Baron Wittard: nemesis of ragnarok - recenzja

Awatar użytkownika
Urszula
Administrator
Posty: 9958
Rejestracja: 31 grudnia 2011, 12:05
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował(a): 103 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 120 razy
Płeć: Kobieta

Baron Wittard: nemesis of ragnarok - recenzja

Postautor: Urszula » 06 stycznia 2012, 18:03

Obrazek


Baron Wittard: Nemesis of Ragnarok to debiutancka gra studia Wax Lyrical Games, która miała swą premierę w lutym 2011. Gracz wciela się w postać reportera, który ma za zadanie zbadać, co dzieje się w mieście „Utopia” wybudowanym w jednym kompleksie. Mieszczą się tam biura, centra handlowe, domy, baseny czy w końcu ogrody. Oficjalne otwarcie miało się odbyć dwa lata wcześniej, ale nigdy do tego nie doszło. Jak wieść niesie, zanim mieszkańcy osiedlili się w tym dziwnym miejscu na dobre, zdarzenia do jakich tam doszło - zaginięcie dzieci oraz dziwne zjawiska - spowodowały ich ucieczkę. Budynek zaś nigdy nie został wykończony, a to, co powstało, niszczeje i popada w ruinę. Mieszkańcy, którzy mają nieprzyjemność żyć w sąsiedztwie „Utopii”, skarżą się na odgłosy dobiegające ze środka, zaś badacze próbują wyjaśnić skąd bierze się pole elektromagnetyczne przybierające na sile oraz zjawiska nadprzyrodzone. Tak pokrótce przedstawia się fabuła tej przygodówki.
Baron Wittard: Nemesis of Ragnarok to właściwie gra logiczno-przygodowa przypominająca serię gier Myst, Rhem czy Schizm, ale troszkę odbiegająca graficznie od wspomnianych, choć bogactwo plansz i ich szczegółowość jest ogromna. Jednak sam ruch i animacja niestety twórcom nie wyszła. Byłoby to zrozumiałe w przypadku dużo starszych gier - choćby tych wyżej wymienionych, jednak w produkcji wydanej w tym roku raczej trudno doszukać się czegoś na obronę. Nie idziemy płynnie po lokacjach, tylko zjawiamy się w nich nagle jak duch. Brakuje płynności ruchu przechodzenia z jednej planszy na drugą. Pomimo możliwości oglądania się dookoła siebie, trzeba szukać aktywnego miejsca na planszy, aby dłoń przybrała odpowiedni wygląd, pozwalający iść do przodu. Dziwnie również wyglądało przechodzenie przez drzwi do kolejnego pomieszczenia. Po kliknięciu na klamkę słychać dźwięk otwieranych drzwi, nasze kroki, ale nadal stoimy przed nimi (ciągle zamkniętymi), by po chwili (w tym czasie na moment robił się czarny ekran) znaleźć się w innym miejscu. Niby bardzo mi to nie przeszkadzało, ale wyglądało to dziwnie. Twórcy tej przygodówki specjalnie nie postarali się, aby przejście było płynne i lepiej wykonane. Lokacji jest bardzo dużo i dobrze jest na początku wstąpić po mapę, by przy jej pomocy poruszać się troszkę szybciej, gdy chcemy zbadać ponownie miejsce już raz przez nas widziane, ale być może niedokładnie sprawdzone. Wprawdzie pojawiać się możemy tylko w okolicach wybranego punktu, bo nasza mapa wygląda bardziej jak odręczny rysunek malucha, ale dobrze czasem ją mieć pod ręką. Ciemne, ponure korytarze, obłażąca ze ścian farba, od czasu do czasu gasnące światło mogą powodować dreszcz strachu, bo nie wiemy, co nas czeka za rogiem. Pozostawione na basenie klapki, porzucona torebka, świadczą o popłochu, z jakim uciekano z tego dziwnego miasta. Są też miejsca piękne, zadbane, jakby niszczycielski czas zatrzymał się w wybranych tylko punktach, pokazując jednocześnie jak mogłoby być pięknie, gdyby nie działanie jakichś sił nadprzyrodzonych powodujących exodus mieszkańców.

Obrazek


Twórcy, aby bardziej nas przerazić, wprowadzili straszaki w postaci pojawiających się duchów. Niestety nie tylko nie spełniły o­ne swojej roli, ale wręcz śmieszyły lub złościły, gdy nie można było tych wstawek pominąć. Nie bardzo wiem, jakie miały zadanie, ale na pewno nie były w stanie wywołać grozę. Już zdecydowanie lepiej robił to odpowiedni podkład muzyczny oraz wszelkie odgłosy w tle.

Dźwięki, jakie nam towarzyszą: trzaski, szelesty, głosy, wrażenie, że coś za nami idzie czy się skrada bardziej działało na wyobraźnię niż wyżej wspomniane duchy. Odgłosów różnej maści: rechot żab w ogródku, szum maszyn czy skrzypienie drzwi, pisk myszy, śmiech dzieci itd. jest dużo i przedstawiają się bardzo dobrze. Niestety, gorzej się ma słuchanie wypowiedzi osoby, która użyczyła głosu amuletowi i redaktorce dzwoniącej do nas. Obie osoby swoje kwestie wypowiadają sztucznie, z jakąś dziwną dykcją, która chyba miała za zadanie podkreślić ważność przekazywanej informacji, a ja miałam wrażenie, że oboje cierpią z powodu bólu zęba. Mowa była sztywna, a ostrzeżenia przed pójściem w miejsce niebezpieczne brzmiało jak zapowiedź automatu, że linia telefoniczna jest zajęta. Osoby użyczające głosu albo nie wiedziały, o czym mówią, albo opuściły lekcje dykcji. Szkoda, bo to na pewno by dodało więcej grozy i choć troszkę wrażenia, że gramy w horror, jak to zapowiadali twórcy. Mnie wprawdzie to specjalnie nie martwi, bo horrorów zdecydowanie nie lubię i bać się raczej w trakcie grania nie chcę, ale jeśli ktoś się nastawiał na odpowiednią dawkę strachu, to jej tutaj nie znajdzie, a przynajmniej nie w takiej ilości jakiej sobie mógł życzyć.
Obrazek


Gra natomiast oferuje niczym Myst, Schizm czy Rhem odpowiednią dawkę zagadek - i to świetnych. Musimy poszukać rozwiązania, zauważyć i znaleźć je czytając i oglądając dokładnie każdy skrawek papieru, ściany i przedmiotów nas otaczających. Nie ma podświetlania aktywnych miejsc, więc sami musimy mieć oczy dookoła głowy, by niczego nie przeoczyć, nie pominąć, bo inaczej zabawy nie ukończymy. Wskazówki do łamigłówek rozrzucone są po całym budynku od piwnicy aż po dach i trzeba troszkę potupać po mieście Utopia, by je wszystkie odnaleźć i odpowiednio wykorzystać. Podpowiedź czasem bywa mało wyrazista i nie zawsze sensowna, ale dla wprawnego gracza nie powinno to stanowić problemu. To oczywiście mnie cieszyło najbardziej; również wielkim plusem jest fakt, że program nie prowadzi nas za rączkę. Amulet znaleziony na początku gry wprowadza nas troszkę w świat rozgrywki, czasem podpowiada, ostrzega czy chwali za dobrze wykonane zadanie, ale pozwala graczowi na samodzielne rozwikłanie zagadki. Układanek, puzzli i innej maści łamigłówek jest dużo i każdy znajdzie coś dla siebie. Nie mamy właściwie zagadek przedmiotowych, zbieramy raptem 10 kamieni, by je w odpowiednim miejscu wykorzystać i to nasz cały ekwipunek. Mamy również kamerę, której używamy tylko raz, za drugim razem wykona to za nas program. Można było stworzyć więcej momentów do jej wykorzystania, tym bardziej, że świat bada reporter, więc powinien wykonywać całą masę zdjęć, by potem napisać reportaż. Zdecydowanie nie zostało to dopracowane. Gdyby odwiedzane miejsca mogły zostać przez nas sfotografowane po to, by potem łatwiej dochodzić do rozwiązania zagadki, to byłby na plus dla tej gry. Ewentualnie można było to zrobić tak jak w wielu współczesnych grach, gdzie wszelkie informacje zapisywane są w naszym podręcznym notatniku, do którego w każdej chwili można sięgnąć. Niestety, wielu graczy zniechęci konieczność notowania i przerysowywania całej masy kodów, symboli i dokumentów, by wyłonić z nich elementy istotne do rozwiązania zagadki. Już dawno podobne rozwiązanie z fotografowaniem miejsc zostało wprowadzone (w czwartej odsłonie serii Myst) i można było zaczerpnąć pomysł z tamtej ponadczasowej gry. Jednak mimo tych niedociągnięć program pod względem zadań stawianych przed graczem jest rewelacyjny i wcale się nie zgodzę z opinią, że jest przeznaczony tylko dla hardcorowców. Nie ma liniowości i można rozwiązywać zadania w różnej kolejności, świat przez nas zwiedzany również daje wielką swobodę, choć w pewnym momencie liniowość musi być wymuszona, gdy chcemy samodzielnie rozwiązać wszystkie zadania. Ta przygodówka przyciąga jak magnes i trudno oderwać się od monitora, gdy zagłębiamy się w kolejną zagadkę. Myślę, że każdego odbiorcę jest w stanie zainteresować pomimo jej kilku niedociągnięć, szczególnie pod względem animacji oraz dubbingu, który kuleje. Cała rozgrywka jest obserwowana z perspektywy pierwszej osoby, a wszelkie zadania wykonujemy za pomocą gryzonia. Mamy mało miejsca na zapis gry, bo tylko 8 i to również twórcy mogli zmienić dając możliwość nieograniczonej liczby miejsc do zapisu, tym bardziej, gdy czeka nas tak wiele zadań. Narzekałam na Rhem, że ma tylko 16 i uważałam, że nie może być gorzej, a jednak się pomyliłam - może być i to dużo gorzej.

Obrazek


Ze względu na trudność zagadek oraz ilość miejsc do zbadania, aplikacja oferuje nam naprawdę godziwą rozrywkę na kilkanaście godzin, co jest coraz większą rzadkością. Nie ma gier zręcznościowych ani żadnych czasówek. W grze nie zginiemy nagle i niespodziewanie i nie zobaczymy napisu game over, co jest kolejnym plusem tej przygodówki. Choć animacja nie zachwyca, a fabuła jest szczątkowa, to jest to gra naprawdę dobra i polecam ją miłośnikom wszelkich gier logiczno-przygodowych. Moja końcowa ocena to 9/10.

Zalety
+ długość gry
+ ilość i jakość lokacji do zbadania
+ oprawa graficzna
+ oprawa audio
+ rodzaj, jakość i ilość łamigłówek

Wady

- animacja
- dubbing
- brak wydawcy polskiego

Wróć do „Baron Wittard: nemesis of ragnarok”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość