A stroke of fate: operacja Walkiria - solucja, poradnik

A stroke of fate: operacja Walkiria - solucja, poradnik

Postautor: Emma » 07 lutego 2014, 15:46

Wszelkie prawa autorskie do solucji są moją własnością.
Kopiowanie i rozpowszechnianie bez mojej zgody jest zabronione!
Emma


A STROKE OF FATE – OPERACJA WALKIRIA
SOLUCJA


Obrazek
Animacja

OPERACJA “ WALKIRIA”
BERLIN, lipiec 1944

MÓJ DOM:
Najpierw obejrzałem wszystkie interesujące rzeczy w swoim pokoju: zdjęcia, obrazy, figurkę, radio, lustro, kolekcję autografów, gazetę, dokumenty, papiery i sprawy służbowe. Zabrałem ze sobą akta „Canada –Wnioski”, po czym zapoznałem się z nimi w ekwipunku. Na koniec zajrzałem do szafy, miałem tam do wyboru ubranie cywilne i mundur, w który się przebrałem. Udałem się do pokoju dziennego, gdzie zadzwonił telefon. Połączyłem się z Müllerem, w rozmowie wybrałem opcję: jestem gotów przedstawić go panu. Tu też obejrzałem półki z książkami, biblioteki, zdjęcia, manifesty, akta spraw. W czasie tych poszukiwań zadzwonił do mnie pracownik poczty przypominając o telegramie do odebrania. Przeczytałem notatkę z pogniecionej kartki, leżącej obok kosza na śmiecie ( już wiem jak spreparować truciznę ) i zabrałem z biurka dziennik, który od razu pojawił się w prawym dolnym rogu ekranu jako mój terminarz i „przypominacz” o zadaniach, które muszę wykonać. Wyciągnąłem z niego ID – moje dokumenty Jagdverbande. Kiedy chciałem zajrzeć do biurka pojawiła się bardzo ciekawa retrospekcja – cofnąłem się w czasie o dwa dni. Musiałem odnaleźć klucz do szuflady biurka, przypominając sobie dokładnie, co wówczas robiłem. Kliknąłem więc na drzwi do przedpokoju, do sypialni, na zegar i na zdjęcie na kominku. Podszedłem do biurka, obejrzałem fotel. Ale klucza tam nie było, sprawdziłem też telefon i stół z radiem…, no przynajmniej klucz się odnalazł. Otworzyłem nim szufladę biurka i wyciągnąłem raport ”Canada – Wprowadzenie”. Zapoznałem się z tym dokumentem w ekwipunku. Pod biurkiem, przy fotelu znalazłem notatkę z adresem poczty. Skierowałem się do przedpokoju, gdzie sprawdziłem szafkę, kuchnię, drzwi do magazynku i zajrzałem do łazienki. Tu z kolei zbadałem lustro, umywalkę, pokrowiec ze strzykawkami ( zabrałem jedną z nich ), wannę, stół i powiększalnik. Następnie ogoliłem się ( pędzelek + golarka ), wziąłem krem przeciwgrzybiczy i przełączyłem światło, … no to będę mógł wywoływać zdjęcia. Wyszedłem z domu, wsiadłem do samochodu i kazałem się zawieźć na pocztę.

POCZTA:
Najpierw pogadałem ze sprzedawcą gazet i zakupiłem „Das Reich”. Na poczcie wszystko sobie obejrzałem, przeczytałem, odebrałem telegram i zagadałem do pracownika w okienku. Zajrzałem też do swojego dziennika.

MÓJ DOM:
Przeczytałem telegram, ale żeby go odszyfrować, potrzebny był mi stary numer „Gazety Monachijskiej”. Leżała w przedpokoju, położyłem na niej telegram i zabrałem się za rozkodowywanie tekstu. Zagadka była bardzo prosta. Z liter u dołu ekranu trzeba było ułożyć poszczególne wyrazy z tekstu kodowanego i gdy nam się to udało, automatycznie pojawiał się odkodowany odpowiednik. Rozszyfrowane hasło zostaje zapisane do dziennika. Gdy nam brakuje jakiejś konkretnej litery, to możemy użyć 4 opcji do jej odnalezienia: zastąp następną literą ( z alfabetu ) np. brakuje nam litery C, klikamy więc na tę opcję, potem na literę B i pojawia nam się kolejna litera alfabetu , zastąp wcześniejszą literą z alfabetu, losowa litera i wymieszanie liter. Wtedy mamy nowe, przetasowane litery. Przypuszczalne hasło to „Wagner”.

Obrazek

Obrazek
Wyszedłem z domu, wsiadłem do auta i kazałem się zawieźć do gmachu Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy.

SIEDZIBA RSHA:
Obejrzałem budynek, plakat, śmieci i plakietkę, porozmawiałem z Konradem i oficerem SS, po czym wszedłem do środka. Znów pooglądałem wszystko co się dało i pogadałem z Günterem i z niektórymi oficerami, ruszyłem w głąb i na prawo. Ciekawscy mogą sobie zajrzeć na lewo, w stronę więzienia, bo rzucił mi się w oczy wiszący po lewej stronie zegar, po którym bardzo realistycznie przemieszczała się wskazówka od sekundnika. Nim dotarłem do siebie, zajrzałem do wszystkich możliwych biur po drodze, do Glocka, Boysena i Raedera, tego ostatniego zresztą nie było. Standardowo w każdym z pokoi, pooglądałem wszystko co się dało i pogadałem z żołnierzami. Pierwszy był strasznym marudą, drugi obdarował mnie szwajcarskim scyzorykiem. W końcu ruszyłem do swojego biura, na prawo. I tu przeprowadziłem rekonesans, dzięki czemu zabrałem naczynie z małego biurka i część akt sprawy „Canada – Część główna”. W ekwipunku połączyłem trzy części dokumentu ( część główna, wprowadzenie i wnioski ) i z gotowym raportem udałem się do szefa. ( w korytarzu na wprost ). Zagadałem do sekretarza, a gdy wchodziłem do Müllera ostrzegł mnie, że jest on dzisiaj w podłym nastroju i zapytał czy mam raport w całości. W trakcie rozmowy z Müllerem wręczyłem mu akta i napomknąłem, że chciałbym się osobiście zająć sprawą Becka. Szef polecił mi znaleźć punkt obserwacyjny posiadłości generała. Po wyjściu zapytałem sekretarza o adres Becka, wsiadłem do samochodu i udałem się w okolicę:

LICHTERFELDE:
Przyjrzałem się rezydencji generała i zagadałem do strażnika przy bramie. W trakcie rozmowy poprosiłem go o zdjęcie, które upuścił. Zapytałem też o coś podejrzanego, co się ostatnio wydarzyło, a on napomknął coś o ciężarówce. Obejrzałem budynek naprzeciwko i porozmawiałem ze sprzątającą chodnik kobietą, która okazała się właścicielką. Klucz od pokoju zarezerwowanego przez przebywającego na froncie żołnierza, mogłem załatwić w dwojaki sposób: silniejszą perswazją bądź przez wykonanie jakiejś przysługi dla staruszki. Wybrałem tę drugą opcję: ( wszystko zależy od tego jak poprowadzimy rozmowy, „Denerwuje się Pani czymś? Mogę Pani pomóc” ). Potem skłamałem, że jestem przyjacielem Becka, a ona wspomniała coś o tym, że chciałaby pójść na występy kabaretu. Ruszyłem więc do siedziby RSHA ( samochodem albo za pomocą mapy ).

SIEDZIBA RSHA:
Kierując się w stronę więzienia, zamówiłem u oficera z okienka magazynu potrzebne mi bilety na kabaret. Oddałem też Glockowi zdobyte zdjęcie, niech się cieszy.

Obrazek
LICHTERFELDE:
Drobną przesyłkę od razu podarowałem staruszce, w zamian za co ona zrewanżowała się kluczem do pokoju. ( Tu również trzeba uważać na opcje dialogowe ). Wszedłem do budynku i za pomocą klucza otworzyłem drzwi po prawej stronie. Rozejrzałem się po przedpokoju ( okno, lustro, przewód nad framugą drzwi i dzwonek, który od razu zdemontowałem ). W pokoju wyjrzałem przez okno i stwierdziłem, że to doskonały punkt obserwacyjny, obejrzałem też wszystko co się dało i sprawdziłem telefon. Uuu…, coś było nie tak, zdjąłem pokrywę za pomocą scyzoryka i zamontowałem w środku brakujący dzwonek. Na próbę połączyłem się z Müllerem, wszystko było ok.

SIEDZIBA RSHA:
Zdałem raport Mllerowi, a on zobowiązał mnie do przygotowania sprzętu i wykonania paru zdjęć. Ponownie udałem się do okienka przed więzieniem i złożyłem stosowne zamówienie.

LICHTERFELDE:
Zajrzałem do walizek. Były w nich filtry, obiektywy, adaptery, szkło powiększające, statyw i aparat fotograficzny. Trochę sobie pokombinowałem ze sprzętem. Koniec końców zamontowałem obiektyw ZI – 21 i żółty filtr. Niestety, gdy chciałem zrobić kilka fotek, okazało się, że statyw był za niski.

Obrazek

Obrazek
SIEDZIBA RSHA:
Popędziłem do Glock’a i przy wieszaku w jego biurze dostrzegłem dość wysoki statyw. Poprosiłem Glock’a o niego, a on zgodził się bez wahania, przypomniał jednak, co mu obiecałem w sprawie Mariki. Zabrałem statyw.

LICHTERFELDE:
Podmieniłem statywy i wykonałem kilka zdjęć. Musiałem teraz pojechać do domu, aby je wywołać. Nie mogłem nie zabrać z aparatu negatywów. Rozebrałem też i spakowałem sprzęt.

MÓJ DOM:
Przełączyłem światło na czerwone, umieściłem negatywy w powiększalniku. Zadzwonił telefon, ale go zignorowałem. Trzeba wziąć się do pracy, najpierw kliknąłem na wywoływacz i przytrzymałem LPM tak długo aż się pojawiło w kuwecie 99 %, następnie umieściłem papier fotograficzny w powiększalniku ( kliknij na papier ). Po około sekundzie kliknąłem na ramkę i przełożyłem fotkę do kuwety z wywoływaczem na około 4 sekundy. Łatwo policzyć, bo słyszymy sekundnik ) Na koniec wsadziłem zdjęcie do pojemnika z utrwalaczem. Czynność powtórzyłem trzykrotnie. Trzeba cały czas dbać o wysokie % wywoływacza – inaczej zdjęcia się prześwietlą.

Obrazek
Jak nam coś nie wyjdzie, to robimy wszystko od początku. Za każdym razem możemy też uzupełniać naczynie z wywoływaczem przytrzymując LPM na buteleczce. Kiedy skończyłem, włączyłem światło i udałem się do pokoju, by odebrać telefon. Porozmawiałem z Hefnerem, wybrałem opcję „ Zobaczę co się da zrobić. Ale będziesz mi dłużny”.

SIEDZIBA RSHA:
Pojechałem do Müllera i pokazałem mu odbitki z punktu obserwacyjnego. Wychodząc, zapytałem Konrada stojącego przed budynkiem o bilety na „Kobiety z moich snów”. Wróciłem do Müllera i załatwiłem Konradowi przeniesienie. Poinformowałem go o tym, a ten w rewanżu oddał mi swoje bilety na film.

MÓJ DOM:
Gdy wszedłem do domu, od razu odebrałem telefon od Klausa. Zaraz potem zadzwonił Müller. Udałem się na:

LICHTERFELDE:
Pogadałem z Klausem, ale był dziwnym megalomanem i rozmowa niezbyt się kleiła, wziąłem od niego negatywy i pojechałem do siebie, by je wywołać.

MÓJ DOM:
Znaną mi już metodą wywołałem odbitki dla Jürgena.

LICHTERFELDE:
Przekazałem zdjęcia Klausowi i wypytałem go o co się tylko dało.

MÓJ DOM:
Zadzwoniłem do Hefnera, powiedziałem o biletach i wyznaczyłem spotkanie w restauracji na Poststrasse.

OKOLICE POCZTY:
Wszedłem do restauracji sąsiadującej z pocztą i chciałem poinformować Hefnera o moich spostrzeżeniach i obawach, ale przeszkodziło mi w tym pojawienie się jego siostry Gerdy. Gdy tak sobie gawędziliśmy, zadzwonił do mnie telefon. To Klaus, prosił mnie o szybkie przybycie na:

LICHTERFELDE:
Rozemocjonowany Klaus przekazał mi zdobyte informacje, po czym zamknął drzwi na klucz. Poprosiłem Klausa, żeby mi go oddał, podobnie jak taśmy, które zobowiązałem się oddać Müllerowi, ale jemu ta propozycja się nie spodobała. Gdy wyszedłem do przedpokoju, Klaus dalej usiłował połączyć się z szefem, postanowiłem więc, że mu to uniemożliwię.

Obrazek
Przeciąłem scyzorykiem przewód położony nad framugą. Klaus był bardzo niepocieszony z powodu awarii telefonu, tym chętniej przyjął moją propozycję odwiezienia taśm do Müllera. Oddał mi je, ale dalej pozostawał bardzo niebezpieczny. Musiałem go jakoś uciszyć, przypomniałem sobie jak spreparować truciznę, co naprędce uczyniłem. Połączyłem krem przeciwgrzybiczny z wodą i umieściłem roztwór w strzykawce. ( Jak ktoś nie ma potrzebnych przedmiotów to: strzykawka i krem jest w łazience w domu Mayera, a buteleczka z wodą w biurze Mayera, w siedzibie RSHA ). Wyszedłem z mieszkania, po czym za chwilę wróciłem, zagadałem do Jürgena, a kiedy ten ponownie nachylił się, by spojrzeć przez aparat, uciszyłem go na dobre.
Animacja. Wyszedłem na ulicę, zapytałem oficerów o syrenę i pojechałem do:

SIEDZIBA RSHA:
Ruszyłem od razu do Müllera, po drodze zaczepił mnie Günter i przekazał wiadomość o chaosie i powodach alarmu. Gdy dotarłem do szefa, najpierw zagadałem do sekretarza, a potem do samego Gruppenführera, który zlecił mi odnalezienie pewnych dokumentów. Pobiegłem więc do Glocka, ale on nie był w najlepszej formie. Zajrzałem do Boysena, ale jego znów nie było. Za to na podłodze, pod stołem leżał poszukiwany przeze mnie dokument.

Obrazek
Podniosłem go i pobiegłem do biura Raedera. Kazałem chłopakom zrobić coś z ciałem Glocka. Gdy wyszli, podniosłem kolejny dokument leżący z prawej strony biurka ( nieco wyżej od niego ).

Obrazek
Ponieważ znalazłem na liście nazwisko Hefnera, niechcący ubrudziłem kartkę atramentem, który stał na biurku ( kartka na atrament ). Na koniec wróciłem do pokoju Glocka. Ciało było już uprzątnięte, a mnie najbardziej interesował teraz dokument Walkiria leżący po lewej stronie przewróconej lampki.

Obrazek
Zabrałem go i poszedłem do biura szefa. Oddałem Müllerowi dokumenty i pojechałem do domu. Tu pogadałem z Hefnerem…
Animacja.

OPERACJA “ ADLERHORST”
ZIEGENBERG, GRUDZIEŃ 1944

ZAMEK:
Pogadałem z wartownikami. Ten z prawej przeszukał mnie i mogłem wejść do zamku. Pooglądałem sobie, co się dało, zaczepiłem pijaczka, a ze stołu stojącego obok niego zabrałem chusteczkę.

Obrazek
Potem zająłem się sekretarką, recepcjonistką i telefonistką – to Wiktoria. Zwiedziłem zbrojownię i udałem się do stołówki. Tu rozejrzałem się i usiłowałem rozwiązać sznur przy zasłonach, ale raz, że nie bardzo mogłem, a po drugie sam nie wiedziałem po co. Podszedłem do stolika, gdzie rozmawiali dwaj żołnierze, nie byli oni zbyt mili. Podsłuchując ich, dowiedziałem się, że chętnie by zapalili i napili się schnapsa. Wyszedłem na dziedziniec i zagadałem do Stabsgefreitera, który zarzekał się, że nie pali i nie pije. Zajrzałem za róg i w kącie dostrzegłem niedopałki papierosów. Używając chusteczki, podniosłem jeden z nich i pokazałem go strażnikowi.

Obrazek
Trochę go zaszantażowałem, więc Moltke oddał mi resztę swoich fajek. Wróciłem do stołówki i poczęstowałem nimi grających w karty żołnierzy. Ale jeszcze się nie wkupiłem do końca, oni zatęsknili za alkoholem. Skierowałem się na lewo, w stronę biblioteki. Ze stolika zabrałem szczypce do cukru i usiłowałem pogadać ze strażnikiem, ale do biblioteki mnie nie wpuścił.

Obrazek
Ruszyłem na górę, pogadałem ze strażnikami i kluczem otworzyłem drzwi do swojego pokoju ( drugie drzwi na prawo ). Podszedłem do stolika, przeczytałem list od kuratora i zabrałem czekoladę oraz butelkę whiskey. Tę ostatnią wręczyłem w stołówce grającym żołnierzom, ale oni byli pazerni i chcieli tylko schnapsa. Ruszyłem do holu, tu usiłowałem trochę pogaworzyć z pijaczynę, ale on był nieświeży… Podarowałem Wiktorii tabliczkę czekolady i trochę z nią pogadałem, zachowała się jak prawdziwa kobieta, opowiedziała mi niemalże pół swojego życiorysu. Byłem dla niej miły. ( I tu gra spłatała mi figla. Pojawił się impas, gdzie brakowało określonych, ale potrzebnych opcji dialogowych z pijaczkiem, i w zasadzie niewiele można było zrobić poza zabraniem dynamitu z dziedzińca, i położeniem się spać. Aczkolwiek to też miało swoje zalety, dowiedziałam się np. tego , że po zamku nie było wolno poruszać się nocą. Odpaliłam więc grę od ostatniego sejwa i ponowne przejście przebiegało już bez zakłóceń. ) Wróciłem do pijaczyny i tym razem udało mi się chwilę konstruktywnie podyskutować. Wybrałem opcję „ Co Führer tu robi, „sekret” i udałem że nie jestem nim w ogóle zainteresowany oraz „Co to ma wspólnego z Himmlerem ”? Wtedy pijaczyna zdradził mi, że niedługo w zamku ma się pojawić kurier, to mi wystarczyło. Od Wiktorii dowiedziałem się, jak on się nazywa – Fritz Koch ( opcja: słyszałem, że Himmler kogoś oczekuje ). Pobiegłem więc do biblioteki i powołałem się na informację o kurierze, tym razem strażnik mnie wpuścił do środka. Najpierw pogadałem z Himmlerem o książce i zacząłem wtedy podejrzewać jakieś eksperymenty na tajnej broni. Po wyjściu Himmlera obejrzałem sobie całą bibliotekę: obrazy, książki, witraże oraz wosk i dokument na stole. Następnie poszedłem w głąb pomieszczenia i zabrałem pustą butelkę po schnapsie stojącą na regale, po czym przelałem do niej whiskey.

Obrazek
Przyjrzałem się wszystkim dokumentom na biurku, zabrałem też wosk, w którym umaczałem szczypce do cukru. Ruszyłem w kierunku drzwi wyjściowych, ale za regałami skręciłem w prawo. Podszedłem do kominka, w którym roztopiłem wosk na szczypcach i zapieczętowałem nim oszukaną butelkę schnapsa.

Obrazek
Udałem się na dziedziniec i spod skrzynki wyciągnąłem pęk dynamitu. Jest to możliwe tylko wtedy, kiedy Moltke stoi w budce odwrócony do nas plecami. Jeżeli tak nie jest, trzeba wrócić za chwilę. Mając już butelczynę podrasowanego schnapsa, wróciłem do stołówki i podarowałem ją grającym w karty żołnierzom. Wkupiłem się w ich towarzystwo i mogłem z nimi zagrać w karty. Zagadałem do Oskara, a potem do Hansa, chwilę później zaczęliśmy rozgrywkę. GRA W KARTY - Zapoznałem się z regułami i układami gry. By najłatwiej wygrać, opracowałem strategię stawiania 3 marek i sprawdzania partnerów, gra przy takim układzie była banalnie prosta. Grałem tak długo, aż na stole zamiast pieniędzy pojawił się srebrny klucz. Jeszcze nie wiedziałem do czego mógłby mi się przydać, ale bardzo chętnie bym go wygrał. Kontynuowałem strategię 3 marek i sprawdzenia partnerów, efektem czego klucz był mój. W sumie gra mi się podobała, zagrałem może ze trzy razy, dorobiłem się kilkunastu marek i miałem ich teraz 83.

Obrazek
Wstając od stołu, wyciągnąłem rękę po nóż, ale po reakcji chłopaków postanowiłem zabrać go niepostrzeżenie. Położyłem więc na niego chusteczkę i już bez problemu zabrałem nóż. Wykorzystałem go do wycięcia kawałka sznura z zasłon wiszących po prawej stronie, choć też nie obyło się bez komentarzy. Udałem się do zbrojowni i dalej w głąb. Otworzyłem kluczem kratę i przeszedłem do sali tortur, obejrzałem sobie wszystko i skierowałem się do generatora. Minąłem go i chciałem zajrzeć za drzwi, ale były zamknięte. Wróciłem do swojego pokoju i położyłem się spać. Po przebudzeniu się w nocy, wyszedłem na korytarz, ale strażnicy od razu kazali mi wrócić do pokoju. Podszedłem do okna, nożem podważyłem żaluzje i wyszedłem na zewnątrz. SKRADANKA – moim zadanie zadaniem było przejście po gzymsie do pokoju Himmlera, tak by nie zostać namierzonym przez poruszające się reflektory. W sumie było ich 3, przy rozpoczęciu wspinaczki dwa i przy samych oknach Himmlera – jeszcze jeden. Gdy nas złapie taki reflektor, diametralnie odmieni to naszą historię, no i oczywiście zakończy gierkę. Po nieudanych próbach, zaczynamy wszystko od początku.

Obrazek
Po dotarciu do biura, obejrzałem obraz, książki, dokumenty i raport na biurku. Potem wszedł do pokoju sam Himmler, jedynie co mi pozostało, to schować się w ciemnym kącie za szafą i mieć nadzieję, że mnie nie dostrzeże. Na znalezienie książki nie miałem szans, ale dowiedziałem się nieco o planowanym rytuale. Za wszelką cenę musiałem się tam dostać. Wróciłem do siebie, znów uciekając przed poruszającymi się reflektorami i położyłem się spać. Gdy się obudziłem, od razu pobiegłem do sali z generatorem, za zbrojownią – Animacja. Teraz muszę się dostać na lotnisko.

Obrazek
Usiłowałem się dowiedzieć, gdzie jest lotnisko od Wiktorii, pijaczka, od wartownika Moltke na dziedzińcu i od strażnika stojącego nieopodal drzwi mojego pokoju, ale nikt nie umiał, albo nie chciał mi pomóc. Wróciłem do Wiktorii, pogadałem z nią na wszystkie tematy dotyczące lotniska i Hitlera, a potem poprosiłem o połączenie z moim kierowcą. Gdy to zrobiła, podszedłem do aparatu telefonicznego i wezwałem Wilma do siebie.

Obrazek
Wyszedłem na zewnątrz, Wilm już czekał, najgorzej, że sam nie wiedziałem, gdzie jechać. Trochę przyparłem do muru wartownika z prawej strony, powołując się na rozkazy i w końcu dowiedziałem się gdzie jest zlokalizowane lotnisko. Przekazałem te informacje swojemu kierowcy i ruszyliśmy w drogę.

LOTNISKO:
Nie miałem żadnej przepustki, więc oświadczyłem ochroniarzowi z lewej, że muszę się dostać na lotnisko, by ratować życie Hitlerowi. Ten argument zadziałał. Wszedłem do baraku, w którym były drzwi na wprost i na lewo. Zajrzałem do jednych i do drugich, ale dwukrotnie, tak aby się dowiedzieć co panowie sądzą o sobie nawzajem. Najpierw padło na mechanika Konrada Schtobbe, ale on nie był w najlepszej formie. U drugiego Friedricha Schossa, starszego technika lotniczego pooglądałem plakaty, broszury, książki i dziwnie wyglądającą deskę w podłodze. Potem wróciłem do Konrada, żeby zamienić kilka słów i ponownie do Friedricha. Na koniec zajrzałem do hangaru, tu również chciałem pogadać z mechanikiem, który jednak nie był zbyt rozmowny. Przy wyjściu zainteresowałem się frezarką, na której użyłem szczypiec z ekwipunku. Opuściłem hangar, by zaraz tu wrócić. Zagadałem do mechanika i dałem mu butelkę, żeby odciął od niej dno. Gdy opuszczałem lotnisko, pogadałem jeszcze z wartownikiem przy bramie. Podał mi jedno interesujące nazwisko – Kessler, był to kierownik personelu technicznego lotniska. Muszę go namierzyć.

ZAMEK:
Zapytałem Wiktorię o Kesslera i skierowałem się do śpiącego od dwóch dni w holu pijaka. To był Kessler. Niestety, był w tak złej formie, że nie reagował na żadne zaczepki. Postanowiłem, że zabiorę mu czapkę od munduru, leżącą na sofie obok niego. Gdy zapytałem go o niepewnych mechaników, wskazał na Schossa. To mi wystarczyło.

LOTNISKO:
Najpierw wszedłem do pokoju Konrada Schtobbe, który zdradził informację o książce sąsiada – „Manifest” Karola Marksa. Będąc już w pokoju obok, zagadałem do Schossa i zajrzałem do skrytki w podłodze, wyciągnąłem z niej książkę Markasa. Pokazałem ją Schossowi i trochę sobie z nim pogadałem. Szykując plan, wybrałem opcję podłożenia bomby w Condorze. Nieszczęsną książkę podłożyłem Konradowi Schtobbe w skrzynce obok łóżka.

Obrazek
ZAMEK:
Animacja. Zrobiono porządki… poprosiłem Wiktorię o połączenie z biurem generała Streichera, ale go nie było. Przekazałem wiadomość, by generał natychmiast do mnie przyjechał. Potem zadzwoniłem do siedziby RSHA, wydziału IV, sekcji A 4, gdzie bezceremonialnie zadenuncjonowałem Konrada Schtobbe. Pospiesznie udałem się na dziedziniec i za róg ( tam gdzie kiedyś leżały niedopałki ). Tu pogadałem z Hefnerem, ustaliliśmy wspólny plan działania. Teraz czekałem tylko na detonator. Detonator połączyłem z dynamitem i umieściłem bombę w butelce. Na koniec owinąłem ją liną. Jadąc na lotnisko pogadałem sobie jeszcze z kierowcą.

LOTNISKO:
Przekazałem bombę Schossowi.

FINAŁ:

ZAMEK:
Poprosiłem Wiktorię, aby połączyła mnie z Generałem Streicherem. Podszedłem do telefonu i obejrzałem zakończenie historii.

Obrazek
KONIEC
Awatar użytkownika
Emma
Publicysta
 
Posty: 640
Rejestracja: 29 grudnia 2012, 23:17
Lokalizacja: Szczecin
Have thanks: 3 times

Wróć do Stroke of fate: operacja Walkiria, A

  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość