J.U.L.I.A.: Among the Stars - recenzja

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2551
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 42 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 32 razy
Płeć: Mężczyzna

J.U.L.I.A.: Among the Stars - recenzja

Postautor: Adam_OK » 30 listopada 2014, 11:21

Obrazek

Gdy usłyszałem po raz pierwszy o grze, którą chcę tu opisać nie zareagowałem na wieści o niej z wypiekami na twarzy, nie pomyślałem sobie: „muszę ją mieć jak najszybciej, nie mogę się jej doczekać”. Kiedy pojawiła się możliwość zagrania w nią nie oczekiwałem po niej niczego nadzwyczajnego. I w sumie... , a nie, nie zdradzę na początku tekstu, czy miało to pokrycie w rzeczywistości, czy nie.

Zróbmy wszystko po kolei, a więc na dobry początek trochę o fabule. Jej głównymi bohaterami są Rachel Manners – członkini pewnej kosmicznej ekspedycji wybudzona po sześćdziesięciu latach z hibernacji, jej zadanie polega na tym, by dowiedzieć co stało się z pozostałymi członkami tej wyprawy. Poza tym ważną rolę odgrywa tytułowa Julia – przedstawicielka sztucznej inteligencji statku, którym podróżuje Rachel oraz Mobot – zaawansowany technicznie robot, który wykonuje wszystkie polecenia Rachel. To on zwiedza wszystkie planety, pobiera i analizuje próbki i wykonuje wszystkie inne czynności. Jedyna rzecz, jaką jedyna żywa osoba z tych trzech wymienionych musi załatwić sama, to rozwiązanie kilku „drobnych” problemów na początku rozgrywki. Wśród nich jest pożar na dużej części statku, który oczywiście trzeba ugasić. Gdy to się stanie można odwiedzać poszczególne planety i szukać na nich śladów ludzi, by móc dowiedzieć się, co się z nimi stało. Na pierwszy ogień idzie planeta Xenophon, potem zaś można dowolnie przemieszczać się między Ambrosią, Zenobią, księżycem Hermesa i innymi obiektami znajdującymi się w danym układzie słonecznym. Jeśli macie wrażenie, że nie brzmi to zbyt ciekawie, to... częściowo się z tym stwierdzeniem zgodzę. Owszem, po wyjaśnieniu tego, co zdarzyło się na Xenophonie jest się lekko zagubionym i nie wiadomo, gdzie najlepiej się udać, ale w zasadzie, gdzie się nie poleci, to tam jest coś do zrobienia, coś się dzieje. A im więcej godzin spędzicie w świecie gry, tym bardziej przekonacie się, że wydarzenia z poszczególnych planet, początkowo nie mające ze sobą związku, łączą się w jedną całość. I zapewniam was, że warto poświęcić na to czas, bo im dalej w las, yyy znaczy się w kosmos, tym ciekawiej. A tego czasu potrzeba naprawdę sporo, choć widziałem opinie, że na ukończenie gry wystarczy 6-8 godzin. Szczerze mówiąc, nie wiem, jak to jest możliwe, bo nawet nie wykonując czynności, które obowiązkowe nie są, nie wydaje mi się, że da się zobaczyć napisy końcowe wcześniej, niż po 10-ciu godzinach. A jeśli ktoś chce, jak ja, wszystko dokładnie zbadać i rozwiązać każdą łamigłówkę, to i 15 godzin może okazać się zbyt mało. Dawno nie miałem okazji spotkać się z produkcją tak długą i jednocześnie tak ciekawą, za co należy się duży plus.


Obrazek

A skoro wspomniałem przed momentem o zagadkach, to im poświęcę kolejny akapit. Nie wiem, czy to jakaś tendencja (oby tak!), czy zwykły przypadek, ale w ostatnich miesiącach na mój dysk trafiają praktycznie same przygodówki, w których aż roi się od wszelakiej maści wyzwań umysłowych, i to tych nieprzedmiotowych. Nie inaczej jest w tej grze, gdzie w zasadzie zadania inwentarzowe stanowią dodatek do tych „puzzlowatych”. Owszem, nie jest ich mało, ale głównie polegają one na zbieraniu próbek i ich analizowaniu. Cała reszta to łamigłówki logiczne. Mamy wśród nich budowanie ulepszeń do statku (jedno) i do Mobota (cztery; patrz screen numer 4 i 8 w naszej galerii), Mind’O’Matic (rekonstrukcja ciągu zdarzeń, w sumie cztery razy w całej grze; patrz screen numer 3 w galerii) oraz układanie obrazków z kawałków (nie są to klasyczne slidery, bo małych kwadracików nie przesuwamy, tylko zamieniamy miejscami), tłumaczenie wiadomości zapisanych alfabetem kosmitów, deszyfrowanie notatek, łamanie haseł do elektronicznych dzienników każdego członka załogi i wiele innych. Nie wiem dokładnie, ile ich wszystkich jest, tak często się je spotyka, że można pogubić się w rachunkach. Jest też co prawda jedna czasówka w końcówce, ale nie jest aż tak trudna, by nie można było się z nią uporać w góra 10 minut. Choć wiele innych tytułów pod względem zagadek jest naprawdę dobrych, to J.U.L.I.A. bije je wszystkie na głowę nie tylko ilością, ale również jakością i zróżnicowanym stopniem trudności. Jak dla mnie, w tym aspekcie, jest to najlepsza gra 2014 roku.

Graficznie może tak rewelacyjnie nie jest, ale to co widziałem wywołało u mnie bardzo pozytywne odczucia. Każda z planet ma swój unikalny klimat, swój urok. I tak wspomniana wcześniej Ambrosia to jedna wielka dżungla, Zenobia to praktycznie niekończący się ocean z niewielką wysepką, a księżyc gazowego Hermesa to praktycznie sterta skał. Jest też planeta, która początkowo skojarzyła mi się z Diuną – raz, że pustynna, a dwa że coś się kryje w jej piaskach. Poza tym jest też glob skuty śniegiem i lodem, a na Xenophonie dość znacząco przekroczone są wszelkie normy promieniowania. I choć miejsca te często nie są przyjazne dla ludzi, to nieraz widząc je naprawdę byłem w stanie zrozumieć Rachel, która zachwycała się ich pięknem. Ta roślinność na Ambrosii, ten podwodny klif na Zenobii czy nawet piasek na Phaidrosie mają swój urok. Naprawdę trudno uwierzyć, że taką oprawę może mieć gra, a nie film. Również wnętrza baz, łodzi podwodnej i innych obiektów wykonano bardzo ładnie i starannie. Ciekawie prezentują się również obce formy życia, wśród nich jest rasa istot małpopodobnych, żółwio-ryba czy czterornica (taka ośmiornica, tylko z czterema mackami). Nie są one tylko i wyłącznie elementem tła, ale odgrywają ważną rolę w tej historii (szczególnie ci pierwsi), więc ich modele również są ładne, czasem kolorowe, a na pewno dobrze zaprojektowane. A gdy do tego dodamy równie udane przerywniki filmowe oraz taką ciekawostkę, że zapisując/wczytując grę widzimy menu z obrazkiem planety, na której aktualnie się znajdujemy, to się serce cieszy, bo pokazuje to, że pomyślano absolutnie o wszystkim i zwrócono uwagę na wszelkie detale. A to wszystko w wersji HD ready (oferującej rozdzielczość 1280 na 720, jest jeszcze opcja Full HD, czyli „rozdziałka 1920 na 1080). Za to się należą twórcom tej gry duże brawa.


Obrazek

Za udźwiękowienie też się należy pozytywna ocena. Przede wszystkim kawałki muzyczne były miłe dla ucha, a ponieważ każdy odwiedzany świat miał inny motyw przewodni, więc się nie nudziły. Również odgłosy przyrody brzmiały naturalnie, zupełnie jak na Ziemi. Ponadto głosy Rachel, Mobota i Julii były dobrze dobrane, a lektorzy tych głosów udzielający dobrze wczuli się w swoje role. Naprawdę nie mam się do czego przyczepić w sprawie oprawy audio.
Jest jeszcze coś, o czym warto wspomnieć. Otóż w grze jest pełno humoru, wynikającego głównie z faktu, ze zarówno Julia, jak i Mobot są obdarzone inteligencją, to jednak tylko (i aż) sztuczną. W związku z tym, gdy Rachel pozwala sobie na jakiś żart lub na nutkę sarkazmu, wówczas oni nie mając swoimi komentarzami potrafią przyprawić o skurcze przepony. A ciekawiej robi się pod koniec rozgrywki, gdy Mobot i Julia, nabrawszy nieco doświadczenia i w tej kwestii potrafią się „odgryźć” Rachel.

To jednak nie koniec atrakcji, jakie przygotowali nam pracownicy CBE Softwares. Za taką można również uznać nawiązania do innych dzieł popkultury. Przeglądając dane o członkach ekspedycji w jednym z komputerów natkniemy się na wzmiankę o grze KotOR*, ponadto Rachel widząc pewne schody, uzna, że są one do nieba. To zaś jednoznacznie przywoła piosenkę grupy Led Zeppelin pt. „Stairway to Heaven”. To oczywiście tylko przykłady, resztę proponuję odkryć samemu.

A czy nie ma się czego przyczepić w całej grze? Jak do tej pory, można myśleć, że nie, ale nie do końca jest to prawda. Po pierwsze zdarzały mi się drobne usterki techniczne. Owszem, później sam doszedłem do tego, że wynikały one z... mojego pośpiechu. Otóż bowiem przez to, że przeklikałem komentarz Mobota po tym, jak rozwiązałem pewną łamigłówkę i wziąłem nagrodę za to gra nie odnotowała tego faktu, co skutkowało tym, że tej nagrody nie mogłem przekazać dalej, a dodatkowo znikał gdzieś kursor. O ile na tę drugą rzecz pomogło wciśnięcie F11, to na znikające rzeczy (sprawa dotyczyła dwóch przedmiotów) pomogło dopiero wczytanie wcześniejszego zapisu i spokojne poczekanie, aż Mobot wypowie swą kwestię do końca. Do problemów technicznych zaliczę też fakt, że dwa razy gra mi się wykrzaczyła do Windy zupełnie bez ostrzeżenia, ale na szczęście były to pojedyńcze przypadki. Po drugie to wspomniane wcześniej uczucie zagubienia – niby dano graczowi swobodę wyboru, na jaką planetę polecieć, ale nie do końca ten wybór jest. Otóż bowiem nie ma sensu np. wizyta na Zenobii bezpośrednio po „zaliczeniu” Xenophonu, gdyż większość czynności do wykonania jest tam pod wodą. A Mobot pod wodę nie zanurkuje bez specjalnego ulepszenia. Aby zdobyć jego plany, trzeba wpierw odwiedzić inny świat do którego „ukończenia” potrzebne jest jeszcze inne usprawnienie, do którego plany zdobędziemy jeszcze gdzieś indziej. Tak więc, aby dokonać właściwego wyboru trzeba albo zdać się na szczęście, albo zajrzeć do jakiegoś poradnika i sprawdzić optymalną kolejność odwiedzania planet. Po trzecie (choć nie dla wszystkich będzie to coś złego) – gra jest w angielskiej wersji językowej i raczej niewielkie są szanse, ze doczeka się ona wersji polskiej. Oznacza to, że część z was może na starcie zrezygnować z tej gry. A zapewniam, że to będzie błąd, lepiej przysiąść ze słownikiem i tłumaczyć nieznane słowa, niż nie zagrać wcale. Poza tym aż tak zaawansowanej znajomości „lengłydżu” ten tytuł nie wymaga, w zupełności poziom średni wystarczy. Tak więc, pewne niedogodności również i tutaj występują. Nie są to poważne problemy, ale nie można powiedzieć, że gra jest pozbawiona wad.


Obrazek

W sumie J.U.L.I.A.: Among the Stars to naprawdę udana gra. Ciekawa fabuła, świetne zagadki, bardzo dobra oprawa audio – wizualna to jej najmocniejsze strony. A że nie jest doskonała? Cóż, a kto jest? Z tego względu zachęcam do jej zakupu, bo i cena (promocyjna to 15$, normalna 20$) jest zachęcająca, w końcu są na naszym rynku tytuły, za które nasi wydawcy życzą sobie więcej. Tak więc serdecznie polecam, bo warto!

OCENA GRY: 9/10

ZALETY:

+ rewelacyjne zagadki
+ ciekawa fabuła
+ bardzo dobra grafika
+ oprawa muzyczno – dźwiękowa na dobrym poziomie
+ humor
+ nawiązania do dzieł popkultury

WADY:

- drobne usterki techniczne
- uczucie zagubienia po wizycie na Xenophonie
- (dla niektórych) brak polskiej wersji językowej

* KotOR – Knights of the Old Republic, gra RPG wydana w 2003 roku, osadzona w uniwersum Gwiezdnych Wojen. Jej akcja toczy się około 4000 lat przed wydarzeniami znanymi z filmów.

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Wróć do „J.U.L.I.A: among the stars”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości