Phantasmagoria 2: a puzzle of flesh - recenzja

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2605
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 54 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 33 razy
Płeć: Mężczyzna

Phantasmagoria 2: a puzzle of flesh - recenzja

Postautor: Adam_OK » 21 kwietnia 2018, 14:32

Obrazek

Zwykle, gdy uruchamia się grę będącą drugą albo kolejną częścią jakiegoś cyklu, to oczekuje się, że spotkamy znajome postacie, odwiedzimy znane lokacje (plus trochę nowych), usłyszymy tych samych aktorów podkładających swe głosy itp. I tak często jest, ale „często” nie oznacza „zawsze”. Tak też było w przypadku drugiej odsłony serii „Phantasmagoria”. Czy wyszło to jej na dobre, czy nie, to tego dowiecie się z tego tekstu.

Głównym bohaterem jest niejaki Curtis Craig, pracownik korporacji WynTech. Wydawać by się mogło, że jest typowym korpoludkiem, który ma swój boks ze swoim komputerem i kilkoma rzeczami osobistymi. Jego koledzy z pracy są podobni do niego, choć każdy z nich jest inny i ma inne relacje z Cusrtisem. Jest więc i jego obecna dziewczyna, jest i taka, która się w nim podkochuje, jest jego najlepszy przyjaciel oraz jest i zarozumiały koleś, który podkłada nam (i innym naszym współpracownikom też) świnie przy każdej możliwej okazji. Każda z tych postaci jest bardzo dobrze zarysowana, każda ma swoje niepowtarzalne cechy charakteru i każda budzi w graczu określone emocje (co jest plusem, bo oznacza, że żadna nie jest nijaka). I gdy oni zaczynają ginąć, to dzięki temu jesteśmy w stanie wczuć się w naszą postać i zrozumieć, co ona przeżywa. A z kolei dzięki temu wkręcamy się w fabułę niczym chomik w swoje kółko. Niemniej, jest pewien haczyk. Otóż bowiem spotkałem się z opinią, że przez cztery pierwsze dni rozgrywki gra ma bardzo ciekawy klimat thrillera, a może nawet i horroru, o tyle w dniu piątym (czyli ostatnim) on ulatuje. Nie do końca się z tym zgodzę, bo uważam, że finał nie jest aż tak zły, ale faktycznie jest on co najmniej dziwny (delikatnie mówiąc). I choć osoba, która wygłosiła wspomniane zdanie o końcówce rozgrywki odradzała granie do końca, to nie posłuchałem jej (co zresztą wspomniana osoba przewidziała ;) ) z dwóch powodów – aby samemu sprawdzić, czy faktycznie tak jest, czy nie, a poza tym staram się kończyć to, co zacząłem. Poza tym są dwa możliwe warianty zakończenia fabuły, co też należy zaliczyć na plus. Tak więc uważam, że opowiedziana tu historia generalnie jest ciekawa, wciągająca i choć zalicza ona obsuwę w ważnym momencie, to nie jest ona na tyle duża, by całość potępić w czambuł.

Obrazek

Wizualnie mamy tutaj do czynienia, tak jak w poprzedniku, z filmem typu FMV. Tak więc są tu nagrane scenki z żywymi aktorami, którzy (według mnie) dobrze wywiązali się ze swoich ról, gdyż (jak wspominałem wyżej) każda postać ma swój indywidualny zestaw dobrze zarysowanych cech. Oczywiście, jako że tytuł ten ma już ponad 20 lat „na karku”, to trudno oczekiwać, by był on w Full HD albo w 4K. Zamiast tego mamy ziarnisty obraz, który dziś nikogo nie zachwyci. Jednak biorąc pod uwagę rok wydania tej gry oraz to, że praktycznie każdą czynność pokazano w postaci cut-scenki (czy to korzystanie z różnych przedmiotów, czy to rozmowa z pozostałymi bohaterami), to naprawdę trudno nie docenić tego, co się widzi na ekranie. Fajne jest też to, że gdy np. przez dłuższą chwilę nic nie robimy, to nasza postać (albo ktokolwiek inny, kogo aktualnie widzimy) nie stoi cały czas jak kołek, tylko zaczyna się lekko kiwać na boki albo porusza głową w celu rozruszania swoich mięśni. Niby to tylko rzecz, którą można zakwalifikować do kategorii „pierdoła/duperel” (i która była już w innych tytułach FMV np. „Gabriel Knight 2”, więc to nic nowego), ale cieszy, że i o tym pomyślano.

Jeśli zaś chodzi o zagadki, to za wiele dobrego powiedzieć o tej odsłonie „Phantasmagorii” nie mogę. Przyczyny są dwie – po pierwsze praktycznie nie ma tu zadań nieprzedmiotowych (poza jednym wyjątkiem, który napotkałem po sam koniec fabuły), a po drugie – poziom trudności postawionych przed graczem wyzwań za wysoki nie był. W końcu, gdy w naszym ekwipunku jest maksymalnie kilkanaście przedmiotów, to nawet możliwych kombinacji przy klikaniu wszystkiego na wszystkim za wiele nie ma. Mimo tego zdarzyło mi się zaciąć, choć wynikało to z pewnego przeoczenia, gdyż nie zauważyłem, że będąc w swoim mieszkaniu można (a czasem wręcz trzeba) używać niektóre przedmioty na sobie. Gdy już to wiedziałem, to potem szło mi dużo sprawniej i bezproblemowo. Kłopoty jednak się pojawiły ze dwa – trzy razy, gdy okazało się, że pewne czynności należy wykonać w ściśle określonym czasie. Gdy się nie wyrabiałem (a nie zawsze mi się to udawało za pierwszym podejściem), to Curtis żegnał się z tym światem. Na szczęście była opcja do powrotu tuż sprzed zgonu, więc aż tak bardzo to nie bolało. Mimo tego, gdyby zamiast tych czasówek było trochę więcej zagadek logicznych, to bym się nie pogniewał ;)

Obrazek

Muzycznie i dźwiękowo też jest w porządku. To, co słyszymy z głośników buduje klimat napięcia i grozy, co pozytywnie wpływa na przyjemność płynącą z gry. Może nie zapada ona na długo w pamięć, ale i tak miło jej się słuchało. Podobnie było z głosami postaci. Co prawda, trudno nie powiedzieć, że „nie są one dobrze dobrane do bohaterów”, bo skoro mówią oni głosami aktorów odtwarzających ich role, więc to są ich własne głosy, ale i tak trzeba umieć nim grać, a to się wspomnianym aktorom udało. Równie dobrze nagrano wszelakie odgłosy związane z różnymi przedmiotami czy z poszczególnymi czynnościami. Tak więc oprawa audio jest naprawdę udana i zaliczam ją do pozytywów. Uzupełniając wątek o ostatnią z kwestii technicznych, czyli sterowanie, to powiem, że jest to typowe point and click. Jedyna nietypowość, która powodowała niewielką niedogodność była taka, że chcąc użyć jednego przedmiotu na drugim nie wystarczyło (jak w innych tytułach) przeciągnąć odpowiednie ikonki na siebie, ale nie tutaj. Tu najpierw należy jedną z rzeczy przeciągnąć na ikonkę oka pojawiającą się w rogu ekranu, a dopiero potem na okienko, które się pojawi trzeba przesunąć drugą rzecz z inwentarza.

A co z wadami? Wspominałem o dziwnym finałowym dniu, który nieco odstaje klimatem od poprzednich etapów. Pisałem o możliwości śmierci, ale to nie wszystko. Na pierwszy plan (z rzeczy, o których jeszcze nie powiedziałem) wysuwa się niewielka ilość lokacji. Jest ich dosłownie pięć na krzyż i nie są one specjalnie rozbudowane. Z tej reguły wyłamuje się jedynie firma, w której pracuje Curtis, ale i tak dostęp do części pomieszczeń uzyskujemy dopiero w dalszej części rozgrywki. Poza tym, przynajmniej dla części graczy, za negatywną cechę (a przynajmniej za rzecz zbędną) mogą zostać uznane kontrowersyjne fragmenty. Zaliczyć do nich można nie tylko brutalne sceny morderstw, ale też nagość i seks (także sado – maso). Jeśli o mnie chodzi, to ja nie uważam, że zostały one dodane tu na siłę, tylko, że wynikają one z fabuły i mają one swe uzasadnienie w opowiedzianej tu historii. Poza tym, jeśli np. przyjrzymy się kwestii ilości juchy wylewającej się z ekranu to trzeba wziąć pod uwagę kilka faktów. Pierwszy jest taki, że (w mojej opinii) pierwsza odsłona tej gry była bardziej brutalna. Drugi – w roku, w którym „A Puzzle of Flesh” ujrzało światło dzienne świat poznał też pierwszą odsłonę „Quake'a”, gdzie krwi (choć w postaci zlepku pikseli) były całe hektolitry. Mało? To może należy przypomnieć, że parę lat wcześniej swą premierę miało „Mortal Kombat”, gdzie pokonanych przeciwników można było dobić wykonując tzw. „Fatality”. Wśród ciosów kończących (różnych dla różnych bohaterów) było m.in. wyrywanie głowy z kręgosłupem, zrzucanie pokonanego na ostre kolce, rwanie na strzępy jak kartkę papieru czy kilka sposobów dekapitacji. Ktoś powie, że „Quake” czy „Mortal”, to nie przygodówki, ale co z tego? Skoro były już wtedy gry, dużo bardziej krwiste i nikt się ich (ani wtedy, ani teraz) nie czepia, to dlaczego mam zarzucać drugiej „Phantasmagorii” nadmierne epatowanie przemocą? Podobnie z nagością – w 1996 wyszedł też m.in. „Duke Nukem 3D”, gdzie można było dać striptizerce kasę, a ona w ramach wdzięczności zdejmowała na chwilę stanik. Jeśli więc (za przeproszeniem) animowane cycki nie raziły, to dlaczego ma komuś wadzić biust prawdziwej kobiety widoczny w jednej ze scen w opisywanej tu grze? Nie rozumiem tego, jak dla mnie ta gra, nawet jak na rok swej premiery, nie wykracza poza granice wyznaczone przez inne tytuły. Mieści się więc w standardzie i wszelkie opinie mówiące, że tak nie było i nie jest uważam za nieprawdziwe i niesprawiedliwe względem tego tytułu.

Obrazek

A jaka ocena jest, moim zdaniem, właściwa? Taka, że to produkcja warta uwagi z ciekawą historią, dobrą grą aktorską i oprawą audio – wizualną. Ma też kilka drobnych wad (np. można zginąć), ale i tak twierdzę, że każdy fan gatunku powinien zapoznać się z tym dziełem Roberty Williams. Ja to zrobiłem i nie żałuję. Jeśli więc jeszcze ktoś nie miał okazji zagrać w „Phantasmagorię 2”, to niech to zrobi możliwie szybko.

OCENA GRY: 7,5/10

ZALETY:

+ fabuła
+ dobrze wykreowane postacie
+ oprawa audio – wizualna
+ finałowa łamigłówka

WADY:

- reszta zagadek
- niewielka ilość lokacji
- (dla niektórych) kontrowersje

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Wróć do „Phantasmagoria 2: a puzzle of flesh”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość