tak jak powinny, a w ich głosach można wyczuć emocje im towarzyszące. Podobnie jest z muzyczką, która przygrywa w tle, gdyż świetnie spełnia swą rolę w budowaniu klimatu gry, jest nastrojowa i umila czas spędzony przy rozwiązywaniu zagadki templariuszy ;)

Na koniec pozostał interfejs – ten również jest dobrze wykonany i na pewno zasługuje na określenie „intuicyjny” ;) Grę obsługujemy myszką, klikając w różnych punktach ekranu. Jak przystało na porządną grę point&click, kursor zmienia swój kształt w zależności od tego, co można wykonać w danym miejscu. Dzięki temu wiadomo, co powinniśmy zrobić, a jedyne nad czym musimy pomyśleć, to jak wykonać daną czynność (w sensie jakiego przedmiotu mamy użyć, a nie jakie klawisze wcisnąć ;) ) Oczywiście postępy w grze można zapisywać w dowolnym momencie, co jest dobre, zwłaszcza że w kilku miejscach można zginąć. W sumie więc i ten element wychodzi na plus ;)

Jak widać, początek sagi Broken Sword jest ciekawy i w przeciwieństwie do „Mrocznego Widma” jest produktem bardzo udanym ;) Choć ma pewne wady, to mimo wszystko wręcz należy w tę grę zagrać ;) Jestem pewien, że tak jak w tej grze George i Nico zakochali się w sobie, tak wielu graczy zakocha się w pierwszej części Broken Sworda ;) Dobra rozrywka gwarantowana ;)

PODSUMOWANIE:
OCENA GRY:9/10
ZALETY:
+ fabuła
+ klimat
+ humor
+ grafika
+ muzyka i dźwięki
+ interfejs

WADY:
- za mało zagadek
- elementy zręcznościowe

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Wróć do „Broken sword: the shadow of the templars”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość