Goodbye Deponia - recenzja

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2605
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 54 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 33 razy
Płeć: Mężczyzna

Goodbye Deponia - recenzja

Postautor: Adam_OK » 14 kwietnia 2016, 19:07

Obrazek

Seria gier o Deponii jest dziwna. Nie chodzi mi o to, że główny bohater – Rufus – przez wielu graczy zwany jest antybohaterem, bo jest egoistycznym chamem, burakiem, prostakiem itp. Nie chodzi o to, że tytułowa planeta to jedno wielkie wysypisko śmieci, ani o nic co dotyczy fabuły czy zagadek. Chodzi o to, że twórcy tego cyklu – studio Daedalic Entertainment – dokonało rzeczy wręcz niebywałej – każda kolejna gra jest lepsza od poprzedniej. Choć kilka serii przygodówkowych ciągle jest jeszcze przede mną i sporo już za mną, to z czymś takim spotkałem się po raz pierwszy.

Co prawda wstęp do tej recenzji zdradził wyjątkowo dużo, jeśli idzie o moje odczucia i opinię o tej grze, to myślę, że warto zapoznać się ze szczegółami i dowiedzieć się, cóż takiego się poprawiło. Fabularnie mamy bezpośrednią kontynuację części drugiej – Rufus dalej szuka sposobu, aby razem z Goal dotrzeć do Elizjum. Ich podróż razem z Doktorkiem oraz Bozo na trawlerze tego ostatniego trwa dalej, ale nieco zmienił się (oczywiście wiadomo przez kogo ;) ) kurs i w efekcie pojazd naszych bohaterów ma bliski kontakt z krążownikiem Organonów. Jak to się skończyło, nietrudno się domyśleć, zwłaszcza komuś, kto zna wcześniejsze tytuły z serii. Wkrótce potem cała czwórka (pieszo) trafia do pewnego zapyziałego hotelu. Tam Doktorek naprawia w końcu umysł pięknej Elizjanki, ale nawet tam Rufus i spółka nie mogą liczyć na zbyt długą chwilę wytchnienia od Argusa, Kletusa i ich sługusów. Dalszy rozwój wypadków doprowadzi nasze alter ego w wiele różnych miejsc, wliczając w to nawet i... piekło. Czy uda się zrealizować ostateczny cel, to tego oczywiście nie napiszę, bo po co mam psuć wam zabawę. A ta jest naprawdę przednia, bo historia jest tu jeszcze bardziej zwariowana i jeszcze bardziej zakręcona niż w dwóch poprzednich Deponiach. Zapomnijcie o roz(s)trojeniu osobowości Goal z poprzednika. Tu dopiero będzie się działo, zwłaszcza gdy do akcji wkroczy... trzech Rufusów! Nie da się tego dobrze opisać słowami, to trzeba po prostu zobaczyć samemu. Dobra zabawa gwarantowana, a ponieważ naszego bohatera jest więcej niż wcześniej, to i tej zabawy też jest więcej – tym razem każdy z was zostanie przykuty do monitora na około 10 godzin.

Obrazek

Część z tego czasu każdy poświęci na rozwiązywanie zagadek. Tradycyjnie najwięcej jest tych przedmiotowych, ale (również tradycyjnie) jest też kilka łamigłówek. Wśród nich znajdziemy zabawę z przełączaniem kolorowych światełek w celu wyłączenia ogrzewania, pranie ubrań Kletusa, unikanie wścibskich oczu kamer i wiele, wiele innych. Są one naprawdę logiczne, ciekawe i zróżnicowane (także pod względem stopnia trudności), dzięki czemu ich samodzielne rozwiązanie daje sporą satysfakcję (plus osiągnięcie, jeśli gracie w wersję na Steama). Do tego mamy kolejne zadanie nieobowiązkowe – tym razem jest to szukanie jaj różnych gatunków dziobaków. Jest ich w sumie piętnaście, a od strony technicznej zrealizowano to tak samo, jak szukanie puzzli w części drugiej. Są też zadania, które można uznać za zręcznościowe, do nich zaliczyłbym przede wszystkim zadanie z myciem zębów. Otóż należy udawać w nim odbicie lustrzane (byłego) narzeczonego Goal i w tym celu należy naśladować jego ruchy. Poprawność wykonania pokazuje pasek po prawej stronie i jeśli zostanie on zapełniony, to wówczas przechodzimy do dalszego etapu. O ile naśladowanie ruchów w pionie i poziomie jest proste i nie powinno nikomu zająć więcej niż piętnaście sekund, to gorzej jest z ruchami okrężnymi. Jeśli dobrze zobaczyłem, to gra mi to zaliczyła dopiero wówczas gdy wspomniany pasek nie tylko miał maksymalną długość, ale i gdy taki stan rzeczy utrzymał się przez 2-3 sekundy. Skąd to stwierdzenie? Otóż bowiem kątem oka widziałem jak ze trzy razy ten pasek na krótką chwilkę dobił do końca, ale zaraz potem się cofnął, a ja musiałem próbować dalej. Było to nieco frustrujące, ale nie aż tak bardzo. Po kilkunastu próbach udało mi się to zrobić, a że po każdej z nich nie musiałem powtarzać tego, co zostało mi już zaliczone wcześniej, więc czepiać się tego nie będę. Poza tym w łamigłówkach zaszła jedna, według mnie, pozytywna zmiana. Polega ona na tym, że po prawej stronie ekranu, obok przycisku „pomiń” jest duży, czerwony guzik ze znakiem zapytania. Po kliknięciu na niego pojawi nam się instrukcja do zagadki objaśniająca w kilku zdaniach o co w niej chodzi. Cieszę się, że to się pojawiło, bo bardzo mi tego brakowało, szczególnie w poprzedniej części przy okazji Dziobakobataki.

Niczego mi za to nie brakowało jeśli chodzi o oprawę graficzną. Panowie z Daedalic Entertainment słyną z tego, że ich dzieła okraszone są piękną, dwuwymiarową stroną wizualną. Nie inaczej jest i tutaj, bo choć Deponia to jedna wielka góra śmieci, to jest to bardzo kolorowa góra śmieci :) Barwy jak zwykle są żywe, do animacji postaci też większych zarzutów nie mam, a do tego dochodzi sporo ładnie wykonanych przerywników filmowych. Podczas części z nich możemy wysłuchać, trzeciej już, ballady narratora. I choć jej linia melodyczna nie zmieniła się, to mi to nie przeszkadza. Po co bowiem zmieniać coś, co brzmi naprawdę dobrze? Podobną opinię mam o innych kawałkach oraz o różnych dźwiękach towarzyszących nam podczas zabawy. Trudno by było inaczej, skoro ani przez moment nie przyszło mi do głowy, aby ściszyć albo wyłączyć głośniki. Te dźwięki to czysta rozkosz dla uszu i choć zapewne nie zostaną w mej pamięci na długo, to i tak pozostawiły w niej spore, pozytywne wrażenie.

Obrazek

To wrażenie zostało zwiększone również poprzez (specyficzny) humor, którego w tym tytule, podobnie jak i w innych grach z tej serii nie brakuje. Najwięcej powodów do uśmiechu dostarcza Rufus, który robi to na kilka sposobów. A to rzuci jakiś cięty komentarz, a to sypnie jakimś dowcipem (nawet jeśli jest to suchar, to w jego wykonaniu i tak jest on śmieszny), a to wywoła jakąś zabawną sytuację. A przecież nie tylko główny bohater i jego zachowanie potrafią rozweselić. Swój udział w tym mają także i nawiązania do różnych dzieł popkultury. Takim, które najbardziej rzuca się w oczy, jest to związane z postacią pewnego hydraulika oraz z pierwszą grą, w jakiej on się pojawił – „Donkey Kong”. Tak więc jeśli ktoś ma przysłowiowego doła, to niech sięgnie po tę produkcję, a humor mu się poprawi.

Na koniec warto wspomnieć nieco o sterowaniu i o polonizacji. To pierwsze niczym się nie różni od tego, do którego przyzwyczaiły nas dwie poprzednie odsłony przygód Rufusa i Goal. Jest ono naprawdę proste do opanowania, że nawet kilkuletnie dziecko w mig jej rozgryzie. Jeśli zaś mowa o lokalizacji – to mamy do czynienia z wariantem kinowym, a więc tłumacze skupili się na napisach. Zrobili to na tyle dobrze, że niczego nie przeoczyli (jak to miało miejsce z Dziobakobataką w poprzedniku). Poza tym do jakości tłumaczenia też większych zarzutów nie mam, nie napotkałem również jakichś poważnych błędów ortograficznych czy interpunkcyjnych. Tak więc, jeśli ktoś z angielskim albo niemieckim nie jest za pan brat, to nie ma co narzekać, bo dzięki polskiej wersji językowej i taka osoba może cieszyć się tą grą.

Obrazek

Czytając ten tekst można odnieść wrażenie, że ostatnia (w pierwotnych założeniach twórców) gra o Deponii jest bez wad. Otóż jest jedna, na tyle poważna, że odejmę za nią sporo punktów z końcowej oceny. To zakończenie fabuły, które mi (i nie tylko) nie przypadło do gustu. O ile zrozumiałbym jeszcze gdyby Rufusowi nie udało się dotrzeć do Elizjum, ale np. zostałby na starych śmieciach (dosłownie ;) ) razem z Goal. Stwierdziłbym zapewne, że nie można mieć wszystkiego, ale źle nie jest. A tak, po tym co zobaczyłem, to byłem bardzo rozczarowany. Ciągle po głowie mi chodziły myśli typu „Że co?! Co to za koniec? Kto wymyślił coś tak beznadziejnego?” Nie chcę pisać dokładnie, co takiego się stało, bo to temat na dłuższą pogadankę (którą postaram się niedługo stworzyć).

Mimo tego zwieńczenia rozgrywki uważam, że „Goodbye Deponia” to naprawdę udana produkcja. Ciekawa fabuła zapewniająca długą rozgrywkę, sporo zagadek, dobrego (choć specyficznego) humoru w udanej oprawie audio – wizualnej z niezłą polonizacją. Naprawdę na rynku niewiele jest tytułów, które mają to wszystko, tak więc jeśli ktoś jeszcze nie zagrał w tę grę, to niech jak najszybciej nadrobi tę zaległość, a nie pożałuje.


OCENA GRY: 8,5/10

ZALETY:

+ fabuła
+ zagadki
+ humor
+ grafika
+ muzyka i dźwięki
+ polonizacja

WADY:

- fatalne zakończenie

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Awatar użytkownika
Szczery
Publicysta
Posty: 216
Rejestracja: 11 stycznia 2016, 21:02
Ukończone gry przygodowe - link do tematu: viewtopic.php?p=45388#p45388
Podziękował(a): 6 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 2 razy
Płeć: Mężczyzna

Re: Goodbye Deponia - recenzja

Postautor: Szczery » 21 kwietnia 2016, 23:21

Z żalem muszę skrytykować tę recenzję :( Napisana jest dobrze, rzetelnie, stylistycznie poprawnie lecz... To jest recenzja tylko i wyłącznie dla osób, które już grę przeszły. Gdybym przeczytał ją zanim ogarnąłem trylogię, to już miałbyś we mnie wroga za to, ile upchnąłeś w niej zdradliwych spoilerów. Piszesz od razu co się dzieje przez intro i cały pierwszy rozdział w motelu, w paru miejscach recenzji też wdajesz się niepotrzebnie w pewne szczegóły... Jak fakt że pojawia się trzech Rufusów. Dla osoby takiej jak ja, która ceni sobie samodzielne poznawanie gry "tak jak autor gry przykazał", z świeżym umysłem (do tego stopnia że nie patrzę wciąż na plakat z postaciami z Deponii Doomsday), takie coś to byłoby jak plaskacz w twarz od autora recenzji, bo to był jeden z bardziej plot-twistowych momentów tej części. No i jeszcze trochę głęboko wchodzisz w kwestię zakończenia, eliminując u czytelnika jedną z bardziej prawdopodobnych możliwości (napisałeś wprost, że Rufus nie zostanie z Goal na Deponii) i prowokując u czytelnika własne podejrzenia. Zdaję sobie sprawę, że nie każdy ma takiego hopla na punkcie spoilerów jak ja, niektórym one wręcz w niczym nie przeszkadzają, lecz tak czy siak jak na tekst który ma być jedynie recenzją, było tego ciutkę za dużo. Takie jest moje zdanie.

A zakończenie Deponii uwielbiam (choć mogłoby zostać nieco "ciężej" przedstawione) i nie zgodzę się, że powinno widnieć w wadach tytułu. Kwestia sporna, można np. woleć aby Rick w zakończeniu Casablanki zabił w pijackim w szale Laszlo,Ilsę i Renaulta, zamiast zrobienia tego co zrobił, ale nie zmieni to faktu, że film jest świetny :P Ale to już akurat jest narzekactwo z mojej strony bo rozumiem, że skoro to tak wpłynęło na Twój odbiór gry, to w ocenie musiało swe odbicie znaleźć :)
Aktualnie grane:
Rogue Galaxy
Tex Murphy - Martian Memorandum
Murdered: Soul Suspect

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2605
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 54 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 33 razy
Płeć: Mężczyzna

Re: Goodbye Deponia - recenzja

Postautor: Adam_OK » 22 kwietnia 2016, 01:03

Z tymi spoilerami, to chyba nieco przesadziłeś. O rozdziale w motelu napisałem dosłownie jedno zdanie zawierające ogólną informację co się dzieje z Goal. Nie napisałem zaś zupełnie niczego, jak do tego dochodzi, co robi Rufus, Kletus, Argus i jak dalej rozwija się fabuła. Poza tym nie uważam informacji o naprawieniu umysłu Goal jako spoiler, bo każdy, kto ukończył druga część domyślił się, że to musiało się stać na początku części trzeciej. Informacja o trzech Rufusach to też żaden spoiler, bo było o tym głośno. O ile dobrze pamiętam, to gdy grałem w tę grę po raz pierwszy tuż po jej premierze, to wiedziałem, że prędzej czy później napotkam na ten etap. Zresztą za pierwszym podejściem zmęczył mnie ten fragment, uważałem, że jest za długi i trochę nudny, ale przy drugim podejściu do tej gry zmieniłem zdanie i dlatego nie zaliczyłem tego do wad. Co do zakończenia - podałem jak się gra NIE KOŃCZY, ale jest sto pięćdziesiąt innych opcji, które można sobie wyobrazić po przeczytaniu tego tekstu, a przed zagraniem w tę grę, więc tu też nie widzę żadnego spoilera. Poza tym po przejściu czwórki nieco inaczej na nie patrzę, ale tuż po pierwszym ukończeniu tej gry, gdy nawet przez głowę mi nie przechodziło, że trójka NIE BĘDZIE ostatnią grą z serii, to byłem wręcz wściekły, jak je zobaczyłem. Raz, że inaczej je sobie wyobrażałem, a dwa, że podobny efekt końcowy możnaby uzyskać, gdyby Rufus nie zrobiłby tego, co zrobił na koniec trójki ;) Teraz, po czwórce, dalej mi się to zakończenie nie podoba, ale nieco mniej, bo już je "przetrawiłem" i nieco do niego przywykłem.
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl


Wróć do „Goodbye Deponia”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość