Raven: legacy of a master thief, The - recenzja

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2303
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 26 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 28 razy
Płeć: Mężczyzna

Raven: legacy of a master thief, The - recenzja

Postautor: Adam_OK » 12 lutego 2017, 20:43

Obrazek

Specjalistą od epizodycznych przygodowek jest niewątpliwie studio Telltale Games. Wypuściło ono m.in. po trzy sezony „Sama i Maxa” oraz „The Walking Dead” oraz wiele innych odcinkowych tytułów, np. „Back to the Future”. Kilka lat temu studio King Art Games, znane głównie z cyklu „The Book of Unwritten Tales”, postanowiło spróbować się na tym polu. Powstała więc gra „The Raven: Legacy of Master Thief”, o której dziś kilka słów napiszę.
Tytułowy Raven to genialny złodziej, który zyskał swój przydomek, gdyż na miejscu zbrodni zostawiał krucze pióro. Jego łupem padały cenne przedmioty, nic więc dziwnego, że gdy znany (i bardzo cenny) klejnot o nazwie Oko Sfinksa miał odbyć podróż z Londynu do Kairu, to starano się zabezpieczyć możliwie maksymalnie podróż Oka, aby nie padło ono łupem Kruka. Jedną z osób mających dbać o bezpieczeństwo jest niejaki Jakob Anton Zellner – konstabl ze Szwajcarii, który w Zurychu wsiada do Orient Expressu, którym przewożony jest wspomniany cenny ładunek. Tym środkiem lokomocji dociera on do Wenecji, skąd wypływa statek o nazwie MS Lydia.
Obrazek


Nim to udajemy się do Kairu, gdzie ma się wszystko wyjaśnić. Jakie to wyjaśnienie jest, tego nie zdradzę, bo to trzeba zobaczyć samemu, ale pamiętam, że gra mnie w tym elemencie zaskoczyła... dwa razy. W pierwszym przypadku stało się to, gdy Zellner (którym sterowaliśmy) w połowie drugiego epizodu był gotów podać nazwisko Kruka. Zastanawiałem się jak to możliwe? Czy aby nie za wcześnie na to, w końcu gra składa się z trzech części. Okazało się, że tak naprawdę wtedy nie zdradzono nazwiska sławnego złodzieja, a jednocześnie gracz został cofnięty w czasie, by móc spojrzeć na przebieg wydarzeń oczami Aldiego – młodego pomocnika tytułowego złodzieja. To właśnie on, jak i jego dobra znajoma Patricia, zostaną oddani pod kontrolę gracza w dalszej części opowieści. I dopiero na koniec trzeciego epizodu poznamy prawdziwą tożsamość Kruka. W tym momencie zostałem zaskoczony po raz drugi, bo zupełnie nie spodziewałem się, że jest nim ta osoba. I zapewniam was, dla tego momentu, dla tego szoku watro poświęcić tej grze czas. W sumie na wszystkie trzy rozdziały potrzeba około 10-15 godzin, co jak na współczesne standardy, jest wynikiem więcej niż przyzwoitym. A gdy dodamy do tego fakt, że intryga jest poprowadzona na tyle ciekawie, że nie sposób się nudzić nawet oglądając pewne wydarzenia po raz drugi, to z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że fabularnie jest to naprawdę udana produkcja.


Obrazek
Zagadkowo też jest naprawdę nieźle. Co prawda najwięcej zadań jest związanych z właściwym wykorzystaniem zawartości naszych kieszeni, ale nie tylko. Trzeba też będzie np. włamać się do jednej z kajut na statku używając do tego własnoręcznie przygotowanego wytrychu czy w kairskim muzeum rozwiązać łamigłówkę dotyczącą synów Horusa. Oczywiście to nie wszystko, więc miłośnicy zadań „puzzlowatych”, do których i ja się zaliczam, zawiedzeni czuć się nie mogą (choć jakby dodano ze dwie – trzy takie zagadki, to bym się nie pogniewał). Zresztą nie tylko ich ilość, ale i jakość również stoi na wysokim poziomie, bo wszystko jest logiczne i sensowne. Dzięki temu przyjemność płynąca z grania była jeszcze większa.

Zwiększała ją również bardzo klimatyczna oprawa wizualna. Szczególnie docenić ja powinni fani twórczości Agathy Christie i postaci przez nią stworzonej – Herculesa Poirota. Nie wiem, jak to było w przypadku innych osób, ale jak dla mnie skojarzeń ze słynnym belgijskim detektywem nie brakowało. Pierwszym była postać Zellnera – aktor wyglądający jak on mógłby być dublerem Davida Sucheta (czyli człowieka wcielającego się w Poirota w wielu filmach nakręconych na podstawie powieści Agathy Christie). Po drugie – podróż Orient Expressem przywołała mi natychmiast powieść o morderstwie w nim popełnionym. Po trzecie – podróż statkiem (co prawda po morzu, a nie po rzece, ale z podobnymi „atrakcjami” w jej trakcie) zapaliła w mojej głowie lampkę o nazwie „Śmierć na Nilu”. A to tylko przykłady najbardziej rzucające się w oczy, zapewne było coś więcej, ale o tym zapomniałem. Wspominam o tym, gdyż dla mnie te skojarzenia są jak najbardziej pozytywne. W końcu skąd czerpać wzorce dobrej opowieści kryminalnej, jak nie od mistrzyni tego gatunku?
Obrazek
No dobrze, ale odbiegłem nieco od tematu, którym była grafika. Wspomniałem nieco o wyglądzie jednego z bohaterów, ale i pozostałym nie można nic zarzucić. Wszyscy bowiem wykonani zostali starannie i każdy z nich ma swoje unikalne cechy. Ich animacja również jest naprawdę udana (choć zdarzało się, że postać idąc gdzieś się zaklinowywała), podobnie jak tła czy inne elementy graficzne. Bardzo podobały mi się również przerywniki filmowe – dynamiczne i intrygujące. Trochę gorzej prezentuje się kwestia hotspotów – raz, że po wciśnięciu odpowiedniego przycisku podświetlane są one nieco zbyt krótko, a dwa, że czasem się one pojawiają i znikają w zależności od wybranej rozdzielczości ekranu (zwykle przy mniejszej wartości tego parametru nie wszystkie miejsca aktywne były widoczne, można było je zobaczyć po zwiększeniu „rozdziałki”; możliwe są jednak sytuacje odwrotne do opisanej tutaj). W sumie więc strona wizualna sprawia dobre wrażenie, ale jednocześnie potrafi przysporzyć nieco kłopotów.

Na szczęście dźwiękowo i muzycznie wszystko gra (dosłownie i w przenośni). Wszelkie odgłosy brzmią naturalnie, głosy postaci dobrze dobrano (lecz czasem dziwnie milkną, choć wyświetlające się u dołu kwestie dialogowe sugerują, że rozmowa się jeszcze nie skończyła), a kawałki przygrywające w tle są miłe dla ucha, choć na dłużej w pamięci nie pozostają. A w zasadzie nie zostają, ale z jednym wyjątkiem – jeden kawałek mi się skojarzył nieco z fragmentem ścieżki dźwiękowej filmu „Poszukiwacze Zaginionej Arki”. Jeśli o mnie chodzi jest to bardzo dobre skojarzenie, bo rzeczony film bardzo lubię i nieraz go sobie odświeżam, choć znam go praktycznie na pamięć, podobnie jak soundtrack z niego. To skojarzenie jest miłym smaczkiem, dzięki czemu muzyka w tej grze zasługuje na miano co najmniej bardzo dobrej.

Nieco niżej oceniam polonizację, choć od razu trzeba zaznaczyć, że wykonała ją grupa osób z redakcji jednego z polskich czasopism branżowych, a nie profesjonalni tłumacze gier. Skupili się oni na tekście, pozostawiając angielski dubbing. Generalnie wyszło im nieźle, choć nie ustrzegli się wpadek. Największa z nich dotyczy pomylonych płci – jakąś kwestię wypowiada kobieta, a w polskim tłumaczeniu użyto męskich form czasowników. Poza tym poprawnie, ustrzeżono się zwłaszcza różnych błędów ortograficznych czy interpunkcyjnych.

Ogólnie rzecz biorąc „The Raven: Dziedzictwo Mistrza Złodziei” to solidny tytuł. Jego główne atuty to ciekawa fabuła zwieńczona zaskakującym zakończeniem, klimat z powieści Agathy Christie, niezłe zagadki czy udana oprawa audiowizualna. Nie ustrzeżono się jednak kilku, nieco denerwujących błędów, ale i tak uważam, że jest to gra, po którą każdy miłośnik dobrych, przygodówkowych kryminałów sięgnąć powinien.
Obrazek


OCENA GRY: 8/10

ZALETY:

+ fabuła
+ zaskakujące zakończenie
+ klimat z powieści Agathy Christie
+ ciekawe zagadki
+ niezła oprawa graficzna
+ muzyka
+ polonizacja (wrażenie ogólne)

WADY:

- postać może się zaklinować
- czasem nie widać aktywnych punktów
- pomyłki „płciowe” w polonizacji
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Wróć do „Raven: legacy of a master thief, The”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość