11th hour, the - recenzja

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2735
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 58 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 36 razy
Płeć: Mężczyzna

11th hour, the - recenzja

Postautor: Adam_OK » 31 grudnia 2018, 16:01

Obrazek

Pisząc recenzję poprzednika omawianej tu gry obiecywałem, że postaram się rozstrzygnąć spór pt. która z tych dwóch części jest lepsza. Wiadomo, że nie każdy musi się zgodzić z moim zdaniem, więc napiszę tylko (a może i aż), jak to wygląda z mojej perspektywy. Co prawda, planowałem ten tekst nieco wcześniej, ale (jak to się mówi) lepiej późno niż wcale. Tak więc nie ma co się rozgadywać, tylko należałoby przejść do rzeczy.

Fabularnie nie jest to bezpośrednia kontynuacja gry „The 7th Guest”, ale znajdziemy tu sporo powiązań z prequelem. Najważniejszym z nich jest Stauf i jego rezydencja, do której udaje się niejaka Robin Morales. Jest ona dziennikarką, która pragnie zrobić reportaż o wydarzeniach z rzeczonej posiadłości, które miały w niej miejsce kilkanaście lat wcześniej. Udaje się jej dotrzeć m. in. do Samanthy – dziś dorosłej kobiety przykutej do wózka, a wtedy małej dziewczynki, której cudem udało się wyjść ze wspomnianej wyżej rezydencji. Robin wchodzi do niej, ale tu się ślad o niej urywa. I tu do akcji wkracza gracz. Wcielamy się w postać Carla Denningsa, który jest chłopakiem wspomnianej dziennikarki. Przybywa on za nią do nieruchomości Staufa, gdzie z pomocą Samanthy, próbuje rozwiązać tajemnice, które skrywa ten dziwny dom i odnaleźć swą ukochaną. Czy mu się to udało, to tego nie zdradzę, bo do tego lepiej dojść samemu. Mnie zajęło to kilkanaście godzin (dokładnie trzynaście), co jest wynikiem znacznie lepszym niż dzisiejsze standardy. Co ciekawe, na końcu czekał na mnie wybór jednego z trzech możliwych zakończeń, z których tylko jedno jest uznawane za dobre (i to wcale nie to, które za takowe może uchodzić na pierwszy rzut oka). To wszystko, w połączeniu z ciekawą historią sprawia, że za ten element daję plusa.

Obrazek

Kolejną mocną stroną tej gry są zagadki. Tak, jak wcześniej, tak i tu mamy bardzo dużo zadań nieprzedmiotowych. Niektóre z nich są podobne do tego, co znamy z poprzednika np. łamigłówka na plastrze miodu jest inną wersją zadania mikroskopowego z „The 7th Guest”. Jest też kilka zagadek szachowych, jest też wiele innych. Generalnie większość z nich bardzo mi się podobała, choć było nieco upierdliwych (np. wspomniany plaster miodu). Na szczęście, można było skorzystać z pomocy wspomnianej Samanthy. W przypadku zadań nieprzedmiotowych była ona dwojaka. Czasem skorzystanie z tej opcji powodowało automatyczne rozwiązanie dręczącego nas problemu i przejście dalej w mgnieniu oka. Czasem zaś oznaczało to, że nasza towarzyszka wykona za nas jedynie kolejny ruch. Chcąc więc ominąć daną łamigłówkę należało wówczas przynajmniej kilkanaście razy skorzystać z tej formy wsparcia. Biorąc zaś pod uwagę fakt, że za każdym razem oznaczało to wysłuchiwanie tekstu „Czy na pewno chcesz, abym wykonała kolejny ruch?” oraz potwierdzenie tego wyboru przez kliknięcie „tak”, to jest to co najmniej irytujące. To jednak nie wszystko, bo pojawiły się również zadania związane z różnymi przedmiotami. Polegają one na tym, że Stauf na pewne urządzenie przysyła nam wiadomość tekstową. Jest w niej pewna zagadka, np. anagram. Po jej rozwiązaniu należy odnaleźć w posiadłości przedmiot, który się do niej odnosi i go kliknąć. Często owocuje to krótką animacją lub przerywnikiem filmowym, po czym przychodzi kolejna wiadomość z kolejną łamigłówką. No dobrze, ale co to za urządzenie, o którym piszę? Jest to coś, co wygląda trochę jak pager albo telefon komórkowy starego typu (z klawiszami). Używa tego Carl (co można zauważyć na jednej z cut-scenek), a dla gracza jest to ekran z menu gry. OK, skoro już wiadomo, co to jest, to w takim razie co sądzę o tych zadaniach? Cóż, niby fajnie, że są (bo to w końcu coś nowego w porównaniu z prequelem), ale czasem te wiadomości były dla mnie totalnie bez sensu. OK, tu również można skorzystać z pomocy Samanthy, i to kilkuetapowej (od niewiele wnoszących informacji do pełnego rozwiązania). Tyle, że te podpowiedzi to czasem informacje w stylu „To jest anagram.” lub klika sms-ów później „To też jest anagram.” Ponadto zdarza się, ze to „rozwiązanie” było tak podane, że nadal nie wiedziałem o co chodziło. Tak więc mówiąc krótko – pomysł dobry, wykonanie gorsze. A jeśli idzie o całokształt tego elementu rozgrywki – generalnie oceniam go na plus, bo raz, że zadań nieprzedmiotowych było bardzo dużo, a dwa – (jak to wspominałem nieco wyżej) duża część z nich była naprawdę ciekawa i stanowiła spore wyzwanie dla szarych komórek. Ich rozwiązanie dawało sporo satysfakcji, więc końcowa ocena łamigłówek musi być pozytywna.

Obrazek

Graficznie jest naprawdę dobrze. Oczywiście, należy uwzględnić tu fakt, że tytuł ten miał swoją premierę ponad dwadzieścia lat temu. Nie należy więc oczekiwać fajerwerków w stylu milion poligonów na postać, dynamicznych cieni czy antyaliasingu, a piksele widoczne na ekranie nie powinny nikogo dziwić. Jeśli jednak weźmiemy poprawkę na to, o czym wspomniałem wyżej, to naprawdę ta produkcja graficznie wygląda bardzo dobrze. Duża szczegółowość lokacji to cecha charakterystyczna tej gry. W każdym pokoju znajdziemy nie tylko meble, ale też różne bibeloty, które na nich stoją np. statek w butelce, laleczki czy inne figurki, klocki itp. Jako, że akcja tego dzieła studia Trylobite dzieje się wiele lat po wydarzeniach pokazanych w „The 7th Guest”, więc na tych wszystkich pomieszczeniach i przedmiotach widać upływ czasu np. w postaci warstwy kurzu, pajęczyn, pordzewiałych elementów metalowych czy zbitego szkła. A gdy do tego dodamy naprawdę dobre przerywniki filmowe, to trudno nie docenić kunsztu grafików. A jeśli mowa o cut – scenkach to zastosowano tu dosyć ciekawe rozwiązanie. Nie chodzi mi o to, że występują w nich aktorzy, ale o coś innego. Mianowicie po rozwiązaniu pojedynczej zagadki dostajemy w nagrodę tak scenkę trwającą kilkanaście sekund, może trochę więcej. Gdy zaś przejdziemy większą część fabuły, to naszym oczom ukazuje się kilkuminutowy filmik, którego częściami są te krótsze, które widzieliśmy wcześniej. Oczywiście, poza tym są dodatkowe sceny, które łączą te widziane wcześniej fragmenty w spójną całość. Ponadto w ocenie sfery wizualnej należy uwzględnić całkiem ładne animacje przejścia z jednego pomieszczenia do drugiego (lub ewentualnie wejścia/zejścia po schodach). Owszem, widząc je piętnasty raz (bo nie da się ich przewinąć) robią się nieco irytujące, ale to nie jest coś, co znacząco wpływa na odbiór grafiki jako całości.

Dźwiękowo też jest bardzo dobrze. W tle przygrywa całkiem fajna muzyczka, która zmienia się w zależności od tego, w jakim pokoju właśnie przebywamy. Do tego bardzo dobrze (pod względem głosowym) dobrani aktorzy, którzy brzmią naturalnie i w tym, co mówią słychać emocje im towarzyszące. „Creme de la creme” to Stauf, którego komentarze towarzyszą nam cały czas. Jak coś nam się nie uda, lub zaczniemy klikać na każdy możliwy przedmiot to często nas wyśmiewa a to sugerując, że jesteśmy owocem związku kazirodczego, a to że bardziej inteligentne od nas są różne zwierzęta czy nawet ptasia kupa. Jedne są mniej dosadne, inne bardziej, a niektóre wręcz chamskie, ale zarówno one, jak i ten złowieszczy śmiech im towarzyszący bardzo pasują do tej postaci. Podobnie jest z reakcją naszego przeciwnika na nasz sukces – złość i zdenerwowanie w jego głosie oraz komentarze w stylu „trafiło się ślepej kurze ziarno” są bardzo naturalne i budujące klimat tej gry. Za to wszystko należy się kolejny plus.

Obrazek

O sterowaniu napiszę, że jest praktycznie takie samo, jak wcześniej. Mamy widok z oczu bohatera, poruszamy się skokowo, a wszystkie czynności wykonujemy myszką. Kursor też jest praktycznie taki sam, jak w „Siódmym Gościu” i zmienia swój kształt analogicznie, jak to już było wcześniej. Nic nowego tu nie wymyślono, i dobrze, bo nie uważam, by była potrzeba nanoszenia w tym aspekcie jakichkolwiek poprawek.

Z innych spraw technicznych dodam, że tym razem, można skorzystać z opcji „Load Game” nie tylko tuż po uruchomieniu programu, ale w każdym innym momencie też. Ponadto tu również mamy do dyspozycji mapę (choć oczywiście nieco inaczej wyglądającą niż to było w prequelu), na której pokazano m. in. do jakiego pokoju możemy się udać w celu rozwiązania czekającego tam na nas zadania. Miejsc na zapisy również (tak, jak w „The 7th Guest”) jest mało, ale i tu da się to przeżyć.
No dobrze, czas udzielić odpowiedź na pytanie – która część lepsza? W zasadzie to tak jednoznacznie nie umiem tego zrobić. Powód jest prosty – fabularnie (oraz, co zrozumiałe, technicznie) lepsza jest opisywana tu produkcja. Z kolei jej poprzednik (mimo wszystko) jest lepszy pod względem zagadkowym, głównie z powodu nieraz dziwnych i niezrozumiałych łamigłówek słownych, które Carl dostaje na swoje urządzenie. Pozostałe elementy wychodzą na remis, więc sumarycznie również dam taką samą ocenę, jaką dałem poprzedniemu dziełu studia Trylobite.

OCENA GRY: 8/10

ZALETY:
+ fabuła
+ generalnie zagadki
+ oprawa audio – wizualna
+ sterowanie i interfejs


WADY:

- część zagadek „sms-owych”
- nieprzewijalne animacje i parę innych drobiazgów

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Wróć do „11th hour, The”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość