Randal's Monday - recenzja

Awatar użytkownika
jarecki83
Publicysta
Posty: 806
Rejestracja: 12 sierpnia 2013, 01:47
Lokalizacja: Zielona Góra
Podziękował(a): 10 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 11 razy
Płeć: Mężczyzna

Randal's Monday - recenzja

Postautor: jarecki83 » 21 grudnia 2014, 23:48

Podróże w czasie i wszelkie związane z tym komplikacje to niezmiernie wdzięczny temat dla przygodówek. Kto grał w Day of the Tentacle, czy w Back to the Future, ten wie co mam na myśli. To ogromne pole do popisu zarówno dla kreatywnych projektantów gier, jak i dla graczy nastawionych na złożone i wymagające kojarzenia mnóstwa odległych faktów zagadki. Podobną ścieżką postanowili pójść autorzy z Nexus Game Studios, serwując nam przygodówkę opartą na pomyśle z popularnego filmu „Dzień Świstaka”.
Bohaterem gry jest Randal Hicks - cwaniakowaty kleptoman, który wykorzystując sytuację, przywłaszcza sobie portfel swego najlepszego (i jedynego) przyjaciela. Jak się potem okazuje, staje się on w ten sposób także posiadaczem jego pierścionka zaręczynowego, którego szybko postanawia spieniężyć z powodu ciążących na nim zaległości za opłaty czynszowe. Nie będąc jeszcze świadomym, że ta zwykła z pozoru błyskotka jest w rzeczywistości przeklętym pierścieniem, Randal doprowadza w ten sposób do śmierci swojego przyjaciela, a on sam, podobnie jak bohater wspomnianego „Dnia Świstaka”, wpada w pętlę czasu, co skutkuje tym, że zdany jest przeżywać ten sam dzień w nieskończoność. W całą historię uwikłany jest także szereg pobocznych postaci, w tym dziewczyna niedoszłego narzeczonego, tajemniczy menel, policja, właściciel lombardu, sprzedawca komiksów, a także.... Śmierć. Oczywiście Randal wykorzystuje fakt utknięcia w czasie i postanawia naprawić całą sytuację, co jednak nie przychodzi mu łatwo, gdyż każda zmiana, jakiej dokona, powoduje kolejne komplikacje następnego dnia.
Jak więc można sobie wyobrazić, fabuła Randal’s Monday stwarza nieograniczone wręcz możliwości komplikowania sytuacji, kreowania licznych zwrotów akcji i buduje świat, w którym żadna, nawet najbardziej absurdalna sytuacja, nie musi mieć racjonalnego uzasadnienia. Autorzy oczywiście wykorzystali te okazje i naszpikowali grę przeróżnymi zwariowanymi postaciami i niedorzecznymi sytuacjami. Przeżywając kolejne poniedziałki, spotykamy wciąż te same osoby, jednak w coraz dziwniejszych okolicznościach. Nasz najlepszy przyjaciel Matt ginie na najróżniejsze sposoby, właściciel mieszkania zdaje się za każdym razem zmieniać swoją osobowość, a oblegające pobliskie mury gołębie zamieniają się w… misie koala. Mimo przebywania przez większość czasu w tych samych kilkunastu lokacjach, gra nie staje się nudna, a odkrywanie wszelkich zmian każdego nowego dnia sprawiało mi sporą frajdę i wręcz nie mogłem się doczekać kolejnych wydarzeń.
Obrazek
Grafika może się podobać

Przedziwne sytuacje zostały także wzbogacone o równie zwariowane zagadki. Jak można się domyślić, twórcy zadbali o to, by były one spójne z fabułą. Są więc tak samo zwariowane i odrealnione, jak cała reszta gry. Podczas podroży między lokacjami podpowiedzi wskazują, byśmy śmiało sprawdzali nawet te najbardziej szalone pomysły, czytamy też zapewnienia, że choć niektóre rozwiązania wydadzą się nam zbyt dziwaczne, to jednak są jak najbardziej logiczne. Niestety, jako ogromny fan właśnie takich zwariowanych zagadek, poczułem się nieco rozczarowany. Czym innym są bowiem oparte na różnych, zazwyczaj zabawnych skojarzeniach, zagadki z przygodówek typu „wacky adventures”, a czym innym jest potraktowanie zwierzęcia młotkiem, czy otrucie sprzedawcy gazem. Dość często dało się też zauważyć, że sposób do rozwikłania wielu zagadek mamy tuż pod ręką, jednak autorzy, chcąc jakoś utrudnić grę, zmuszają nas do szukania bardziej niecodziennych rozwiązań.
Na szczęście oprócz tych nieudanych przykładów, gra posiada też sporą porcję całkiem dobrych, sprawiających satysfakcję zagadek. Szczególnie wynagrodzeni poczują się ci najbardziej cierpliwi, niekorzystający z podpowiedzi gracze, którym gra z pewnością zapewni wyjątkowo długi czas rozgrywki. Co szczególnie mi się spodobało, to fakt, że autorom udało się stworzyć sytuacje, gdy mamy tak liczne możliwości zastosowania mnóstwa przedmiotów w wielu miejscach, że po prostu nie opłaca się klikać wszystkim na wszystkim, a zwyczajnie trzeba mieć pomysł. Przydaje się też spora spostrzegawczość, dobra wyobraźnia, a także pamięć do szczegółów. Przede wszystkim jednak zagadki w Randal’s Monday wymagają zachowania pewnego dystansu do logiki i niesugerowania się najbardziej oczywistymi rozwiązaniami. Z pewnością są też ukłonem w stronę fanów klasycznych przygodówek z lat 90., choć niekoniecznie tak dobrze zaprojektowanymi i pomysłowymi, jak te w najlepszych, najbardziej zapadających w pamięć tytułach.
[tab=30]Twórcy, chcąc wykorzystać nostalgię i umiłowanie graczy do wyszukiwania odwołań, postanowili naszpikować swoje dzieło ogromem odniesień do przeróżnych dzieł kultury. Nie sposób jednak nie odnieść wrażenia, że nieco w tej kwestii przedobrzyli. Ile tego faktycznie jest? Chyba nie przesadzę, jeśli podam, że setki. Nawiązania do gier, komiksów, filmów, seriali i książek spotykamy niemal na każdym kroku. Właściwie trudno znaleźć lokację, w której nie odnajdziemy czegoś, co zostało zaczerpnięte z innego dzieła. Niestety, z taką ilością zapożyczeń wiąże się też kilka problemów. Po pierwsze, jest tego tak dużo, że już po pewnym czasie staje się to nudne i wręcz męczące. Oczywiście, odkrywanie wszelkich odniesień może sprawiać przyjemność, jednak w przypadku Randal’s Monday możemy mówić raczej o ich zwykłym oglądaniu. W tej grze po prostu wszystko podane jest na tacy. To nie jest tak, że czujemy się dumni z naszej znajomości, czy spostrzegawczości, bo jako jedni z niewielu dostrzegliśmy jakiś szczegół, czy delikatną analogię do jakiejś gry, czy filmu. Zwyczajnie porozwieszane plakaty (czy wręcz screeny) z gier, poustawiane figurki postaci, czy bohaterowie z oczywistymi podobieństwami do obsady z innych filmów, gier, czy komiksów całkowicie odbierają przyjemność z samodzielnego ich odkrywania.

Obrazek
Te skromne cztery pytania rozwiną się w 15-minutową paplaninę...

Kolejnym problemem są nawiązania, a czasami wręcz cytaty z innych dzieł. Wszystko jeszcze może w jakiś sposób bawić, póki wiemy w jakim kontekście dane słowa padają. Co jednak w przypadku, gdy danego filmu, gry, czy innej produkcji nie znamy? Wtedy nafaszerowane zaczerpniętymi cytatami dialogi stają się zwykłym bełkotem, a my nie wiemy, o czym postacie mówią. Jest to problem, który w moim przypadku niejednokrotnie się pojawił, a mi pozostawało jedynie wysłuchiwanie tych z pewnością zapożyczonych skądś, ale kompletnie niezrozumiałych dla mnie rozmów.
Niestety, o ile subtelne i nieliczne nawiązania, czy easter eggi uważam za świetne urozmaicenie przygodówek, to zbudowanie niemal całej gry opartej na zapożyczeniach oceniam jako całkowicie nietrafiony pomysł. Odnoszę wrażenie, że to zwykłe żerowanie na uwielbieniu graczy do odkrywania wszelkich odwołań naprowadziło autorów na takie rozwiązanie.
Przesyt odniesień to nie jedyny problem tej produkcji. Otóż Randal’s Monday pretenduje do miana najbardziej przegadanej przygodówki wszechczasów. Autorzy z Nexus Game Studios to chyba wyjątkowe gaduły, gdyż ilość dialogów, które zdołali umieścić w grze z powodzeniem mogłaby wystarczyć na kolejnych kilka (jeśli nie kilkanaście) tytułów. Na dodatek rozmowy te są pełne zbędnych i meczących dygresji, co po pewnym czasie powodowało u mnie agresywne przeklikiwanie wypowiedzi, a potem ogromne znużenie. Czasami wręcz odkładałem wszelką interakcję między postaciami na rzecz swobodnego poruszania się między lokacjami, gdyż wiedziałem, że rozpoczęcie rozmowy wywoła ciągnącą się nieraz przez 15, czy nawet 20 (!) minut paplaninę. Przez tak niewyobrażalne gadulstwo postaci często czułem się, jakby gra odbierała mi kontrolę nad akcją i z niecierpliwością wyczekiwałem kiedy odzyskam możliwość sterowania postacią.
Pół biedy, gdyby wzorem innych przygodówek, można było te dialogi przerwać jedną z dostępnych wypowiedzi. W przypadku Randal’s Monday konieczne jest zazwyczaj przebrnięcie przez wszystkie dialogi, by popchnąć akcję do przodu. Aby jeszcze bardziej zobrazować skalę problemu, proponuję wam przeczytać niniejszą recenzję jeszcze 10 razy z rzędu. Jeśli po tej lekturze nie odczujecie znużenia, to znaczy, że gra jest dla was. Ja nie byłem w stanie utrzymać ani skupienia ani zainteresowania podczas tak długich i często zbaczających z tematu dialogów. Jestem nawet skłonny zarzucić grze pewien uszczerbek na zdrowiu psychicznym, gdyż doprowadziła mnie do takiego stanu, że co bardziej gadatliwi klienci w pracy działali mi na nerwy, a gdy dzwonił do mnie znajomy, szybko go zbywałem, gdy czułem, że ten chce się po prostu wygadać. Do dziś pozostała u mnie niechęć do czytania wszelkich dłuższych tekstów niezawierających skrótowego podsumowania. Muszę przyznać, że autorom Randal’s Monday udało się stworzyć nowy podgatunek gier – przygodówkę dialogową.
Obrazek
...a te w ponad 20-minutową

Kolejnym niepożądanym elementem w poniedziałku Randala są wulgaryzmy. Są gry, w których są one dopuszczalne, a w niektórych przypadkach nawet dobrze im służą. Humorystyczna Randal’s Monday to jednak nie mroczna Still Life, której dojrzałe dialogi nadawały odpowiednią atmosferę. W opisywanej komedii tego typu zwroty są po prostu nie na miejscu. Nie było by wielkiego problemu, gdyby zdarzały się one bardzo sporadycznie. Niestety, w Randal’s Monday wulgaryzmy są na porządku dziennym. Zdarzają się dialogi, w których co drugie zdanie zawiera słowo „fu*k”, i to często w dość dosadnych kontekstach. Parę sytuacji wywołało u mnie szczególny niesmak - choćby ta, w której matka, przywołując pewien cytat z „Pulp Fiction”, zwraca się do swojego synka „motherfu*ker”… Tego typu niepotrzebne i prostackie wulgaryzmy występują w grze dość często, co uważam za absolutnie nietrafione posunięcie ze strony autorów.
Opisywana przygodówka nie byłaby komedią, gdyby nie zawarty w niej humor. Ten oczywiście występuje, i to w dość sporych ilościach. Nexus Game Studios starało się wrzucać żarty gdzie to tylko możliwe. Oczywiście z powodu takiej ilości dialogów najwięcej jest humoru słownego, ale poza tym swe miejsce ma też humor sytuacyjny. Niestety, to, czy gra będzie w stanie kogoś rozbawić, w dużej mierze będzie zależało od jego tolerancji na dialogi wypełnione cytatami, wulgaryzmami i kąśliwymi szyderstwami. Prostackie i prymitywne żarty to także beknięcia, przelewające się strumieniami wymiociny i ekskrementy, a także sugestie do pewnych aktywności pod więziennym prysznicem. Jak jednak pokazuje słynna seria gier o podstarzałym podrywaczu Larrym Lafferze, nawet taki humor można podać z klasą, wszelkie tego typu żarty okraszając subtelnymi i sprytnymi podtekstami. Niestety, o ile pikantne przygody Larrego mają swój urok i uzasadnienie fabularne, o tyle przypadek Randala pokazuje w jaki sposób tego nie robić. Zdecydowanie stwierdzam, że rodzaj dowcipu pokazanego w poniedziałku Randala nie trafił w moje poczucie humoru, a czasami wręcz odrzucał.
Na szczęście pod względem technicznym gra została dość dobrze wykonana. Grafika prezentuje się całkiem poprawnie, chociaż, jak to często bywa w przygodówkach, lokacje są całkowicie statyczne. Odniosłem też wrażenie, że wszystkie ulice, które zwiedzamy, wyglądają łudząco podobnie, a czasami zabrakło im odpowiedniego bogactwa kolorów (szczególnie, że mamy tu do czynienia z kreskówkową, komiksową komedią). Na szczęście tła są dość szczegółowe i przykładowo wstępując do sklepu z komiksami, jest czym nacieszyć oczy. Całkiem przyzwoicie wyglądają też postacie. Ich zabawnie naszkicowane sylwetki może nie są szczególnie wybitne, trzeba jednak przyznać, że zadbano o ich odpowiednią mimikę i płynną animację.
Obrazek
Słowo na "f" ujrzymy dość często, czasem w o wiele bardziej dosadnych i wulgarnych kontekstach

Podobnie jest w temacie udźwiękowienia. Dubbing jest po prostu dobry, i chociaż żaden z aktorów nie wybija się ponad przeciętność, to nikomu z całej obsady nie można zarzucić amatorstwa. Muzyka jednak dość często kojarzyła mi się z taką, którą można czasem usłyszeć, siedząc w poczekalni, a więc z niczym szczególnym.
W ostatecznym rozliczeniu gra wypada bardzo przeciętnie. Nie sposób nie docenić ogromnego wkładu, jaki włożono w jej produkcję, jednak moim zdaniem to założenia okazały się największym jej problemem. Podkreślane na każdym kroku liczne nawiązania do dzieł kultury miały być jej największym atutem, a okazały się największą bolączką. Ciągnące się w nieskończoność dialogi sprawiły, że już ze spokojem i bez zaskoczenia (za to lekko przysypiając) przyjąłem na klatę niemal 40 minutową lawinę rozmów podczas finałowej sceny. Nie bez znaczenia okazał się też rodzaj humoru, który nie trafił w mój gust oraz sam Randal, któremu niewiele brakuje, by zostać drugim Rufusem z Deponii.
[tab=30]Jeśli więc macie odwagę i ciekawość sprawdzić, do jakiego stopnia można się posunąć, pisząc najdłuższe dialogi w przygodówce i nie zrażają was wszelkie wulgaryzmy, ani toaletowy, obsceniczny humor oraz setki oczywistych odniesień, to proponuję dać Randal’s Monday szansę. Zagadki mogą się okazać sporym wyzwaniem nawet dla najbardziej doświadczonych graczy, więc jeśli chcecie spróbować swoich sił, to macie ku temu dobrą okazję.


Ocena gry: 5/10

plusy:
+ zagadki dla cierpliwych
+ przyzwoita oprawa audiowizualna
+ długi czas rozgrywki (aczkolwiek spora jej część to wysłuchiwanie dialogów)

minusy:
- przeraźliwie, niewyobrażalnie długie i nudne dialogi
- zbędne wulgaryzmy
- setki niepotrzebnych odniesień
- rynsztokowy humor
- część zagadek przekombinowana
- niezbyt sympatyczny główny bohater

Awatar użytkownika
Telamon
Posty: 18
Rejestracja: 02 grudnia 2014, 10:12
Podziękował(a): 2 razy
Płeć: Nieokreślona

Re: Randal's Monday - recenzja

Postautor: Telamon » 17 kwietnia 2016, 13:37

Mam pytanie odnośnie dialogów.

Ile faktycznie występuje tych 15-20 min. dialogów? Domyślam się, że takie sytuacje występują jedynie przy pierwszym napotkaniu postaci zatem czy takie dysputy tyczą się tylko bohaterów ważnych dla fabuły czy też wszystkich?

Awatar użytkownika
jarecki83
Publicysta
Posty: 806
Rejestracja: 12 sierpnia 2013, 01:47
Lokalizacja: Zielona Góra
Podziękował(a): 10 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 11 razy
Płeć: Mężczyzna

Re: Randal's Monday - recenzja

Postautor: jarecki83 » 17 kwietnia 2016, 14:58

Hmm, niewiele już z tego pamiętam. Myślę, że było takich dialogów kilkanaście, albo więcej. Nieomal z każdą napotkaną postacią musisz swoje przegadać.

Awatar użytkownika
Telamon
Posty: 18
Rejestracja: 02 grudnia 2014, 10:12
Podziękował(a): 2 razy
Płeć: Nieokreślona

Re: Randal's Monday - recenzja

Postautor: Telamon » 20 kwietnia 2016, 14:01

Dzięki.

Wiele mogę wybaczyć, zrozumieć jako kreowanie świata z jego klimatem... jednak te tyrady przyprawiają mnie póki co o ciarki.


Wróć do „Randal's monday”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość