The riddle of Master Lu - ocena użytkownika

Co myślisz o grze?

10. Idealna pod każdym względem
0
Brak głosów
9. Prawie doskonała
0
Brak głosów
8. Świetna z małymi niedociągnięciami
1
100%
7. Dobra, ale czegoś jej brakuje
0
Brak głosów
6. Mogłaby być troszkę lepsza
0
Brak głosów
5. Niczym specjalnym się nie wyróżnia
0
Brak głosów
4. Więcej wad niż zalet
0
Brak głosów
3. Mogło być jeszcze gorzej
0
Brak głosów
2. Kiepska to mało powiedziane
0
Brak głosów
1. Szkoda pieniędzy i zachodu
0
Brak głosów
 
Liczba głosów: 1

Awatar użytkownika
vaapku
Administrator
Posty: 882
Rejestracja: 04 stycznia 2012, 08:56
Lokalizacja: Resovia
Podziękował(a): 17 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 9 razy
Płeć: Kobieta

The riddle of Master Lu - ocena użytkownika

Postautor: vaapku » 21 sierpnia 2013, 15:08

Obrazek

Mile widziane uzasadnienie oceny

Awatar użytkownika
earwig11
Przyjaciel forum
Posty: 460
Rejestracja: 19 kwietnia 2012, 22:33
Lokalizacja: Maupiti Island
Podziękował(a): 4 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 39 razy
Płeć: Mężczyzna

Re: The riddle of Master Lu - ocena użytkownika

Postautor: earwig11 » 10 października 2015, 18:39

Ripley's Believe It or Not!: The Riddle of Master Lu bo taki jest pełny tytuł, jest długą i trudną grą. Tytułowym bohaterem jest Robert Ripley, zainspirowany prawdziwą postacią, znany podróżnik, ilustrator i kolekcjoner osobliwych znalezisk historyczno/archeologicznych. Taki trochę Indiana Jones, fajtłapowaty Indy trzeba dodać, gdzie to jego chińska dziewczyna (co prawda adeptka kung-fu) musi go bronić przed oprychami. W The Riddle of Master Lu nasz nieustraszony heros podróżując po świecie, poszukuje zaginionej pieczęci pierwszego chińskiego cesarza.

Grę cechuje bardzo ładna grafika w podwyższonej rozdzielczości. Typowe jak na gry z tamtego okresu renderowane w 3D tła z naniesionymi na nie digitalizowanymi postaciami aktorów. Szkoda tylko, że różnych lokacji, mimo że pełnych w szczegóły, jest mniej niż by się mogło wydawać. Muzyki jest mało, występuje tylko w menu i cutscenkach, chociaż ta z głównego menu jest bardzo fajna. Główne skrzypce grają dźwięki natury: wycie wiatru, śpiew ptaków, szum wodospadu itp., oraz głosy bohaterów. Te ostatnie są bardzo ważne bo w grze nie uświadczymy żadnych napisów. Wszystkie komentarze i dialogi występują tylko jako dźwięki, co trochę mi przeszkadzało w przypadku długich monologów Ripleya. Dobrze że sam dubbing jest w miarę wyraźny i pasuje do postaci. Krótko: fakultet z angielskiego nie jest potrzebny. Z innych rzeczy gra jest dosyć powolna, nie można przyspieszyć animacji czy dialogów, dobrze że chociaż ślimaczy chód Ripleya można przerwać prawym klawiszem myszy i teleportować go na drugi koniec ekranu.

Jak wspomniałem wcześniej Riddle of Master Lu nie jest łatwą grą. Zagadki głównie inwentarzowe, jest też tu trochę polowania na piksele. W jednej z lokacji musiałem rozłożyć jeden z obecnych przemiotów na mniejsze części, które m.in. posłużyły do konstrukcji innego urządzenia. Po chwili musiałem rozebrać mój wynalazek z powrotem na części pierwsze i zbudować jeszcze coś innego. I to wszystko na jednym ekranie. W pewnym momencie gry natrafiamy na labiryt i tutaj duży minus. Chyba to taka tradycja, jak w przygodówce zwiedzamy jakąś piramidę czy dżunglę to labirynt musi być, patrz np: Zak McKracken. Tutaj ten labirynt to chyba jeden z najbardziej nudnych z jakim się spotkałem wśród przygodówek. Niezbyt trudny ale samych komnat jest chyba z setka, a na dodatek wszystkie są dokładnie takie same. Jakby tego było mało, samo kliknęcie na jedno z wyjść powoduje jedynie komentarz Ripleya, że jest za ciemno. Najpierw trzeba pociągnąc za odpowiedni sznur, rozświetlający komnatę do której zamierzamy się udać i dopiero kliknąć na exit. Przyznam się, że się poddałem, nie chciało mi się rysować mapy i zajrzałem do internetu.

W grze również można kilka razy zginąć, właściwie to nawet już na pierwszym screenie, zaraz po rozpoczęciu gry. Inaczej jednak niż w grach Sierry, w większości przypadków można przewidzieć takie sytuacje. Pchanie Ripleya w podejrzanie pusty korytarz w starodawnej świątyni nie jest dobrym pomysłem. Uważam, że w tej grze nie jest to wadą, poza tym gra robi autosejwa i po naszym ewentualnym zgonie odradzamy się tuż przed fatalnym w skutkach posunięciem. Brakuje tu też dead-endów, więc można smiało eksplorować. Ukończenie gry zajęło mi około 30 godzin, ale kilka razy zajrzałem do solucji, no i labirynt przechodziłem z gotową mapą. Sporo razy też zginąłem, ale dlatego, że chciałem obejrzeć wszystkie animacje. Do plusów można również zaliczyć kilka nadprogramowych czynności: kolekcjonowanie znalezisk czy robienie rysunków interesującym obiektom. Jak ktoś uważa, że przygódówki są za łatwe to powinien zmierzyć się z tym tytułem, Zagadka Mistrza Lu czeka na rozwiązanie. 8/10

P.S. Grę uruchamiałem pod DosBoxem. Podczas rozmowy z jedną postacią, gra uporczywie się zawieszała. Rozwiązaniem okazało się zjechanie z cyklami do 9000.


Wróć do „Riddle of Master Lu, The”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość