Gone home - recenzja

Awatar użytkownika
adventurka
Administrator
Posty: 1754
Rejestracja: 16 lutego 2012, 00:23
Lokalizacja: Słupsk
Podziękował(a): 80 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 33 razy
Płeć: Kobieta

Gone home - recenzja

Postautor: adventurka » 27 października 2013, 14:45

Obrazek
W sierpniu bieżącego roku amerykańskie studio Fullbright Company wypuściło na rynek swój debiutancki projekt – interaktywną opowieść z dreszczykiem, zatytułowaną Gone Home.

Akcja gry toczy się w Portland w ciągu kilku godzin pewnej czerwcowej nocy 1995 roku. Wcielamy się w niej w postać Kaitlin Greenbriar. Młoda kobieta wraca po rocznym pobycie w Europie do rodzinnej posiadłości, która właściwie jest jej obca. Rodzice odziedziczyli ją podczas jej nieobecności i zamieszkali tam wraz z jej młodszą siostrą. Na ganku nikt nie wita Katie – dom jest pusty. Gdzie się podziali jej bliscy? Gdy dziewczyna wchodzi do środka, jest dobrze po północy. Za oknem szaleje burza, a wewnątrz straszą jakieś cienie i podejrzane stukoty.

Na otoczenie patrzymy oczami bohaterki, a dom jest imponujący. Realistycznie odwzorowany, przerażający, mroczny i rozległy, z mnóstwem zakamarków, ze schowkami i tajnymi przejściami. Wszędzie natykamy się na rzeczy, których mieszkańcy nie zdążyli uporządkować, i odnajdujemy to, co skrzętnie ukryli. W jego trójwymiarowym
Obrazek
środowisku poruszamy się swobodnie za pomocą klawiatury, a badając otoczenie, wykorzystujemy również myszkę. Wędrówkę ułatwia nam mapa, uzupełniana w miarę przechodzenia z jednego pomieszczenia do drugiego. Najbardziej drobiazgowemu badaczowi obejrzenie posiadłości nie zajmie więcej niż kilka godzin, jednak w razie potrzeby grę możemy przerwać i w dowolnym momencie zapisać jej stan. Zagadki inwentarzowe są do policzenia na palcach jednej ręki, a puzzli logicznych nie ma wcale. Wątek spirytystyczny i niepokojąca oprawa audiowizualna dramatyzują rozgrywkę, ale tak naprawdę skupiamy się na oglądaniu i czytaniu.

W trakcie eksploracji przeszukujemy szafy, szuflady, a nawet kosz na śmieci, pralkę i lodówkę. Podnosimy przedmioty, które możemy obejrzeć ze wszystkich stron, ale zabieramy ich ze sobą niewiele, więc inwentarz jest skromny. Najwięcej wskazówek dają nam dokumenty. By ułatwić sobie odcyfrowanie ręcznych zapisków, możemy wyświetlić ich treść wydrukowaną standardową czcionką. Listy, pocztówki, notatki, ulotki reklamowe, książki i wprawki
Obrazek
pisarskie – to głównie one prowadzą nas do rozwiązania zagadki domu przy Arbor Hill. Ich mnogość powoduje, że brak polonizacji daje się we znaki. Niestety, bez czytania nie zrozumiemy, jak mogło dojść do sytuacji, w jakiej znalazła się wracająca do domu Katie, i nie odkryjemy tajemnicy jej młodszej siostry, Samanty.

Gone Home to przede wszystkim obyczajowa historia o zbuntowanej i zakochanej nastolatce. Jest w tej opowieści to, czego spodziewamy się po love story: niepewność uczuć, emocje, konflikty z otoczeniem, trudne wybory i optymistyczne zakończenie. Banalne? Trochę, ale problem siedemnastolatki wykracza poza ramy doświadczeń dostępnych większości z nas. Sam radzi sobie z nim na swój niedojrzały sposób i krytykować ją mogą tylko ci, którzy osobiście stanęli przed podobnym dylematem. W jej postaci znajdujemy
Obrazek
chwytającą za serce szczerość i uczciwość, i siłę, która wzbudza szacunek dla młodej bohaterki.

Od Fullbright Company otrzymaliśmy piękną i mądrą historię, z wyczuciem i interesująco opowiedzianą, sprawnie zrealizowaną pod względem technicznym. Czy spodoba się ona graczom? Pewnie nie wszystkim, jak to zwykle bywa. Bo za krótko i za łatwo... Bo brakuje zagadek... Bo nie ma żadnej akcji, a czytanie setnego dokumentu staje się nużące... Ci, którzy nie gustują w interaktywnych historiach, będą mieli więcej podobnych zastrzeżeń i im tej gry nie polecam. Mnie się ona bardzo podobała. Jest świetna, ale wolałabym, żeby nie skupiała się na jednym wątku i była mniej dosłowna, bo gdy nie ma niedopowiedzeń, nie ma miejsca na spekulacje i nie ma do czego wracać.

Moja ocena: 8/10

Zalety:
Gra jest interaktywną opowieścią – a story exploration video game – jak określili ją twórcy. Miłośnicy tej odmiany przygodówek, znajdą w niej same zalety:

  • wzruszającą i ciekawie opowiedzianą historię
  • wyrazistą postać bohaterki, uwiarygodnioną świetnym angielskim dubbingiem
  • nastrojowe wnętrza owianego złą sławą domu
  • mnóstwo zakamarków do zbadania
  • wiele prywatnych tajemnic do odkrycia
  • łatwość poruszania się w szczegółowym trójwymiarowym środowisku
  • możliwość zapisania stanu gry w dowolnym momencie
  • rozgrywkę niepozbawioną dreszczyku emocji, ale bez obawy o życie bohatera
Wady:
Dla przeciwników interaktywnych historii samo istnienie tej produkcji będzie pewnie jednym wielkim nieporozumieniem. Ja je lubię i w Gone Home nie widzę wielu wad. Moje zastrzeżenia dotyczą nie tylko jej twórców, ale również wydawców, jednak piszę tu o nich, by zasygnalizować istnienie problemu. Dla mnie ta gra przede wszystkim jest zbyt:

  • droga – mimo trwającej w tym momencie promocji, cena wydaje się wygórowana, szczególnie, że rozgrywka nie oszałamia długością
  • trudna językowo ze względu na bardzo dużą ilość tekstu
  • skupiona na głównym wątku, a przez to mało rozbudowana
  • monotonna przez brak animacji


Miło mi powiadomić, że ekipa Bartle Doo In Polish przygotowała spolszczenie do Gome Home - zobacz wątek na forum.
Kontakt w sprawach forum: adventurka[at]przygodomania.pl

Wróć do „Gone home”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość