Leisure suit Larry: reloaded - recenzja

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2523
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 40 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 32 razy
Płeć: Mężczyzna

Leisure suit Larry: reloaded - recenzja

Postautor: Adam_OK » 27 lipca 2015, 09:56

Obrazek

Od pewnego czasu w branży rozrywkowej (filmy, gry, muzyka) panuje moda na różnego rodzaju przeróbki, rimejki, wersje rocznicowe itp. Osobiście ich nie lubię z dwóch powodów – zazwyczaj są one gorsze od pierwowzorów (dotyczy to głównie piosenek, gdzie według mnie, około 90% nowych wersji starych hitów jest zwyczajną profanacją przebojów sprzed lat). Po drugie – jeśli ktoś się decyduje na „udoskonalenie” lub ponowne stworzenie czegoś, co zrobił już ktoś inny, to dla mnie oznacza, że taki ktoś jest marnym twórcą, bo nie potrafi sam stworzyć nic nowego. Czy to zdanie pasuje do panów z Replay Games, autorów opisywanej tu gry? Odpowiedź już niedługo.

Fabularnie jest to powtórka z roz(g)rywki sprzed ponad 20 lat – bohaterem gry jest tytułowy Larry Laffer, który trafia do miasta o nazwie Lost Wages. Cel, jaki mu przyświeca to podrywanie lasek z finalizacją znajomości w sypialni. Wiele kobiet będzie nieczułych na jego metody i na jego modny garniak, ale znajdą się też takie, które nie spławią go po dwóch minutach, dając mu szansę na sukces. Czy tak się stanie, to się okaże w trakcie zabawy. Mnie zajęła ona około sześciu godzin, więc nie jest to najgorszy wynik. Co prawda miałem już okazję grać w oryginalną wersję, która od tej opisywanej fabularnie się praktycznie niczym nie różni, ale było to tak dawno temu, że bardzo mało z tej historii pamiętałem. Z jednej strony to dobrze, że fabuła jest taka sama, jak kiedyś, bo przez to nie można mówić o jej profanacji, z drugiej strony – nie można powiedzieć, że jest oryginalna lub nieprzewidywalna. Najważniejsze jest to, że potrafiła ona przyciągnąć do monitora i że dobrze się bawiłem przy tym tytule.


Obrazek

Dobra zabawa wynikała również z innych aspektów tej gry. Jednym z nich był humor. Były więc i cięte komentarze narratora, i zabawne dialogi, i wesołe sytuacje. Trudno stwierdzić, która z nich była tą najśmieszniejszą, bo było ich tak wiele. Często nawiązywały one do popkultury, jak choćby aleja gwiazd, w której umieszczono nazwiska prawdziwych osób, które swego czasu wsparły grę na Kickstarterze. Można też było pobawić się ulicznym telefonem i przeprowadzić kilka ciekawych rozmów. Można było zrobić wiele innych rzeczy, by podczas gry uśmiechnąć się lub wesoło zarżeć, tu naprawdę było dużo powodów do takiego zachowania.

Niestety, wielu powodów do zadowolenia nie miałem ze względu na zagadki. Wynika to z faktu, że (tak, jak kiedyś) praktycznie nie ma zadań nieprzedmiotowych. Co prawda, trzeba skorzystać z miejscowych automatów, by mieć kasę np. na taksówkę czy na zachcianki pięknych kobiet, ale tu sporą rolę odgrywa szczęście, a nie tylko odpowiednia strategia czy logiczne myślenie. Teoretycznie pewną zagadkę mamy jeszcze przed rozpoczęciem gry – trzeba odpowiedzieć na pięć pytań w celu weryfikacji pełnoletności gracza. W oryginale też tak było, tyle że trudniej, bo dotyczyły mało znanej w Polsce historii USA, a poza tym trzeba było na nie odpowiadać przy każdym uruchomieniu programu. Tutaj bardziej przydaje się wiedza m.in. ze współczesnej historii Polski, i tą wiedzą wystarczy wykazać się raz, potem nie jest to konieczne. Szkoda, bo przez to jest dosyć łatwo, nawet nieco zbyt łatwo. Widać, że panowie z Replay Games w aspekcie zagadek byli bardzo bliscy oryginałowi, podobnie jak w kwestii punktów (dokładnie chodzi o to, że punkty są ;) ). Co prawda nieco zmienili punktację i teraz jej maksimum to 50 tysięcy (czyli znacznie więcej niż dawniej), dodano też osiągnięcia na platformę Steam. Co ciekawe, niektóre z nich zdobywa się, gdy Larry... zginie (a po chwili oczywiście powróci do świata żywych). Jest to spora zmiana na plus, gdyż nie trzeba się martwić tym, że właśnie doprowadziło się do swego zgonu, a poprzednio zapisało się grę dwie godziny temu i sporą część trzeba będzie powtarzać. Tu tego problemu nie ma, można więc skupić się na przyjemności płynącej z grania.


Obrazek

A przyjemność tę zwiększa również oprawa wizualna. Graficznie jest zbliżona do części siódmej (chyba najlepszej w tym względzie w całej serii), a sam Larry wygląda praktycznie tak samo, jak w tamtej odsłonie. Bardzo dobrze prezentują się lokacje, starannie wykonano również modele postaci. Oczywiście mi najbardziej podobały się przedstawicielki płci pięknej (tutaj to określenie jest jak najbardziej na miejscu), szczególnie dobrze prezentowały się dziewczyny na zbliżeniach widocznych podczas dialogów. Oj, było na czym oko zawiesić, było, zwłaszcza Fawn i Faith były bardzo seksowne. Poza tym wszelkie inne widoczki, animacje postaci i inne aspekty strony wizualnej również wykonano dobrze i starannie. To jedna z najładniejszych przygodówek 2D spośród tych, w jakie grałem.

Pod względem muzycznym też jest bardzo dobrze. Szczególnie w pamięć zapadł mi utwór z głównego menu. Gdy pierwszy raz go usłyszałem, nie byłem pewny, czy na pewno gram w odświeżoną wersję pierwszej części przygód Larry’ego, czy może w tę z 1987 roku, a to dlatego, że do moich uszu dobiegły dźwięki dokładnie takie same, jak piski z PC Speakera. Moje wątpliwości rozwiały się chwilę później, gdy ten sam, znany kawałek zabrzmiał w nowej, jazzowej wersji. W efekcie utwór ten spenetrował tak dogłębnie mój mózg, że nawet po wyłączeniu gry on ciągle brzmiał w mojej głowie. Nie pamiętam już, kiedy poprzednio przeżyłem coś podobnego, a to jest dla mnie jednoznaczny znak, że twórcy tego utworu spisali się po prostu znakomicie. Potwierdzili to zresztą w innych aspektach oprawy audio. Pozostałe kawałki są niewiele gorsze, a dźwięki otoczenia czy głosy napotkanych postaci naprawdę udane.


Obrazek

Równie udana jest polonizacja. Jeśli ktoś liczył na rodzimy dubbing, to się przeliczył, bo po naszemu są jedynie napisy. Nie ma co narzekać, bo tekstu do tłumaczenia było naprawdę sporo, a lokalizatorzy gry wykonali swą robotę dobrze. Nie znalazłem bowiem w tekście praktycznie żadnych błędów, czy to ortograficznych, czy interpunkcyjnych, czy innych. Nie ma się co więc rozpisywać – po prostu wszystko jest w porządku.

Niestety, podobnej opinii nie mogę wyrazić o sterowaniu. Co prawda nie trzeba już wpisywać z klawiatury komend dla Larry’ego, wystarczy kliknąć odpowiednią ikonkę. Można je znaleźć albo na samej górze ekranu – jak się tam najedzie, mamy je ułożone w odpowiedniej kolejności. Można również tę właściwą wybrać, klikając PPM tak długo, aż pojawi się pożądana ikonka. Niestety, ta opcja jest o tyle niewygodna, że wystarczy kliknąć o jeden raz za dużo, by musieć klikać znów kilka razy, by wybrać tę ikonkę, która nas w danym momencie interesuje. Łatwiej jest więc korzystać z pierwszej możliwości, choć i o niej nie można powiedzieć, ze jest to najbardziej intuicyjne rozwiązanie, jakie zastosowano w grach.

Mimo tego, Larry Reloaded jest zaskakująco dobrą grą. Należy ona do tej nielicznej grupy remiksów, które są co najmniej tak samo dobre, jak oryginał. Jako, że jest więc ona lepsza od 90% przeróbek, więc liczba ta znajdzie swe odzwierciedlenie w ocenie, którą jej wystawię. I zapewniam was – Larry Reloaded całkowicie sobie na tę ocenę zasłużył.


OCENA GRY: 9/10

ZALETY:

+ fabuła
+ humor
+ grafika
+ muzyka
+ polonizacja

WADY:

- brakuje zagadek nieprzedmiotowych
- sterowanie

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Wróć do „Leisure suit Larry: reloaded”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość