Dracula 5: the blood legacy - recenzja

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2381
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 28 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 29 razy
Płeć: Mężczyzna

Dracula 5: the blood legacy - recenzja

Postautor: Adam_OK » 10 września 2014, 17:54

Obrazek

Poprzednia odsłona serii gier o Drakuli sprawiła, że miałem dużą chęć zapoznania się z częścią oznaczoną numerkiem 5. Jako, że kupiłem ją w pakiecie z „The Shadow of the Dragon”, więc przy pierwszej nadarzającej się okazji uruchomiłem ją, a teraz zamierzam się podzielić z Wami moim wrażeniami z czasu przy niej spędzonego.

Fabularnie jest to kontynuacja przygód Ellen Cross, która, wraz z portretem najsłynniejszego wampira świata, wraca do Nowego Jorku, aby go zbadać. Jak nietrudno się domyślić, wcale to takie łatwe nie będzie, bo szybko okaże się, że rzeczony obraz jest pokryty smołą. Gdy uda się znaleźć odpowiedni rozpuszczalnik do niej i czarna maź zniknie, to wkrótce potem znika... sam obraz. Co więcej, okaże się, że choć to tylko zwykła kradzież, to nie doszłoby do niej, gdyby nie... Ellen. Trzeba więc zatrzeć ślady i odnaleźć ponownie portret, aby nie powiązano z naszą bohaterką tego przestępstwa. Czeka nas więc kolejna podróż do Europy, w której odwiedzimy zarówno znajome miejsca z poprzedniej odsłony, takie jak dom Yanka w Stambule (na szczęście nie jest to jedyna lokacja, jaką zwiedzałem w tym mieście), jak i przybędziemy w nowe rejony, takie jak Czarnobyl. Zapewne nie będzie wielką tajemnicą, gdy zdradzę, że na samym końcu owej podróży spotkamy się z samym Drakulą, ale co z tego spotkania wyniknie, to tego nie zdradzę. Dodam tylko, że znów stanie się to bardzo szybko, bo po około 3-3,5 godzinach zabawy. Na osłodę twórcy zaprojektowali dwa zakończenia tej przygodówki, ale szczerze mówiąc, to żadnego z nich nie nazwałbym szczęśliwym. Z drugiej strony te, które są dobrze pokazują charakter samego Drakuli, jak i pasują do klimatu rozgrywki. Ta ostatnia zaś jest dosyć przyjemna, a opowiedziana tu historia ponownie (jak w poprzedniku) potrafi zainteresować odbiorcę.


Obrazek

Słowem – kluczem w poprzednim zdaniu było „dosyć”, którego nie użyłem komentując warstwę fabularną w „The Shadow of the Dragon”. Cóż więc wpłynęło na jego użycie teraz? Otóż wynika to z elementu, który w recenzji wspomnianej gry nazwałem „zabawą w doktora”. Twórcy uznali, że wcześniej było za łatwo, bo oprócz lekarstw pozytywnie na pasek zdrowia Ellen wpływały inne czynniki, takie jak jedzenie owoców. Co więcej, można było kombinować w łączeniu medykamentów np. z jabłkami po to, aby uzyskać silniejszy efekt tych pierwszych. Tutaj z tego zrezygnowano, a to dlatego że wszelkie owoce występujące w grze stały się... niejadalne. I choć można znaleźć je np. w mieszkaniu panny Cross, to są one traktowane jako element tła, nie zaś obiekt interaktywny i nie można z nimi nic zrobić. A że zapas proszków jakim dysponujemy jest niewielki, a poza tym można go uzupełnić jedynie raz podczas rozgrywki, to sprawia, że zamiast czerpać radość z gry często zastanawiałem się, czy przypadkiem nie zużyłem ich za dużo i czy mi ich wystarczy do końca zabawy. Można wręcz zaryzykować stwierdzenie, że w ten sposób ta gra stała się jedną wielką czasówką, a to zaś przełożyło się na to, że podchodząc do danej zagadki myślałem o tym, by ja jak najszybciej rozwiązać, bo bałem się że zbyt długie myślenia nad daną łamigłówką spowoduje zbyt duży ubytek zdrowia i w konsekwencji zbyt małą ilość lekarstw, a tym samym, że moja Ellen nie dożyje do końca gry.

A skoro mowa o zagadkach, to znów znajdziemy ich tu całe mnóstwo. Jedne były łatwiejsze, inne trudniejsze, ale wszystkie bardzo fajne i logiczne. Ich rozwiązanie sprawiało mi sporą radochę, choć zdarzało mi się, że czasem miałem więcej szczęścia, niż rozumu (jak w przypadku łamigłówki z łódką i przewożeniem kamienia na drugi brzeg rzeki). Jedno zadanie wyglądało bardzo znajomo, choć tym razem trzeba było zrobić coś innego, niż w czwartej odsłonie serii gier o Drakuli (mówię tu o zadaniu z teatrzykiem). Poza tym było sporo wyzwań, w których trzeba było wykorzystać znalezione przedmioty, jak np. wspomniane na początku zmywanie smoły z portretu przy pomocy odpowiedniego rozpuszczalnika. Ponadto, jak i wcześniej, tak i tu mamy punkty i osiągnięcia za popchnięcie akcji do przodu, choć nieco zmieniono ilość tych pierwszych – zamiast 300 można maksymalnie zdobyć 360 oczek (mnie się udało 330); w przypadku tych drugich dalej jest ich 20 (ja skończyłem grę zatrzymując się na liczbie 17). Jest to fajne urozmaicenie rozgrywki oraz dobra motywacja do samodzielnego rozwiązywania wszystkich zagadek.


Obrazek

Przyjemność sprawiło mi również podziwianie widoków oraz innych elementów oprawy wizualnej. Dobrze dobrane, żywe kolory sprawiają, że różne elementy otoczenia wyglądają naturalnie. Czy to jakieś podziemne korytarze, czy to pomieszczenia w muzeum czy jakiekolwiek inne miejsce – ma ono dobrze oddany graficznie swój charakter; można wręcz powiedzieć, że każda lokacja ma swą duszę. Podobnie z postaciami – zarówno tymi znanymi z części czwartej, jak i z nowymi - są wykonane bardzo dobrze, jak żywi. Ich animacja oraz przerywniki filmowe są co najmniej tak samo dobre, a może nawet nieco lepsze od tych, które widać było w poprzedniku. Tak więc i tym razem warstwę graficzną zaliczę do plusów.

Jeśli zaś chodzi o stronę audio, to w zasadzie żadnych znaczących różnic (ani na plus, ani na minus) względem „The Shadow of the Dragon” nie uświadczyłem. Oznacza to, że wszelkie odgłosy otoczenia są praktycznie takie, jak w realnym świecie, a jeśli chodzi o muzykę, to nadal jest jej nieco mało, ale to, co można usłyszeć (szczególnie podczas filmików) jest bardzo dynamiczne i klimatyczne.


Obrazek

Sterowanie również nie wymagało jakichś wielkich poprawek czy przeróbek, więc ich nie wykonano. Generalnie to dobrze, bo obsługa gry jest prosta i intuicyjna. Szkoda tylko, że nie ulepszono systemu sejwowania, bo zapisywanie się tylko podczas wyjścia z programu ani wygodne, ani praktyczne nie jest.
Generalnie opisywany tu produkt jest udany i ma bardzo podobne zalety, jak i wady, jak część z numerkiem 4. Nie wiem czemu zdecydowano się na ich wydanie jako osobne tytuły, bo uważam, że jako całość te gry sprawiłyby lepsze wrażenie. Mimo tego, nie żałuję, że w nie zagrałem, bo dawno nie spotkałem gry z jednej strony dobrej fabularnie, z drugiej – bogatej w ciekawe zagadki, a z trzeciej – świetnie wykonanej od strony technicznej. Tak więc, polecam ją nie tylko miłośnikom serii o Drakuli, ale wszystkim przygodomaniakom.

OCENA GRY: 7/10

ZALETY:

+ fabuła
+ zagadki (wszystkie!)
+ oprawa audio – wizualna
+ interfejs

WADY:

- zdecydowanie za krótka!
- zepsuta „zabawa w doktora”
- za mało muzyki
- brak możliwości zapisu w dowolnym momencie

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Wróć do „Dracula 5: the blood legacy”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość