Sam & Max: sezon 2 - recenzja

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2284
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 24 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 28 razy
Płeć: Mężczyzna

Sam & Max: sezon 2 - recenzja

Postautor: Adam_OK » 16 kwietnia 2017, 10:36

Obrazek

Szkoda, że polscy wydawcy gier nie wykazują się konsekwencją. Mam tu na myśli przypadki takie, że firma X wydała w naszym kraju grę Y, ale już jej sequela – nie. Zjawisko to, niestety, jest szczególnie widoczne wśród gier przygodowych; wystarczy wspomnieć np. „Dreamfall Chapters”, najprawdopodobniej (oby nie!) tak samo będzie z „Inner World 2”. Podobny los spotkał sezon drugi i trzeci Sama i Maxa. Czy stało się tak, bo były one tak słabe, że nie opłacało się tego robić? W niniejszym tekście spróbuję (częściowo) odpowiedzieć na to pytanie.

Fabularnie (czemu trudno się dziwić) akcja sezonu drugiego toczy się po zakończeniu wydarzeń z poprzedniej serii. Tym razem tuż przed biurem obu detektywów pojawia się wielki robot, który chce ich zniszczyć. Naszej parze bohaterów szybko udaje się z nim uporać, a trop do jego zleceniodawcy wiedzie... na biegun północny. Pies i królik udają się warsztatu świętego Mikołaja, gdzie muszą rozwiązać problem z agresywnym właścicielem, a potem uratować święta. Jeśli ktoś myśli, że tym będziemy się zajmować przez cały sezon, to się myli – to wszystko rozstrzygnie się w pierwszym odcinku. A co w kolejnych? Cóż, szczegółów zdradzać nie będę, ale powiem, że Sam i Max odwiedzą Wyspę Wielkanocną, zamek w Niemczech, a nawet... statek kosmiczny i piekło. Jak widać, różnorodność lokacji jest bardzo duża (tym bardziej, że ponownie odwiedzimy również miejsca znane z poprzednika) i przez pierwszą część rozgrywki zastanawiałem się, jak to się wszystko ze sobą (jeśli w ogóle) wiąże. Okazało się, że pewne powiązania są, ale jakie, to tego nie powiem, bo jest to wyjaśnione w końcówce gry. Aby do niej dotrzeć trzeba przeznaczyć od dziesięciu do około piętnastu godzin, co daje dwie – trzy godziny na odcinek. Jest to czas typowy dla produkcji Telltale Games, który jest dłuższy niż dla gier innych firm. Jakościowo też jest nieźle, choć rewelacji również nie ma. Mimo wszystko fabułę zaliczę do zalet, bo całkiem miło spędziłem czas przy tym tytule.

Obrazek

Niestety, jeśli idzie o zagadki, to jest już słabiej. Nim przejdę do zarzutów, jakie mam do tego aspektu gry, to powiem o tym, co mi się podobało. A na plus trzeba dać zadania przedmiotowe. Stanowią one zdecydowaną większość wyzwań stawianych przed nami. Są one bardzo logiczne i bardzo ciekawe. Nie taszczymy ze sobą zbyt wielu rzeczy, więc łatwo domyśleć się gdzie co należy wykorzystać (tym bardziej, że jest w grze system podpowiedzi, ale w dość nietypowej formie – w postaci kwestii wypowiadanych przez naszych bohaterów, głównie Maxa). I na tym... koniec zalet :( Dlaczego? Choćby dlatego, ze nie przypominam sobie, aby w którymś epizodzie była przynajmniej jedna łamigłówka, jedno zadanie „puzzlowate”. Jakby tego było mało, to muszę dodać, że występują zręcznościówki. O ile zadania związane z jazdą samochodem i np. rozjeżdżaniem pewnej zabawki są stosunkowo łatwe i przeszedłem je za pierwszym podejściem (a ostatnia „jazda” nie jest obowiązkowa do ukończenia gry), o tyle inne są strasznie upierdliwe. Na szczególną uwagę zasługuje tu sytuacja, w której sterując zabawką bokserki trzeba pokonać trzy szczury (choć niewiele ustępuje jej „ujeżdżanie” pewnej deski surfingowej). Pierwsze dwa są do przeżycia, ale ten trzeci to już przegięcie. Teoretycznie wszystko jest OK – obie strony mają po pięć „żyć” (symbolizowane serduszkami) i aby wygrać, należy pozbawić ich przeciwnika. Jest jeden „drobiazg” - celny cios zadany przez gracza pozbawia naszego przeciwnika jednego serduszka, a celny cios zadany graczowi oznacza jego nokaut (czasem zdarzało się, że wytrzymywałem dwa uderzenia). Co gorsza, aby zadać cios trzeba zaryzykować tym samym narażając się na szybką przegraną. Co prawda, można było powtarzać tę walkę (i na szczęście tylko tę, a nie wszystkie) do skutku, ale i tak każda porażka była strasznie frustrująca.

Na szczęście tę frustrację rozładowywał nieco humor obecny w grze. Najczęściej śmieszyły mnie dialogi, głównie dlatego, że Max jest bardzo „narwany” i często prowadziło to do zabawnych komentarzy. Oczywiście, były też żarty sytuacyjne, śmieszne filmiki i zabawne postacie, które wywoływały uśmiech na mojej twarzy. Podobało mi się np. szukanie ojca dla Bosko, „gadające głowy” Moai czy to jak wyglądało i funkcjonowało piekło. Miłym dodatkiem była również obecność dwóch postaci historycznych (nie licząc Abrahama Lincolna, i jego wielkiej, kamiennej głowy, która była już wcześniej) – Glenna Millera (osobiście bardzo lubię jego ten kawałek ) i Amelii Earhart. Oczywiście, wyglądają i zachowują się zgodnie z charakterem tej gry – nietypowo i dziwnie. W sumie, dzięki tym wszystkim zabiegom nieraz się uśmiechnąłem, a czasem także wydałem z siebie radosne rżenie.

Obrazek

Graficznie też jest dobrze, w zasadzie w stosunku do poprzednika niewiele się zmieniło. I nie uważam, że jest to wada – przeciwnie, w końcu po co ulepszać coś, co jest udane? Twórcy tej gry wyszli chyba z podobnego założenia, bo w sferze wizualnej postawili na ewolucję, a nie na rewolucję. W efekcie mamy bardzo ładne lokacje, dobrze wykonane i animowane postacie czy dynamiczne przerywniki filmowe. I mimo że w „Sezon Pierwszy” grałem kilka ładnych lat temu, to wcale tego nie czułem podczas zabawy, bo sporo miejsc czy postaci wyglądało znajomo, zupełnie jakby od momentu, w którym skończyłem prequela minęło góra kilka dni, a nie lat. I choć premiera tego tytułu miała miejsce już dosyć dawno, to i dziś nadal wygląda ona ładnie i cieszy oczy. Stąd też aspekt wizualny umieszczę po stronie zalet.

Muzycznie jest chyba jeszcze lepiej. Podczas rozgrywki „towarzyszyć” nam będzie sporo różnych kawałków. I nie chodzi mi tylko o to, że w różnych lokacjach w obrębie danego epizodu przygrywa nam coś innego, ale o to, że w różnych odcinkach usłyszymy inne nagrania. A ich jakość też jest bardzo dobra i dobrze dobrana do charakteru danego miejsca. Krótko mówiąc – jest bardzo klimatyczna, a to duża zaleta. Co więcej, na podobnym poziomie są również odgłosy otoczenia – np. podczas wspomnianych pojedynków bokserskich słychać komentatora odpowiednio zapowiadającego zawodników czy żywo reagującą na wydarzenia publiczność. Inne dźwięki też są w porządku, podobnie jak głosy postaci. Co prawda, z powodów, o których pisałem we wstępie gra nie została wydana (jak poprzednik) z polskim dubbingiem, ale głosy angielskie dobrano naprawdę dobrze. Słychać też, że aktorzy przyłożyli się do swojej pracy, bo podczas dialogów słychać w głosach emocje, a nie tylko monotonne klepanie tekstu.

Z kwestii technicznych został mi do omówienia interfejs. Tu również niewiele się zmieniło – nadal wszelkie polecenia wydajemy myszą, tak więc jest to typowy point and click. Nie zmienił się też sposób wyświetlania dialogów, czy czcionka użyta w napisach. Nawet kursor wygląda praktycznie tak samo, więc wszyscy ci, którzy kiedyś grali w „Sezon Pierwszy” poczują się jak w domu. Pozostali zresztą też, bo opanowanie sterowania jest tutaj banalnie proste i poradziłby z nim sobie nawet przeciętnie rozgarnięty trzylatek.

Obrazek

A co do polonizacji – choć oficjalnej wersji nie ma (i zapewne nigdy nie będzie), to jest jeszcze ta nieoficjalna. Tworzą ją ludzie z ekipy „Graj po Polsku” i, jak na razie, efekty ich pracy są więcej niż zadowalające. Celowo napisałem „tworzą”, bo na chwilę obecną dostępne są spolszczenia do trzech pierwszych odcinków, a kolejne pojawią się w najbliższych miesiącach. Trochę dziwnie się czułem, gdy musiałem „przerzucić się” na wersję angielską, bo ta polska była naprawdę udana. Nie przypominam sobie poważnych błędów, czy to ortograficznych, czy stylistycznych, czy innych, a to duża sztuka, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że spolszczono wszystkie napisy w grze, a nie tylko kwestie dialogowe. Naprawdę – dobra robota!

Podsumowując, produkcja ta jest naprawdę udana, choć oczywiście mogłaby być nieco lepsza. Niezła fabuła, czy bardzo dobra oprawa to jej główne zalety. Do wad zaliczam przede wszystkim zagadki – brak zadań nieprzedmiotowych i sporo elementów zręcznościowych. Poza tym trudno się do czegoś przyczepić, tak więc tę grę można polecić każdemu fanowi gatunku, nie tylko wielbicielom dwójki tytułowych bohaterów.

OCENA GRY: 8/10

ZALETY:

+ niezła, choć początkowo mało spójna, fabuła
+ oprawa wizualna
+ muzyka i dźwięki
+ interfejs
+ nieoficjalne spolszczenie

WADY:

- brak zagadek nieprzedmiotowych
- dużo elementów zręcznościowych

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Wróć do „Sam & Max: sezon 2”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość