Book of unwritten tales 2, The - recenzja

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2605
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 54 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 33 razy
Płeć: Mężczyzna

Book of unwritten tales 2, The - recenzja

Postautor: Adam_OK » 08 listopada 2015, 09:09

Obrazek

Praktycznie w każdej dziedzinie życia są przyjęte pewne zasady, normy i standardy. Nie inaczej jest w grach komputerowych, gdzie pozwalają one m.in. na klasyfikację danego tytułu do określonego gatunku. Wiele z tych norm zmienia się z czasem, co wynika np. z duuuuuuuużo większych możliwości współczesnego sprzętu w porównaniu do tego sprzed lat dziesięciu czy piętnastu (o wcześniejszych maszynach nie wspominając). Niektóre z tych standardów nie podobają się wszystkim graczom, dlatego dobrze, że są jeszcze twórcy, którzy ślepo za nimi nie podążają.

Mam tu na myśli głównie czas potrzebny na ukończenie danej gry. Kiedyś bardzo często było to kilkadziesiąt, a nawet kilkaset godzin, a dziś trudno trafić na grę, którą przechodzi się w kilkanaście godzin. Ktoś powie, że są jeszcze rozbudowane RPG-i, a ktoś inny, że te różnice są wynikiem rozwoju internetu i powszechnego dostępu do solucji, przez co gry przechodzi się dziś szybko. Co jednak ma powiedzieć fan przygodówek, gdy po raz kolejny po 6-7 godzinach zabawy widzi napisy końcowe? Szczególnie, gdy dobrze się bawił, to czuje on niedosyt. Na szczęście są jeszcze tytuły zapewniające minimum 20 godzin rozrywki. Do nich zaliczyć na pewno trzeba TBoUT 2. Zapewne wielu miłośników gatunku czekało na kontynuacje przygód bohaterów znanych z jedynki. Co prawda wydano po niej „Kroniki Zwierzaka”, ale należałoby je potraktować bardziej jako samodzielny dodatek niż „pełnokrwisty” tytuł. Na szczęście studio King Art Games zlitowało się nad fanami i stworzyło sequel, który po (niestety) standardowym opóźnieniu trafił do Polski w naszym rodzimym języku. Jak wspomniałem oferuje on bardzo długi czas zabawy i jest to naprawdę dobra zabawa. Niektórzy mogą powiedzieć, że fabuła się powoli rozkręca, że choć znów spotykamy znajome twarze, to tak naprawdę nie wiadomo, o co w tym wszystkim chodzi. Ja tego nie odczułem, bo gdy tylko rozpocząłem rozgrywkę, ponownie wsiąkłem w świat Avenastii i nic innego nie miało dla mnie znaczenia. Każdą chwilą rozkoszowałem się tak samo mocno, każda chwila spędzona z Ivo, Nate’m, Wilburem czy Zwierzakiem była pełna emocji, zachwytu i ciekawości tego, co czeka mnie za chwilę. Ta gra dosłownie wsysa i naprawdę trudno jest się od niej oderwać. W efekcie, gdy ujrzałem zakończenie, nie czułem niedosytu, choć chciałbym, aby w moje ręce wpadło jak najszybciej TBoUT 3 (finał gry sugeruje, że ono powstanie!). A skoro przy zakończeniu jestem, to wspomnę tylko jeszcze, że skojarzyło mi się ono z końcówką „Imperium Kontratakuje” – tak jak tam, tak i tutaj jeden z głównych bohaterów jest „czasowo niedostępny”, a pozostali wiedzą, że choć wygrali bitwę, to wojna wciąż trwa i wiele spraw czeka na swoje rozwiązanie.


Obrazek

Na rozwiązanie czekają również zagadki przygotowane przez twórców. Główną ich zaletą jest to, że znajdziemy wśród nich zadania „puzzlowate”, co (ponownie niestety) nie jest standardem we współczesnych przygodówkach. Są one zróżnicowane pod względem stopnia trudności, ale wszystkie są logiczne i ciekawe. Mamy wśród nich grę w kulki, „planszówkę” z unikaniem golema, uruchamianie „Konstruktora” i inne. Jedna z nich, polegająca na chodzeniu po ciemnej, zamkowej piwnicy, wymaga wyłączenia muzyki, bo kierunek ruchu określamy na podstawie dźwiękowych wskazówek (np. trzeszczącej deski czy płynącej wody). Niestety, nie wszystko, co powinniśmy usłyszeć, jest równie dobrze słyszalne, więc część trasy trzeba pokonać (dosłownie) po omacku (choć i idąc na ślepo można dojść do celu). Poza tym czeka nas wiele zadań inwentarzowych, które są logiczne i sensowne. Do tego można pobawić się w zdobywanie osiągnięć na Steama. Co prawda większość z nich i tak się zdobędzie, bo dostaje się je za popchnięcie fabuły do przodu, ale są i takie, które wymagają czegoś więcej. Osobiście nie jestem maniakiem „aczików” i nie muszę w każdej grze zdobyć ich maksymalnej ilości, ale tutaj starałem się mieć ich jak najwięcej (ostatecznie skończyłem z wynikiem 49 zdobytych na 51 możliwych). Podobało mi się w nich to, że istnieje możliwość zgarnięcia ich wszystkich już po pierwszym przejściu gry, co w innych znanych mi tytułach nie występuje. Traktuję je jednak jako ciekawostkę i miły dodatek do i tak udanych zagadek. Miłośnicy łamania głowy znajdą w tej grze wiele rzeczy dla siebie i będą czerpać z niej wiele przyjemności.

Podobna opinię wyrażą zapewne ci, którzy cenią doznania wzrokowe. Ta gra jest po prostu piękna i zachwycająca swoja oprawą wizualną. Dość powiedzieć, że tuż po jej pierwszym uruchomieniu chciałem dać jej 10/10 tylko i wyłącznie za samą grafikę. Cudowne widoki, rewelacyjne i bardzo klimatyczne lokacje oraz postacie cieszą oko na każdym kroku. Animacja ruchu czy mimika twarzy też została bardzo dobrze wykonana. Naprawdę nie ma się do czego przyczepić, TBoUT 2 wygląda po prostu obłędnie. Na moje, trochę krzywe oko oprawa tego tytułu jest jeszcze lepsza niż ta, którą zachwycało Memento Mori 2. A skoro tamtej grafiki (według mnie, oczywiście) nie powstydziliby się twórcy ze studia Dreamworks, to co powiedzieć o tej? Że bije na głowę to, co oglądamy w kinach w najnowszych filmach animowanych? To chyba byłoby lekkie przegięcie, niemniej fakt jest faktem – takiej strony wizualnej nie miała dotąd żadna przygodówka, w którą grałem. I wiecie co? To wcale nie jest w niej najlepsze, gdyż przed zagraniem w nią uprzedzono mnie, że ten tytuł na sprzęcie, który ze sporym zapasem przekracza wymagania minimalne, potrafi się zacinać. Nastawiłem się więc na ciężką walkę z płynnością (a raczej jej brakiem), gdyż mój poczciwy komp ledwo spełnia wspomniane wymagania. Gdy więc odpaliłem tę grę, to przeżyłem spore... rozczarowanie ;) Jak to, nie ładuje się piętnaście minut? Nie zacina się, ale chodzi płynnie? Oczywiście, to rozczarowanie było z gatunku tych przyjemnych, szkoda że tak rzadko zdarza mi się ich doświadczać w innych tytułach. Jak łatwo się domyślić, wynikło to z naprawdę dobrej optymalizacji, co świadczy bardzo dobrze o twórcach gry i ich podejściu do klienta.


Obrazek

Pomyślano nie tylko o wzrokowcach, ale również o słuchowcach, gdyż i oprawa audio nie odstaje poziomem od innych elementów gry. Już od menu głównego, nim jeszcze zanurzyłem się w świat Avenastii, do moich uszu dochodziła bardzo przyjemna muzyczka. Podczas rozgrywki było równie dobrze, a może nawet i lepiej. A gdy dodamy do tego naprawdę udane dźwięki otoczenia i głosy postaci, to czy można czegoś chcieć więcej? Może jedynie niektórzy zażyczyliby sobie polskiego dubbingu, gdyż takowego nie ma. Z drugiej strony angielscy aktorzy wypadli bardzo dobrze, więc akurat w tym przypadku nie mam za złe polskiemu dystrybutorowi, że skupił się jedynie na napisach.

A skoro temat polonizacji został wywołany do tablicy, to powiem, że i w tym aspekcie ciężko jest się do czegoś przyczepić. Owszem, przy okazji wspomnianej łamigłówki z golemem jest komentarz Nate’a, który nie został przetłumaczony (słychać, że Nate coś mówi, ale stosowny napis się nie pojawia), ale to chyba jedyna wpadka ludzi odpowiedzialnych za polską wersję językową. Poza tym jest wszystko w porządku – czcionka jest czytelna i wyraźna, a wypowiedzi różnych postaci są w różnych kolorach. Błędów ortograficznych czy stylistycznych uniknięto, w czym zasługa także i naszych testerów ;) Dzięki temu czerpało się większą przyjemność z gry, w tym z żartów w niej będących.

Wszak seria TBoUT słynie z dobrego humoru, więc nie mogło go zabraknąć i w tej odsłonie. A jest się z czego pośmiać – pełno tu zabawnych dialogów czy humoru sytuacyjnego. Mnie szczególnie spodobała się sytuacja z hipogryfem i stertą słodyczy czy odczarowywanie Arcymaga u Wyroczni (zwłaszcza komentarze Nate’a na temat przyczyn pewnej „przypadłości” Ivo). Wielu graczy ucieszy zapewne powrót pewnej mumii, ale i inne postacie też są zabawne, zwłaszcza Wilbur w swej naiwności. Niektóre sytuacje wywołujące uśmiech na twarzy wynikają z licznych nawiązań do wielu dzieł pop-kultury, takich jak „Indiana Jones”, „Gwiezdne Wojny” czy „Gra o Tron”. Jest tego tak dużo, że naprawdę trudno spędzić przy tej grze więcej niż pięć minut bez choćby lekkiego uśmiechu.


Obrazek

Zapewne po przeczytaniu tego tekstu ocena końcowa Was nie zdziwi, gdyż ta gra to naprawdę świetna pozycja nie tylko dla miłośników przygodówek. Ma wszystko, co mieć powinna - począwszy od ciekawej fabuły przez zróżnicowane łamigłówki po rewelacyjną grafikę i dużą dozę dobrego humoru. Myślę, że ten tytuł wejdzie do klasyki gatunku i mam nadzieję, że w najbliższych latach to on będzie wyznaczał standardy w przygodówkach.
OCENA GRY: 10/10

ZALETY:

+ fabuła
+ zagadki
+ grafika
+ oprawa audio
+ humor
+ nawiązania do wielu filmów i innych gier
+ polonizacja

WADY:

- dlaczego jeszcze nic nie słychać o części trzeciej?

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Wróć do „Book of unwritten tales 2, The”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość