Hector: badge of carnage - recenzja

Awatar użytkownika
Zagadka
Publicysta
Posty: 205
Rejestracja: 07 lipca 2012, 07:13
Podziękował(a): 2 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 17 razy
Płeć: Mężczyzna

Hector: badge of carnage - recenzja

Postautor: Zagadka » 16 maja 2016, 19:15

HECTOR: BADGE OF CARNAGE – recenzja
Obrazek
autor: Zagadka

„Hector: Odznaka masakry” to brudna gra – z brudnymi gliniarzami, brudnymi bandziorami, brudnym miastem, brudną intrygą i brudnym dowcipem. Wszechobecny brud wylewa się z zgoła prześmiewczej i zwariowanej przygodówki irlandzkiego studia Straandlooper. Po samodzielnej premierze pierwszego odcinka w czerwcu 2010 roku jego założyciele, Dean Burke i Kevin Beimers, połączyli swe siły z amerykańską firmą Telltale Games, by na przełomie sierpnia i września 2011 wspólnie wydać dwa kolejne epizody tej produkcji.

Otyły anioł sprawiedliwości
W Clappers Wreake, mieście tak skorumpowanym i zepsutym, że odebrało Brytanii jej „Wielkość”, dochodzi do ataku sfrustrowanego terrorysty. Przestępca pragnie oczyścić obskurne ulice miasteczka z degrengolady, przywracając względny ład i porządek. Dotychczasowe próby dogadania się z szaleńcem przyniosły jedynie pokaźny stos ciał poległych negocjatorów. Na pohybel psychopacie wyrusza bezwzględny i niestroniący od alkoholu funkcjonariusz prawa – detektyw Hector. Z pomocą przyjdą mu między innymi koledzy po fachu, miejskie prostytutki, ślepy erotoman, podejrzani handlarze oraz niezmiennie wierny i potulny partner Lambert.

Wszystkie trzy odcinki gry są ze sobą ściśle połączone i posiadają wspólny motyw przewodni. Ordynarny inspektor-mizantrop przeprowadzi w pierwszym epizodzie negocjacje z terrorystą, który za uwolnienie zakładników zażąda zreperowania miejskiego zegara, zrównania z ziemią obleganego sex shopu i wsparcia lokalnego wolontariusza. W dwóch następnych częściach Hector będzie musiał czynić bezsensowne akty sprawiedliwości, by odkryć tożsamość szantażysty i ostatecznie uchronić miasto od zguby.


Obrazek

Hector na tropie
Obsługa gry odbywa się za sprawą nieskomplikowanego interfejsu „wskaż i kliknij”, więc początkującym graczom nie przysporzy trudności. Pojedyncze kliknięcie myszą sprawi, że bohater opisze dany obiekt, podwójne pozwoli zaś rozpocząć rozmowę, zabrać przedmiot albo przemieścić się między lokacjami. W tym odpychającym świecie Hector zmierzy się głównie z ekwipunkowymi zagadkami, absurdalnymi rozwiązaniami i przesłuchiwaniem różnej maści typków. Rozgrywka jest nieliniowa, a z góry określone cele można przejść w dowolnej kolejności. Zagadki oscylują od dziecinnie prostych po mocno pokręcone.

Nieciekawie prezentuje się system zapisu. Niemożliwe jest zapisanie ani odczytanie gry w dowolnym momencie, albowiem czynność ta dokonuje się samoistnie dopiero po przejściu do kolejnej lokacji. Nie jest to dobre rozwiązanie, jeśli gracz zażyczy sobie powtórzyć rozgrywkę od jakiegoś wcześniejszego punktu fabuły.

Jeżeli kompletnie się pogubimy, tytuł zaoferuje złośliwy i naigrywający się z gracza system niewielkich podpowiedzi, na które można zerknąć w opcjach. Takie „obraźliwe” wskazówki są o niebo lepszą i zabawniejszą alternatywą od standardowego poradnika.


Obrazek

Trylogia masakry
Odcinki 2 i 3 pozwolą pokierować graczowi dodatkową postacią, Lambertem, dobrodusznym asystentem Hectora i jego absolutnym przeciwieństwem. Para detektywów na przemian będzie się wspierać w trudnych momentach, ponieważ panowie posiadają odmienne punkty widzenia na dany problem. Fragmenty gry z Lambertem stanowią tylko krótkie wycinki w historii omawianych epizodów. Naiwny pomocnik okaże się za to użyteczny podczas pozornie nieistotnych rozmów, kiedy nieświadomie przekaże subtelne podpowiedzi na temat kolejnych poczynań Hectora.

Cała trylogia utrzymuje podobny poziom pod względem oryginalności, humoru i rozgrywki. Każdy z odcinków nich kończy się nieoczekiwanym zawieszeniem akcji, z „pompatycznym” finałem w odcinku 3.


Obrazek

Brytyjsko i z gorzką ironią
Mówiąc bez ogródek, gra od pierwszych chwil niesie taką dawkę czarnego, grubiańskiego humoru, że można zrywać boki. Każdy z bohaterów, w szczególności szorstki Hector, posiada swoje dziwactwa i nawyki wyolbrzymione do granic rozsądku. Prześciganie się postaci w wygłaszaniu wrednych docinków to jeden z naczelnych gagów. Podkreśleniu przerysowanych cech postaci przysłużył się dubbing w wykonaniu jedynie dwójki aktorów – producenta Richarda Morssa i Miriam Kelly. Konwersacje warto prowadzić aż do wyczerpania możliwych tematów, nie tylko po to, aby usłyszeć wiadomości potrzebne do pchnięcia śledztwa naprzód, ale głównie z powodu ciętości poniektórych kwestii. Serwowany tutaj brytyjski humor bywa w równym stopniu wisielczy i zjadliwie ironiczny, co niecenzuralny, groteskowy, a w dodatku obleśny.

Wymowa lektorów jest przezabawna, ale i ciężka do zrozumienia, a to przez wpływ brytyjskiego slangu i osobliwych powiedzonek. Ratunkiem dla nieosłuchanych są więc napisy. Z pewnych względów odcinek 1 nie posiada podpisów, kiedy wyświetlane są animacje, ale na szczęście cała gra oraz reszta odcinków jest już w nie zaopatrzona.

Brudny krajobraz upadłego miasta
Niemiły i obrazoburczy ton gry podkreśla bardzo karykaturalna grafika, która przypomina stare filmy animowane lub ręcznie szkicowane przygodówki z lat 90. XX wieku. Powykrzywiane modele postaci czy szarobure miejscówki naturalnie bawią zamiast gorszyć (poniekąd). Muzyka dopieszcza wizerunek tragikomicznego miasta, jako że w tle przygrywają na przemian poważne i wesołe nuty, w zależności od sytuacji.

Każdy z odcinków serialu możemy ukończyć w 3-4 godziny, pod warunkiem że utkniemy przy jakieś pokrętnej łamigłówce lub rubasznej wymianie zdań. Nie czarując się należy stwierdzić, że pocięcie gry na części było zbędne i produkcja lepiej wypadłaby jako jedna długa przygoda.


Obrazek

Wyrok zapadł
Kwestią smaku, bądź jego brakiem, jest upodobanie sobie gry Hector: Badge of Carnage. Trzyodcinkowy cykl Hectora to puszczenie oka do publiki, która ceni sobie przygodówki w starym, luźnym stylu, parodie policyjnych filmów oraz koktajl ciętych i świńskich żartów. Inspektor Hector do złudzenia przypomina inspektora Bruce’a Robertsona z kart Brudu/Ohydy (Filth) szkockiego powieściopisarza Irvina Welsha. O ile jednak Brud jest mroczną i zabawną historią o nienawiści, mizantropii oraz dręczeniu wszystkiego i wszystkich dookoła, tak Hector stanowi czystą rozrywkę z często obrzydliwymi rozwiązaniami.


Zalety
+ sarkastyczny i często sprośny brytyjski humor
+ komiczne zagadki
+ aktorski popis dwójki lektorów
+ oprawa graficzna
+ dowolność w kolejności rozwiązywania niektórych zadań

Wady
- sarkastyczny i często sprośny brytyjski humor (wielu może drażnić)
- nieskomplikowana zabawa z każdym z odcinków raptem na kilka godzin
- brak możliwości swobodnego zapisu gry
- epizod 3 bywa monotonny

Ocena: 7 / 10
"Przygodówka jest niczym innym, jak dobrą opowieścią, obleczoną w zajmujące zagadki, które gładko wpasowują się w historię i bohaterów, a do tego cieszącą wzrok i słuch" - Roberta Williams

Wróć do „Hector: badge of carnage”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość