1954 Alcatraz - recenzja

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2435
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 33 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 31 razy
Płeć: Mężczyzna

1954 Alcatraz - recenzja

Postautor: Adam_OK » 25 maja 2015, 18:17

Obrazek

Czy jest na sali ktoś, kto nie słyszał o Alcatraz? O więzieniu, z którego (podobno) nikt nigdy nie uciekł? Co prawda bohater filmu „Twierdza”, w którego wcielił się Sean Connery, miał na ten temat inne zdanie, ale to przecież postać fikcyjna. Niezależnie od tego, czy komuś się udało zbiec (i przeżyć!) z Alcatraz, czy nie, ten zakład karny obrósł legendą. Legendą, którą wykorzystywał m.in. przemysł rozrywkowy, głównie branża filmowa. Nieco ponad rok temu wyszła zaś przygodówka nawiązująca do tego tematu. Z jakim skutkiem?

Akcja dzieła Irresponsible Games wydanego przez Daedalic Entertainment toczy się w tytułowym roku 1954 i opowiada o perypetiach pewnego małżeństwa. On (Joe) – odsiaduje wyrok za napad z bronią w ręku, ona (Christine) – jest miłośniczką poezji, jazzu i kotów. Ma również talent do otwierania zamków oraz dar „przekonywania”. Podczas widzenia Joe wykorzystuje moment nieuwagi strażnika i oznajmia swej żonie, że zamierza uciec. Ona zaś postanawia mu pomóc, bo bardzo go kocha i tęskni za nim. Tylko czy uda się zrealizować ten zamiar? Łatwo nie będzie, bo nasz więzień ma ograniczone możliwości zdobycia potrzebnych mu rzeczy, a jego żona ma na karku miejscowego gliniarza oraz mafię. Poszukują oni łupu z napadu, za który Joe odsiaduje wyrok. Oficjalnie te pieniądze spłonęły podczas tej akcji, ale nieoficjalnie – to były fałszywki, a prawdziwa zdobycz została ukryta. Zadanie więc łatwe nie będzie, ale nie z takimi radzili sobie przygodomaniacy, prawda? Poza tym, jakby było za łatwo, to by nie było ciekawie, a tu jest bardzo interesująco. Mamy wiec dobrze oddaną więzienną rzeczywistość – rozmowy w stołówce przy kiepskim żarciu, rzeczy ukryte w materacach, handel wymienny, nieformalną komunikację ze światem zewnętrznym, bójki, izolatki, miejscowy szpital, kaplicę i wiele innych. Na zewnątrz też nie jest lepiej – gangsterzy i ich meliny, alkoholicy, a nawet ... homoseksualiści. Ci ostatni wprowadzają pewną kontrowersyjność do gry, choć na szczęście ograniczono się (w pokazywaniu ich fizyczności) jedynie do pocałunków, co nie wzbudziło we mnie wielkiego obrzydzenia (bardziej zniesmaczyła mnie scena z pewnego serialu, gdzie dwóch facetów uprawiało seks w nocy na ... cmentarzu, ale to inna historia). Rozumiem, że skoro w pewnym momencie potrzebujemy pomocy tych gejów, więc musimy z nimi rozmawiać i wymienić kilka przedmiotów, ale czy to musieli być dwaj faceci? Czy nie lepiej by było, gdyby zamiast jednego z nich była kobieta? Fabularnie praktycznie nic by to nie zmieniło, więc czy ten wątek był naprawdę konieczny? Szkoda, ze go wprowadzono, na szczęście reszta tej opowieści jest naprawdę ciekawa i potrafi przykuć do monitora. Chciałoby się dodać do poprzedniego zdania, że „na długie godziny”, ale nie jest to prawda – ot 6, może 7 godzin zajmie jej ukończenie przeciętnemu graczowi. Mogłoby być więcej, gdyby nie pewien fakt.

Obrazek

Chodzi mi mianowicie o całkowity brak zagadek nieprzedmiotowych. Zupełnie nie rozumiem, czemu twórcy z nich zrezygnowali, przecież w kilku momentach aż się o nie prosiło. Mam tu na myśli np. szukanie zimowego melona w kuchni restauracji Vivian, otwieranie skrytki przy użyciu trzech „literowych” kluczy czy włamywanie się do sejfu Mickeya. Niestety, w tych momentach nasze działanie sprowadza się jedynie do użycia właściwych przedmiotów, zresztą tak samo jest przez całą rozgrywkę. W efekcie poziom trudności gry nie jest zbyt wysoki, a wszelkie zastoje, jakie się mi zdarzyły, wynikały bardziej ze zwykłego przeoczenia, niż z braku pomysłów (np. szukając wzorca podpisu pewnego gościa, nie zauważyłem, że od samego początku mam w ekwipunku list od niego). A nawet jakby ich brakowało, to zawsze można było się przełączyć na drugą postać (z Christine na Joego i odwrotnie) i nią popychać akcję do przodu. Czasem wymagało to pewnej współpracy obu głównych postaci, co polegało np. na tym, że jedna z nich coś dawała lub przekazywała pewną wiadomość przez zaufanego pośrednika. Najczęściej jednak wszystko, co potrzebne, było w zasięgu wzroku, a jakby ktoś nie był pewien, czy czegoś nie przeoczył, to zawsze mógł podświetlić sobie aktywne miejsca i wszystko sprawdzić. Trzeba było przy tym pamiętać o korzystaniu z prawego przycisku myszy, gdyż dzięki temu uzyskiwało się dodatkowe informacje, które często były niezbędne do tego, aby można było pójść dalej z fabułą.

Obrazek

A skoro mowa o chodzeniu – animacja ruchu postaci kuleje, szczególnie w przypadku Joego. Widząc, jak on idzie, miałem dwa skojarzenia – jedno to chód kaczki, a drugie – osoby, która nie dobiegła na czas do WC i narobiła w spodnie. Inne animacje też wyglądają co najmniej dziwnie, np. jak ktoś komuś coś daje, to widać tylko ruch ręki, ale nie widać dawanego przedmiotu. Inne elementy składające się na oprawę graficzną też można by poprawić. Zaliczam do nich tła, które choć ładnie wyglądają, to są statyczne i nic się na nich nie porusza, nawet chmurka na niebie. W takiej sytuacji dziwi fakt długiego wczytywania kolejnych lokacji – ja rozumiem, ze mój komp zasłużył już na emeryturę, ale z tego, co czytałem wynika, że ten sam problem mają osoby z dużo nowszym i lepszym sprzętem niż mój. Poza tym twórcy chyba sami nie mogli się zdecydować co do wyglądu Christine – na obrazku służącym do przełączania się na nią ma zaokrągloną twarz, a w „rzeczywistości” – trójkątną. Oprawa graficzna ma też pewne plusy, jak choćby możliwość wyboru palety barw między tradycyjną a sepią. Ponadto lokacje mają sporo szczegółów, a wiele z nich jest aktywnych. Niestety, oprawa graficzna ma więcej wad niż zalet.

Dokładnie odwrotnie jest ze stroną muzyczną. Bardzo podobały mi się kawałki, które towarzyszyły mi podczas rozgrywki – jest ich całkiem sporo i są przyjemne dla ucha. Głosy postaci były też całkiem dobrze dobrane; słuchając ich, nie miałem wrażenia, że nie pasują do danego bohatera. Dźwięki otoczenia niespecjalnie zapadły mi w pamięć, co oznacza, że nie wyróżniały się one niczym ani na plus, ani na minus.

Obrazek

O innych kwestiach technicznych nie zamierzam się rozpisywać, wszak wszystkie czynności wykonuje się za pomocą myszy, gdyż jest to typowy point and click. Ciekawie wygląda kursor, który przypomina kajdanki. O polonizacji wypowiadać się zaś nie będę, gdyż grałem w angielską wersję językową. Tak więc chyba pora już przejść do podsumowania.

Ogólnie rzecz biorąc, bawiłem się przy 1954 Alcatraz naprawdę dobrze. Ciekawa tematyka, przyzwoity czas rozgrywki, który wieńczy jedno z dwóch możliwych zakończeń podanych w bardzo dobrej oprawie muzycznej i słabszej wizualnej. Do wad zaliczam również fakt, że wszystkie zagadki w grze koncentrowały się na posiadanych przedmiotach oraz zupełnie niepotrzebny wątek homoseksualistów. W sumie jest więc to gra, którą można umieścić w górnych stanach średnich.


OCENA GRY: 7/10

ZALETY:

+ tematyka
+ fabuła
+ muzyka
+ wybór palety barw

WADY:

- brak zagadek nieprzedmiotowych
- różne niedoróbki graficzne
- wątek homoseksualistów

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Awatar użytkownika
Kurhhan
Obserwator
Posty: 77
Rejestracja: 08 września 2014, 12:08
Podziękował(a): 2 razy
Płeć: Nieokreślona

Re: 1954 Alcatraz - recenzja

Postautor: Kurhhan » 26 maja 2015, 17:39

Czy jest jakiś konkretny powód dlaczego uważasz,że wątek gejów jest niepotrzebny ? Źle napisany, nielogiczny, nazbyt "komiksowy", przerysowany? Twoja argumentacja wygląda bardziej tak, że przedstawiasz swój życiowy stosunek do tych spraw i przykładasz go również do gry i jej wad. Nie jest to zbyt rzetelna postawa recenzencka.

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2435
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 33 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 31 razy
Płeć: Mężczyzna

Re: 1954 Alcatraz - recenzja

Postautor: Adam_OK » 26 maja 2015, 19:06

Kurhhan pisze:Czy jest jakiś konkretny powód dlaczego uważasz,że wątek gejów jest niepotrzebny ? Źle napisany, nielogiczny, nazbyt "komiksowy", przerysowany? Twoja argumentacja wygląda bardziej tak, że przedstawiasz swój życiowy stosunek do tych spraw i przykładasz go również do gry i jej wad. Nie jest to zbyt rzetelna postawa recenzencka.


Uważam, że ten wątek wpleciono na siłę, aby dodać grze kontrowersji (wiadomo, ogólnie rzecz biorąc, że takie rzeczy lepiej się sprzedają; nie bez powodu ukuto powiedzenie, że o czymś, co chcesz sprzedać lepiej jest by mówiono źle, niz nie mówiono wcale). Byłbym w stanie zrozumieć taki wątek, gdyby to chodziło o Joe i jego współwięźniów, ale tu chodzi o inne postacie. Równie dobrze zamiast pary gejów mógłby być chłopak i dziewczyna, która go rzuciła i gracz ma pomóc mu ją odzyskać. A jeśli idzie o zdjęcie, którym Christine szantażowala księdza - jakby na nim był widoczny ten ksiądz namiętnie całujący jakąś kobietę, to też by się nadawało do szantażu. A jeśli idzie o moje podejście do gejów - co oni robią w swoich domach/mieszkaniach, to mi wisi i powiewa, nie lubię tylko, jak organizują te swoje parady i wrzeszczą, że chcą zawierać małżeństwa, jak pary hetero i że chcą adoptować dzieci (chcesz mieć dziecko, to ja sam zrób). I zapewniam, że moje podejście do homo-, trans- czy innego -seksualizmu nie miało wpływ na ocenę tej gry.
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

JaroB
Posty: 3
Rejestracja: 06 marca 2014, 08:30
Płeć: Nieokreślona

Re: 1954 Alcatraz - recenzja

Postautor: JaroB » 02 kwietnia 2016, 23:32

A ten serial z akcją na cmentarzu to może Torchwood? Jeśli tak, to nie dotarłem tak daleko, odpadłem przy pocałunkach :). Ale generalnie dobra recenzja, przynajmniej pośmiałem się.

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2435
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 33 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 31 razy
Płeć: Mężczyzna

Re: 1954 Alcatraz - recenzja

Postautor: Adam_OK » 02 kwietnia 2016, 23:54

JaroB pisze:A ten serial z akcją na cmentarzu to może Torchwood? Jeśli tak, to nie dotarłem tak daleko, odpadłem przy pocałunkach :). Ale generalnie dobra recenzja, przynajmniej pośmiałem się.


Nie, to nie Torchwood (a przynajmniej nie o tym serialu myślałem, bo go nie oglądałem), chodziło mi o serial "Rodzina Borgiów" (ten z Jeremym Ironsem), sezon bodajże trzeci. I miło, że ci sie podobała moja recka :)
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl


Wróć do „1954 - Alcatraz”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość