Face Noir - recenzja

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2424
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 31 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 31 razy
Płeć: Mężczyzna

Face Noir - recenzja

Postautor: Adam_OK » 13 lipca 2014, 20:34

Obrazek

Stany Zjednoczone Ameryki pierwszej połowy lat trzydziestych XX wieku kojarzyć się mogą z Wielkim Kryzysem, końcem prohibicji, gangsterami, mafią itp. Od pewnego czasu kojarzą mi się one również z pewną przygodówką, o której chciałem teraz nieco szerzej opowiedzieć.

Face Noir to dzieło stworzone przed Mad Orange, a jego głównym bohaterem jest niejaki Jack del Nero. Jest on byłym nowojorskim policjantem, aktualnie pracującym jako prywatny detektyw. Pewnego dnia dostaje kolejne, mało interesujące zlecenie – ma sfotografować pewną parę w niedwuznacznej sytuacji, dokumentując w ten sposób ich romans. Po wykonaniu tego zlecenia, w środku nocy, Jack odbiera telefon od Seana MacLeane’a. Sean był jego partnerem w policji i jego najlepszym przyjacielem, ale wystawił go, przez co naszego bohatera zwolniono z pracy i wsadzono na rok do więzienia. Doskonale o tym pamiętając, decyduje się spotkać ze swym byłym kumplem w porcie. W ten sposób Jack zostanie wplątany w niezłą aferę, gdyż po przybyciu na miejsce znajdzie zwłoki Seana. Nietrudno się domyślić, że w tym samym momencie na miejscu pojawią się przedstawiciele prawa. Jak myślicie, kto zostanie głównym podejrzanym o zabójstwo? Tak oto przedstawia się (w dużym skrócie) pierwsza godzina gry. Pozostały czas rozgrywki (a mi zajęła ona w sumie ponad 10 godzin) spędzimy, uczestnicząc w wydarzeniach mających miejsce przed tym, co można było zobaczyć w... intrze. Tak, to nie żart, gdyż w otwierającym grę filmiku widać, że Jack zostaje zastrzelony. Cofamy się więc o około dobę, by dowiedzieć się, co i jak sprawiło, że nasz bohater zginął. A żeby było jeszcze ciekawiej, to w tej jednej wielkiej retrospekcji, jaką jest cała rozgrywka, będzie też kilka mniejszych, w których dane nam jest kierować poczynaniami innego truposza – Seana. Te wątki wplątane są całkiem zgrabnie w fabułę, która jest, moim zdaniem, jednym z atutów gry. Wielowątkowa, ciekawa, intrygująca historia wielbiciela gorzały przykuła mnie do monitora. Siła jej oddziaływania wzrastała wieczorami, gdyż jej klimacik, budowany przez odpowiednią grafikę i muzykę (o których szerzej będzie nieco później), wręcz zachęcał, aby siadać do tej produkcji, gdy za oknem świecił księżyc i gwiazdy. Bardzo podobały mi się też postacie poboczne, gdyż praktycznie każda z nich jest w jakimś stopniu powiązana z głównym wątkiem. Tu właściwie nie ma bohaterów, z którymi raz czy dwa wymieniamy się jakimiś przedmiotami i o nich zapominamy. Praktycznie każdy skrywa jakiś mroczny sekret i prowadzi podwójne życie – policjant, barmanka, właściciel mieszkania, które Jack wynajmuje i inni – z czasem wszystko to wyjdzie na jaw. A jeśli mowa o czasie – to pod koniec zabawy jest pewien, trochę dziwny, motyw związany z cofaniem się w nim. Po mojemu nieco średnio pasuje on do reszty gry i można było tę kwestię rozwiązać nieco inaczej, niemniej nie zmienia to faktu, że fabuła jest bardzo dobra i ostrzy apetyt na kolejną odsłonę.

Obrazek

Jeśli mowa o apetycie – to Face Noir zaspokoiło mój na zagadki, szczególnie te nieprzedmiotowe. Było ich naprawdę dużo, choć trudno nazwać je oryginalnymi – otwieranie sejfu, łączenie w całość połamanego przedmiotu czy otwieranie skrytek pojawiało się w wielu innych przygodówkach. Mnie to nie przeszkadzało, tym bardziej, że było to wykonane dobrze, a łamigłówki były ciekawe i logiczne. Mimo tego, jest tu pewna nowość – otóż czasem trzeba pomyśleć np. o co spytać naszego rozmówcę. Wtedy pojawia się ekran z tematami różnych wątków związanych ze sprawą (nazwijmy to trybem rozmyślania). Trzeba wybrać dwa z nich powiązane ze sobą, a prawidłowe ich połączenie skutkuje pchnięciem akcji do przodu. Poza tym w opisywanej tu produkcji było sporo zadań inwentarzowych, choć (na szczęście) Jack nie targał kilkudziesięciu przedmiotów naraz, zwykle było ich maksymalnie kilka. Oprócz tego twórcy postanowili urozmaicić rozgrywkę sekwencjami skradankowymi i czasowymi. Trzeba jednak im dodać, ze zrobili to w sposób, który ortodoksyjnego przygodomaniaka nie doprowadzi do załamania nerwowego, i to z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze ich liczba jest wręcz symboliczna – skradanki są dwie, a czasówka tylko jedna. Po drugie są one na tyle proste, że nie powinny zająć one nikomu więcej niż kilka minut, gdyż np. prześlizgując się między osobami do nas wrogo nastawionymi, będziemy musieli ominąć maksymalnie... dwóch ludzi. Z kolei czasówka polega na tym, że nasz bohater po zablokowaniu kilku ciosów od osiłka będzie musiał zatamować krwotok z nosa, nim się wykrwawi. Na szczęście jest na to wystarczająco dużo czasu, aby rozejrzeć się po pomieszczeniu, znaleźć potrzebne przedmioty i ich użyć. A skoro mnie się to udało w pierwszej próbie, to nie wydaje mi się, aby ktokolwiek mógł mieć z tym fragmentem kłopot.

Problemu nie będzie również z oceną grafiki, gdyż jest ona całkiem udana. Co prawda opiera się ona na wysłużonym, darmowym silniku Wintermute, ale wyciśnięto z niego naprawdę wiele. Bardzo podobały mi się lokacje wykonane dosyć szczegółowo, z dużą liczbą aktywnych elementów. Jeśli chodzi o kolorystykę, to dominowały barwy „szaro-bure i ponure”, które (moim zdaniem) bardzo pasowały do tej gry. W końcu jest to opowieść i o mrocznych czasach Wielkiego Kryzysu, i o mrocznych interesach wielu powszechnie szanowanych osób, w dodatku tocząca się głównie w nocy. Co do postaci, to one też wyglądają co najmniej nieźle, może poza zbliżeniami, szczególnie Jacka z wielkim plastrem na twarzy. Nie zauważyłem też, by bohaterowie poruszali się w sposób nienaturalny, a filmiki ogląda się z przyjemnością.

Obrazek

Lata trzydzieste XX wieku to czas, gdy w USA muzycznie rządził jazz. Jako że akcja Face Noir toczy się właśnie w tym okresie, to nic dziwnego, że w słuchawkach lub z głośnika płyną utwory należące do tego gatunku. I przyznam, że są to bardzo dobre utwory, słucha się tego bardzo miło. Zresztą nie wyobrażam sobie, aby w tej grze była innego rodzaju muzyka, jazz pasuje tu idealnie.

Niestety, tego samego nie da się powiedzieć o sterowaniu. Żeby nie było niedomówień, to nie chodzi o to, że jest ono jakieś udziwnione, albo że trzeba mieć małpią zręczność, bo aby wykonać prostą czynność trzeba wcisnąć dziesięć klawiszy naraz. Nic z tych rzeczy, gdyż opisywana tu produkcja to typowy point and click i praktycznie wszystkie czynności wykonujemy przy użyciu myszy. Skąd więc to moje narzekanie? Wzięło się ono stąd, że czasem trzeba np. otworzyć jakiś zamek wytrychem. W teorii wygląda to tak – klikamy i przytrzymujemy LPM, a potem kręcimy w prawo, aż usłyszymy pewien dźwięk. Potem (cały czas trzymając) kręcimy w lewo, potem znów w prawo i tak po kilku razach zamek odpuszcza i wejście stoi otworem. W praktyce tak różowo nie jest, bo gdy pokręciłem trochę w prawo, to potem kręcąc dalej w prawo, kursor poruszał się w lewo. Jak chciałem, aby poruszył się w lewo, to on szedł w prawo. I o ile przy korzystaniu z wytrychów nie było to tak wkurzające, bo po upływie około pół minuty pojawiała się opcja „skip”, to dwa razy tak dobrze nie było – raz gdy trzeba było ustawić odpowiednio pokrętło grzejnika, a dwa przy otwieraniu sejfu. Szczególnie irytujący był ten drugi przypadek, bo po lekkim przekręceniu za daleko trzeba było zaczynać od początku. Poza tym wszystko było w porządku.

Obrazek

Teraz wypadałoby napisać nieco o polonizacji, ale zostawię to na później. W końcu polska wersja jeszcze się swej premiery nie doczekała, choć wiadomo, że stanie się to niedługo, a odpowiada za to firma IQPublishing. Osobiście bardzo mnie ciekawi, jak spiszą się jej pracownicy, bo Face Noir to tytuł udany, z ciekawą, wielowątkową fabułą, różnorodnymi zagadkami logicznymi oraz bardzo fajnym klimatem. Ma trochę niedoróbek, ale i tak zasługuje na wysoką ocenę, więc gdy tylko pojawi się w sklepach, to warto po nią pójść i zaopatrzyć się we własny egzemplarz dzieła studia Mad Orange.


OCENA GRY 8/10

ZALETY:

+ ciekawa fabuła
+ bardzo fajne zagadki
+ tryb rozmyślania
+ klimat!
+ niezła grafika
+ świetna muzyka

WADY:

- dziwna końcówka
- trochę skopane sterowanie
- widok Jacka z plastrem na nochalu

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Awatar użytkownika
PlaskiKubek
Publicysta
Posty: 66
Rejestracja: 12 lipca 2014, 12:31
Podziękował(a): 1 raz
Płeć: Nieokreślona
Kontakt:

Re: Face Noir - recenzja

Postautor: PlaskiKubek » 13 lipca 2014, 20:49

Jakiś czas temu zakupiłem paczkę Indie Gala, która zawierała m.in. "Face Noir" (i kilka innych przygodówek). Jakoś mnie nie ciągnęło do tej produkcji, ale teraz, po przeczytaniu tak pozytywnej recenzji zabiorę się za nią z przyjemnością... albo poczekam na wersję spolszczoną.
Robię filmy na YouTube:
https://www.youtube.com/user/plaskikubek
Prowadzę bloga poświęconego popkulturze:
http://kurturka.blogspot.com/


Wróć do „Face noir”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość