Dreamfall chapters - recenzja

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2741
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 58 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 36 razy
Płeć: Mężczyzna

Dreamfall chapters - recenzja

Postautor: Adam_OK » 28 stycznia 2019, 17:55

Obrazek

Słowo „saga” bywa używane w różnych znaczeniach. Podstawowe dotyczy historii np. danej rodziny czy jakiejś większej społeczności w dłuższej perspektywie czasowej. Oprócz tego była jeszcze całkiem udana gra RTS o podtytule „Gniew Wikingów” oraz marka herbaty w torebkach. W opisywanej tu grze występuje ono również jako... imię żeńskie. No dobrze, ale czemu o tym właściwie piszę? To się zaraz wyjaśni, wystarczy przeczytać ten tekst do końca.

Postać, o której wspomniałem nie jest głównym bohaterem tej produkcji, gdyż na to miano zasługują dwie inne osoby – Zoë Castillo oraz Kian Alvane. Oboje mieliśmy już okazję poznać w poprzednim tytule z serii, czyli w „Dreamfallu” i obojena początku „Chaptersów” są w nieciekawej sytuacji. Ona leży w śpiączce w szpitalu w Casablance, a on jest w więzieniu i właśnie się dowiaduje, że następny świt ma być jego ostatnim. Jak nietrudno się domyślić oboje z tych kłopotów jakoś się wykaraskają, ale (co też łatwo przewidzieć) zaraz potem wpadną w kolejne tarapaty. W pewnym momencie ich losy się skrzyżują, a stanie się to wtedy, gdy Zoë trafi do Arkadii – magicznego świata, który poznaliśmy już w pierwszej części cyklu, czyli w „Najdłuższej Podróży”. Tam też po raz pierwszy spotkaliśmy Sagę, choć wtedy zapewne nikt z graczy nie miał o tym nawet zielonego pojęcia. Wynikało to z dwóch powodów – raz, że tam również jej rola nie była zbyt duża, a dwa, że wówczas przedstawiono ją pod innym imieniem. Kim ona jest? I o kim ja właściwie piszę? Powiem tak – jeśli ktoś nie miał jeszcze okazji zagrać w opisywane tu dzieło studia Red Thread, to może sobie dopisać tę kwestię jako kolejny powód, aby w końcu się z nim zapoznać. Celowo napisałem „kolejny”, gdyż jest wiele innych, ważniejszych przyczyn dla których warto to zrobić. Podstawową jest opowiedziana tu historia – wciąga jak czarna dziura i nawet jeśli z jakiegoś powodu dasz sobie chwilę na odsapnięcie od tej gry, to zastanawiasz się, co się dalej wydarzyło i jak się to skończy. Poza tym obcując z „Dreamfall Chapters” traci się całkowicie poczucie czasu. Ile to razy mi się zdarzyło, ze wydawało mi się, że włączyłem grę maksymalnie pół godziny temu, a tu minęło przynajmniej dwie. I choć całość składa się z pięciu ksiąg podzielonych na trzynaście rozdziałów, które łącznie zapewniają prawie dobę świetnej rozgrywki, to po jej zakończeniu nie ma się wcale poczucia przesytu czy wręcz zmęczenia. Przeciwnie – chciałoby się więcej, w końcu każdy chce, aby to co dobre trwało jak najdłużej. Tu było i naprawdę długo, i intensywnie, i ciekawie, a i zwieńczenie sagi dawało dużą satysfakcję. Czy można czegoś chcieć więcej? Myślę, że nie, dlatego za fabułę ta gra ma ode mnie największego możliwego plusa.

Obrazek

Zaczęło się dobrze, ale czy będzie teka cały czas? Otóż nie, gdyż pewne zastrzeżenia mam pod względem zagadkowym. Chodzi oczywiście o to, że praktycznie nie ma tu zadań nieprzedmiotowych. I choć skończyłem tę produkcję stosunkowo niedawno, to nie potrafię sobie przypomnieć jakieś łamigłówki typu puzzle, co jak dla mnie jest sporą wadą. Ja wiem, że nie każdy za nimi przepada, ale jakby była możliwość pogłówkowania nad czymś chociaż raz na trzy godziny zabawy, to byłoby naprawdę dobrze. Owszem, nie oznacza to, że ten tytuł jest banalny, choć najtrudniejszy również nie i nie tylko doświadczeni przygodomaniacy, co to na niejednym tytule połamali zęby, ale też tacy, co to ograli nie więcej niż kilkanaście produkcji nie powinni mieć problemów z ukończeniem tej odsłony cyklu. Jedyne przestoje, jakie mogą się zdarzyć wynikają zazwyczaj z przeoczenia danego przedmiotu niż z braku pomysłu co należy zrobić. Wynika z tego również coś innego – zadania, jakie przygotowali twórcy są logiczne, więc nie trzeba posiadać umiejętności abstrakcyjnego myślenia, by je rozwiązać. Niestety, trafiły się również ze dwie czasówki np. przy okazji „odwiedzin” Jagi. Na szczęście udało mi się z nimi uporać za maksymalnie trzecim podejściem, a biorąc pod uwagę mój antytalent w tym zakresie, to naprawdę dobry wynik. Mimo wszystko tego samego nie mogę powiedzieć o zagadkach jako o całości, a szkoda.

Natomiast jeśli idzie o grafikę to generalnie bardzo mi się ona podobała. Niestety, słowo „generalnie” nie oznacza „wszystko”, bo była pewna kwestia, która odstawała swym poziomem od reszty. Czy chodzi mi może o wygląd postaci? A może lokacje są paskudne, mało zróżnicowane i puste? A może mam na myśli nudne, statyczne przerywniki filmowe, w których zamiast podziwiać fajerwerki wizualne czytamy bardzo duże ilości tekstu? Otóż nie, każda z wcześniej wymienionych składowych oprawy jest wykonana po prostu świetnie, rewelacyjnie, genialnie itd. Co jest więc tą przysłowiową łyżką dziegciu w beczce miodu? Otóż chodzi mi o synchronizację ruchu warg z kwestiami wypowiadanymi przez poszczególne postacie. W zasadzie mogę powiedzieć o braku tzw. lips-syncu, bo nie przypominam sobie choćby jednego dialogu, w którym byłby on wykonany poprawnie. A to bowiem ktoś otwierał usta, gdy aktor kończył wypowiadać swoją kwestię, a to ktoś w ogóle nie poruszał swymi wargami albo zaczynał to robić, gdy do głosu dochodził ktoś inny. Zastanawiam się, skąd to się wzięło. Z jednej strony gra, choć ma już kilka lat, powstała na tyle niedawno, że twórcy potrafią wspomnianą synchronizację zrobić dobrze. Mój sprzęt też najnowszy nie jest (chociaż jeszcze kilka dni powinien być na gwarancji ;) ), a i w momencie zakupu nie upchnąłem w niego najbardziej wypasionych podzespołów, ale jest też znacząco młodszy od dzieła studia Red Thread, więc powinien sobie poradzić z poprawnym wyświetlaniem tego efektu. Zresztą, mój sprzęt radził sobie z całą resztą strony wizualnej, więc dlaczego miałby sobie nie radzić z tym jednym elementem? Dziwne, niezrozumiałe, więc nie będę się już w to dalej wgłębiał. Tak czy inaczej grafika w tym tytule jest naprawdę świetna, ale za tę jedną wpadkę będę musiał nieco „uszczknąć” z końcowej oceny.

Obrazek

Na szczęście w innych sprawach technicznych nie ma już nic, do czego mógłbym się przyczepić. Dźwięki i muzyka są po prostu bardzo dobre i ich słuchanie jest po prostu ucztą dla uszu. Również głosy postaci dobrano świetnie i pasują do charakterów osób, z którymi aktualnie rozmawiamy. Da się w nich usłyszeć nie tylko emocje, ale również to, jak są do nas nastawieni – czy przyjacielsko, czy wrogo; czy ufają nam, czy są wobec nas podejrzliwi itp. Niestety, dubbing, z jakim mamy tu do czynienia jest angielski, a nie polski, co jest nieco rozczarowujące dla polskich fanów, którzy mają w pamięci doskonałe role m. in. Edyty Olszówki czy Jarosława Boberka w poprzednich odsłonach cyklu. Trochę mi to doskwierało, zwłaszcza na początku rozgrywki, ale dało się do tego przyzwyczaić. Podobnie sprawa tyczy się ze sterowaniem, zwłaszcza dla tych, którzy nie lubią korzystania z klawiatury, której tutaj używamy do poruszania się. Resztę czynności wykonujemy przy pomocy myszy, więc nie ma potrzeby rozpisywania się więcej na ten temat.

Warto za to poświęcić kilka zdań obecnemu w grze humorowi. A ten, jak w całej serii, jest obecny. Tym razem nie tylko Kruk i jego teksty powodują uśmiech na twarzy. W zasadzie, tym razem rola naszego ptasiego towarzysza w rozśmieszaniu gracza jest mniejsza, gdyż i jego obecność w całej grze jest niezbyt duża. Mimo to, nieraz i nie dwa zarechotałem, a to za sprawą innej postaci – młodej przedstawicielki rasy Zhid (tacy elfowie, tylko że mają skórę ciemniejszego koloru w cętki) imieniem Enu. Ilekroć się ona odezwała, a robiła to często, długo i chętnie, tylekroć śmiałem się głośno. Bez niej ta gra nie byłaby tak dobra i nie spędzałoby się przy niej czasu tak przyjemnie.

Obrazek

Podsumowując, „Dreamfall Chapters” to naprawdę bardzo dobra gra. Świetna fabuła zapewniająca rozrywkę na długie, zimowe wieczory, bardzo dobra (z jednym, mały wyjątkiem) oprawa graficzna, ciekawe zagadki inwentarzowe, humor, muzyka, dźwięki i dubbing (czyli i praktycznie wszystko) to są elementy, które wykonano rewelacyjnie. Do ideału nieco zabrakło, ale bardzo niewiele. Nic więc dziwnego, że polecam tę grę każdemu, kto nie miał jeszcze okazji się z nią zapoznać. Naprawdę warto!


OCENA GRY: 9/10

ZALETY:

+ fabuła
+ zagadki przedmiotowe
+ w zdecydowanej większości grafika
+ oprawa audio
+ humor
+ interfejs i sterowanie

WADY:

- brak „lips – sync-u”
- brak łamigłówek „puzzlowatych”

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Wróć do „Dreamfall chapters”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość