1heart - recenzja

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2284
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 24 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 28 razy
Płeć: Mężczyzna

1heart - recenzja

Postautor: Adam_OK » 28 października 2014, 18:41

Obrazek

W ostatnim czasie dość często na moim dysku goszczą gry, które (z założenia) powinny mnie przestraszyć. I tak były dwie pierwsze części serii Dark Fall, były dwie ostatnie odsłony sagi o Draculi, a potem trafiło na Necronomicon. I gdy chciałem już zrobić sobie przerwę od takich gier, na mojego maila przyszła wiadomość z kodem aktywacyjnym do gry 1heart. Projekt ten wsparłem rok temu, ale później słuch o nim zaginął. I gdy już powoli o nim zapominałem, to okazało się, że można w niego zagrać po polsku. Uczyniłem to czym prędzej, a teraz podzielę się z wami swymi wrażeniami.

Jest to opowieść o dwóch siostrach. Pewnego dnia zostały one same w domu, a ich rodzice pojechali na krótkie wakacje (kto normalny tak robi, tego nie wie nawet narrator). Wkrótce po tym ktoś zostawił im pod drzwiami paczkę zawierającą dwie zabawki. Dziewczynki wzięły je, ale gdy zaczęły się nimi bawić, doszło do nieoczekiwanego zdarzenia – zaczął ulatniać się gaz usypiający. Gdy jedna z sióstr się obudziła w dziwnym lesie i nie mogła znaleźć drugiej, to zaczęła jej szukać. Jak się te poszukiwania zakończą, tego nie zdradzę. Najlepiej sprawdzić to samemu, tym bardziej, że gra zapewni wam rozrywkę na długie godziny. Mnie zajęła ona ich prawie 10, choć ze dwie straciłem na pewną zagadkę, ale o tym nieco później. Biorąc pod uwagę fakt, że współczesne standardy są nieco niższe oraz, że to produkcja debiutującego studia Chicken in the Corn, które nie dysponuje sztabem ludzi ani budżetem porównywalnym choćby z branżowymi średniakami, to jest to wynik naprawdę godny uwagi, tym bardziej, że fabuła jest naprawdę interesująca i potrafi przykuć do monitora. Sam miałem takie chwile, gdy wiedziałem, że muszę wstać bardzo rano (a właściwie nad ranem) do pracy, ale mimo to siedziałem przy grze, kombinując nad jakąś łamigłówką albo łażąc w tę i we w tę, szukając przydatnych przedmiotów. Bardzo łatwo jest wsiąknąć w klimat tej gry i ulec jej urokowi.

Obrazek

Ja jemu uległem także za sprawą zagadek. Jest ich tu bez liku, właściwie co kilka minut napotykałem następną, i następną, i jeszcze jedną itd. I, co ciekawe, były one bardzo różnorodne – od matematycznych, po dźwiękowe, od szukania ukrytych obiektów (dwa razy po kilka przedmiotów) po labirynty, od przesuwanek po skomplikowane zamki itp. Tu nie ma dwóch identycznych łamigłówek, choć w całej produkcji jest ich ze dwadzieścia albo i więcej. Stopień ich trudności też jest różny – do prostych zaliczam te przedmiotowe, gdyż częściej problemem jest nie „czego ja mam tu użyć?” ale „gdzie znajdę to ustrojstwo, które mogę tu wykorzystać?”. Najtrudniejsze były trzy zadania – drzwi z potrójnym zamkiem, labirynt i pewna zręcznościówka pod koniec zabawy. W pierwszym przypadku najpierw trzeba było odblokować poszczególne zamki za pomocą trzech brył – kuli, sześcianu i czworościanu foremnego. Następnie trzeba było rozwiązać zadanie typu „Sokoban” *) , a dokładniej trzy takie zadania. I to właśnie na to zeszło mi ze dwie godziny, bo łatwo było się zablokować. Do tego z czasem zaczęła wzrastać we mnie frustracja, a ostatecznie pokonałem te zamki dzięki filmikowi na YT, do którego link znalazłem na steamowym forum poświęconemu tej grze. Wspomniany labirynt również nie był prosty z dwóch powodów. Po pierwsze należało przeprowadzić przez niego małą, czerwoną kropkę w taki sposób, aby nie dotknąć ściany. Po drugie – w trakcie przechodzenia przez plątaninę korytarzy widoczny był jedynie jej niewielki fragment, nie wiadomo też było, gdzie należy dojść. Wymieniona zaś wyżej zręcznościówka polegała na tym, że pewien duży prostokąt podzielony był na kilka mniejszych pól, również w kształcie prostokątów. Należało klikać na te pola, które zostały podświetlone, ale trzeba było robić to odpowiednio szybko, bo jak za długo się zwlekało, to było słychać taki nieprzyjemny dźwięk i należało wszystko powtórzyć jeszcze raz. Nie było to aż tak skomplikowane, po kilku początkowych razach nabierało się rozpędu, że było już tylko kwestią minut kiedy uda się to przejść. A satysfakcję dawało to naprawdę dużą, podobnie jak rozwiązanie innych zagadek. Pod tym względem 1heart to majstersztyk, i choć nie wszystkie mi się podobały jednakowo mocno, to za ich ilość, różnorodność i logiczność należy się twórcom duży plus.

Na tym lista zalet tego tytułu się nie kończy, bo mocną jego strona jest grafika. Mamy tu bowiem kilkadziesiąt ręcznie rysowanych lokacji, które są bardzo klimatyczne. Z jednej strony jest tak dzięki użytej palecie kolorów – dominują odcienie brązowego, zielonego, szarego i niebieskiego. Z drugiej strony wyglądają one na nieco rozmazane, rozmyte, co daje ciekawy efekt. A gdy do tego dodamy czarno–białe przerywniki filmowe (które choć nieco statyczne, to i tak bardzo mi się podobały), to otrzymane połączenie jest po prostu doskonałe. W zasadzie można oprawę wizualną skwitować jednym zdaniem: „Trudno o lepszą grafikę dla przygodówki z elementami grozy!”

Obrazek

Nieco słabiej na tym tle wypada strona muzyczna. O ile kawałki słyszalne podczas rozgrywki są całkiem w porządku, choć na długo w pamięć nie zapadają, o tyle gorzej jest z lektorem. W zasadzie powinienem napisać – „z polskim lektorem”, bo ten angielski (którego słyszałem na filmikach na YT) dobrze wywiązał się ze swego zadania. Co mi się więc nie podobało w tym głosie? A to, że on był po prostu bezpłciowy. I choć czytał swe kwestie poprawnie, i słychać było, że ma dobrą dykcję, to jednocześnie mówił głosem całkowicie wypranym z emocji, bardzo monotonnie. Jego odpowiednik od „lengłydżu” potrafił zaś zaakcentować odpowiednie słowa, aby budować napięcie, natomiast ten „nasz” nie potrafił tego zrobić. Szkoda, bo psuje to nieco odbiór całej gry.

Kolejny mały zgrzyt pojawił się już na samym początku mojej przygody z 1heart. Otóż bowiem spodziewałem się gry w pełnej polskiej wersji językowej. Jakież więc było moje zdziwienie, gdy zobaczyłem ekran z napisem „loading” zamiast np. „wczytuję” albo „ładowanie”. Pomyślałem jednak, że to pewnie taka zmyłka, ale gdy zobaczyłem menu z angielskimi napisami, moje wątpliwości co do wersji językowej znacząco wzrosły. Na szczęście po wybraniu „play/ new game” rozpoczęło się intro zarówno z polskimi napisami, jak i wspomnianym wyżej rodzimym lektorem. Dalej było już wszystko w porządku – wszelkie napisy, zapiski, informacje podawane były po polsku. Zadbano w nich również o odpowiedni poziom ortograficzno–stylistyczny, dzięki czemu błędów np. w napisach praktycznie nie ma. Gdyby tylko nie to nieszczęsne menu, byłoby wręcz idealnie.

Obrazek

Podsumowując, 1heart to bardzo udana produkcja, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę, że to debiut studia Chicken in the Corn. Ciekawa fabuła, mnóstwo rewelacyjnych zagadek, klimatyczna oprawa wizualna oraz niezła strona muzyczna dają nadzieję, że kolejne produkcje panów P.S. będą równie udane, albo i lepsze. Jeśli tylko polska wersja językowa ich następnej gry będzie miała te same zalety, co 1heart oraz polskie menu i trochę lepszego „czytacza”, to nie zawaham się wystawić jej oceny maksymalnej. A tak, dziś nieco niżej, choć i tak wysoko.
OCENA GRY: 9/10


ZALETY

+ ciekawa fabuła
+ świetne łamigłówki
+ bardzo klimatyczna grafika
+ niezła muzyka
+ dobra polska wersja językowa

WADY:

- brak polskiego menu
- monotonny głos polskiego lektora

Obrazek

*) http://pl.wikipedia.org/wiki/Sokoban
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Wróć do „1heart”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość