Historia forumowa

Awatar użytkownika
Emma
Publicysta
Posty: 905
Rejestracja: 29 grudnia 2012, 22:17
Lokalizacja: Szczecin
Podziękował(a): 9 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 5 razy
Płeć: Kobieta

Re: Historia forumowa

Postautor: Emma » 12 kwietnia 2013, 19:18

Był późny wieczór. Czy mi się to śniło, czy nie, kolejny dzień mijał bezpowrotnie, a ja wciąż tu siedziałem, nie mogąc nic zrobić, by przerwać to błędne koło. Dopijałem kolejną szklaneczkę whisky i zastanawiałem się, co mi przyniesie kolejna noc, gdy znowu pomyślałem o błędnym kole. Po kiego diabła rysowałem koło na grubej tekturze? Ręka mi zadrżała, wyszedł półokrąg albo inna elipsa, a podrzeć się tego teraz nie da. Postanowiłem coś dorysować do tego jaja, ale moja psina zaczęła strasznie skomleć, a tu kolejny wieczór ulewa... psia mać. Muszę chyba jednak wyjść, ale to dobrze, będę miał okazję dokupić kolejną flaszeczkę. Już miałem wychodzić, gdy mój wzrok padł na nożyczki. Pomyślałem, że w zasadzie mogą się przydać, schowałem je do kieszeni marynarki, ubrałem psinie smycz i wyszedłem. Brrr..., ale leje, co to za pogoda, aż się nożyczki w kieszeni otwierają. Mógłbym ich użyć do przecięcia błędnego koła, jeśli nie mogę go przerwać- to jest myśl, eureka! Patrząc w pełne wyrzutu psie oczy, prawie biegnąc wróciłem do mieszkania. Wyjąłem nożyczki z kieszeni i zacząłem ciąć błędne koło. Niestety tektura była zbyt gruba. Na dodatek pies nie wytrzymał i teraz 'na głowie' miałem jeszcze...mokry dywan. Nie mogło być gorzej. Nożyczki złamane, mokry dywan na mojej głowie ciąży mi bardzo, a błędne koło jak było, tak jest nadal. Na domiar złego pies zaczął chodzić w kółko za swoim ogonem, jak w transie.
Usiadłem sfrustrowany na krześle i złapałem się rękami za głowę, lecz wtedy zadzwonił telefon. Nie w głowie mi była rozmowa z kimkolwiek, tyle że ten ktoś nie dawał za wygraną. Próbowałem zignorować go, na próżno, ta 'mała rzecz' przyciągała mój wzrok jak magnes. Dobrze, wygrałeś, rzuciłem się w stronę telefonu i odebrałem. Halo! Z drugiej strony usłyszałem znajomy głos:
- Tu Michał. Słyszałem, że masz jedno błędne koło na zbyciu.
Nie odpowiedziałem nic, bo mnie zatkało. A on dalej nadawał:
- Dobrze ci za nie zapłacę, najlepiej jak byś jeszcze dorzucił nożyczki...
Nie no, teraz to już w ogóle nie wiedziałem, co powiedzieć. Skąd wiedział? Przecież nikomu nie mówiłem, ani o moim życiowym błędnym kole, ani o jaju na tekturze. Chwila moment... a może ja dzisiaj za dużo wypiłem, nie no przecież ja nie mam sklerozy, pamiętałbym!
Pies nagle wstał z zajmowanego uprzednio miejsca, podszedł do mnie i spojrzał na mnie maślanymi oczami, dodatkowo merdając zamaszyście ogonem. Wyglądało na to, że czegoś chce i właśnie próbuje to zdobyć. Z jego pyska wydobył się ludzki głos:
- Błędne koło nie istnieje i jest to tylko wytwór twojej wyobraźni - i, jakby nic się stało, podszedł do miski z wodą i zaczął z niej chłeptać.
Spojrzałem z przerażeniem na swojego pupila. Co, do diabła, było w tej misce? Myśli kłębiły się w mojej skołatanej głowie. Czyżby...
- ...hej, Marcin, jesteś tam? Żyjesz? - Kto to dobijał się uparcie do mojej głowy? No tak, przecież to Michał.
- Eee... tak, jestem, tylko coś dziwnego się zdarzyło... Nie wiem, skąd wiedziałeś o tym kole! - krzyczałem do słuchawki. Telefon jednak milczał. Połączenie nagle zostało brutalnie przerwane.
Poczułem się, jakbym miał jakieś halucynacje. Co ja brałem? Może coś jednak brałem - nie pamiętam i tak naprawdę nic się nie wydarzyło? Nie było psa gadającego ludzkim głosem, ani Michała - jasnowidza. Może nawet błędne koło nie istnieje?
Spojrzałem na stół. Koło było widoczne nawet z tej odległości i złamane nożyczki, leżące obok! Zaczęła mi się zacierać granica miedzy fikcją a rzeczywistością. Jeszcze krok, a popadnę w totalny obłęd.
Nie, nie mogę do tego dopuścić! Muszę uporać się z tym piekielnym błędnym kołem. Właśnie... piekielnym... W tej sekundzie wzrok mój padł na starą drewnianą szkatułkę. Dostałem ją od dziadka, ale jak ją się otwierało?
Na wieczku była płaskorzeźba, Belzebub, ani chybi, dalej dwie dziewice i jeszcze jakby... kozy, czy inna rogacizna, no i... pentagram. Robiło się, powiedzmy... dziwnie, choć z drugiej strony ciekawie. Przypomniał mi się Michał. On kocha takie łamigłówki! A może w środku odnajdę moje życiowe błędne koło? Muszę otworzyć tę szkatułkę za wszelką cenę. Wziąłem telefon do ręki i wykręciłem numer Michała.
- Michał?
Usłyszałem przecedzone przez zęby i leniwie rzucone:
- No co?
- Słuchaj, stary, mam dla ciebie zadanie, tylko najpierw chciałem zapytać... eee... czy ty do mnie już dzisiaj nie dzwoniłeś?
- Nie, skąd taki pomysł?
Pomyślałem, że to dziwne, ale co tam...
- Mam układankę do zrobienia. Bardzo mi na tym zależy. Czy mógłbyś do mnie przyjechać?
- Nie ma problemu, mogę być za kwadrans, ale sam mi zawsze powtarzałeś, że nie ma to jak samemu rozwiązać zagadkę.
- Hmm, masz rację, ale możemy to zrobić razem. Zdecydowanie lepiej, gdy jest ktoś obok, jeśli się czegoś nie wie.
- No dobra, niech ci będzie, ty mi też ostatnio pomogłeś. Jestem zaraz u ciebie, stary.
Odliczałem minuty wpatrzony w tykający zegar, odetchnąłem z ulgą, gdy usłyszałem odgłos wyłączanego silnika motoru Michała. Podbiegłem do okna, lekko zataczając się pod wpływem działającego we mnie alkoholu, i wyjrzałem przez nie. Michał nie był sam, poza tym trzymał w ręku ogromną walizkę. Co to miałoby znaczyć?
Kiedy zbliżał się do drzwi wejściowych, cały czas go obserwowałem. Okazało się, że towarzyszyła mu seksowna brunetka z dużym biustem. Wypisz, wymaluj, to była Lara Croft.
Wpatrywałem się w dziewczynę jak sroka w gnat, aż do momentu, gdy zniknęła mi z oczu. Nie, nie mogłem się mylić, to była Angelina Jolie... z krwi i kości. Ach... poczułem, że nagle pokój zawirował, najpierw powoli, a potem coraz szybciej i w moim umyśle wpadłem w błędne koło, a może naprawdę? Klepnąłem się w obydwa policzki. Odbija mi. Znowu? Sięgnąłem po notes i znalazłem numer mojego psychoterapeuty. W międzyczasie usłyszałem stukanie do drzwi. Pobiegłem otworzyć. Za chwilę zmierzę się... z prawdą. Otworzyłem raptownie drzwi, będąc w takim stanie psychicznym, że nie byłem pewien, co dokładnie zrobiłem. Widok był oszałamiający. Dziewczyna spojrzała na mnie z ukosa, uśmiechnęła się i powiedziała:

Awatar użytkownika
michal0308
Publicysta
Posty: 658
Rejestracja: 28 lutego 2012, 14:50
Ukończone gry przygodowe - link do tematu: http://przygodomania.pl/forum/viewtopic ... 1869#p1869
Lokalizacja: Rzeszów ;)
Podziękował(a): 13 razy
Płeć: Mężczyzna

Re: Historia forumowa

Postautor: michal0308 » 12 kwietnia 2013, 22:56

Był późny wieczór. Czy mi się to śniło, czy nie, kolejny dzień mijał bezpowrotnie, a ja wciąż tu siedziałem, nie mogąc nic zrobić, by przerwać to błędne koło. Dopijałem kolejną szklaneczkę whisky i zastanawiałem się, co mi przyniesie kolejna noc, gdy znowu pomyślałem o błędnym kole. Po kiego diabła rysowałem koło na grubej tekturze? Ręka mi zadrżała, wyszedł półokrąg albo inna elipsa, a podrzeć się tego teraz nie da. Postanowiłem coś dorysować do tego jaja, ale moja psina zaczęła strasznie skomleć, a tu kolejny wieczór ulewa... psia mać. Muszę chyba jednak wyjść, ale to dobrze, będę miał okazję dokupić kolejną flaszeczkę. Już miałem wychodzić, gdy mój wzrok padł na nożyczki. Pomyślałem, że w zasadzie mogą się przydać, schowałem je do kieszeni marynarki, ubrałem psinie smycz i wyszedłem. Brrr..., ale leje, co to za pogoda, aż się nożyczki w kieszeni otwierają. Mógłbym ich użyć do przecięcia błędnego koła, jeśli nie mogę go przerwać- to jest myśl, eureka! Patrząc w pełne wyrzutu psie oczy, prawie biegnąc wróciłem do mieszkania. Wyjąłem nożyczki z kieszeni i zacząłem ciąć błędne koło. Niestety tektura była zbyt gruba. Na dodatek pies nie wytrzymał i teraz 'na głowie' miałem jeszcze...mokry dywan. Nie mogło być gorzej. Nożyczki złamane, mokry dywan na mojej głowie ciąży mi bardzo, a błędne koło jak było, tak jest nadal. Na domiar złego pies zaczął chodzić w kółko za swoim ogonem, jak w transie.
Usiadłem sfrustrowany na krześle i złapałem się rękami za głowę, lecz wtedy zadzwonił telefon. Nie w głowie mi była rozmowa z kimkolwiek, tyle że ten ktoś nie dawał za wygraną. Próbowałem zignorować go, na próżno, ta 'mała rzecz' przyciągała mój wzrok jak magnes. Dobrze, wygrałeś, rzuciłem się w stronę telefonu i odebrałem. Halo! Z drugiej strony usłyszałem znajomy głos:
- Tu Michał. Słyszałem, że masz jedno błędne koło na zbyciu.
Nie odpowiedziałem nic, bo mnie zatkało. A on dalej nadawał:
- Dobrze ci za nie zapłacę, najlepiej jak byś jeszcze dorzucił nożyczki...
Nie no, teraz to już w ogóle nie wiedziałem, co powiedzieć. Skąd wiedział? Przecież nikomu nie mówiłem, ani o moim życiowym błędnym kole, ani o jaju na tekturze. Chwila moment... a może ja dzisiaj za dużo wypiłem, nie no przecież ja nie mam sklerozy, pamiętałbym!
Pies nagle wstał z zajmowanego uprzednio miejsca, podszedł do mnie i spojrzał na mnie maślanymi oczami, dodatkowo merdając zamaszyście ogonem. Wyglądało na to, że czegoś chce i właśnie próbuje to zdobyć. Z jego pyska wydobył się ludzki głos:
- Błędne koło nie istnieje i jest to tylko wytwór twojej wyobraźni - i, jakby nic się stało, podszedł do miski z wodą i zaczął z niej chłeptać.
Spojrzałem z przerażeniem na swojego pupila. Co, do diabła, było w tej misce? Myśli kłębiły się w mojej skołatanej głowie. Czyżby...
- ...hej, Marcin, jesteś tam? Żyjesz? - Kto to dobijał się uparcie do mojej głowy? No tak, przecież to Michał.
- Eee... tak, jestem, tylko coś dziwnego się zdarzyło... Nie wiem, skąd wiedziałeś o tym kole! - krzyczałem do słuchawki. Telefon jednak milczał. Połączenie nagle zostało brutalnie przerwane.
Poczułem się, jakbym miał jakieś halucynacje. Co ja brałem? Może coś jednak brałem - nie pamiętam i tak naprawdę nic się nie wydarzyło? Nie było psa gadającego ludzkim głosem, ani Michała - jasnowidza. Może nawet błędne koło nie istnieje?
Spojrzałem na stół. Koło było widoczne nawet z tej odległości i złamane nożyczki, leżące obok! Zaczęła mi się zacierać granica miedzy fikcją a rzeczywistością. Jeszcze krok, a popadnę w totalny obłęd.
Nie, nie mogę do tego dopuścić! Muszę uporać się z tym piekielnym błędnym kołem. Właśnie... piekielnym... W tej sekundzie wzrok mój padł na starą drewnianą szkatułkę. Dostałem ją od dziadka, ale jak ją się otwierało?
Na wieczku była płaskorzeźba, Belzebub, ani chybi, dalej dwie dziewice i jeszcze jakby... kozy, czy inna rogacizna, no i... pentagram. Robiło się, powiedzmy... dziwnie, choć z drugiej strony ciekawie. Przypomniał mi się Michał. On kocha takie łamigłówki! A może w środku odnajdę moje życiowe błędne koło? Muszę otworzyć tę szkatułkę za wszelką cenę. Wziąłem telefon do ręki i wykręciłem numer Michała.
- Michał?
Usłyszałem przecedzone przez zęby i leniwie rzucone:
- No co?
- Słuchaj, stary, mam dla ciebie zadanie, tylko najpierw chciałem zapytać... eee... czy ty do mnie już dzisiaj nie dzwoniłeś?
- Nie, skąd taki pomysł?
Pomyślałem, że to dziwne, ale co tam...
- Mam układankę do zrobienia. Bardzo mi na tym zależy. Czy mógłbyś do mnie przyjechać?
- Nie ma problemu, mogę być za kwadrans, ale sam mi zawsze powtarzałeś, że nie ma to jak samemu rozwiązać zagadkę.
- Hmm, masz rację, ale możemy to zrobić razem. Zdecydowanie lepiej, gdy jest ktoś obok, jeśli się czegoś nie wie.
- No dobra, niech ci będzie, ty mi też ostatnio pomogłeś. Jestem zaraz u ciebie, stary.
Odliczałem minuty wpatrzony w tykający zegar, odetchnąłem z ulgą, gdy usłyszałem odgłos wyłączanego silnika motoru Michała. Podbiegłem do okna, lekko zataczając się pod wpływem działającego we mnie alkoholu, i wyjrzałem przez nie. Michał nie był sam, poza tym trzymał w ręku ogromną walizkę. Co to miałoby znaczyć?
Kiedy zbliżał się do drzwi wejściowych, cały czas go obserwowałem. Okazało się, że towarzyszyła mu seksowna brunetka z dużym biustem. Wypisz, wymaluj, to była Lara Croft.
Wpatrywałem się w dziewczynę jak sroka w gnat, aż do momentu, gdy zniknęła mi z oczu. Nie, nie mogłem się mylić, to była Angelina Jolie... z krwi i kości. Ach... poczułem, że nagle pokój zawirował, najpierw powoli, a potem coraz szybciej i w moim umyśle wpadłem w błędne koło, a może naprawdę? Klepnąłem się w obydwa policzki. Odbija mi. Znowu? Sięgnąłem po notes i znalazłem numer mojego psychoterapeuty. W międzyczasie usłyszałem stukanie do drzwi. Pobiegłem otworzyć. Za chwilę zmierzę się... z prawdą. Otworzyłem raptownie drzwi, będąc w takim stanie psychicznym, że nie byłem pewien, co dokładnie zrobiłem. Widok był oszałamiający. Dziewczyna spojrzała na mnie z ukosa, uśmiechnęła się i powiedziała:
- Witaj, przystojniaku, ponoć masz jakieś fajne zabawki dla mnie. Michał mi dużo o tobie opowiadał, a teraz jeszcze ta łamigłówka.
Kto by pomyślał, że taka laska przychodzi prosto do moich drzwi, by pomóc mi w rozwiązaniu problemu? Czyż na pierwszy rzut oka nie wydaje się, że ona nie może być inteligentna?
Obecnie: Gram w: Trickshot, Disciples 2, różnie.
Niedawno: Ukończyłem: The Next BIG Thing.

Awatar użytkownika
Emma
Publicysta
Posty: 905
Rejestracja: 29 grudnia 2012, 22:17
Lokalizacja: Szczecin
Podziękował(a): 9 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 5 razy
Płeć: Kobieta

Re: Historia forumowa

Postautor: Emma » 26 kwietnia 2013, 19:54

Był późny wieczór. Czy mi się to śniło, czy nie, kolejny dzień mijał bezpowrotnie, a ja wciąż tu siedziałem, nie mogąc nic zrobić, by przerwać to błędne koło. Dopijałem kolejną szklaneczkę whisky i zastanawiałem się, co mi przyniesie kolejna noc, gdy znowu pomyślałem o błędnym kole. Po kiego diabła rysowałem koło na grubej tekturze? Ręka mi zadrżała, wyszedł półokrąg albo inna elipsa, a podrzeć się tego teraz nie da. Postanowiłem coś dorysować do tego jaja, ale moja psina zaczęła strasznie skomleć, a tu kolejny wieczór ulewa... psia mać. Muszę chyba jednak wyjść, ale to dobrze, będę miał okazję dokupić kolejną flaszeczkę. Już miałem wychodzić, gdy mój wzrok padł na nożyczki. Pomyślałem, że w zasadzie mogą się przydać, schowałem je do kieszeni marynarki, ubrałem psinie smycz i wyszedłem. Brrr..., ale leje, co to za pogoda, aż się nożyczki w kieszeni otwierają. Mógłbym ich użyć do przecięcia błędnego koła, jeśli nie mogę go przerwać- to jest myśl, eureka! Patrząc w pełne wyrzutu psie oczy, prawie biegnąc wróciłem do mieszkania. Wyjąłem nożyczki z kieszeni i zacząłem ciąć błędne koło. Niestety tektura była zbyt gruba. Na dodatek pies nie wytrzymał i teraz 'na głowie' miałem jeszcze...mokry dywan. Nie mogło być gorzej. Nożyczki złamane, mokry dywan na mojej głowie ciąży mi bardzo, a błędne koło jak było, tak jest nadal. Na domiar złego pies zaczął chodzić w kółko za swoim ogonem, jak w transie.
Usiadłem sfrustrowany na krześle i złapałem się rękami za głowę, lecz wtedy zadzwonił telefon. Nie w głowie mi była rozmowa z kimkolwiek, tyle że ten ktoś nie dawał za wygraną. Próbowałem zignorować go, na próżno, ta 'mała rzecz' przyciągała mój wzrok jak magnes. Dobrze, wygrałeś, rzuciłem się w stronę telefonu i odebrałem. Halo! Z drugiej strony usłyszałem znajomy głos:
- Tu Michał. Słyszałem, że masz jedno błędne koło na zbyciu.
Nie odpowiedziałem nic, bo mnie zatkało. A on dalej nadawał:
- Dobrze ci za nie zapłacę, najlepiej jak byś jeszcze dorzucił nożyczki...
Nie no, teraz to już w ogóle nie wiedziałem, co powiedzieć. Skąd wiedział? Przecież nikomu nie mówiłem, ani o moim życiowym błędnym kole, ani o jaju na tekturze. Chwila moment... a może ja dzisiaj za dużo wypiłem, nie no przecież ja nie mam sklerozy, pamiętałbym!
Pies nagle wstał z zajmowanego uprzednio miejsca, podszedł do mnie i spojrzał na mnie maślanymi oczami, dodatkowo merdając zamaszyście ogonem. Wyglądało na to, że czegoś chce i właśnie próbuje to zdobyć. Z jego pyska wydobył się ludzki głos:
- Błędne koło nie istnieje i jest to tylko wytwór twojej wyobraźni - i, jakby nic się stało, podszedł do miski z wodą i zaczął z niej chłeptać.
Spojrzałem z przerażeniem na swojego pupila. Co, do diabła, było w tej misce? Myśli kłębiły się w mojej skołatanej głowie. Czyżby...
- ...hej, Marcin, jesteś tam? Żyjesz? - Kto to dobijał się uparcie do mojej głowy? No tak, przecież to Michał.
- Eee... tak, jestem, tylko coś dziwnego się zdarzyło... Nie wiem, skąd wiedziałeś o tym kole! - krzyczałem do słuchawki. Telefon jednak milczał. Połączenie nagle zostało brutalnie przerwane.
Poczułem się, jakbym miał jakieś halucynacje. Co ja brałem? Może coś jednak brałem - nie pamiętam i tak naprawdę nic się nie wydarzyło? Nie było psa gadającego ludzkim głosem, ani Michała - jasnowidza. Może nawet błędne koło nie istnieje?
Spojrzałem na stół. Koło było widoczne nawet z tej odległości i złamane nożyczki, leżące obok! Zaczęła mi się zacierać granica miedzy fikcją a rzeczywistością. Jeszcze krok, a popadnę w totalny obłęd.
Nie, nie mogę do tego dopuścić! Muszę uporać się z tym piekielnym błędnym kołem. Właśnie... piekielnym... W tej sekundzie wzrok mój padł na starą drewnianą szkatułkę. Dostałem ją od dziadka, ale jak ją się otwierało?
Na wieczku była płaskorzeźba, Belzebub, ani chybi, dalej dwie dziewice i jeszcze jakby... kozy, czy inna rogacizna, no i... pentagram. Robiło się, powiedzmy... dziwnie, choć z drugiej strony ciekawie. Przypomniał mi się Michał. On kocha takie łamigłówki! A może w środku odnajdę moje życiowe błędne koło? Muszę otworzyć tę szkatułkę za wszelką cenę. Wziąłem telefon do ręki i wykręciłem numer Michała.
- Michał?
Usłyszałem przecedzone przez zęby i leniwie rzucone:
- No co?
- Słuchaj, stary, mam dla ciebie zadanie, tylko najpierw chciałem zapytać... eee... czy ty do mnie już dzisiaj nie dzwoniłeś?
- Nie, skąd taki pomysł?
Pomyślałem, że to dziwne, ale co tam...
- Mam układankę do zrobienia. Bardzo mi na tym zależy. Czy mógłbyś do mnie przyjechać?
- Nie ma problemu, mogę być za kwadrans, ale sam mi zawsze powtarzałeś, że nie ma to jak samemu rozwiązać zagadkę.
- Hmm, masz rację, ale możemy to zrobić razem. Zdecydowanie lepiej, gdy jest ktoś obok, jeśli się czegoś nie wie.
- No dobra, niech ci będzie, ty mi też ostatnio pomogłeś. Jestem zaraz u ciebie, stary.
Odliczałem minuty wpatrzony w tykający zegar, odetchnąłem z ulgą, gdy usłyszałem odgłos wyłączanego silnika motoru Michała. Podbiegłem do okna, lekko zataczając się pod wpływem działającego we mnie alkoholu, i wyjrzałem przez nie. Michał nie był sam, poza tym trzymał w ręku ogromną walizkę. Co to miałoby znaczyć?
Kiedy zbliżał się do drzwi wejściowych, cały czas go obserwowałem. Okazało się, że towarzyszyła mu seksowna brunetka z dużym biustem. Wypisz, wymaluj, to była Lara Croft.
Wpatrywałem się w dziewczynę jak sroka w gnat, aż do momentu, gdy zniknęła mi z oczu. Nie, nie mogłem się mylić, to była Angelina Jolie... z krwi i kości. Ach... poczułem, że nagle pokój zawirował, najpierw powoli, a potem coraz szybciej i w moim umyśle wpadłem w błędne koło, a może naprawdę? Klepnąłem się w obydwa policzki. Odbija mi. Znowu? Sięgnąłem po notes i znalazłem numer mojego psychoterapeuty. W międzyczasie usłyszałem stukanie do drzwi. Pobiegłem otworzyć. Za chwilę zmierzę się... z prawdą. Otworzyłem raptownie drzwi, będąc w takim stanie psychicznym, że nie byłem pewien, co dokładnie zrobiłem. Widok był oszałamiający. Dziewczyna spojrzała na mnie z ukosa, uśmiechnęła się i powiedziała:
- Witaj, przystojniaku, ponoć masz jakieś fajne zabawki dla mnie. Michał mi dużo o tobie opowiadał, a teraz jeszcze ta łamigłówka.
Kto by pomyślał, że taka laska przychodzi prosto do moich drzwi, by pomóc mi w rozwiązaniu problemu? Czyż na pierwszy rzut oka nie wydaje się, że ona nie może być inteligentna? Dziewczyna tajemniczo się do mnie uśmiechnęła. Teraz podobała mi się jeszcze bardziej. Podeszliśmy w trójkę do szkatułki. Zapaliłem lampkę i

Awatar użytkownika
michal0308
Publicysta
Posty: 658
Rejestracja: 28 lutego 2012, 14:50
Ukończone gry przygodowe - link do tematu: http://przygodomania.pl/forum/viewtopic ... 1869#p1869
Lokalizacja: Rzeszów ;)
Podziękował(a): 13 razy
Płeć: Mężczyzna

Re: Historia forumowa

Postautor: michal0308 » 26 kwietnia 2013, 22:08

Był późny wieczór. Czy mi się to śniło, czy nie, kolejny dzień mijał bezpowrotnie, a ja wciąż tu siedziałem, nie mogąc nic zrobić, by przerwać to błędne koło. Dopijałem kolejną szklaneczkę whisky i zastanawiałem się, co mi przyniesie kolejna noc, gdy znowu pomyślałem o błędnym kole. Po kiego diabła rysowałem koło na grubej tekturze? Ręka mi zadrżała, wyszedł półokrąg albo inna elipsa, a podrzeć się tego teraz nie da. Postanowiłem coś dorysować do tego jaja, ale moja psina zaczęła strasznie skomleć, a tu kolejny wieczór ulewa... psia mać. Muszę chyba jednak wyjść, ale to dobrze, będę miał okazję dokupić kolejną flaszeczkę. Już miałem wychodzić, gdy mój wzrok padł na nożyczki. Pomyślałem, że w zasadzie mogą się przydać, schowałem je do kieszeni marynarki, ubrałem psinie smycz i wyszedłem. Brrr..., ale leje, co to za pogoda, aż się nożyczki w kieszeni otwierają. Mógłbym ich użyć do przecięcia błędnego koła, jeśli nie mogę go przerwać- to jest myśl, eureka! Patrząc w pełne wyrzutu psie oczy, prawie biegnąc wróciłem do mieszkania. Wyjąłem nożyczki z kieszeni i zacząłem ciąć błędne koło. Niestety tektura była zbyt gruba. Na dodatek pies nie wytrzymał i teraz 'na głowie' miałem jeszcze...mokry dywan. Nie mogło być gorzej. Nożyczki złamane, mokry dywan na mojej głowie ciąży mi bardzo, a błędne koło jak było, tak jest nadal. Na domiar złego pies zaczął chodzić w kółko za swoim ogonem, jak w transie.
Usiadłem sfrustrowany na krześle i złapałem się rękami za głowę, lecz wtedy zadzwonił telefon. Nie w głowie mi była rozmowa z kimkolwiek, tyle że ten ktoś nie dawał za wygraną. Próbowałem zignorować go, na próżno, ta 'mała rzecz' przyciągała mój wzrok jak magnes. Dobrze, wygrałeś, rzuciłem się w stronę telefonu i odebrałem. Halo! Z drugiej strony usłyszałem znajomy głos:
- Tu Michał. Słyszałem, że masz jedno błędne koło na zbyciu.
Nie odpowiedziałem nic, bo mnie zatkało. A on dalej nadawał:
- Dobrze ci za nie zapłacę, najlepiej jak byś jeszcze dorzucił nożyczki...
Nie no, teraz to już w ogóle nie wiedziałem, co powiedzieć. Skąd wiedział? Przecież nikomu nie mówiłem, ani o moim życiowym błędnym kole, ani o jaju na tekturze. Chwila moment... a może ja dzisiaj za dużo wypiłem, nie no przecież ja nie mam sklerozy, pamiętałbym!
Pies nagle wstał z zajmowanego uprzednio miejsca, podszedł do mnie i spojrzał na mnie maślanymi oczami, dodatkowo merdając zamaszyście ogonem. Wyglądało na to, że czegoś chce i właśnie próbuje to zdobyć. Z jego pyska wydobył się ludzki głos:
- Błędne koło nie istnieje i jest to tylko wytwór twojej wyobraźni - i, jakby nic się stało, podszedł do miski z wodą i zaczął z niej chłeptać.
Spojrzałem z przerażeniem na swojego pupila. Co, do diabła, było w tej misce? Myśli kłębiły się w mojej skołatanej głowie. Czyżby...
- ...hej, Marcin, jesteś tam? Żyjesz? - Kto to dobijał się uparcie do mojej głowy? No tak, przecież to Michał.
- Eee... tak, jestem, tylko coś dziwnego się zdarzyło... Nie wiem, skąd wiedziałeś o tym kole! - krzyczałem do słuchawki. Telefon jednak milczał. Połączenie nagle zostało brutalnie przerwane.
Poczułem się, jakbym miał jakieś halucynacje. Co ja brałem? Może coś jednak brałem - nie pamiętam i tak naprawdę nic się nie wydarzyło? Nie było psa gadającego ludzkim głosem, ani Michała - jasnowidza. Może nawet błędne koło nie istnieje?
Spojrzałem na stół. Koło było widoczne nawet z tej odległości i złamane nożyczki, leżące obok! Zaczęła mi się zacierać granica miedzy fikcją a rzeczywistością. Jeszcze krok, a popadnę w totalny obłęd.
Nie, nie mogę do tego dopuścić! Muszę uporać się z tym piekielnym błędnym kołem. Właśnie... piekielnym... W tej sekundzie wzrok mój padł na starą drewnianą szkatułkę. Dostałem ją od dziadka, ale jak ją się otwierało?
Na wieczku była płaskorzeźba, Belzebub, ani chybi, dalej dwie dziewice i jeszcze jakby... kozy, czy inna rogacizna, no i... pentagram. Robiło się, powiedzmy... dziwnie, choć z drugiej strony ciekawie. Przypomniał mi się Michał. On kocha takie łamigłówki! A może w środku odnajdę moje życiowe błędne koło? Muszę otworzyć tę szkatułkę za wszelką cenę. Wziąłem telefon do ręki i wykręciłem numer Michała.
- Michał?
Usłyszałem przecedzone przez zęby i leniwie rzucone:
- No co?
- Słuchaj, stary, mam dla ciebie zadanie, tylko najpierw chciałem zapytać... eee... czy ty do mnie już dzisiaj nie dzwoniłeś?
- Nie, skąd taki pomysł?
Pomyślałem, że to dziwne, ale co tam...
- Mam układankę do zrobienia. Bardzo mi na tym zależy. Czy mógłbyś do mnie przyjechać?
- Nie ma problemu, mogę być za kwadrans, ale sam mi zawsze powtarzałeś, że nie ma to jak samemu rozwiązać zagadkę.
- Hmm, masz rację, ale możemy to zrobić razem. Zdecydowanie lepiej, gdy jest ktoś obok, jeśli się czegoś nie wie.
- No dobra, niech ci będzie, ty mi też ostatnio pomogłeś. Jestem zaraz u ciebie, stary.
Odliczałem minuty wpatrzony w tykający zegar, odetchnąłem z ulgą, gdy usłyszałem odgłos wyłączanego silnika motoru Michała. Podbiegłem do okna, lekko zataczając się pod wpływem działającego we mnie alkoholu, i wyjrzałem przez nie. Michał nie był sam, poza tym trzymał w ręku ogromną walizkę. Co to miałoby znaczyć?
Kiedy zbliżał się do drzwi wejściowych, cały czas go obserwowałem. Okazało się, że towarzyszyła mu seksowna brunetka z dużym biustem. Wypisz, wymaluj, to była Lara Croft.
Wpatrywałem się w dziewczynę jak sroka w gnat, aż do momentu, gdy zniknęła mi z oczu. Nie, nie mogłem się mylić, to była Angelina Jolie... z krwi i kości. Ach... poczułem, że nagle pokój zawirował, najpierw powoli, a potem coraz szybciej i w moim umyśle wpadłem w błędne koło, a może naprawdę? Klepnąłem się w obydwa policzki. Odbija mi. Znowu? Sięgnąłem po notes i znalazłem numer mojego psychoterapeuty. W międzyczasie usłyszałem stukanie do drzwi. Pobiegłem otworzyć. Za chwilę zmierzę się... z prawdą. Otworzyłem raptownie drzwi, będąc w takim stanie psychicznym, że nie byłem pewien, co dokładnie zrobiłem. Widok był oszałamiający. Dziewczyna spojrzała na mnie z ukosa, uśmiechnęła się i powiedziała:
- Witaj, przystojniaku, ponoć masz jakieś fajne zabawki dla mnie. Michał mi dużo o tobie opowiadał, a teraz jeszcze ta łamigłówka.
Kto by pomyślał, że taka laska przychodzi prosto do moich drzwi, by pomóc mi w rozwiązaniu problemu? Czyż na pierwszy rzut oka nie wydaje się, że ona nie może być inteligentna? Dziewczyna tajemniczo się do mnie uśmiechnęła. Teraz podobała mi się jeszcze bardziej. Podeszliśmy w trójkę do szkatułki. Zapaliłem lampkę i wtedy na wierzchu szkatułki zapłonęły ogniste symbole. Spojrzeliśmy po sobie, potem na zagadkowe pudełko, znów po sobie i znów na pudełko - i przez chwilę trwaliśmy tak w milczeniu, jakby w mechanicznym letargu.
Obecnie: Gram w: Trickshot, Disciples 2, różnie.
Niedawno: Ukończyłem: The Next BIG Thing.

Awatar użytkownika
Emma
Publicysta
Posty: 905
Rejestracja: 29 grudnia 2012, 22:17
Lokalizacja: Szczecin
Podziękował(a): 9 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 5 razy
Płeć: Kobieta

Re: Historia forumowa

Postautor: Emma » 12 maja 2013, 11:21

Był późny wieczór. Czy mi się to śniło, czy nie, kolejny dzień mijał bezpowrotnie, a ja wciąż tu siedziałem, nie mogąc nic zrobić, by przerwać to błędne koło. Dopijałem kolejną szklaneczkę whisky i zastanawiałem się, co mi przyniesie kolejna noc, gdy znowu pomyślałem o błędnym kole. Po kiego diabła rysowałem koło na grubej tekturze? Ręka mi zadrżała, wyszedł półokrąg albo inna elipsa, a podrzeć się tego teraz nie da. Postanowiłem coś dorysować do tego jaja, ale moja psina zaczęła strasznie skomleć, a tu kolejny wieczór ulewa... psia mać. Muszę chyba jednak wyjść, ale to dobrze, będę miał okazję dokupić kolejną flaszeczkę. Już miałem wychodzić, gdy mój wzrok padł na nożyczki. Pomyślałem, że w zasadzie mogą się przydać, schowałem je do kieszeni marynarki, ubrałem psinie smycz i wyszedłem. Brrr..., ale leje, co to za pogoda, aż się nożyczki w kieszeni otwierają. Mógłbym ich użyć do przecięcia błędnego koła, jeśli nie mogę go przerwać- to jest myśl, eureka! Patrząc w pełne wyrzutu psie oczy, prawie biegnąc wróciłem do mieszkania. Wyjąłem nożyczki z kieszeni i zacząłem ciąć błędne koło. Niestety tektura była zbyt gruba. Na dodatek pies nie wytrzymał i teraz 'na głowie' miałem jeszcze...mokry dywan. Nie mogło być gorzej. Nożyczki złamane, mokry dywan na mojej głowie ciąży mi bardzo, a błędne koło jak było, tak jest nadal. Na domiar złego pies zaczął chodzić w kółko za swoim ogonem, jak w transie.
Usiadłem sfrustrowany na krześle i złapałem się rękami za głowę, lecz wtedy zadzwonił telefon. Nie w głowie mi była rozmowa z kimkolwiek, tyle że ten ktoś nie dawał za wygraną. Próbowałem zignorować go, na próżno, ta 'mała rzecz' przyciągała mój wzrok jak magnes. Dobrze, wygrałeś, rzuciłem się w stronę telefonu i odebrałem. Halo! Z drugiej strony usłyszałem znajomy głos:
- Tu Michał. Słyszałem, że masz jedno błędne koło na zbyciu.
Nie odpowiedziałem nic, bo mnie zatkało. A on dalej nadawał:
- Dobrze ci za nie zapłacę, najlepiej jak byś jeszcze dorzucił nożyczki...
Nie no, teraz to już w ogóle nie wiedziałem, co powiedzieć. Skąd wiedział? Przecież nikomu nie mówiłem, ani o moim życiowym błędnym kole, ani o jaju na tekturze. Chwila moment... a może ja dzisiaj za dużo wypiłem, nie no przecież ja nie mam sklerozy, pamiętałbym!
Pies nagle wstał z zajmowanego uprzednio miejsca, podszedł do mnie i spojrzał na mnie maślanymi oczami, dodatkowo merdając zamaszyście ogonem. Wyglądało na to, że czegoś chce i właśnie próbuje to zdobyć. Z jego pyska wydobył się ludzki głos:
- Błędne koło nie istnieje i jest to tylko wytwór twojej wyobraźni - i, jakby nic się stało, podszedł do miski z wodą i zaczął z niej chłeptać.
Spojrzałem z przerażeniem na swojego pupila. Co, do diabła, było w tej misce? Myśli kłębiły się w mojej skołatanej głowie. Czyżby...
- ...hej, Marcin, jesteś tam? Żyjesz? - Kto to dobijał się uparcie do mojej głowy? No tak, przecież to Michał.
- Eee... tak, jestem, tylko coś dziwnego się zdarzyło... Nie wiem, skąd wiedziałeś o tym kole! - krzyczałem do słuchawki. Telefon jednak milczał. Połączenie nagle zostało brutalnie przerwane.
Poczułem się, jakbym miał jakieś halucynacje. Co ja brałem? Może coś jednak brałem - nie pamiętam i tak naprawdę nic się nie wydarzyło? Nie było psa gadającego ludzkim głosem, ani Michała - jasnowidza. Może nawet błędne koło nie istnieje?
Spojrzałem na stół. Koło było widoczne nawet z tej odległości i złamane nożyczki, leżące obok! Zaczęła mi się zacierać granica miedzy fikcją a rzeczywistością. Jeszcze krok, a popadnę w totalny obłęd.
Nie, nie mogę do tego dopuścić! Muszę uporać się z tym piekielnym błędnym kołem. Właśnie... piekielnym... W tej sekundzie wzrok mój padł na starą drewnianą szkatułkę. Dostałem ją od dziadka, ale jak ją się otwierało?
Na wieczku była płaskorzeźba, Belzebub, ani chybi, dalej dwie dziewice i jeszcze jakby... kozy, czy inna rogacizna, no i... pentagram. Robiło się, powiedzmy... dziwnie, choć z drugiej strony ciekawie. Przypomniał mi się Michał. On kocha takie łamigłówki! A może w środku odnajdę moje życiowe błędne koło? Muszę otworzyć tę szkatułkę za wszelką cenę. Wziąłem telefon do ręki i wykręciłem numer Michała.
- Michał?
Usłyszałem przecedzone przez zęby i leniwie rzucone:
- No co?
- Słuchaj, stary, mam dla ciebie zadanie, tylko najpierw chciałem zapytać... eee... czy ty do mnie już dzisiaj nie dzwoniłeś?
- Nie, skąd taki pomysł?
Pomyślałem, że to dziwne, ale co tam...
- Mam układankę do zrobienia. Bardzo mi na tym zależy. Czy mógłbyś do mnie przyjechać?
- Nie ma problemu, mogę być za kwadrans, ale sam mi zawsze powtarzałeś, że nie ma to jak samemu rozwiązać zagadkę.
- Hmm, masz rację, ale możemy to zrobić razem. Zdecydowanie lepiej, gdy jest ktoś obok, jeśli się czegoś nie wie.
- No dobra, niech ci będzie, ty mi też ostatnio pomogłeś. Jestem zaraz u ciebie, stary.
Odliczałem minuty wpatrzony w tykający zegar, odetchnąłem z ulgą, gdy usłyszałem odgłos wyłączanego silnika motoru Michała. Podbiegłem do okna, lekko zataczając się pod wpływem działającego we mnie alkoholu, i wyjrzałem przez nie. Michał nie był sam, poza tym trzymał w ręku ogromną walizkę. Co to miałoby znaczyć?
Kiedy zbliżał się do drzwi wejściowych, cały czas go obserwowałem. Okazało się, że towarzyszyła mu seksowna brunetka z dużym biustem. Wypisz, wymaluj, to była Lara Croft.
Wpatrywałem się w dziewczynę jak sroka w gnat, aż do momentu, gdy zniknęła mi z oczu. Nie, nie mogłem się mylić, to była Angelina Jolie... z krwi i kości. Ach... poczułem, że nagle pokój zawirował, najpierw powoli, a potem coraz szybciej i w moim umyśle wpadłem w błędne koło, a może naprawdę? Klepnąłem się w obydwa policzki. Odbija mi. Znowu? Sięgnąłem po notes i znalazłem numer mojego psychoterapeuty. W międzyczasie usłyszałem stukanie do drzwi. Pobiegłem otworzyć. Za chwilę zmierzę się... z prawdą. Otworzyłem raptownie drzwi, będąc w takim stanie psychicznym, że nie byłem pewien, co dokładnie zrobiłem. Widok był oszałamiający. Dziewczyna spojrzała na mnie z ukosa, uśmiechnęła się i powiedziała:
- Witaj, przystojniaku, ponoć masz jakieś fajne zabawki dla mnie. Michał mi dużo o tobie opowiadał, a teraz jeszcze ta łamigłówka.
Kto by pomyślał, że taka laska przychodzi prosto do moich drzwi, by pomóc mi w rozwiązaniu problemu? Czyż na pierwszy rzut oka nie wydaje się, że ona nie może być inteligentna? Dziewczyna tajemniczo się do mnie uśmiechnęła. Teraz podobała mi się jeszcze bardziej. Podeszliśmy w trójkę do szkatułki. Zapaliłem lampkę i wtedy na wierzchu szkatułki zapłonęły ogniste symbole. Spojrzeliśmy po sobie, potem na zagadkowe pudełko, znów po sobie i znów na pudełko - i przez chwilę trwaliśmy tak w milczeniu, jakby w mechanicznym letargu. Dziewczyna westchnęła i dotknęła dłonią płytek na szkatułce, po czym zaczęła je przesuwać z niewyobrażalną prędkością. Po chwili było już po wszystkim, głośno się zaśmiała i podniosła wieczko szkatułki. Ujrzeliśmy

Awatar użytkownika
Scoffer
Publicysta
Posty: 714
Rejestracja: 28 lutego 2012, 14:37
Ukończone gry przygodowe - link do tematu: viewtopic.php?f=68&t=634#p1876
Lokalizacja: Giżycko/Warszawa
Podziękował(a): 1 raz
Otrzymał(a) podziękowania: 3 razy
Płeć: Kobieta

Re: Historia forumowa

Postautor: Scoffer » 12 maja 2013, 11:28

Był późny wieczór. Czy mi się to śniło, czy nie, kolejny dzień mijał bezpowrotnie, a ja wciąż tu siedziałem, nie mogąc nic zrobić, by przerwać to błędne koło. Dopijałem kolejną szklaneczkę whisky i zastanawiałem się, co mi przyniesie kolejna noc, gdy znowu pomyślałem o błędnym kole. Po kiego diabła rysowałem koło na grubej tekturze? Ręka mi zadrżała, wyszedł półokrąg albo inna elipsa, a podrzeć się tego teraz nie da. Postanowiłem coś dorysować do tego jaja, ale moja psina zaczęła strasznie skomleć, a tu kolejny wieczór ulewa... psia mać. Muszę chyba jednak wyjść, ale to dobrze, będę miał okazję dokupić kolejną flaszeczkę. Już miałem wychodzić, gdy mój wzrok padł na nożyczki. Pomyślałem, że w zasadzie mogą się przydać, schowałem je do kieszeni marynarki, ubrałem psinie smycz i wyszedłem. Brrr..., ale leje, co to za pogoda, aż się nożyczki w kieszeni otwierają. Mógłbym ich użyć do przecięcia błędnego koła, jeśli nie mogę go przerwać- to jest myśl, eureka! Patrząc w pełne wyrzutu psie oczy, prawie biegnąc wróciłem do mieszkania. Wyjąłem nożyczki z kieszeni i zacząłem ciąć błędne koło. Niestety tektura była zbyt gruba. Na dodatek pies nie wytrzymał i teraz 'na głowie' miałem jeszcze...mokry dywan. Nie mogło być gorzej. Nożyczki złamane, mokry dywan na mojej głowie ciąży mi bardzo, a błędne koło jak było, tak jest nadal. Na domiar złego pies zaczął chodzić w kółko za swoim ogonem, jak w transie.
Usiadłem sfrustrowany na krześle i złapałem się rękami za głowę, lecz wtedy zadzwonił telefon. Nie w głowie mi była rozmowa z kimkolwiek, tyle że ten ktoś nie dawał za wygraną. Próbowałem zignorować go, na próżno, ta 'mała rzecz' przyciągała mój wzrok jak magnes. Dobrze, wygrałeś, rzuciłem się w stronę telefonu i odebrałem. Halo! Z drugiej strony usłyszałem znajomy głos:
- Tu Michał. Słyszałem, że masz jedno błędne koło na zbyciu.
Nie odpowiedziałem nic, bo mnie zatkało. A on dalej nadawał:
- Dobrze ci za nie zapłacę, najlepiej jak byś jeszcze dorzucił nożyczki...
Nie no, teraz to już w ogóle nie wiedziałem, co powiedzieć. Skąd wiedział? Przecież nikomu nie mówiłem, ani o moim życiowym błędnym kole, ani o jaju na tekturze. Chwila moment... a może ja dzisiaj za dużo wypiłem, nie no przecież ja nie mam sklerozy, pamiętałbym!
Pies nagle wstał z zajmowanego uprzednio miejsca, podszedł do mnie i spojrzał na mnie maślanymi oczami, dodatkowo merdając zamaszyście ogonem. Wyglądało na to, że czegoś chce i właśnie próbuje to zdobyć. Z jego pyska wydobył się ludzki głos:
- Błędne koło nie istnieje i jest to tylko wytwór twojej wyobraźni - i, jakby nic się stało, podszedł do miski z wodą i zaczął z niej chłeptać.
Spojrzałem z przerażeniem na swojego pupila. Co, do diabła, było w tej misce? Myśli kłębiły się w mojej skołatanej głowie. Czyżby...
- ...hej, Marcin, jesteś tam? Żyjesz? - Kto to dobijał się uparcie do mojej głowy? No tak, przecież to Michał.
- Eee... tak, jestem, tylko coś dziwnego się zdarzyło... Nie wiem, skąd wiedziałeś o tym kole! - krzyczałem do słuchawki. Telefon jednak milczał. Połączenie nagle zostało brutalnie przerwane.
Poczułem się, jakbym miał jakieś halucynacje. Co ja brałem? Może coś jednak brałem - nie pamiętam i tak naprawdę nic się nie wydarzyło? Nie było psa gadającego ludzkim głosem, ani Michała - jasnowidza. Może nawet błędne koło nie istnieje?
Spojrzałem na stół. Koło było widoczne nawet z tej odległości i złamane nożyczki, leżące obok! Zaczęła mi się zacierać granica miedzy fikcją a rzeczywistością. Jeszcze krok, a popadnę w totalny obłęd.
Nie, nie mogę do tego dopuścić! Muszę uporać się z tym piekielnym błędnym kołem. Właśnie... piekielnym... W tej sekundzie wzrok mój padł na starą drewnianą szkatułkę. Dostałem ją od dziadka, ale jak ją się otwierało?
Na wieczku była płaskorzeźba, Belzebub, ani chybi, dalej dwie dziewice i jeszcze jakby... kozy, czy inna rogacizna, no i... pentagram. Robiło się, powiedzmy... dziwnie, choć z drugiej strony ciekawie. Przypomniał mi się Michał. On kocha takie łamigłówki! A może w środku odnajdę moje życiowe błędne koło? Muszę otworzyć tę szkatułkę za wszelką cenę. Wziąłem telefon do ręki i wykręciłem numer Michała.
- Michał?
Usłyszałem przecedzone przez zęby i leniwie rzucone:
- No co?
- Słuchaj, stary, mam dla ciebie zadanie, tylko najpierw chciałem zapytać... eee... czy ty do mnie już dzisiaj nie dzwoniłeś?
- Nie, skąd taki pomysł?
Pomyślałem, że to dziwne, ale co tam...
- Mam układankę do zrobienia. Bardzo mi na tym zależy. Czy mógłbyś do mnie przyjechać?
- Nie ma problemu, mogę być za kwadrans, ale sam mi zawsze powtarzałeś, że nie ma to jak samemu rozwiązać zagadkę.
- Hmm, masz rację, ale możemy to zrobić razem. Zdecydowanie lepiej, gdy jest ktoś obok, jeśli się czegoś nie wie.
- No dobra, niech ci będzie, ty mi też ostatnio pomogłeś. Jestem zaraz u ciebie, stary.
Odliczałem minuty wpatrzony w tykający zegar, odetchnąłem z ulgą, gdy usłyszałem odgłos wyłączanego silnika motoru Michała. Podbiegłem do okna, lekko zataczając się pod wpływem działającego we mnie alkoholu, i wyjrzałem przez nie. Michał nie był sam, poza tym trzymał w ręku ogromną walizkę. Co to miałoby znaczyć?
Kiedy zbliżał się do drzwi wejściowych, cały czas go obserwowałem. Okazało się, że towarzyszyła mu seksowna brunetka z dużym biustem. Wypisz, wymaluj, to była Lara Croft.
Wpatrywałem się w dziewczynę jak sroka w gnat, aż do momentu, gdy zniknęła mi z oczu. Nie, nie mogłem się mylić, to była Angelina Jolie... z krwi i kości. Ach... poczułem, że nagle pokój zawirował, najpierw powoli, a potem coraz szybciej i w moim umyśle wpadłem w błędne koło, a może naprawdę? Klepnąłem się w obydwa policzki. Odbija mi. Znowu? Sięgnąłem po notes i znalazłem numer mojego psychoterapeuty. W międzyczasie usłyszałem stukanie do drzwi. Pobiegłem otworzyć. Za chwilę zmierzę się... z prawdą. Otworzyłem raptownie drzwi, będąc w takim stanie psychicznym, że nie byłem pewien, co dokładnie zrobiłem. Widok był oszałamiający. Dziewczyna spojrzała na mnie z ukosa, uśmiechnęła się i powiedziała:
- Witaj, przystojniaku, ponoć masz jakieś fajne zabawki dla mnie. Michał mi dużo o tobie opowiadał, a teraz jeszcze ta łamigłówka.
Kto by pomyślał, że taka laska przychodzi prosto do moich drzwi, by pomóc mi w rozwiązaniu problemu? Czyż na pierwszy rzut oka nie wydaje się, że ona nie może być inteligentna? Dziewczyna tajemniczo się do mnie uśmiechnęła. Teraz podobała mi się jeszcze bardziej. Podeszliśmy w trójkę do szkatułki. Zapaliłem lampkę i wtedy na wierzchu szkatułki zapłonęły ogniste symbole. Spojrzeliśmy po sobie, potem na zagadkowe pudełko, znów po sobie i znów na pudełko - i przez chwilę trwaliśmy tak w milczeniu, jakby w mechanicznym letargu. Dziewczyna westchnęła i dotknęła dłonią płytek na szkatułce, po czym zaczęła je przesuwać z niewyobrażalną prędkością. Po chwili było już po wszystkim, głośno się zaśmiała i podniosła wieczko szkatułki. Ujrzeliśmy metalowy, ładnie zespawany sześcian, który - przysięgam - błyszczał w świetle lampy wręcz drwiąco. Jakby chciał powiedzieć "a kuku!"
Wszystkie drogi przede mną!

Awatar użytkownika
Emma
Publicysta
Posty: 905
Rejestracja: 29 grudnia 2012, 22:17
Lokalizacja: Szczecin
Podziękował(a): 9 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 5 razy
Płeć: Kobieta

Re: Historia forumowa

Postautor: Emma » 12 maja 2013, 13:06

Był późny wieczór. Czy mi się to śniło, czy nie, kolejny dzień mijał bezpowrotnie, a ja wciąż tu siedziałem, nie mogąc nic zrobić, by przerwać to błędne koło. Dopijałem kolejną szklaneczkę whisky i zastanawiałem się, co mi przyniesie kolejna noc, gdy znowu pomyślałem o błędnym kole. Po kiego diabła rysowałem koło na grubej tekturze? Ręka mi zadrżała, wyszedł półokrąg albo inna elipsa, a podrzeć się tego teraz nie da. Postanowiłem coś dorysować do tego jaja, ale moja psina zaczęła strasznie skomleć, a tu kolejny wieczór ulewa... psia mać. Muszę chyba jednak wyjść, ale to dobrze, będę miał okazję dokupić kolejną flaszeczkę. Już miałem wychodzić, gdy mój wzrok padł na nożyczki. Pomyślałem, że w zasadzie mogą się przydać, schowałem je do kieszeni marynarki, ubrałem psinie smycz i wyszedłem. Brrr..., ale leje, co to za pogoda, aż się nożyczki w kieszeni otwierają. Mógłbym ich użyć do przecięcia błędnego koła, jeśli nie mogę go przerwać- to jest myśl, eureka! Patrząc w pełne wyrzutu psie oczy, prawie biegnąc wróciłem do mieszkania. Wyjąłem nożyczki z kieszeni i zacząłem ciąć błędne koło. Niestety tektura była zbyt gruba. Na dodatek pies nie wytrzymał i teraz 'na głowie' miałem jeszcze...mokry dywan. Nie mogło być gorzej. Nożyczki złamane, mokry dywan na mojej głowie ciąży mi bardzo, a błędne koło jak było, tak jest nadal. Na domiar złego pies zaczął chodzić w kółko za swoim ogonem, jak w transie.
Usiadłem sfrustrowany na krześle i złapałem się rękami za głowę, lecz wtedy zadzwonił telefon. Nie w głowie mi była rozmowa z kimkolwiek, tyle że ten ktoś nie dawał za wygraną. Próbowałem zignorować go, na próżno, ta 'mała rzecz' przyciągała mój wzrok jak magnes. Dobrze, wygrałeś, rzuciłem się w stronę telefonu i odebrałem. Halo! Z drugiej strony usłyszałem znajomy głos:
- Tu Michał. Słyszałem, że masz jedno błędne koło na zbyciu.
Nie odpowiedziałem nic, bo mnie zatkało. A on dalej nadawał:
- Dobrze ci za nie zapłacę, najlepiej jak byś jeszcze dorzucił nożyczki...
Nie no, teraz to już w ogóle nie wiedziałem, co powiedzieć. Skąd wiedział? Przecież nikomu nie mówiłem, ani o moim życiowym błędnym kole, ani o jaju na tekturze. Chwila moment... a może ja dzisiaj za dużo wypiłem, nie no przecież ja nie mam sklerozy, pamiętałbym!
Pies nagle wstał z zajmowanego uprzednio miejsca, podszedł do mnie i spojrzał na mnie maślanymi oczami, dodatkowo merdając zamaszyście ogonem. Wyglądało na to, że czegoś chce i właśnie próbuje to zdobyć. Z jego pyska wydobył się ludzki głos:
- Błędne koło nie istnieje i jest to tylko wytwór twojej wyobraźni - i, jakby nic się stało, podszedł do miski z wodą i zaczął z niej chłeptać.
Spojrzałem z przerażeniem na swojego pupila. Co, do diabła, było w tej misce? Myśli kłębiły się w mojej skołatanej głowie. Czyżby...
- ...hej, Marcin, jesteś tam? Żyjesz? - Kto to dobijał się uparcie do mojej głowy? No tak, przecież to Michał.
- Eee... tak, jestem, tylko coś dziwnego się zdarzyło... Nie wiem, skąd wiedziałeś o tym kole! - krzyczałem do słuchawki. Telefon jednak milczał. Połączenie nagle zostało brutalnie przerwane.
Poczułem się, jakbym miał jakieś halucynacje. Co ja brałem? Może coś jednak brałem - nie pamiętam i tak naprawdę nic się nie wydarzyło? Nie było psa gadającego ludzkim głosem, ani Michała - jasnowidza. Może nawet błędne koło nie istnieje?
Spojrzałem na stół. Koło było widoczne nawet z tej odległości i złamane nożyczki, leżące obok! Zaczęła mi się zacierać granica miedzy fikcją a rzeczywistością. Jeszcze krok, a popadnę w totalny obłęd.
Nie, nie mogę do tego dopuścić! Muszę uporać się z tym piekielnym błędnym kołem. Właśnie... piekielnym... W tej sekundzie wzrok mój padł na starą drewnianą szkatułkę. Dostałem ją od dziadka, ale jak ją się otwierało?
Na wieczku była płaskorzeźba, Belzebub, ani chybi, dalej dwie dziewice i jeszcze jakby... kozy, czy inna rogacizna, no i... pentagram. Robiło się, powiedzmy... dziwnie, choć z drugiej strony ciekawie. Przypomniał mi się Michał. On kocha takie łamigłówki! A może w środku odnajdę moje życiowe błędne koło? Muszę otworzyć tę szkatułkę za wszelką cenę. Wziąłem telefon do ręki i wykręciłem numer Michała.
- Michał?
Usłyszałem przecedzone przez zęby i leniwie rzucone:
- No co?
- Słuchaj, stary, mam dla ciebie zadanie, tylko najpierw chciałem zapytać... eee... czy ty do mnie już dzisiaj nie dzwoniłeś?
- Nie, skąd taki pomysł?
Pomyślałem, że to dziwne, ale co tam...
- Mam układankę do zrobienia. Bardzo mi na tym zależy. Czy mógłbyś do mnie przyjechać?
- Nie ma problemu, mogę być za kwadrans, ale sam mi zawsze powtarzałeś, że nie ma to jak samemu rozwiązać zagadkę.
- Hmm, masz rację, ale możemy to zrobić razem. Zdecydowanie lepiej, gdy jest ktoś obok, jeśli się czegoś nie wie.
- No dobra, niech ci będzie, ty mi też ostatnio pomogłeś. Jestem zaraz u ciebie, stary.
Odliczałem minuty wpatrzony w tykający zegar, odetchnąłem z ulgą, gdy usłyszałem odgłos wyłączanego silnika motoru Michała. Podbiegłem do okna, lekko zataczając się pod wpływem działającego we mnie alkoholu, i wyjrzałem przez nie. Michał nie był sam, poza tym trzymał w ręku ogromną walizkę. Co to miałoby znaczyć?
Kiedy zbliżał się do drzwi wejściowych, cały czas go obserwowałem. Okazało się, że towarzyszyła mu seksowna brunetka z dużym biustem. Wypisz, wymaluj, to była Lara Croft.
Wpatrywałem się w dziewczynę jak sroka w gnat, aż do momentu, gdy zniknęła mi z oczu. Nie, nie mogłem się mylić, to była Angelina Jolie... z krwi i kości. Ach... poczułem, że nagle pokój zawirował, najpierw powoli, a potem coraz szybciej i w moim umyśle wpadłem w błędne koło, a może naprawdę? Klepnąłem się w obydwa policzki. Odbija mi. Znowu? Sięgnąłem po notes i znalazłem numer mojego psychoterapeuty. W międzyczasie usłyszałem stukanie do drzwi. Pobiegłem otworzyć. Za chwilę zmierzę się... z prawdą. Otworzyłem raptownie drzwi, będąc w takim stanie psychicznym, że nie byłem pewien, co dokładnie zrobiłem. Widok był oszałamiający. Dziewczyna spojrzała na mnie z ukosa, uśmiechnęła się i powiedziała:
- Witaj, przystojniaku, ponoć masz jakieś fajne zabawki dla mnie. Michał mi dużo o tobie opowiadał, a teraz jeszcze ta łamigłówka.
Kto by pomyślał, że taka laska przychodzi prosto do moich drzwi, by pomóc mi w rozwiązaniu problemu? Czyż na pierwszy rzut oka nie wydaje się, że ona nie może być inteligentna? Dziewczyna tajemniczo się do mnie uśmiechnęła. Teraz podobała mi się jeszcze bardziej. Podeszliśmy w trójkę do szkatułki. Zapaliłem lampkę i wtedy na wierzchu szkatułki zapłonęły ogniste symbole. Spojrzeliśmy po sobie, potem na zagadkowe pudełko, znów po sobie i znów na pudełko - i przez chwilę trwaliśmy tak w milczeniu, jakby w mechanicznym letargu. Dziewczyna westchnęła i dotknęła dłonią płytek na szkatułce, po czym zaczęła je przesuwać z niewyobrażalną prędkością. Po chwili było już po wszystkim, głośno się zaśmiała i podniosła wieczko szkatułki. Ujrzeliśmy metalowy, ładnie zespawany sześcian, który - przysięgam - błyszczał w świetle lampy wręcz drwiąco. Jakby chciał powiedzieć "a kuku!". Ten sześcian krył w sobie jakąś tajemnicę. Dziewczyna wzięła do ręki świecącą kostkę i zaczęła nią obracać. W zależności od ustawienia kostka mieniła się różnymi kolorami.
- Przecież to kolejna układanka ! - krzyknęła

Awatar użytkownika
michal0308
Publicysta
Posty: 658
Rejestracja: 28 lutego 2012, 14:50
Ukończone gry przygodowe - link do tematu: http://przygodomania.pl/forum/viewtopic ... 1869#p1869
Lokalizacja: Rzeszów ;)
Podziękował(a): 13 razy
Płeć: Mężczyzna

Re: Historia forumowa

Postautor: michal0308 » 07 sierpnia 2013, 19:45

Był późny wieczór. Czy mi się to śniło, czy nie, kolejny dzień mijał bezpowrotnie, a ja wciąż tu siedziałem, nie mogąc nic zrobić, by przerwać to błędne koło. Dopijałem kolejną szklaneczkę whisky i zastanawiałem się, co mi przyniesie kolejna noc, gdy znowu pomyślałem o błędnym kole. Po kiego diabła rysowałem koło na grubej tekturze? Ręka mi zadrżała, wyszedł półokrąg albo inna elipsa, a podrzeć się tego teraz nie da. Postanowiłem coś dorysować do tego jaja, ale moja psina zaczęła strasznie skomleć, a tu kolejny wieczór ulewa... psia mać. Muszę chyba jednak wyjść, ale to dobrze, będę miał okazję dokupić kolejną flaszeczkę. Już miałem wychodzić, gdy mój wzrok padł na nożyczki. Pomyślałem, że w zasadzie mogą się przydać, schowałem je do kieszeni marynarki, ubrałem psinie smycz i wyszedłem. Brrr..., ale leje, co to za pogoda, aż się nożyczki w kieszeni otwierają. Mógłbym ich użyć do przecięcia błędnego koła, jeśli nie mogę go przerwać- to jest myśl, eureka! Patrząc w pełne wyrzutu psie oczy, prawie biegnąc wróciłem do mieszkania. Wyjąłem nożyczki z kieszeni i zacząłem ciąć błędne koło. Niestety tektura była zbyt gruba. Na dodatek pies nie wytrzymał i teraz 'na głowie' miałem jeszcze...mokry dywan. Nie mogło być gorzej. Nożyczki złamane, mokry dywan na mojej głowie ciąży mi bardzo, a błędne koło jak było, tak jest nadal. Na domiar złego pies zaczął chodzić w kółko za swoim ogonem, jak w transie.
Usiadłem sfrustrowany na krześle i złapałem się rękami za głowę, lecz wtedy zadzwonił telefon. Nie w głowie mi była rozmowa z kimkolwiek, tyle że ten ktoś nie dawał za wygraną. Próbowałem zignorować go, na próżno, ta 'mała rzecz' przyciągała mój wzrok jak magnes. Dobrze, wygrałeś, rzuciłem się w stronę telefonu i odebrałem. Halo! Z drugiej strony usłyszałem znajomy głos:
- Tu Michał. Słyszałem, że masz jedno błędne koło na zbyciu.
Nie odpowiedziałem nic, bo mnie zatkało. A on dalej nadawał:
- Dobrze ci za nie zapłacę, najlepiej jak byś jeszcze dorzucił nożyczki...
Nie no, teraz to już w ogóle nie wiedziałem, co powiedzieć. Skąd wiedział? Przecież nikomu nie mówiłem, ani o moim życiowym błędnym kole, ani o jaju na tekturze. Chwila moment... a może ja dzisiaj za dużo wypiłem, nie no przecież ja nie mam sklerozy, pamiętałbym!
Pies nagle wstał z zajmowanego uprzednio miejsca, podszedł do mnie i spojrzał na mnie maślanymi oczami, dodatkowo merdając zamaszyście ogonem. Wyglądało na to, że czegoś chce i właśnie próbuje to zdobyć. Z jego pyska wydobył się ludzki głos:
- Błędne koło nie istnieje i jest to tylko wytwór twojej wyobraźni - i, jakby nic się stało, podszedł do miski z wodą i zaczął z niej chłeptać.
Spojrzałem z przerażeniem na swojego pupila. Co, do diabła, było w tej misce? Myśli kłębiły się w mojej skołatanej głowie. Czyżby...
- ...hej, Marcin, jesteś tam? Żyjesz? - Kto to dobijał się uparcie do mojej głowy? No tak, przecież to Michał.
- Eee... tak, jestem, tylko coś dziwnego się zdarzyło... Nie wiem, skąd wiedziałeś o tym kole! - krzyczałem do słuchawki. Telefon jednak milczał. Połączenie nagle zostało brutalnie przerwane.
Poczułem się, jakbym miał jakieś halucynacje. Co ja brałem? Może coś jednak brałem - nie pamiętam i tak naprawdę nic się nie wydarzyło? Nie było psa gadającego ludzkim głosem, ani Michała - jasnowidza. Może nawet błędne koło nie istnieje?
Spojrzałem na stół. Koło było widoczne nawet z tej odległości i złamane nożyczki, leżące obok! Zaczęła mi się zacierać granica miedzy fikcją a rzeczywistością. Jeszcze krok, a popadnę w totalny obłęd.
Nie, nie mogę do tego dopuścić! Muszę uporać się z tym piekielnym błędnym kołem. Właśnie... piekielnym... W tej sekundzie wzrok mój padł na starą drewnianą szkatułkę. Dostałem ją od dziadka, ale jak ją się otwierało?
Na wieczku była płaskorzeźba, Belzebub, ani chybi, dalej dwie dziewice i jeszcze jakby... kozy, czy inna rogacizna, no i... pentagram. Robiło się, powiedzmy... dziwnie, choć z drugiej strony ciekawie. Przypomniał mi się Michał. On kocha takie łamigłówki! A może w środku odnajdę moje życiowe błędne koło? Muszę otworzyć tę szkatułkę za wszelką cenę. Wziąłem telefon do ręki i wykręciłem numer Michała.
- Michał?
Usłyszałem przecedzone przez zęby i leniwie rzucone:
- No co?
- Słuchaj, stary, mam dla ciebie zadanie, tylko najpierw chciałem zapytać... eee... czy ty do mnie już dzisiaj nie dzwoniłeś?
- Nie, skąd taki pomysł?
Pomyślałem, że to dziwne, ale co tam...
- Mam układankę do zrobienia. Bardzo mi na tym zależy. Czy mógłbyś do mnie przyjechać?
- Nie ma problemu, mogę być za kwadrans, ale sam mi zawsze powtarzałeś, że nie ma to jak samemu rozwiązać zagadkę.
- Hmm, masz rację, ale możemy to zrobić razem. Zdecydowanie lepiej, gdy jest ktoś obok, jeśli się czegoś nie wie.
- No dobra, niech ci będzie, ty mi też ostatnio pomogłeś. Jestem zaraz u ciebie, stary.
Odliczałem minuty wpatrzony w tykający zegar, odetchnąłem z ulgą, gdy usłyszałem odgłos wyłączanego silnika motoru Michała. Podbiegłem do okna, lekko zataczając się pod wpływem działającego we mnie alkoholu, i wyjrzałem przez nie. Michał nie był sam, poza tym trzymał w ręku ogromną walizkę. Co to miałoby znaczyć?
Kiedy zbliżał się do drzwi wejściowych, cały czas go obserwowałem. Okazało się, że towarzyszyła mu seksowna brunetka z dużym biustem. Wypisz, wymaluj, to była Lara Croft.
Wpatrywałem się w dziewczynę jak sroka w gnat, aż do momentu, gdy zniknęła mi z oczu. Nie, nie mogłem się mylić, to była Angelina Jolie... z krwi i kości. Ach... poczułem, że nagle pokój zawirował, najpierw powoli, a potem coraz szybciej i w moim umyśle wpadłem w błędne koło, a może naprawdę? Klepnąłem się w obydwa policzki. Odbija mi. Znowu? Sięgnąłem po notes i znalazłem numer mojego psychoterapeuty. W międzyczasie usłyszałem stukanie do drzwi. Pobiegłem otworzyć. Za chwilę zmierzę się... z prawdą. Otworzyłem raptownie drzwi, będąc w takim stanie psychicznym, że nie byłem pewien, co dokładnie zrobiłem. Widok był oszałamiający. Dziewczyna spojrzała na mnie z ukosa, uśmiechnęła się i powiedziała:
- Witaj, przystojniaku, ponoć masz jakieś fajne zabawki dla mnie. Michał mi dużo o tobie opowiadał, a teraz jeszcze ta łamigłówka.
Kto by pomyślał, że taka laska przychodzi prosto do moich drzwi, by pomóc mi w rozwiązaniu problemu? Czyż na pierwszy rzut oka nie wydaje się, że ona nie może być inteligentna? Dziewczyna tajemniczo się do mnie uśmiechnęła. Teraz podobała mi się jeszcze bardziej. Podeszliśmy w trójkę do szkatułki. Zapaliłem lampkę i wtedy na wierzchu szkatułki zapłonęły ogniste symbole. Spojrzeliśmy po sobie, potem na zagadkowe pudełko, znów po sobie i znów na pudełko - i przez chwilę trwaliśmy tak w milczeniu, jakby w mechanicznym letargu. Dziewczyna westchnęła i dotknęła dłonią płytek na szkatułce, po czym zaczęła je przesuwać z niewyobrażalną prędkością. Po chwili było już po wszystkim, głośno się zaśmiała i podniosła wieczko szkatułki. Ujrzeliśmy metalowy, ładnie zespawany sześcian, który - przysięgam - błyszczał w świetle lampy wręcz drwiąco. Jakby chciał powiedzieć "a kuku!". Ten sześcian krył w sobie jakąś tajemnicę. Dziewczyna wzięła do ręki świecącą kostkę i zaczęła nią obracać. W zależności od ustawienia kostka mieniła się różnymi kolorami.
- Przecież to kolejna układanka! - krzyknęła. - Jeden raz w prawo, dwa razy w lewo... Nie, nie tak - Podrapała się po malutkiej, słodkiej bródce, a ja z trudem powstrzymywałem odruch mózgu, który kierował oczy na jej piersi. - To może tak...
Obecnie: Gram w: Trickshot, Disciples 2, różnie.
Niedawno: Ukończyłem: The Next BIG Thing.

Awatar użytkownika
Emma
Publicysta
Posty: 905
Rejestracja: 29 grudnia 2012, 22:17
Lokalizacja: Szczecin
Podziękował(a): 9 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 5 razy
Płeć: Kobieta

Re: Historia forumowa

Postautor: Emma » 16 sierpnia 2013, 12:21

Był późny wieczór. Czy mi się to śniło, czy nie, kolejny dzień mijał bezpowrotnie, a ja wciąż tu siedziałem, nie mogąc nic zrobić, by przerwać to błędne koło. Dopijałem kolejną szklaneczkę whisky i zastanawiałem się, co mi przyniesie kolejna noc, gdy znowu pomyślałem o błędnym kole. Po kiego diabła rysowałem koło na grubej tekturze? Ręka mi zadrżała, wyszedł półokrąg albo inna elipsa, a podrzeć się tego teraz nie da. Postanowiłem coś dorysować do tego jaja, ale moja psina zaczęła strasznie skomleć, a tu kolejny wieczór ulewa... psia mać. Muszę chyba jednak wyjść, ale to dobrze, będę miał okazję dokupić kolejną flaszeczkę. Już miałem wychodzić, gdy mój wzrok padł na nożyczki. Pomyślałem, że w zasadzie mogą się przydać, schowałem je do kieszeni marynarki, ubrałem psinie smycz i wyszedłem. Brrr..., ale leje, co to za pogoda, aż się nożyczki w kieszeni otwierają. Mógłbym ich użyć do przecięcia błędnego koła, jeśli nie mogę go przerwać- to jest myśl, eureka! Patrząc w pełne wyrzutu psie oczy, prawie biegnąc wróciłem do mieszkania. Wyjąłem nożyczki z kieszeni i zacząłem ciąć błędne koło. Niestety tektura była zbyt gruba. Na dodatek pies nie wytrzymał i teraz 'na głowie' miałem jeszcze...mokry dywan. Nie mogło być gorzej. Nożyczki złamane, mokry dywan na mojej głowie ciąży mi bardzo, a błędne koło jak było, tak jest nadal. Na domiar złego pies zaczął chodzić w kółko za swoim ogonem, jak w transie.
Usiadłem sfrustrowany na krześle i złapałem się rękami za głowę, lecz wtedy zadzwonił telefon. Nie w głowie mi była rozmowa z kimkolwiek, tyle że ten ktoś nie dawał za wygraną. Próbowałem zignorować go, na próżno, ta 'mała rzecz' przyciągała mój wzrok jak magnes. Dobrze, wygrałeś, rzuciłem się w stronę telefonu i odebrałem. Halo! Z drugiej strony usłyszałem znajomy głos:
- Tu Michał. Słyszałem, że masz jedno błędne koło na zbyciu.
Nie odpowiedziałem nic, bo mnie zatkało. A on dalej nadawał:
- Dobrze ci za nie zapłacę, najlepiej jak byś jeszcze dorzucił nożyczki...
Nie no, teraz to już w ogóle nie wiedziałem, co powiedzieć. Skąd wiedział? Przecież nikomu nie mówiłem, ani o moim życiowym błędnym kole, ani o jaju na tekturze. Chwila moment... a może ja dzisiaj za dużo wypiłem, nie no przecież ja nie mam sklerozy, pamiętałbym!
Pies nagle wstał z zajmowanego uprzednio miejsca, podszedł do mnie i spojrzał na mnie maślanymi oczami, dodatkowo merdając zamaszyście ogonem. Wyglądało na to, że czegoś chce i właśnie próbuje to zdobyć. Z jego pyska wydobył się ludzki głos:
- Błędne koło nie istnieje i jest to tylko wytwór twojej wyobraźni - i, jakby nic się stało, podszedł do miski z wodą i zaczął z niej chłeptać.
Spojrzałem z przerażeniem na swojego pupila. Co, do diabła, było w tej misce? Myśli kłębiły się w mojej skołatanej głowie. Czyżby...
- ...hej, Marcin, jesteś tam? Żyjesz? - Kto to dobijał się uparcie do mojej głowy? No tak, przecież to Michał.
- Eee... tak, jestem, tylko coś dziwnego się zdarzyło... Nie wiem, skąd wiedziałeś o tym kole! - krzyczałem do słuchawki. Telefon jednak milczał. Połączenie nagle zostało brutalnie przerwane.
Poczułem się, jakbym miał jakieś halucynacje. Co ja brałem? Może coś jednak brałem - nie pamiętam i tak naprawdę nic się nie wydarzyło? Nie było psa gadającego ludzkim głosem, ani Michała - jasnowidza. Może nawet błędne koło nie istnieje?
Spojrzałem na stół. Koło było widoczne nawet z tej odległości i złamane nożyczki, leżące obok! Zaczęła mi się zacierać granica miedzy fikcją a rzeczywistością. Jeszcze krok, a popadnę w totalny obłęd.
Nie, nie mogę do tego dopuścić! Muszę uporać się z tym piekielnym błędnym kołem. Właśnie... piekielnym... W tej sekundzie wzrok mój padł na starą drewnianą szkatułkę. Dostałem ją od dziadka, ale jak ją się otwierało?
Na wieczku była płaskorzeźba, Belzebub, ani chybi, dalej dwie dziewice i jeszcze jakby... kozy, czy inna rogacizna, no i... pentagram. Robiło się, powiedzmy... dziwnie, choć z drugiej strony ciekawie. Przypomniał mi się Michał. On kocha takie łamigłówki! A może w środku odnajdę moje życiowe błędne koło? Muszę otworzyć tę szkatułkę za wszelką cenę. Wziąłem telefon do ręki i wykręciłem numer Michała.
- Michał?
Usłyszałem przecedzone przez zęby i leniwie rzucone:
- No co?
- Słuchaj, stary, mam dla ciebie zadanie, tylko najpierw chciałem zapytać... eee... czy ty do mnie już dzisiaj nie dzwoniłeś?
- Nie, skąd taki pomysł?
Pomyślałem, że to dziwne, ale co tam...
- Mam układankę do zrobienia. Bardzo mi na tym zależy. Czy mógłbyś do mnie przyjechać?
- Nie ma problemu, mogę być za kwadrans, ale sam mi zawsze powtarzałeś, że nie ma to jak samemu rozwiązać zagadkę.
- Hmm, masz rację, ale możemy to zrobić razem. Zdecydowanie lepiej, gdy jest ktoś obok, jeśli się czegoś nie wie.
- No dobra, niech ci będzie, ty mi też ostatnio pomogłeś. Jestem zaraz u ciebie, stary.
Odliczałem minuty wpatrzony w tykający zegar, odetchnąłem z ulgą, gdy usłyszałem odgłos wyłączanego silnika motoru Michała. Podbiegłem do okna, lekko zataczając się pod wpływem działającego we mnie alkoholu, i wyjrzałem przez nie. Michał nie był sam, poza tym trzymał w ręku ogromną walizkę. Co to miałoby znaczyć?
Kiedy zbliżał się do drzwi wejściowych, cały czas go obserwowałem. Okazało się, że towarzyszyła mu seksowna brunetka z dużym biustem. Wypisz, wymaluj, to była Lara Croft.
Wpatrywałem się w dziewczynę jak sroka w gnat, aż do momentu, gdy zniknęła mi z oczu. Nie, nie mogłem się mylić, to była Angelina Jolie... z krwi i kości. Ach... poczułem, że nagle pokój zawirował, najpierw powoli, a potem coraz szybciej i w moim umyśle wpadłem w błędne koło, a może naprawdę? Klepnąłem się w obydwa policzki. Odbija mi. Znowu? Sięgnąłem po notes i znalazłem numer mojego psychoterapeuty. W międzyczasie usłyszałem stukanie do drzwi. Pobiegłem otworzyć. Za chwilę zmierzę się... z prawdą. Otworzyłem raptownie drzwi, będąc w takim stanie psychicznym, że nie byłem pewien, co dokładnie zrobiłem. Widok był oszałamiający. Dziewczyna spojrzała na mnie z ukosa, uśmiechnęła się i powiedziała:
- Witaj, przystojniaku, ponoć masz jakieś fajne zabawki dla mnie. Michał mi dużo o tobie opowiadał, a teraz jeszcze ta łamigłówka.
Kto by pomyślał, że taka laska przychodzi prosto do moich drzwi, by pomóc mi w rozwiązaniu problemu? Czyż na pierwszy rzut oka nie wydaje się, że ona nie może być inteligentna? Dziewczyna tajemniczo się do mnie uśmiechnęła. Teraz podobała mi się jeszcze bardziej. Podeszliśmy w trójkę do szkatułki. Zapaliłem lampkę i wtedy na wierzchu szkatułki zapłonęły ogniste symbole. Spojrzeliśmy po sobie, potem na zagadkowe pudełko, znów po sobie i znów na pudełko - i przez chwilę trwaliśmy tak w milczeniu, jakby w mechanicznym letargu. Dziewczyna westchnęła i dotknęła dłonią płytek na szkatułce, po czym zaczęła je przesuwać z niewyobrażalną prędkością. Po chwili było już po wszystkim, głośno się zaśmiała i podniosła wieczko szkatułki. Ujrzeliśmy metalowy, ładnie zespawany sześcian, który - przysięgam - błyszczał w świetle lampy wręcz drwiąco. Jakby chciał powiedzieć "a kuku!". Ten sześcian krył w sobie jakąś tajemnicę. Dziewczyna wzięła do ręki świecącą kostkę i zaczęła nią obracać. W zależności od ustawienia kostka mieniła się różnymi kolorami.
- Przecież to kolejna układanka! - krzyknęła. - Jeden raz w prawo, dwa razy w lewo... Nie, nie tak - Podrapała się po malutkiej, słodkiej bródce, a ja z trudem powstrzymywałem odruch mózgu, który kierował oczy na jej piersi. - To może tak... Rozejrzę się po pokoju, może gdzieś odnajdę podpowiedź. Mój wzrok przykuło zdjęcie tęczy z abstrakcyjnymi kolorami - Tak, to jest to !!! - wykrzyknąłem z dumą - różowy, fioletowy, turkusowy i żółty...

Awatar użytkownika
Gocciana
Publicysta
Posty: 2562
Rejestracja: 03 stycznia 2012, 19:52
Lokalizacja: Małopolskie
Podziękował(a): 11 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 10 razy
Płeć: Kobieta

Re: Historia forumowa

Postautor: Gocciana » 16 sierpnia 2013, 17:55

Był późny wieczór. Czy mi się to śniło, czy nie, kolejny dzień mijał bezpowrotnie, a ja wciąż tu siedziałem, nie mogąc nic zrobić, by przerwać to błędne koło. Dopijałem kolejną szklaneczkę whisky i zastanawiałem się, co mi przyniesie kolejna noc, gdy znowu pomyślałem o błędnym kole. Po kiego diabła rysowałem koło na grubej tekturze? Ręka mi zadrżała, wyszedł półokrąg albo inna elipsa, a podrzeć się tego teraz nie da. Postanowiłem coś dorysować do tego jaja, ale moja psina zaczęła strasznie skomleć, a tu kolejny wieczór ulewa... psia mać. Muszę chyba jednak wyjść, ale to dobrze, będę miał okazję dokupić kolejną flaszeczkę. Już miałem wychodzić, gdy mój wzrok padł na nożyczki. Pomyślałem, że w zasadzie mogą się przydać, schowałem je do kieszeni marynarki, ubrałem psinie smycz i wyszedłem. Brrr..., ale leje, co to za pogoda, aż się nożyczki w kieszeni otwierają. Mógłbym ich użyć do przecięcia błędnego koła, jeśli nie mogę go przerwać- to jest myśl, eureka! Patrząc w pełne wyrzutu psie oczy, prawie biegnąc wróciłem do mieszkania. Wyjąłem nożyczki z kieszeni i zacząłem ciąć błędne koło. Niestety tektura była zbyt gruba. Na dodatek pies nie wytrzymał i teraz 'na głowie' miałem jeszcze...mokry dywan. Nie mogło być gorzej. Nożyczki złamane, mokry dywan na mojej głowie ciąży mi bardzo, a błędne koło jak było, tak jest nadal. Na domiar złego pies zaczął chodzić w kółko za swoim ogonem, jak w transie.
Usiadłem sfrustrowany na krześle i złapałem się rękami za głowę, lecz wtedy zadzwonił telefon. Nie w głowie mi była rozmowa z kimkolwiek, tyle że ten ktoś nie dawał za wygraną. Próbowałem zignorować go, na próżno, ta 'mała rzecz' przyciągała mój wzrok jak magnes. Dobrze, wygrałeś, rzuciłem się w stronę telefonu i odebrałem. Halo! Z drugiej strony usłyszałem znajomy głos:
- Tu Michał. Słyszałem, że masz jedno błędne koło na zbyciu.
Nie odpowiedziałem nic, bo mnie zatkało. A on dalej nadawał:
- Dobrze ci za nie zapłacę, najlepiej jak byś jeszcze dorzucił nożyczki...
Nie no, teraz to już w ogóle nie wiedziałem, co powiedzieć. Skąd wiedział? Przecież nikomu nie mówiłem, ani o moim życiowym błędnym kole, ani o jaju na tekturze. Chwila moment... a może ja dzisiaj za dużo wypiłem, nie no przecież ja nie mam sklerozy, pamiętałbym!
Pies nagle wstał z zajmowanego uprzednio miejsca, podszedł do mnie i spojrzał na mnie maślanymi oczami, dodatkowo merdając zamaszyście ogonem. Wyglądało na to, że czegoś chce i właśnie próbuje to zdobyć. Z jego pyska wydobył się ludzki głos:
- Błędne koło nie istnieje i jest to tylko wytwór twojej wyobraźni - i, jakby nic się stało, podszedł do miski z wodą i zaczął z niej chłeptać.
Spojrzałem z przerażeniem na swojego pupila. Co, do diabła, było w tej misce? Myśli kłębiły się w mojej skołatanej głowie. Czyżby...
- ...hej, Marcin, jesteś tam? Żyjesz? - Kto to dobijał się uparcie do mojej głowy? No tak, przecież to Michał.
- Eee... tak, jestem, tylko coś dziwnego się zdarzyło... Nie wiem, skąd wiedziałeś o tym kole! - krzyczałem do słuchawki. Telefon jednak milczał. Połączenie nagle zostało brutalnie przerwane.
Poczułem się, jakbym miał jakieś halucynacje. Co ja brałem? Może coś jednak brałem - nie pamiętam i tak naprawdę nic się nie wydarzyło? Nie było psa gadającego ludzkim głosem, ani Michała - jasnowidza. Może nawet błędne koło nie istnieje?
Spojrzałem na stół. Koło było widoczne nawet z tej odległości i złamane nożyczki, leżące obok! Zaczęła mi się zacierać granica miedzy fikcją a rzeczywistością. Jeszcze krok, a popadnę w totalny obłęd.
Nie, nie mogę do tego dopuścić! Muszę uporać się z tym piekielnym błędnym kołem. Właśnie... piekielnym... W tej sekundzie wzrok mój padł na starą drewnianą szkatułkę. Dostałem ją od dziadka, ale jak ją się otwierało?
Na wieczku była płaskorzeźba, Belzebub, ani chybi, dalej dwie dziewice i jeszcze jakby... kozy, czy inna rogacizna, no i... pentagram. Robiło się, powiedzmy... dziwnie, choć z drugiej strony ciekawie. Przypomniał mi się Michał. On kocha takie łamigłówki! A może w środku odnajdę moje życiowe błędne koło? Muszę otworzyć tę szkatułkę za wszelką cenę. Wziąłem telefon do ręki i wykręciłem numer Michała.
- Michał?
Usłyszałem przecedzone przez zęby i leniwie rzucone:
- No co?
- Słuchaj, stary, mam dla ciebie zadanie, tylko najpierw chciałem zapytać... eee... czy ty do mnie już dzisiaj nie dzwoniłeś?
- Nie, skąd taki pomysł?
Pomyślałem, że to dziwne, ale co tam...
- Mam układankę do zrobienia. Bardzo mi na tym zależy. Czy mógłbyś do mnie przyjechać?
- Nie ma problemu, mogę być za kwadrans, ale sam mi zawsze powtarzałeś, że nie ma to jak samemu rozwiązać zagadkę.
- Hmm, masz rację, ale możemy to zrobić razem. Zdecydowanie lepiej, gdy jest ktoś obok, jeśli się czegoś nie wie.
- No dobra, niech ci będzie, ty mi też ostatnio pomogłeś. Jestem zaraz u ciebie, stary.
Odliczałem minuty wpatrzony w tykający zegar, odetchnąłem z ulgą, gdy usłyszałem odgłos wyłączanego silnika motoru Michała. Podbiegłem do okna, lekko zataczając się pod wpływem działającego we mnie alkoholu, i wyjrzałem przez nie. Michał nie był sam, poza tym trzymał w ręku ogromną walizkę. Co to miałoby znaczyć?
Kiedy zbliżał się do drzwi wejściowych, cały czas go obserwowałem. Okazało się, że towarzyszyła mu seksowna brunetka z dużym biustem. Wypisz, wymaluj, to była Lara Croft.
Wpatrywałem się w dziewczynę jak sroka w gnat, aż do momentu, gdy zniknęła mi z oczu. Nie, nie mogłem się mylić, to była Angelina Jolie... z krwi i kości. Ach... poczułem, że nagle pokój zawirował, najpierw powoli, a potem coraz szybciej i w moim umyśle wpadłem w błędne koło, a może naprawdę? Klepnąłem się w obydwa policzki. Odbija mi. Znowu? Sięgnąłem po notes i znalazłem numer mojego psychoterapeuty. W międzyczasie usłyszałem stukanie do drzwi. Pobiegłem otworzyć. Za chwilę zmierzę się... z prawdą. Otworzyłem raptownie drzwi, będąc w takim stanie psychicznym, że nie byłem pewien, co dokładnie zrobiłem. Widok był oszałamiający. Dziewczyna spojrzała na mnie z ukosa, uśmiechnęła się i powiedziała:
- Witaj, przystojniaku, ponoć masz jakieś fajne zabawki dla mnie. Michał mi dużo o tobie opowiadał, a teraz jeszcze ta łamigłówka.
Kto by pomyślał, że taka laska przychodzi prosto do moich drzwi, by pomóc mi w rozwiązaniu problemu? Czyż na pierwszy rzut oka nie wydaje się, że ona nie może być inteligentna? Dziewczyna tajemniczo się do mnie uśmiechnęła. Teraz podobała mi się jeszcze bardziej. Podeszliśmy w trójkę do szkatułki. Zapaliłem lampkę i wtedy na wierzchu szkatułki zapłonęły ogniste symbole. Spojrzeliśmy po sobie, potem na zagadkowe pudełko, znów po sobie i znów na pudełko - i przez chwilę trwaliśmy tak w milczeniu, jakby w mechanicznym letargu. Dziewczyna westchnęła i dotknęła dłonią płytek na szkatułce, po czym zaczęła je przesuwać z niewyobrażalną prędkością. Po chwili było już po wszystkim, głośno się zaśmiała i podniosła wieczko szkatułki. Ujrzeliśmy metalowy, ładnie zespawany sześcian, który - przysięgam - błyszczał w świetle lampy wręcz drwiąco. Jakby chciał powiedzieć "a kuku!". Ten sześcian krył w sobie jakąś tajemnicę. Dziewczyna wzięła do ręki świecącą kostkę i zaczęła nią obracać. W zależności od ustawienia kostka mieniła się różnymi kolorami.
- Przecież to kolejna układanka! - krzyknęła. - Jeden raz w prawo, dwa razy w lewo... Nie, nie tak - Podrapała się po malutkiej, słodkiej bródce, a ja z trudem powstrzymywałem odruch mózgu, który kierował oczy na jej piersi. - To może tak... Rozejrzę się po pokoju, może gdzieś odnajdę podpowiedź. Mój wzrok przykuło zdjęcie tęczy z abstrakcyjnymi kolorami - Tak, to jest to !!! - wykrzyknąłem z dumą - różowy, fioletowy, turkusowy i żółty...zielony, fioletowy i ...znowu ten dekolt, do jasnej...Zamknąłem oczy i zacząłem intensywnie myśleć. Czułem, że jestem blisko. Zacisnąłem powieki, zacisnąłem pięści i skupiłem się tak mocno jak nigdy dotąd w całym moim życiu.
Один человек сказал, всем нам улыбается смерть, мы лишь можем улыбнутся ей в ответ:-)

Awatar użytkownika
Xantia
Przyjaciel forum
Posty: 882
Rejestracja: 28 lutego 2012, 15:15
Lokalizacja: mała Wielkopolska
Podziękował(a): 3 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 1 raz
Płeć: Mężczyzna

Re: Historia forumowa

Postautor: Xantia » 16 sierpnia 2013, 19:00

Był późny wieczór. Czy mi się to śniło, czy nie, kolejny dzień mijał bezpowrotnie, a ja wciąż tu siedziałem, nie mogąc nic zrobić, by przerwać to błędne koło. Dopijałem kolejną szklaneczkę whisky i zastanawiałem się, co mi przyniesie kolejna noc, gdy znowu pomyślałem o błędnym kole. Po kiego diabła rysowałem koło na grubej tekturze? Ręka mi zadrżała, wyszedł półokrąg albo inna elipsa, a podrzeć się tego teraz nie da. Postanowiłem coś dorysować do tego jaja, ale moja psina zaczęła strasznie skomleć, a tu kolejny wieczór ulewa... psia mać. Muszę chyba jednak wyjść, ale to dobrze, będę miał okazję dokupić kolejną flaszeczkę. Już miałem wychodzić, gdy mój wzrok padł na nożyczki. Pomyślałem, że w zasadzie mogą się przydać, schowałem je do kieszeni marynarki, ubrałem psinie smycz i wyszedłem. Brrr..., ale leje, co to za pogoda, aż się nożyczki w kieszeni otwierają. Mógłbym ich użyć do przecięcia błędnego koła, jeśli nie mogę go przerwać- to jest myśl, eureka! Patrząc w pełne wyrzutu psie oczy, prawie biegnąc wróciłem do mieszkania. Wyjąłem nożyczki z kieszeni i zacząłem ciąć błędne koło. Niestety tektura była zbyt gruba. Na dodatek pies nie wytrzymał i teraz 'na głowie' miałem jeszcze...mokry dywan. Nie mogło być gorzej. Nożyczki złamane, mokry dywan na mojej głowie ciąży mi bardzo, a błędne koło jak było, tak jest nadal. Na domiar złego pies zaczął chodzić w kółko za swoim ogonem, jak w transie.
Usiadłem sfrustrowany na krześle i złapałem się rękami za głowę, lecz wtedy zadzwonił telefon. Nie w głowie mi była rozmowa z kimkolwiek, tyle że ten ktoś nie dawał za wygraną. Próbowałem zignorować go, na próżno, ta 'mała rzecz' przyciągała mój wzrok jak magnes. Dobrze, wygrałeś, rzuciłem się w stronę telefonu i odebrałem. Halo! Z drugiej strony usłyszałem znajomy głos:
- Tu Michał. Słyszałem, że masz jedno błędne koło na zbyciu.
Nie odpowiedziałem nic, bo mnie zatkało. A on dalej nadawał:
- Dobrze ci za nie zapłacę, najlepiej jak byś jeszcze dorzucił nożyczki...
Nie no, teraz to już w ogóle nie wiedziałem, co powiedzieć. Skąd wiedział? Przecież nikomu nie mówiłem, ani o moim życiowym błędnym kole, ani o jaju na tekturze. Chwila moment... a może ja dzisiaj za dużo wypiłem, nie no przecież ja nie mam sklerozy, pamiętałbym!
Pies nagle wstał z zajmowanego uprzednio miejsca, podszedł do mnie i spojrzał na mnie maślanymi oczami, dodatkowo merdając zamaszyście ogonem. Wyglądało na to, że czegoś chce i właśnie próbuje to zdobyć. Z jego pyska wydobył się ludzki głos:
- Błędne koło nie istnieje i jest to tylko wytwór twojej wyobraźni - i, jakby nic się stało, podszedł do miski z wodą i zaczął z niej chłeptać.
Spojrzałem z przerażeniem na swojego pupila. Co, do diabła, było w tej misce? Myśli kłębiły się w mojej skołatanej głowie. Czyżby...
- ...hej, Marcin, jesteś tam? Żyjesz? - Kto to dobijał się uparcie do mojej głowy? No tak, przecież to Michał.
- Eee... tak, jestem, tylko coś dziwnego się zdarzyło... Nie wiem, skąd wiedziałeś o tym kole! - krzyczałem do słuchawki. Telefon jednak milczał. Połączenie nagle zostało brutalnie przerwane.
Poczułem się, jakbym miał jakieś halucynacje. Co ja brałem? Może coś jednak brałem - nie pamiętam i tak naprawdę nic się nie wydarzyło? Nie było psa gadającego ludzkim głosem, ani Michała - jasnowidza. Może nawet błędne koło nie istnieje?
Spojrzałem na stół. Koło było widoczne nawet z tej odległości i złamane nożyczki, leżące obok! Zaczęła mi się zacierać granica miedzy fikcją a rzeczywistością. Jeszcze krok, a popadnę w totalny obłęd.
Nie, nie mogę do tego dopuścić! Muszę uporać się z tym piekielnym błędnym kołem. Właśnie... piekielnym... W tej sekundzie wzrok mój padł na starą drewnianą szkatułkę. Dostałem ją od dziadka, ale jak ją się otwierało?
Na wieczku była płaskorzeźba, Belzebub, ani chybi, dalej dwie dziewice i jeszcze jakby... kozy, czy inna rogacizna, no i... pentagram. Robiło się, powiedzmy... dziwnie, choć z drugiej strony ciekawie. Przypomniał mi się Michał. On kocha takie łamigłówki! A może w środku odnajdę moje życiowe błędne koło? Muszę otworzyć tę szkatułkę za wszelką cenę. Wziąłem telefon do ręki i wykręciłem numer Michała.
- Michał?
Usłyszałem przecedzone przez zęby i leniwie rzucone:
- No co?
- Słuchaj, stary, mam dla ciebie zadanie, tylko najpierw chciałem zapytać... eee... czy ty do mnie już dzisiaj nie dzwoniłeś?
- Nie, skąd taki pomysł?
Pomyślałem, że to dziwne, ale co tam...
- Mam układankę do zrobienia. Bardzo mi na tym zależy. Czy mógłbyś do mnie przyjechać?
- Nie ma problemu, mogę być za kwadrans, ale sam mi zawsze powtarzałeś, że nie ma to jak samemu rozwiązać zagadkę.
- Hmm, masz rację, ale możemy to zrobić razem. Zdecydowanie lepiej, gdy jest ktoś obok, jeśli się czegoś nie wie.
- No dobra, niech ci będzie, ty mi też ostatnio pomogłeś. Jestem zaraz u ciebie, stary.
Odliczałem minuty wpatrzony w tykający zegar, odetchnąłem z ulgą, gdy usłyszałem odgłos wyłączanego silnika motoru Michała. Podbiegłem do okna, lekko zataczając się pod wpływem działającego we mnie alkoholu, i wyjrzałem przez nie. Michał nie był sam, poza tym trzymał w ręku ogromną walizkę. Co to miałoby znaczyć?
Kiedy zbliżał się do drzwi wejściowych, cały czas go obserwowałem. Okazało się, że towarzyszyła mu seksowna brunetka z dużym biustem. Wypisz, wymaluj, to była Lara Croft.
Wpatrywałem się w dziewczynę jak sroka w gnat, aż do momentu, gdy zniknęła mi z oczu. Nie, nie mogłem się mylić, to była Angelina Jolie... z krwi i kości. Ach... poczułem, że nagle pokój zawirował, najpierw powoli, a potem coraz szybciej i w moim umyśle wpadłem w błędne koło, a może naprawdę? Klepnąłem się w obydwa policzki. Odbija mi. Znowu? Sięgnąłem po notes i znalazłem numer mojego psychoterapeuty. W międzyczasie usłyszałem stukanie do drzwi. Pobiegłem otworzyć. Za chwilę zmierzę się... z prawdą. Otworzyłem raptownie drzwi, będąc w takim stanie psychicznym, że nie byłem pewien, co dokładnie zrobiłem. Widok był oszałamiający. Dziewczyna spojrzała na mnie z ukosa, uśmiechnęła się i powiedziała:
- Witaj, przystojniaku, ponoć masz jakieś fajne zabawki dla mnie. Michał mi dużo o tobie opowiadał, a teraz jeszcze ta łamigłówka.
Kto by pomyślał, że taka laska przychodzi prosto do moich drzwi, by pomóc mi w rozwiązaniu problemu? Czyż na pierwszy rzut oka nie wydaje się, że ona nie może być inteligentna? Dziewczyna tajemniczo się do mnie uśmiechnęła. Teraz podobała mi się jeszcze bardziej. Podeszliśmy w trójkę do szkatułki. Zapaliłem lampkę i wtedy na wierzchu szkatułki zapłonęły ogniste symbole. Spojrzeliśmy po sobie, potem na zagadkowe pudełko, znów po sobie i znów na pudełko - i przez chwilę trwaliśmy tak w milczeniu, jakby w mechanicznym letargu. Dziewczyna westchnęła i dotknęła dłonią płytek na szkatułce, po czym zaczęła je przesuwać z niewyobrażalną prędkością. Po chwili było już po wszystkim, głośno się zaśmiała i podniosła wieczko szkatułki. Ujrzeliśmy metalowy, ładnie zespawany sześcian, który - przysięgam - błyszczał w świetle lampy wręcz drwiąco. Jakby chciał powiedzieć "a kuku!". Ten sześcian krył w sobie jakąś tajemnicę. Dziewczyna wzięła do ręki świecącą kostkę i zaczęła nią obracać. W zależności od ustawienia kostka mieniła się różnymi kolorami.
- Przecież to kolejna układanka! - krzyknęła. - Jeden raz w prawo, dwa razy w lewo... Nie, nie tak - Podrapała się po malutkiej, słodkiej bródce, a ja z trudem powstrzymywałem odruch mózgu, który kierował oczy na jej piersi. - To może tak... Rozejrzę się po pokoju, może gdzieś odnajdę podpowiedź. Mój wzrok przykuło zdjęcie tęczy z abstrakcyjnymi kolorami - Tak, to jest to !!! - wykrzyknąłem z dumą - różowy, fioletowy, turkusowy i żółty...zielony, fioletowy i ...znowu ten dekolt, do jasnej...Zamknąłem oczy i zacząłem intensywnie myśleć. Czułem, że jestem blisko. Zacisnąłem powieki, zacisnąłem pięści i skupiłem się tak mocno jak nigdy dotąd w całym moim życiu. I stało się. Chyba za mocno się skupiłem bo zmieniłem swój stan na lotny. Czyżbym uległ sublimacji?

Awatar użytkownika
The Julie
Posty: 16
Rejestracja: 16 lutego 2014, 19:39
Ukończone gry przygodowe - link do tematu: Jest ich zbyt wiele, żeby się tu rozpisywać ;)
Płeć: Nieokreślona

Re: Historia forumowa

Postautor: The Julie » 16 lutego 2014, 20:32

Był późny wieczór. Czy mi się to śniło, czy nie, kolejny dzień mijał bezpowrotnie, a ja wciąż tu siedziałem, nie mogąc nic zrobić, by przerwać to błędne koło. Dopijałem kolejną szklaneczkę whisky i zastanawiałem się, co mi przyniesie kolejna noc, gdy znowu pomyślałem o błędnym kole. Po kiego diabła rysowałem koło na grubej tekturze? Ręka mi zadrżała, wyszedł półokrąg albo inna elipsa, a podrzeć się tego teraz nie da. Postanowiłem coś dorysować do tego jaja, ale moja psina zaczęła strasznie skomleć, a tu kolejny wieczór ulewa... psia mać. Muszę chyba jednak wyjść, ale to dobrze, będę miał okazję dokupić kolejną flaszeczkę. Już miałem wychodzić, gdy mój wzrok padł na nożyczki. Pomyślałem, że w zasadzie mogą się przydać, schowałem je do kieszeni marynarki, ubrałem psinie smycz i wyszedłem. Brrr..., ale leje, co to za pogoda, aż się nożyczki w kieszeni otwierają. Mógłbym ich użyć do przecięcia błędnego koła, jeśli nie mogę go przerwać- to jest myśl, eureka! Patrząc w pełne wyrzutu psie oczy, prawie biegnąc wróciłem do mieszkania. Wyjąłem nożyczki z kieszeni i zacząłem ciąć błędne koło. Niestety tektura była zbyt gruba. Na dodatek pies nie wytrzymał i teraz 'na głowie' miałem jeszcze...mokry dywan. Nie mogło być gorzej. Nożyczki złamane, mokry dywan na mojej głowie ciąży mi bardzo, a błędne koło jak było, tak jest nadal. Na domiar złego pies zaczął chodzić w kółko za swoim ogonem, jak w transie.
Usiadłem sfrustrowany na krześle i złapałem się rękami za głowę, lecz wtedy zadzwonił telefon. Nie w głowie mi była rozmowa z kimkolwiek, tyle że ten ktoś nie dawał za wygraną. Próbowałem zignorować go, na próżno, ta 'mała rzecz' przyciągała mój wzrok jak magnes. Dobrze, wygrałeś, rzuciłem się w stronę telefonu i odebrałem. Halo! Z drugiej strony usłyszałem znajomy głos:
- Tu Michał. Słyszałem, że masz jedno błędne koło na zbyciu.
Nie odpowiedziałem nic, bo mnie zatkało. A on dalej nadawał:
- Dobrze ci za nie zapłacę, najlepiej jak byś jeszcze dorzucił nożyczki...
Nie no, teraz to już w ogóle nie wiedziałem, co powiedzieć. Skąd wiedział? Przecież nikomu nie mówiłem, ani o moim życiowym błędnym kole, ani o jaju na tekturze. Chwila moment... a może ja dzisiaj za dużo wypiłem, nie no przecież ja nie mam sklerozy, pamiętałbym!
Pies nagle wstał z zajmowanego uprzednio miejsca, podszedł do mnie i spojrzał na mnie maślanymi oczami, dodatkowo merdając zamaszyście ogonem. Wyglądało na to, że czegoś chce i właśnie próbuje to zdobyć. Z jego pyska wydobył się ludzki głos:
- Błędne koło nie istnieje i jest to tylko wytwór twojej wyobraźni - i, jakby nic się stało, podszedł do miski z wodą i zaczął z niej chłeptać.
Spojrzałem z przerażeniem na swojego pupila. Co, do diabła, było w tej misce? Myśli kłębiły się w mojej skołatanej głowie. Czyżby...
- ...hej, Marcin, jesteś tam? Żyjesz? - Kto to dobijał się uparcie do mojej głowy? No tak, przecież to Michał.
- Eee... tak, jestem, tylko coś dziwnego się zdarzyło... Nie wiem, skąd wiedziałeś o tym kole! - krzyczałem do słuchawki. Telefon jednak milczał. Połączenie nagle zostało brutalnie przerwane.
Poczułem się, jakbym miał jakieś halucynacje. Co ja brałem? Może coś jednak brałem - nie pamiętam i tak naprawdę nic się nie wydarzyło? Nie było psa gadającego ludzkim głosem, ani Michała - jasnowidza. Może nawet błędne koło nie istnieje?
Spojrzałem na stół. Koło było widoczne nawet z tej odległości i złamane nożyczki, leżące obok! Zaczęła mi się zacierać granica miedzy fikcją a rzeczywistością. Jeszcze krok, a popadnę w totalny obłęd.
Nie, nie mogę do tego dopuścić! Muszę uporać się z tym piekielnym błędnym kołem. Właśnie... piekielnym... W tej sekundzie wzrok mój padł na starą drewnianą szkatułkę. Dostałem ją od dziadka, ale jak ją się otwierało?
Na wieczku była płaskorzeźba, Belzebub, ani chybi, dalej dwie dziewice i jeszcze jakby... kozy, czy inna rogacizna, no i... pentagram. Robiło się, powiedzmy... dziwnie, choć z drugiej strony ciekawie. Przypomniał mi się Michał. On kocha takie łamigłówki! A może w środku odnajdę moje życiowe błędne koło? Muszę otworzyć tę szkatułkę za wszelką cenę. Wziąłem telefon do ręki i wykręciłem numer Michała.
- Michał?
Usłyszałem przecedzone przez zęby i leniwie rzucone:
- No co?
- Słuchaj, stary, mam dla ciebie zadanie, tylko najpierw chciałem zapytać... eee... czy ty do mnie już dzisiaj nie dzwoniłeś?
- Nie, skąd taki pomysł?
Pomyślałem, że to dziwne, ale co tam...
- Mam układankę do zrobienia. Bardzo mi na tym zależy. Czy mógłbyś do mnie przyjechać?
- Nie ma problemu, mogę być za kwadrans, ale sam mi zawsze powtarzałeś, że nie ma to jak samemu rozwiązać zagadkę.
- Hmm, masz rację, ale możemy to zrobić razem. Zdecydowanie lepiej, gdy jest ktoś obok, jeśli się czegoś nie wie.
- No dobra, niech ci będzie, ty mi też ostatnio pomogłeś. Jestem zaraz u ciebie, stary.
Odliczałem minuty wpatrzony w tykający zegar, odetchnąłem z ulgą, gdy usłyszałem odgłos wyłączanego silnika motoru Michała. Podbiegłem do okna, lekko zataczając się pod wpływem działającego we mnie alkoholu, i wyjrzałem przez nie. Michał nie był sam, poza tym trzymał w ręku ogromną walizkę. Co to miałoby znaczyć?
Kiedy zbliżał się do drzwi wejściowych, cały czas go obserwowałem. Okazało się, że towarzyszyła mu seksowna brunetka z dużym biustem. Wypisz, wymaluj, to była Lara Croft.
Wpatrywałem się w dziewczynę jak sroka w gnat, aż do momentu, gdy zniknęła mi z oczu. Nie, nie mogłem się mylić, to była Angelina Jolie... z krwi i kości. Ach... poczułem, że nagle pokój zawirował, najpierw powoli, a potem coraz szybciej i w moim umyśle wpadłem w błędne koło, a może naprawdę? Klepnąłem się w obydwa policzki. Odbija mi. Znowu? Sięgnąłem po notes i znalazłem numer mojego psychoterapeuty. W międzyczasie usłyszałem stukanie do drzwi. Pobiegłem otworzyć. Za chwilę zmierzę się... z prawdą. Otworzyłem raptownie drzwi, będąc w takim stanie psychicznym, że nie byłem pewien, co dokładnie zrobiłem. Widok był oszałamiający. Dziewczyna spojrzała na mnie z ukosa, uśmiechnęła się i powiedziała:
- Witaj, przystojniaku, ponoć masz jakieś fajne zabawki dla mnie. Michał mi dużo o tobie opowiadał, a teraz jeszcze ta łamigłówka.
Kto by pomyślał, że taka laska przychodzi prosto do moich drzwi, by pomóc mi w rozwiązaniu problemu? Czyż na pierwszy rzut oka nie wydaje się, że ona nie może być inteligentna? Dziewczyna tajemniczo się do mnie uśmiechnęła. Teraz podobała mi się jeszcze bardziej. Podeszliśmy w trójkę do szkatułki. Zapaliłem lampkę i wtedy na wierzchu szkatułki zapłonęły ogniste symbole. Spojrzeliśmy po sobie, potem na zagadkowe pudełko, znów po sobie i znów na pudełko - i przez chwilę trwaliśmy tak w milczeniu, jakby w mechanicznym letargu. Dziewczyna westchnęła i dotknęła dłonią płytek na szkatułce, po czym zaczęła je przesuwać z niewyobrażalną prędkością. Po chwili było już po wszystkim, głośno się zaśmiała i podniosła wieczko szkatułki. Ujrzeliśmy metalowy, ładnie zespawany sześcian, który - przysięgam - błyszczał w świetle lampy wręcz drwiąco. Jakby chciał powiedzieć "a kuku!". Ten sześcian krył w sobie jakąś tajemnicę. Dziewczyna wzięła do ręki świecącą kostkę i zaczęła nią obracać. W zależności od ustawienia kostka mieniła się różnymi kolorami.
- Przecież to kolejna układanka! - krzyknęła. - Jeden raz w prawo, dwa razy w lewo... Nie, nie tak - Podrapała się po malutkiej, słodkiej bródce, a ja z trudem powstrzymywałem odruch mózgu, który kierował oczy na jej piersi. - To może tak... Rozejrzę się po pokoju, może gdzieś odnajdę podpowiedź. Mój wzrok przykuło zdjęcie tęczy z abstrakcyjnymi kolorami - Tak, to jest to !!! - wykrzyknąłem z dumą - różowy, fioletowy, turkusowy i żółty...zielony, fioletowy i ...znowu ten dekolt, do jasnej...Zamknąłem oczy i zacząłem intensywnie myśleć. Czułem, że jestem blisko. Zacisnąłem powieki, zacisnąłem pięści i skupiłem się tak mocno jak nigdy dotąd w całym moim życiu. I stało się. Chyba za mocno się skupiłem bo zmieniłem swój stan na lotny. Czyżbym uległ sublimacji? Spojrzałem z nadzieją w dół, szukając swych stóp. Tak, są na swoim miejscu. Na szczęście to tylko halucynacje. Zamrugałem kilka razy, raz lewym okiem, raz prawym okiem, co nie uszło uwadze Lary Croft. Z lekkim zażenowaniem powróciłem do skupiania się. W moim umyśle pojawiło się nagle bardzo wyraźne wspomnienie: ojciec dający mi mały obrazek. To nie to. Mój mózg szalał, poszukując tej najważniejszej informacji. O, chyba coś widzę! Mgliste wspomnienie... Zacisnąłem jeszcze mocniej powieki i wtedy... tak, to jest to!
- MAM! - wrzasnąłem na cały głos.
Wyrwałem Larze sześcian i zacząłem rozpracowywać zagadkę. Skończyłem! Nagle sześcian zaczął świecić...
Duch przygody nie straszy, a dodaje odwagi

Awatar użytkownika
Gocciana
Publicysta
Posty: 2562
Rejestracja: 03 stycznia 2012, 19:52
Lokalizacja: Małopolskie
Podziękował(a): 11 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 10 razy
Płeć: Kobieta

Re: Historia forumowa

Postautor: Gocciana » 17 lutego 2014, 14:33

Był późny wieczór. Czy mi się to śniło, czy nie, kolejny dzień mijał bezpowrotnie, a ja wciąż tu siedziałem, nie mogąc nic zrobić, by przerwać to błędne koło. Dopijałem kolejną szklaneczkę whisky i zastanawiałem się, co mi przyniesie kolejna noc, gdy znowu pomyślałem o błędnym kole. Po kiego diabła rysowałem koło na grubej tekturze? Ręka mi zadrżała, wyszedł półokrąg albo inna elipsa, a podrzeć się tego teraz nie da. Postanowiłem coś dorysować do tego jaja, ale moja psina zaczęła strasznie skomleć, a tu kolejny wieczór ulewa... psia mać. Muszę chyba jednak wyjść, ale to dobrze, będę miał okazję dokupić kolejną flaszeczkę. Już miałem wychodzić, gdy mój wzrok padł na nożyczki. Pomyślałem, że w zasadzie mogą się przydać, schowałem je do kieszeni marynarki, ubrałem psinie smycz i wyszedłem. Brrr..., ale leje, co to za pogoda, aż się nożyczki w kieszeni otwierają. Mógłbym ich użyć do przecięcia błędnego koła, jeśli nie mogę go przerwać- to jest myśl, eureka! Patrząc w pełne wyrzutu psie oczy, prawie biegnąc wróciłem do mieszkania. Wyjąłem nożyczki z kieszeni i zacząłem ciąć błędne koło. Niestety tektura była zbyt gruba. Na dodatek pies nie wytrzymał i teraz 'na głowie' miałem jeszcze...mokry dywan. Nie mogło być gorzej. Nożyczki złamane, mokry dywan na mojej głowie ciąży mi bardzo, a błędne koło jak było, tak jest nadal. Na domiar złego pies zaczął chodzić w kółko za swoim ogonem, jak w transie.
Usiadłem sfrustrowany na krześle i złapałem się rękami za głowę, lecz wtedy zadzwonił telefon. Nie w głowie mi była rozmowa z kimkolwiek, tyle że ten ktoś nie dawał za wygraną. Próbowałem zignorować go, na próżno, ta 'mała rzecz' przyciągała mój wzrok jak magnes. Dobrze, wygrałeś, rzuciłem się w stronę telefonu i odebrałem. Halo! Z drugiej strony usłyszałem znajomy głos:
- Tu Michał. Słyszałem, że masz jedno błędne koło na zbyciu.
Nie odpowiedziałem nic, bo mnie zatkało. A on dalej nadawał:
- Dobrze ci za nie zapłacę, najlepiej jak byś jeszcze dorzucił nożyczki...
Nie no, teraz to już w ogóle nie wiedziałem, co powiedzieć. Skąd wiedział? Przecież nikomu nie mówiłem, ani o moim życiowym błędnym kole, ani o jaju na tekturze. Chwila moment... a może ja dzisiaj za dużo wypiłem, nie no przecież ja nie mam sklerozy, pamiętałbym!
Pies nagle wstał z zajmowanego uprzednio miejsca, podszedł do mnie i spojrzał na mnie maślanymi oczami, dodatkowo merdając zamaszyście ogonem. Wyglądało na to, że czegoś chce i właśnie próbuje to zdobyć. Z jego pyska wydobył się ludzki głos:
- Błędne koło nie istnieje i jest to tylko wytwór twojej wyobraźni - i, jakby nic się stało, podszedł do miski z wodą i zaczął z niej chłeptać.
Spojrzałem z przerażeniem na swojego pupila. Co, do diabła, było w tej misce? Myśli kłębiły się w mojej skołatanej głowie. Czyżby...
- ...hej, Marcin, jesteś tam? Żyjesz? - Kto to dobijał się uparcie do mojej głowy? No tak, przecież to Michał.
- Eee... tak, jestem, tylko coś dziwnego się zdarzyło... Nie wiem, skąd wiedziałeś o tym kole! - krzyczałem do słuchawki. Telefon jednak milczał. Połączenie nagle zostało brutalnie przerwane.
Poczułem się, jakbym miał jakieś halucynacje. Co ja brałem? Może coś jednak brałem - nie pamiętam i tak naprawdę nic się nie wydarzyło? Nie było psa gadającego ludzkim głosem, ani Michała - jasnowidza. Może nawet błędne koło nie istnieje?
Spojrzałem na stół. Koło było widoczne nawet z tej odległości i złamane nożyczki, leżące obok! Zaczęła mi się zacierać granica miedzy fikcją a rzeczywistością. Jeszcze krok, a popadnę w totalny obłęd.
Nie, nie mogę do tego dopuścić! Muszę uporać się z tym piekielnym błędnym kołem. Właśnie... piekielnym... W tej sekundzie wzrok mój padł na starą drewnianą szkatułkę. Dostałem ją od dziadka, ale jak ją się otwierało?
Na wieczku była płaskorzeźba, Belzebub, ani chybi, dalej dwie dziewice i jeszcze jakby... kozy, czy inna rogacizna, no i... pentagram. Robiło się, powiedzmy... dziwnie, choć z drugiej strony ciekawie. Przypomniał mi się Michał. On kocha takie łamigłówki! A może w środku odnajdę moje życiowe błędne koło? Muszę otworzyć tę szkatułkę za wszelką cenę. Wziąłem telefon do ręki i wykręciłem numer Michała.
- Michał?
Usłyszałem przecedzone przez zęby i leniwie rzucone:
- No co?
- Słuchaj, stary, mam dla ciebie zadanie, tylko najpierw chciałem zapytać... eee... czy ty do mnie już dzisiaj nie dzwoniłeś?
- Nie, skąd taki pomysł?
Pomyślałem, że to dziwne, ale co tam...
- Mam układankę do zrobienia. Bardzo mi na tym zależy. Czy mógłbyś do mnie przyjechać?
- Nie ma problemu, mogę być za kwadrans, ale sam mi zawsze powtarzałeś, że nie ma to jak samemu rozwiązać zagadkę.
- Hmm, masz rację, ale możemy to zrobić razem. Zdecydowanie lepiej, gdy jest ktoś obok, jeśli się czegoś nie wie.
- No dobra, niech ci będzie, ty mi też ostatnio pomogłeś. Jestem zaraz u ciebie, stary.
Odliczałem minuty wpatrzony w tykający zegar, odetchnąłem z ulgą, gdy usłyszałem odgłos wyłączanego silnika motoru Michała. Podbiegłem do okna, lekko zataczając się pod wpływem działającego we mnie alkoholu, i wyjrzałem przez nie. Michał nie był sam, poza tym trzymał w ręku ogromną walizkę. Co to miałoby znaczyć?
Kiedy zbliżał się do drzwi wejściowych, cały czas go obserwowałem. Okazało się, że towarzyszyła mu seksowna brunetka z dużym biustem. Wypisz, wymaluj, to była Lara Croft.
Wpatrywałem się w dziewczynę jak sroka w gnat, aż do momentu, gdy zniknęła mi z oczu. Nie, nie mogłem się mylić, to była Angelina Jolie... z krwi i kości. Ach... poczułem, że nagle pokój zawirował, najpierw powoli, a potem coraz szybciej i w moim umyśle wpadłem w błędne koło, a może naprawdę? Klepnąłem się w obydwa policzki. Odbija mi. Znowu? Sięgnąłem po notes i znalazłem numer mojego psychoterapeuty. W międzyczasie usłyszałem stukanie do drzwi. Pobiegłem otworzyć. Za chwilę zmierzę się... z prawdą. Otworzyłem raptownie drzwi, będąc w takim stanie psychicznym, że nie byłem pewien, co dokładnie zrobiłem. Widok był oszałamiający. Dziewczyna spojrzała na mnie z ukosa, uśmiechnęła się i powiedziała:
- Witaj, przystojniaku, ponoć masz jakieś fajne zabawki dla mnie. Michał mi dużo o tobie opowiadał, a teraz jeszcze ta łamigłówka.
Kto by pomyślał, że taka laska przychodzi prosto do moich drzwi, by pomóc mi w rozwiązaniu problemu? Czyż na pierwszy rzut oka nie wydaje się, że ona nie może być inteligentna? Dziewczyna tajemniczo się do mnie uśmiechnęła. Teraz podobała mi się jeszcze bardziej. Podeszliśmy w trójkę do szkatułki. Zapaliłem lampkę i wtedy na wierzchu szkatułki zapłonęły ogniste symbole. Spojrzeliśmy po sobie, potem na zagadkowe pudełko, znów po sobie i znów na pudełko - i przez chwilę trwaliśmy tak w milczeniu, jakby w mechanicznym letargu. Dziewczyna westchnęła i dotknęła dłonią płytek na szkatułce, po czym zaczęła je przesuwać z niewyobrażalną prędkością. Po chwili było już po wszystkim, głośno się zaśmiała i podniosła wieczko szkatułki. Ujrzeliśmy metalowy, ładnie zespawany sześcian, który - przysięgam - błyszczał w świetle lampy wręcz drwiąco. Jakby chciał powiedzieć "a kuku!". Ten sześcian krył w sobie jakąś tajemnicę. Dziewczyna wzięła do ręki świecącą kostkę i zaczęła nią obracać. W zależności od ustawienia kostka mieniła się różnymi kolorami.
- Przecież to kolejna układanka! - krzyknęła. - Jeden raz w prawo, dwa razy w lewo... Nie, nie tak - Podrapała się po malutkiej, słodkiej bródce, a ja z trudem powstrzymywałem odruch mózgu, który kierował oczy na jej piersi. - To może tak... Rozejrzę się po pokoju, może gdzieś odnajdę podpowiedź. Mój wzrok przykuło zdjęcie tęczy z abstrakcyjnymi kolorami - Tak, to jest to !!! - wykrzyknąłem z dumą - różowy, fioletowy, turkusowy i żółty...zielony, fioletowy i ...znowu ten dekolt, do jasnej...Zamknąłem oczy i zacząłem intensywnie myśleć. Czułem, że jestem blisko. Zacisnąłem powieki, zacisnąłem pięści i skupiłem się tak mocno jak nigdy dotąd w całym moim życiu. I stało się. Chyba za mocno się skupiłem bo zmieniłem swój stan na lotny. Czyżbym uległ sublimacji? Spojrzałem z nadzieją w dół, szukając swych stóp. Tak, są na swoim miejscu. Na szczęście to tylko halucynacje. Zamrugałem kilka razy, raz lewym okiem, raz prawym okiem, co nie uszło uwadze Lary Croft. Z lekkim zażenowaniem powróciłem do skupiania się. W moim umyśle pojawiło się nagle bardzo wyraźne wspomnienie: ojciec dający mi mały obrazek. To nie to. Mój mózg szalał, poszukując tej najważniejszej informacji. O, chyba coś widzę! Mgliste wspomnienie... Zacisnąłem jeszcze mocniej powieki i wtedy... tak, to jest to!
- MAM! - wrzasnąłem na cały głos.
Wyrwałem Larze sześcian i zacząłem rozpracowywać zagadkę. Skończyłem! Nagle sześcian zaczął świecić... A po chwili otwarł się z lekkim brzękiem. W środku była notatka. Zamarłem, przeczytawszy jej treść!
Один человек сказал, всем нам улыбается смерть, мы лишь можем улыбнутся ей в ответ:-)

Awatar użytkownika
Gocciana
Publicysta
Posty: 2562
Rejestracja: 03 stycznia 2012, 19:52
Lokalizacja: Małopolskie
Podziękował(a): 11 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 10 razy
Płeć: Kobieta

Re: Historia forumowa

Postautor: Gocciana » 17 lutego 2014, 14:34

Był późny wieczór. Czy mi się to śniło, czy nie, kolejny dzień mijał bezpowrotnie, a ja wciąż tu siedziałem, nie mogąc nic zrobić, by przerwać to błędne koło. Dopijałem kolejną szklaneczkę whisky i zastanawiałem się, co mi przyniesie kolejna noc, gdy znowu pomyślałem o błędnym kole. Po kiego diabła rysowałem koło na grubej tekturze? Ręka mi zadrżała, wyszedł półokrąg albo inna elipsa, a podrzeć się tego teraz nie da. Postanowiłem coś dorysować do tego jaja, ale moja psina zaczęła strasznie skomleć, a tu kolejny wieczór ulewa... psia mać. Muszę chyba jednak wyjść, ale to dobrze, będę miał okazję dokupić kolejną flaszeczkę. Już miałem wychodzić, gdy mój wzrok padł na nożyczki. Pomyślałem, że w zasadzie mogą się przydać, schowałem je do kieszeni marynarki, ubrałem psinie smycz i wyszedłem. Brrr..., ale leje, co to za pogoda, aż się nożyczki w kieszeni otwierają. Mógłbym ich użyć do przecięcia błędnego koła, jeśli nie mogę go przerwać- to jest myśl, eureka! Patrząc w pełne wyrzutu psie oczy, prawie biegnąc wróciłem do mieszkania. Wyjąłem nożyczki z kieszeni i zacząłem ciąć błędne koło. Niestety tektura była zbyt gruba. Na dodatek pies nie wytrzymał i teraz 'na głowie' miałem jeszcze...mokry dywan. Nie mogło być gorzej. Nożyczki złamane, mokry dywan na mojej głowie ciąży mi bardzo, a błędne koło jak było, tak jest nadal. Na domiar złego pies zaczął chodzić w kółko za swoim ogonem, jak w transie.
Usiadłem sfrustrowany na krześle i złapałem się rękami za głowę, lecz wtedy zadzwonił telefon. Nie w głowie mi była rozmowa z kimkolwiek, tyle że ten ktoś nie dawał za wygraną. Próbowałem zignorować go, na próżno, ta 'mała rzecz' przyciągała mój wzrok jak magnes. Dobrze, wygrałeś, rzuciłem się w stronę telefonu i odebrałem. Halo! Z drugiej strony usłyszałem znajomy głos:
- Tu Michał. Słyszałem, że masz jedno błędne koło na zbyciu.
Nie odpowiedziałem nic, bo mnie zatkało. A on dalej nadawał:
- Dobrze ci za nie zapłacę, najlepiej jak byś jeszcze dorzucił nożyczki...
Nie no, teraz to już w ogóle nie wiedziałem, co powiedzieć. Skąd wiedział? Przecież nikomu nie mówiłem, ani o moim życiowym błędnym kole, ani o jaju na tekturze. Chwila moment... a może ja dzisiaj za dużo wypiłem, nie no przecież ja nie mam sklerozy, pamiętałbym!
Pies nagle wstał z zajmowanego uprzednio miejsca, podszedł do mnie i spojrzał na mnie maślanymi oczami, dodatkowo merdając zamaszyście ogonem. Wyglądało na to, że czegoś chce i właśnie próbuje to zdobyć. Z jego pyska wydobył się ludzki głos:
- Błędne koło nie istnieje i jest to tylko wytwór twojej wyobraźni - i, jakby nic się stało, podszedł do miski z wodą i zaczął z niej chłeptać.
Spojrzałem z przerażeniem na swojego pupila. Co, do diabła, było w tej misce? Myśli kłębiły się w mojej skołatanej głowie. Czyżby...
- ...hej, Marcin, jesteś tam? Żyjesz? - Kto to dobijał się uparcie do mojej głowy? No tak, przecież to Michał.
- Eee... tak, jestem, tylko coś dziwnego się zdarzyło... Nie wiem, skąd wiedziałeś o tym kole! - krzyczałem do słuchawki. Telefon jednak milczał. Połączenie nagle zostało brutalnie przerwane.
Poczułem się, jakbym miał jakieś halucynacje. Co ja brałem? Może coś jednak brałem - nie pamiętam i tak naprawdę nic się nie wydarzyło? Nie było psa gadającego ludzkim głosem, ani Michała - jasnowidza. Może nawet błędne koło nie istnieje?
Spojrzałem na stół. Koło było widoczne nawet z tej odległości i złamane nożyczki, leżące obok! Zaczęła mi się zacierać granica miedzy fikcją a rzeczywistością. Jeszcze krok, a popadnę w totalny obłęd.
Nie, nie mogę do tego dopuścić! Muszę uporać się z tym piekielnym błędnym kołem. Właśnie... piekielnym... W tej sekundzie wzrok mój padł na starą drewnianą szkatułkę. Dostałem ją od dziadka, ale jak ją się otwierało?
Na wieczku była płaskorzeźba, Belzebub, ani chybi, dalej dwie dziewice i jeszcze jakby... kozy, czy inna rogacizna, no i... pentagram. Robiło się, powiedzmy... dziwnie, choć z drugiej strony ciekawie. Przypomniał mi się Michał. On kocha takie łamigłówki! A może w środku odnajdę moje życiowe błędne koło? Muszę otworzyć tę szkatułkę za wszelką cenę. Wziąłem telefon do ręki i wykręciłem numer Michała.
- Michał?
Usłyszałem przecedzone przez zęby i leniwie rzucone:
- No co?
- Słuchaj, stary, mam dla ciebie zadanie, tylko najpierw chciałem zapytać... eee... czy ty do mnie już dzisiaj nie dzwoniłeś?
- Nie, skąd taki pomysł?
Pomyślałem, że to dziwne, ale co tam...
- Mam układankę do zrobienia. Bardzo mi na tym zależy. Czy mógłbyś do mnie przyjechać?
- Nie ma problemu, mogę być za kwadrans, ale sam mi zawsze powtarzałeś, że nie ma to jak samemu rozwiązać zagadkę.
- Hmm, masz rację, ale możemy to zrobić razem. Zdecydowanie lepiej, gdy jest ktoś obok, jeśli się czegoś nie wie.
- No dobra, niech ci będzie, ty mi też ostatnio pomogłeś. Jestem zaraz u ciebie, stary.
Odliczałem minuty wpatrzony w tykający zegar, odetchnąłem z ulgą, gdy usłyszałem odgłos wyłączanego silnika motoru Michała. Podbiegłem do okna, lekko zataczając się pod wpływem działającego we mnie alkoholu, i wyjrzałem przez nie. Michał nie był sam, poza tym trzymał w ręku ogromną walizkę. Co to miałoby znaczyć?
Kiedy zbliżał się do drzwi wejściowych, cały czas go obserwowałem. Okazało się, że towarzyszyła mu seksowna brunetka z dużym biustem. Wypisz, wymaluj, to była Lara Croft.
Wpatrywałem się w dziewczynę jak sroka w gnat, aż do momentu, gdy zniknęła mi z oczu. Nie, nie mogłem się mylić, to była Angelina Jolie... z krwi i kości. Ach... poczułem, że nagle pokój zawirował, najpierw powoli, a potem coraz szybciej i w moim umyśle wpadłem w błędne koło, a może naprawdę? Klepnąłem się w obydwa policzki. Odbija mi. Znowu? Sięgnąłem po notes i znalazłem numer mojego psychoterapeuty. W międzyczasie usłyszałem stukanie do drzwi. Pobiegłem otworzyć. Za chwilę zmierzę się... z prawdą. Otworzyłem raptownie drzwi, będąc w takim stanie psychicznym, że nie byłem pewien, co dokładnie zrobiłem. Widok był oszałamiający. Dziewczyna spojrzała na mnie z ukosa, uśmiechnęła się i powiedziała:
- Witaj, przystojniaku, ponoć masz jakieś fajne zabawki dla mnie. Michał mi dużo o tobie opowiadał, a teraz jeszcze ta łamigłówka.
Kto by pomyślał, że taka laska przychodzi prosto do moich drzwi, by pomóc mi w rozwiązaniu problemu? Czyż na pierwszy rzut oka nie wydaje się, że ona nie może być inteligentna? Dziewczyna tajemniczo się do mnie uśmiechnęła. Teraz podobała mi się jeszcze bardziej. Podeszliśmy w trójkę do szkatułki. Zapaliłem lampkę i wtedy na wierzchu szkatułki zapłonęły ogniste symbole. Spojrzeliśmy po sobie, potem na zagadkowe pudełko, znów po sobie i znów na pudełko - i przez chwilę trwaliśmy tak w milczeniu, jakby w mechanicznym letargu. Dziewczyna westchnęła i dotknęła dłonią płytek na szkatułce, po czym zaczęła je przesuwać z niewyobrażalną prędkością. Po chwili było już po wszystkim, głośno się zaśmiała i podniosła wieczko szkatułki. Ujrzeliśmy metalowy, ładnie zespawany sześcian, który - przysięgam - błyszczał w świetle lampy wręcz drwiąco. Jakby chciał powiedzieć "a kuku!". Ten sześcian krył w sobie jakąś tajemnicę. Dziewczyna wzięła do ręki świecącą kostkę i zaczęła nią obracać. W zależności od ustawienia kostka mieniła się różnymi kolorami.
- Przecież to kolejna układanka! - krzyknęła. - Jeden raz w prawo, dwa razy w lewo... Nie, nie tak - Podrapała się po malutkiej, słodkiej bródce, a ja z trudem powstrzymywałem odruch mózgu, który kierował oczy na jej piersi. - To może tak... Rozejrzę się po pokoju, może gdzieś odnajdę podpowiedź. Mój wzrok przykuło zdjęcie tęczy z abstrakcyjnymi kolorami - Tak, to jest to !!! - wykrzyknąłem z dumą - różowy, fioletowy, turkusowy i żółty...zielony, fioletowy i ...znowu ten dekolt, do jasnej...Zamknąłem oczy i zacząłem intensywnie myśleć. Czułem, że jestem blisko. Zacisnąłem powieki, zacisnąłem pięści i skupiłem się tak mocno jak nigdy dotąd w całym moim życiu. I stało się. Chyba za mocno się skupiłem bo zmieniłem swój stan na lotny. Czyżbym uległ sublimacji? Spojrzałem z nadzieją w dół, szukając swych stóp. Tak, są na swoim miejscu. Na szczęście to tylko halucynacje. Zamrugałem kilka razy, raz lewym okiem, raz prawym okiem, co nie uszło uwadze Lary Croft. Z lekkim zażenowaniem powróciłem do skupiania się. W moim umyśle pojawiło się nagle bardzo wyraźne wspomnienie: ojciec dający mi mały obrazek. To nie to. Mój mózg szalał, poszukując tej najważniejszej informacji. O, chyba coś widzę! Mgliste wspomnienie... Zacisnąłem jeszcze mocniej powieki i wtedy... tak, to jest to!
- MAM! - wrzasnąłem na cały głos.
Wyrwałem Larze sześcian i zacząłem rozpracowywać zagadkę. Skończyłem! Nagle sześcian zaczął świecić... A po chwili otwarł się z lekkim brzękiem. W środku była notatka - napisana odręcznym pismem, na zwykłej 'kratkowanej' kartce. Zamarłem, przeczytawszy jej treść!
Один человек сказал, всем нам улыбается смерть, мы лишь можем улыбнутся ей в ответ:-)

Awatar użytkownika
The Julie
Posty: 16
Rejestracja: 16 lutego 2014, 19:39
Ukończone gry przygodowe - link do tematu: Jest ich zbyt wiele, żeby się tu rozpisywać ;)
Płeć: Nieokreślona

Re: Historia forumowa

Postautor: The Julie » 17 lutego 2014, 18:57

Był późny wieczór. Czy mi się to śniło, czy nie, kolejny dzień mijał bezpowrotnie, a ja wciąż tu siedziałem, nie mogąc nic zrobić, by przerwać to błędne koło. Dopijałem kolejną szklaneczkę whisky i zastanawiałem się, co mi przyniesie kolejna noc, gdy znowu pomyślałem o błędnym kole. Po kiego diabła rysowałem koło na grubej tekturze? Ręka mi zadrżała, wyszedł półokrąg albo inna elipsa, a podrzeć się tego teraz nie da. Postanowiłem coś dorysować do tego jaja, ale moja psina zaczęła strasznie skomleć, a tu kolejny wieczór ulewa... psia mać. Muszę chyba jednak wyjść, ale to dobrze, będę miał okazję dokupić kolejną flaszeczkę. Już miałem wychodzić, gdy mój wzrok padł na nożyczki. Pomyślałem, że w zasadzie mogą się przydać, schowałem je do kieszeni marynarki, ubrałem psinie smycz i wyszedłem. Brrr..., ale leje, co to za pogoda, aż się nożyczki w kieszeni otwierają. Mógłbym ich użyć do przecięcia błędnego koła, jeśli nie mogę go przerwać- to jest myśl, eureka! Patrząc w pełne wyrzutu psie oczy, prawie biegnąc wróciłem do mieszkania. Wyjąłem nożyczki z kieszeni i zacząłem ciąć błędne koło. Niestety tektura była zbyt gruba. Na dodatek pies nie wytrzymał i teraz 'na głowie' miałem jeszcze...mokry dywan. Nie mogło być gorzej. Nożyczki złamane, mokry dywan na mojej głowie ciąży mi bardzo, a błędne koło jak było, tak jest nadal. Na domiar złego pies zaczął chodzić w kółko za swoim ogonem, jak w transie.
Usiadłem sfrustrowany na krześle i złapałem się rękami za głowę, lecz wtedy zadzwonił telefon. Nie w głowie mi była rozmowa z kimkolwiek, tyle że ten ktoś nie dawał za wygraną. Próbowałem zignorować go, na próżno, ta 'mała rzecz' przyciągała mój wzrok jak magnes. Dobrze, wygrałeś, rzuciłem się w stronę telefonu i odebrałem. Halo! Z drugiej strony usłyszałem znajomy głos:
- Tu Michał. Słyszałem, że masz jedno błędne koło na zbyciu.
Nie odpowiedziałem nic, bo mnie zatkało. A on dalej nadawał:
- Dobrze ci za nie zapłacę, najlepiej jak byś jeszcze dorzucił nożyczki...
Nie no, teraz to już w ogóle nie wiedziałem, co powiedzieć. Skąd wiedział? Przecież nikomu nie mówiłem, ani o moim życiowym błędnym kole, ani o jaju na tekturze. Chwila moment... a może ja dzisiaj za dużo wypiłem, nie no przecież ja nie mam sklerozy, pamiętałbym!
Pies nagle wstał z zajmowanego uprzednio miejsca, podszedł do mnie i spojrzał na mnie maślanymi oczami, dodatkowo merdając zamaszyście ogonem. Wyglądało na to, że czegoś chce i właśnie próbuje to zdobyć. Z jego pyska wydobył się ludzki głos:
- Błędne koło nie istnieje i jest to tylko wytwór twojej wyobraźni - i, jakby nic się stało, podszedł do miski z wodą i zaczął z niej chłeptać.
Spojrzałem z przerażeniem na swojego pupila. Co, do diabła, było w tej misce? Myśli kłębiły się w mojej skołatanej głowie. Czyżby...
- ...hej, Marcin, jesteś tam? Żyjesz? - Kto to dobijał się uparcie do mojej głowy? No tak, przecież to Michał.
- Eee... tak, jestem, tylko coś dziwnego się zdarzyło... Nie wiem, skąd wiedziałeś o tym kole! - krzyczałem do słuchawki. Telefon jednak milczał. Połączenie nagle zostało brutalnie przerwane.
Poczułem się, jakbym miał jakieś halucynacje. Co ja brałem? Może coś jednak brałem - nie pamiętam i tak naprawdę nic się nie wydarzyło? Nie było psa gadającego ludzkim głosem, ani Michała - jasnowidza. Może nawet błędne koło nie istnieje?
Spojrzałem na stół. Koło było widoczne nawet z tej odległości i złamane nożyczki, leżące obok! Zaczęła mi się zacierać granica miedzy fikcją a rzeczywistością. Jeszcze krok, a popadnę w totalny obłęd.
Nie, nie mogę do tego dopuścić! Muszę uporać się z tym piekielnym błędnym kołem. Właśnie... piekielnym... W tej sekundzie wzrok mój padł na starą drewnianą szkatułkę. Dostałem ją od dziadka, ale jak ją się otwierało?
Na wieczku była płaskorzeźba, Belzebub, ani chybi, dalej dwie dziewice i jeszcze jakby... kozy, czy inna rogacizna, no i... pentagram. Robiło się, powiedzmy... dziwnie, choć z drugiej strony ciekawie. Przypomniał mi się Michał. On kocha takie łamigłówki! A może w środku odnajdę moje życiowe błędne koło? Muszę otworzyć tę szkatułkę za wszelką cenę. Wziąłem telefon do ręki i wykręciłem numer Michała.
- Michał?
Usłyszałem przecedzone przez zęby i leniwie rzucone:
- No co?
- Słuchaj, stary, mam dla ciebie zadanie, tylko najpierw chciałem zapytać... eee... czy ty do mnie już dzisiaj nie dzwoniłeś?
- Nie, skąd taki pomysł?
Pomyślałem, że to dziwne, ale co tam...
- Mam układankę do zrobienia. Bardzo mi na tym zależy. Czy mógłbyś do mnie przyjechać?
- Nie ma problemu, mogę być za kwadrans, ale sam mi zawsze powtarzałeś, że nie ma to jak samemu rozwiązać zagadkę.
- Hmm, masz rację, ale możemy to zrobić razem. Zdecydowanie lepiej, gdy jest ktoś obok, jeśli się czegoś nie wie.
- No dobra, niech ci będzie, ty mi też ostatnio pomogłeś. Jestem zaraz u ciebie, stary.
Odliczałem minuty wpatrzony w tykający zegar, odetchnąłem z ulgą, gdy usłyszałem odgłos wyłączanego silnika motoru Michała. Podbiegłem do okna, lekko zataczając się pod wpływem działającego we mnie alkoholu, i wyjrzałem przez nie. Michał nie był sam, poza tym trzymał w ręku ogromną walizkę. Co to miałoby znaczyć?
Kiedy zbliżał się do drzwi wejściowych, cały czas go obserwowałem. Okazało się, że towarzyszyła mu seksowna brunetka z dużym biustem. Wypisz, wymaluj, to była Lara Croft.
Wpatrywałem się w dziewczynę jak sroka w gnat, aż do momentu, gdy zniknęła mi z oczu. Nie, nie mogłem się mylić, to była Angelina Jolie... z krwi i kości. Ach... poczułem, że nagle pokój zawirował, najpierw powoli, a potem coraz szybciej i w moim umyśle wpadłem w błędne koło, a może naprawdę? Klepnąłem się w obydwa policzki. Odbija mi. Znowu? Sięgnąłem po notes i znalazłem numer mojego psychoterapeuty. W międzyczasie usłyszałem stukanie do drzwi. Pobiegłem otworzyć. Za chwilę zmierzę się... z prawdą. Otworzyłem raptownie drzwi, będąc w takim stanie psychicznym, że nie byłem pewien, co dokładnie zrobiłem. Widok był oszałamiający. Dziewczyna spojrzała na mnie z ukosa, uśmiechnęła się i powiedziała:
- Witaj, przystojniaku, ponoć masz jakieś fajne zabawki dla mnie. Michał mi dużo o tobie opowiadał, a teraz jeszcze ta łamigłówka.
Kto by pomyślał, że taka laska przychodzi prosto do moich drzwi, by pomóc mi w rozwiązaniu problemu? Czyż na pierwszy rzut oka nie wydaje się, że ona nie może być inteligentna? Dziewczyna tajemniczo się do mnie uśmiechnęła. Teraz podobała mi się jeszcze bardziej. Podeszliśmy w trójkę do szkatułki. Zapaliłem lampkę i wtedy na wierzchu szkatułki zapłonęły ogniste symbole. Spojrzeliśmy po sobie, potem na zagadkowe pudełko, znów po sobie i znów na pudełko - i przez chwilę trwaliśmy tak w milczeniu, jakby w mechanicznym letargu. Dziewczyna westchnęła i dotknęła dłonią płytek na szkatułce, po czym zaczęła je przesuwać z niewyobrażalną prędkością. Po chwili było już po wszystkim, głośno się zaśmiała i podniosła wieczko szkatułki. Ujrzeliśmy metalowy, ładnie zespawany sześcian, który - przysięgam - błyszczał w świetle lampy wręcz drwiąco. Jakby chciał powiedzieć "a kuku!". Ten sześcian krył w sobie jakąś tajemnicę. Dziewczyna wzięła do ręki świecącą kostkę i zaczęła nią obracać. W zależności od ustawienia kostka mieniła się różnymi kolorami.
- Przecież to kolejna układanka! - krzyknęła. - Jeden raz w prawo, dwa razy w lewo... Nie, nie tak - Podrapała się po malutkiej, słodkiej bródce, a ja z trudem powstrzymywałem odruch mózgu, który kierował oczy na jej piersi. - To może tak... Rozejrzę się po pokoju, może gdzieś odnajdę podpowiedź. Mój wzrok przykuło zdjęcie tęczy z abstrakcyjnymi kolorami - Tak, to jest to !!! - wykrzyknąłem z dumą - różowy, fioletowy, turkusowy i żółty...zielony, fioletowy i ...znowu ten dekolt, do jasnej...Zamknąłem oczy i zacząłem intensywnie myśleć. Czułem, że jestem blisko. Zacisnąłem powieki, zacisnąłem pięści i skupiłem się tak mocno jak nigdy dotąd w całym moim życiu. I stało się. Chyba za mocno się skupiłem bo zmieniłem swój stan na lotny. Czyżbym uległ sublimacji? Spojrzałem z nadzieją w dół, szukając swych stóp. Tak, są na swoim miejscu. Na szczęście to tylko halucynacje. Zamrugałem kilka razy, raz lewym okiem, raz prawym okiem, co nie uszło uwadze Lary Croft. Z lekkim zażenowaniem powróciłem do skupiania się. W moim umyśle pojawiło się nagle bardzo wyraźne wspomnienie: ojciec dający mi mały obrazek. To nie to. Mój mózg szalał, poszukując tej najważniejszej informacji. O, chyba coś widzę! Mgliste wspomnienie... Zacisnąłem jeszcze mocniej powieki i wtedy... tak, to jest to!
- MAM! - wrzasnąłem na cały głos.
Wyrwałem Larze sześcian i zacząłem rozpracowywać zagadkę. Skończyłem! Nagle sześcian zaczął świecić... A po chwili otwarł się z lekkim brzękiem. W środku była notatka - napisana odręcznym pismem, na zwykłej 'kratkowanej' kartce. Zamarłem, przeczytawszy jej treść! Otworzyłem szeroko buzię, a Lara spojrzała na mnie zirytowana.
- Daj mi to! - warknęła, podchodząc bliżej.
W normalnej sytuacji bardzo bym się ucieszył z jej bliskości, ale teraz nie mogłem pokazać jej notatki! Jeśli dowie się, że...
Duch przygody nie straszy, a dodaje odwagi

Awatar użytkownika
michal0308
Publicysta
Posty: 658
Rejestracja: 28 lutego 2012, 14:50
Ukończone gry przygodowe - link do tematu: http://przygodomania.pl/forum/viewtopic ... 1869#p1869
Lokalizacja: Rzeszów ;)
Podziękował(a): 13 razy
Płeć: Mężczyzna

Re: Historia forumowa

Postautor: michal0308 » 15 grudnia 2015, 19:29

Był późny wieczór. Czy mi się to śniło, czy nie, kolejny dzień mijał bezpowrotnie, a ja wciąż tu siedziałem, nie mogąc nic zrobić, by przerwać to błędne koło. Dopijałem kolejną szklaneczkę whisky i zastanawiałem się, co mi przyniesie kolejna noc, gdy znowu pomyślałem o błędnym kole. Po kiego diabła rysowałem koło na grubej tekturze? Ręka mi zadrżała, wyszedł półokrąg albo inna elipsa, a podrzeć się tego teraz nie da. Postanowiłem coś dorysować do tego jaja, ale moja psina zaczęła strasznie skomleć, a tu kolejny wieczór ulewa... psia mać. Muszę chyba jednak wyjść, ale to dobrze, będę miał okazję dokupić kolejną flaszeczkę. Już miałem wychodzić, gdy mój wzrok padł na nożyczki. Pomyślałem, że w zasadzie mogą się przydać, schowałem je do kieszeni marynarki, ubrałem psinie smycz i wyszedłem. Brrr..., ale leje, co to za pogoda, aż się nożyczki w kieszeni otwierają. Mógłbym ich użyć do przecięcia błędnego koła, jeśli nie mogę go przerwać- to jest myśl, eureka! Patrząc w pełne wyrzutu psie oczy, prawie biegnąc wróciłem do mieszkania. Wyjąłem nożyczki z kieszeni i zacząłem ciąć błędne koło. Niestety tektura była zbyt gruba. Na dodatek pies nie wytrzymał i teraz 'na głowie' miałem jeszcze...mokry dywan. Nie mogło być gorzej. Nożyczki złamane, mokry dywan na mojej głowie ciąży mi bardzo, a błędne koło jak było, tak jest nadal. Na domiar złego pies zaczął chodzić w kółko za swoim ogonem, jak w transie.
Usiadłem sfrustrowany na krześle i złapałem się rękami za głowę, lecz wtedy zadzwonił telefon. Nie w głowie mi była rozmowa z kimkolwiek, tyle że ten ktoś nie dawał za wygraną. Próbowałem zignorować go, na próżno, ta 'mała rzecz' przyciągała mój wzrok jak magnes. Dobrze, wygrałeś, rzuciłem się w stronę telefonu i odebrałem. Halo! Z drugiej strony usłyszałem znajomy głos:
- Tu Michał. Słyszałem, że masz jedno błędne koło na zbyciu.
Nie odpowiedziałem nic, bo mnie zatkało. A on dalej nadawał:
- Dobrze ci za nie zapłacę, najlepiej jak byś jeszcze dorzucił nożyczki...
Nie no, teraz to już w ogóle nie wiedziałem, co powiedzieć. Skąd wiedział? Przecież nikomu nie mówiłem, ani o moim życiowym błędnym kole, ani o jaju na tekturze. Chwila moment... a może ja dzisiaj za dużo wypiłem, nie no przecież ja nie mam sklerozy, pamiętałbym!
Pies nagle wstał z zajmowanego uprzednio miejsca, podszedł do mnie i spojrzał na mnie maślanymi oczami, dodatkowo merdając zamaszyście ogonem. Wyglądało na to, że czegoś chce i właśnie próbuje to zdobyć. Z jego pyska wydobył się ludzki głos:
- Błędne koło nie istnieje i jest to tylko wytwór twojej wyobraźni - i, jakby nic się stało, podszedł do miski z wodą i zaczął z niej chłeptać.
Spojrzałem z przerażeniem na swojego pupila. Co, do diabła, było w tej misce? Myśli kłębiły się w mojej skołatanej głowie. Czyżby...
- ...hej, Marcin, jesteś tam? Żyjesz? - Kto to dobijał się uparcie do mojej głowy? No tak, przecież to Michał.
- Eee... tak, jestem, tylko coś dziwnego się zdarzyło... Nie wiem, skąd wiedziałeś o tym kole! - krzyczałem do słuchawki. Telefon jednak milczał. Połączenie nagle zostało brutalnie przerwane.
Poczułem się, jakbym miał jakieś halucynacje. Co ja brałem? Może coś jednak brałem - nie pamiętam i tak naprawdę nic się nie wydarzyło? Nie było psa gadającego ludzkim głosem, ani Michała - jasnowidza. Może nawet błędne koło nie istnieje?
Spojrzałem na stół. Koło było widoczne nawet z tej odległości i złamane nożyczki, leżące obok! Zaczęła mi się zacierać granica miedzy fikcją a rzeczywistością. Jeszcze krok, a popadnę w totalny obłęd.
Nie, nie mogę do tego dopuścić! Muszę uporać się z tym piekielnym błędnym kołem. Właśnie... piekielnym... W tej sekundzie wzrok mój padł na starą drewnianą szkatułkę. Dostałem ją od dziadka, ale jak ją się otwierało?
Na wieczku była płaskorzeźba, Belzebub, ani chybi, dalej dwie dziewice i jeszcze jakby... kozy, czy inna rogacizna, no i... pentagram. Robiło się, powiedzmy... dziwnie, choć z drugiej strony ciekawie. Przypomniał mi się Michał. On kocha takie łamigłówki! A może w środku odnajdę moje życiowe błędne koło? Muszę otworzyć tę szkatułkę za wszelką cenę. Wziąłem telefon do ręki i wykręciłem numer Michała.
- Michał?
Usłyszałem przecedzone przez zęby i leniwie rzucone:
- No co?
- Słuchaj, stary, mam dla ciebie zadanie, tylko najpierw chciałem zapytać... eee... czy ty do mnie już dzisiaj nie dzwoniłeś?
- Nie, skąd taki pomysł?
Pomyślałem, że to dziwne, ale co tam...
- Mam układankę do zrobienia. Bardzo mi na tym zależy. Czy mógłbyś do mnie przyjechać?
- Nie ma problemu, mogę być za kwadrans, ale sam mi zawsze powtarzałeś, że nie ma to jak samemu rozwiązać zagadkę.
- Hmm, masz rację, ale możemy to zrobić razem. Zdecydowanie lepiej, gdy jest ktoś obok, jeśli się czegoś nie wie.
- No dobra, niech ci będzie, ty mi też ostatnio pomogłeś. Jestem zaraz u ciebie, stary.
Odliczałem minuty wpatrzony w tykający zegar, odetchnąłem z ulgą, gdy usłyszałem odgłos wyłączanego silnika motoru Michała. Podbiegłem do okna, lekko zataczając się pod wpływem działającego we mnie alkoholu, i wyjrzałem przez nie. Michał nie był sam, poza tym trzymał w ręku ogromną walizkę. Co to miałoby znaczyć?
Kiedy zbliżał się do drzwi wejściowych, cały czas go obserwowałem. Okazało się, że towarzyszyła mu seksowna brunetka z dużym biustem. Wypisz, wymaluj, to była Lara Croft.
Wpatrywałem się w dziewczynę jak sroka w gnat, aż do momentu, gdy zniknęła mi z oczu. Nie, nie mogłem się mylić, to była Angelina Jolie... z krwi i kości. Ach... poczułem, że nagle pokój zawirował, najpierw powoli, a potem coraz szybciej i w moim umyśle wpadłem w błędne koło, a może naprawdę? Klepnąłem się w obydwa policzki. Odbija mi. Znowu? Sięgnąłem po notes i znalazłem numer mojego psychoterapeuty. W międzyczasie usłyszałem stukanie do drzwi. Pobiegłem otworzyć. Za chwilę zmierzę się... z prawdą. Otworzyłem raptownie drzwi, będąc w takim stanie psychicznym, że nie byłem pewien, co dokładnie zrobiłem. Widok był oszałamiający. Dziewczyna spojrzała na mnie z ukosa, uśmiechnęła się i powiedziała:
- Witaj, przystojniaku, ponoć masz jakieś fajne zabawki dla mnie. Michał mi dużo o tobie opowiadał, a teraz jeszcze ta łamigłówka.
Kto by pomyślał, że taka laska przychodzi prosto do moich drzwi, by pomóc mi w rozwiązaniu problemu? Czyż na pierwszy rzut oka nie wydaje się, że ona nie może być inteligentna? Dziewczyna tajemniczo się do mnie uśmiechnęła. Teraz podobała mi się jeszcze bardziej. Podeszliśmy w trójkę do szkatułki. Zapaliłem lampkę i wtedy na wierzchu szkatułki zapłonęły ogniste symbole. Spojrzeliśmy po sobie, potem na zagadkowe pudełko, znów po sobie i znów na pudełko - i przez chwilę trwaliśmy tak w milczeniu, jakby w mechanicznym letargu. Dziewczyna westchnęła i dotknęła dłonią płytek na szkatułce, po czym zaczęła je przesuwać z niewyobrażalną prędkością. Po chwili było już po wszystkim, głośno się zaśmiała i podniosła wieczko szkatułki. Ujrzeliśmy metalowy, ładnie zespawany sześcian, który - przysięgam - błyszczał w świetle lampy wręcz drwiąco. Jakby chciał powiedzieć "a kuku!". Ten sześcian krył w sobie jakąś tajemnicę. Dziewczyna wzięła do ręki świecącą kostkę i zaczęła nią obracać. W zależności od ustawienia kostka mieniła się różnymi kolorami.
- Przecież to kolejna układanka! - krzyknęła. - Jeden raz w prawo, dwa razy w lewo... Nie, nie tak - Podrapała się po malutkiej, słodkiej bródce, a ja z trudem powstrzymywałem odruch mózgu, który kierował oczy na jej piersi. - To może tak... Rozejrzę się po pokoju, może gdzieś odnajdę podpowiedź. Mój wzrok przykuło zdjęcie tęczy z abstrakcyjnymi kolorami - Tak, to jest to !!! - wykrzyknąłem z dumą - różowy, fioletowy, turkusowy i żółty...zielony, fioletowy i ...znowu ten dekolt, do jasnej...Zamknąłem oczy i zacząłem intensywnie myśleć. Czułem, że jestem blisko. Zacisnąłem powieki, zacisnąłem pięści i skupiłem się tak mocno jak nigdy dotąd w całym moim życiu. I stało się. Chyba za mocno się skupiłem bo zmieniłem swój stan na lotny. Czyżbym uległ sublimacji? Spojrzałem z nadzieją w dół, szukając swych stóp. Tak, są na swoim miejscu. Na szczęście to tylko halucynacje. Zamrugałem kilka razy, raz lewym okiem, raz prawym okiem, co nie uszło uwadze Lary Croft. Z lekkim zażenowaniem powróciłem do skupiania się. W moim umyśle pojawiło się nagle bardzo wyraźne wspomnienie: ojciec dający mi mały obrazek. To nie to. Mój mózg szalał, poszukując tej najważniejszej informacji. O, chyba coś widzę! Mgliste wspomnienie... Zacisnąłem jeszcze mocniej powieki i wtedy... tak, to jest to!
- MAM! - wrzasnąłem na cały głos.
Wyrwałem Larze sześcian i zacząłem rozpracowywać zagadkę. Skończyłem! Nagle sześcian zaczął świecić... A po chwili otwarł się z lekkim brzękiem. W środku była notatka - napisana odręcznym pismem, na zwykłej 'kratkowanej' kartce. Zamarłem, przeczytawszy jej treść! Otworzyłem szeroko buzię, a Lara spojrzała na mnie zirytowana.
- Daj mi to! - warknęła, podchodząc bliżej.
W normalnej sytuacji bardzo bym się ucieszył z jej bliskości, ale teraz nie mogłem pokazać jej notatki! Jeśli dowie się, że mój dziadek wspomniał tam o prawdopodobnym morderstwie, może sprowadzić mi na głowę psy! Przecież jej nie znam. Z drugiej strony jest tam opisana kolejna łamigłówka, która...
Obecnie: Gram w: Trickshot, Disciples 2, różnie.
Niedawno: Ukończyłem: The Next BIG Thing.


Wróć do „Gry i Zabawy”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość