Jack Keane 2: the fire within - recenzja

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2581
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 50 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 33 razy
Płeć: Mężczyzna

Jack Keane 2: the fire within - recenzja

Postautor: Adam_OK » 27 lipca 2014, 16:12

Obrazek

Kiedy kilka lat temu pojawiła się w sklepach pierwsza część przygód Jacka Keane’a, to był to dla mnie lekki szok. Raz, że stało się to stosunkowo szybko, bo około pół roku po światowej premierze. Dwa, że jak na premierowe wydanie, to cena było zaskakująco niewygórowana. Poza tym dostałem produkt wysokiej jakości, który szybko mi się spodobał i sprawił, że nie żałowałem ani przez chwilę wydanych na tę grę pieniędzy. Gdy więc powstała część druga, to też chciałem w nią zagrać i udało mi się to całkiem niedawno. A co wyszło z ponownego spotkania z Jackiem i Amandą, o tym zaraz opowiem.

Fabuła zaczyna się bardzo podobnie, jak w części poprzedniej. Co prawda na początku, jako Amanda, nieco postrzelamy do złych typków, ale wkrótce potem, już jako Jack, znowu przyjdzie nam się uwolnić. Zmieniło się tylko miejsce i okoliczności – zamiast bycia przywiązanym do krzesła na szczycie Big Bena, tym razem Jack jest w więzieniu w Szanghaju. Szybko się z niego uwolni, po to by wyruszyć na poszukiwanie skarbu zwanego Ukumba, o którym opowiedział mu współwięzień. Jak nietrudno się domyślić, nie tylko nasz bohater pragnie go zdobyć, a jego konkurencją i czarnym charakterem będzie niejaki profesor Umbati – człowiek bardzo chciwy i bogaty. Cóż to dla Jacka, skoro raz, że ma doświadczenie w walce z niemilcami wyniesione z poprzedniej przygody, a dwa, że może liczyć na pomoc swej amerykańskiej towarzyszki. Co więcej, szybko pojawi się ta trzecia – Eve, która będzie nie tylko współdziałała z naszym alter ego, ale także rywalizowała o jego względy z Amandą (w kilku przypadkach trzeba będzie wybrać, po której stoi się stronie i w zależności od podjętej decyzji relacje z jedną z pań się poprawiają, a z drugą – pogarszają. Raz nawet wpływa to na przebieg rozgrywki, poza tym w niewielkim stopniu zależy od tego finał gry). Co z tego wyniknie i jak to się zakończy, tego nie zdradzę, niemniej wyniknie z tej sytuacji sporo ciekawych wydarzeń. Uczestnictwo w nich zapewniło mi około 10-11 godzin naprawdę dobrej zabawy. I choć jest to wynik o około połowę gorszy od poprzednika, to i tak jest to powyżej średniej. W związku z tym za fabułę należy się plus, tym bardziej, że czas spędzony przy produkcji studia Deck 13 upływał mi szybko i przyjemnie i nie uważam go za stracony.

Obrazek

Spory wpływ na tę opinię miały również zagadki. Otóż, choć jak w poprzedniku zadań inwentarzowych jest całe mnóstwo, to pojawiły się też (co prawda w niewielkiej ilości, ale zawsze) łamigłówki „puzzlowate”. Jedna z nich polega na tym, by nasza ekipa (na którą oprócz wspomnianej trójki składa się też Carl – młody i genialny inżynier) wspólnymi siłami otworzyła drzwi w jaskini. Inna jest wariacją klasycznej łamigłówki z wilkiem, kozą i kapustą i przewiezieniem ich na drugą stronę rzeki, mając do dyspozycji tratwę z jednym wolnym miejscem. Parę razy trzeba też będzie uważać na to, co się mówi, bo tylko odpowiednio dobrane słowa (czyli opcje dialogowe) pozwolą osiągnąć sukces. Do tego dochodzą elementy pseudozręcznościowe, czyli walka. Na szczęście nie polega ona na wciskaniu wszystkich klawiszy naraz i liczeniu na to, że nasz przeciwnik oberwie bardziej niż my. Nie, tu wygląda to następująco – najpierw nasz rywal chce zadać cios, ale jeśli poznamy po jego ruchach jaki to jest cios, to wówczas należy wybrać odpowiedni rodzaj bloku. Jeśli to się uda, wówczas Jack może zaatakować, co robi się tak samo, jak z obroną przed uderzeniem rywala. Zwykle do odniesienia zwycięstwa potrzebne są maksymalnie trzy skuteczne ciosy, więc walki nie są ani trudne, ani czasochłonne. A jeśli to Jack oberwie (bo np. chwilowo nie zna skutecznej obrony przed atakiem przeciwnika), to zawsze można spróbować po raz drugi, trzeci czy dziesiąty. Dodatkowo zaś, podczas walki ze Skullcrackerem pod koniec zabawy, gdy musimy go trafić trzy razy, a trafimy raz, zanim on nam obije twarz, to przy kolejnym podejściu wystarczy zadać już tylko dwa ciosy, by zostać zwycięzcą. To zaś sprawia, że walki są bardziej ciekawą odskocznią od klasycznych zadań niż wkurzającymi wstawkami. Pozostałe wyzwania (czyli te przedmiotowe) są stosunkowo proste i logiczne, więc również za ten element temu programowi należy się plus.

Obrazek

Kolejny dam za oprawę graficzną. Stylistycznie jest bardzo podobna do tego, co było w pierwszej części, czyli jest trójwymiarowa i jednocześnie bardzo kolorowa. Bardzo podobały mi się lokacje, wśród których było nie tylko więzienie w Szanghaju, ale również port w Hamburgu, afrykańskie klimaty – Nil, pustynia i oaza na niej oraz wioska u podnóża Kilimandżaro wraz z samą górą, a także... podświadomość Jacka. Wszystkie te miejsca mają swój specyficzny klimat i naturalny wygląd, przez co można się na nie zapatrzeć. Ja jednak wolałem swoją uwagę bardziej skupić na napotkanych postaciach, bo i one są ładniejsze niż w poprzedniku. Zwłaszcza na Amandzie i Eve można było na dłużej swe oko zawiesić i wcale nie chodzi mi tu o ich duże... oczy, ale o całokształt. Co tu dużo mówić – naprawdę niezłe z nich laski. Trochę gorzej wypada animacja, szczególnie jeśli idzie o mimikę podczas dialogów. Natomiast zupełną padakę odstawili twórcy przy animacji skakania – wygląda to po prostu pokracznie.

Jeśli zaś o skakaniu mowa, to wspomnę nieco o sterowaniu. Są do dyspozycji dwa warianty kierowania naszymi bohaterami (głównie Jackiem i Amandą, choć i pozostała dwójka z naszej załogi też przez chwilę będzie pod naszą kontrolą). Pierwszy jest totalnie beznadziejny, bo np. aby się poruszyć trzeba przytrzymać wciśnięty LPM, a aby wykonać skok należy wcisnąć sprężynkę widoczną w lewym górnym rogu ekranu. Nic więc dziwnego, ze z tej opcji korzystałem może dwie minuty, zaś przez resztę czasu używałem klasycznego zestawu – WSAD do poruszania się, spacja do skoku i Shift do biegu (wystarczy go wcisnąć raz, aby Jack biegał tak długo, aż stwierdzimy, że czas wyjść z gry). Ten wariant jest o wiele wygodniejszy i jedyne, drobne trudności sprawia, gdy trzeba się odpowiednio ustawić przed wskoczeniem np. na jakąś skałę. Poza tym twórcy przygotowali małą ciekawostkę – gdy uruchamiamy grę, to tło w menu pokazuje nam lokację lub sytuację, na której ostatnio skończyliśmy rozgrywkę. Dzięki temu nawet menu nie jest nudne.

Obrazek

Nudna nie jest też oprawa muzyczna i dźwiękowa. Ta druga jest bardzo klasyczna, bo podobne (od)głosy słyszeliśmy już w wielu innych produkcjach. Ta pierwsza zaś jest bardzo lekka, ale i dynamiczna, można ją określić słowem „indianojonesowopodobna”. I bardzo dobrze, bo w końcu taka jest też właśnie cała gra.

Można w niej znaleźć również sporo elementów humorystycznych, szczególnie wynikających z relacji między towarzyszącymi nam paniami, ale nie tylko. Część z nich wynika także z nawiązań do dzieł popkultury np. jeden z ciosów nazywa się i wygląda podobnie do tego uderzenia, jakim Daniel LaRusso zwyciężył w finale turnieju w pierwszym filmie z serii „Karate Kid”. Są też nawiązania do serii Monkey Island czy Sherlocka Holmesa (jak dla mnie Umbati wyglądał właśnie jak złe wcielenie detektywa z Baker Street 221B). Dzięki temu czas przy grze upływa jeszcze szybciej i przyjemniej.

Ogólnie rzecz biorąc, Jack Keane 2 zapewnił mi sporo dobrej rozrywki. Oczywiście, miał on swoje wzloty i upadki, ale tych pierwszych (na szczęście) było więcej niż tych drugich. Szkoda tylko, że jak do tej pory żaden z polskich wydawców się tym tytułem nie zainteresował, może wówczas przy każdym jego uruchomieniu nie instalowałaby się jakaś wersja C++, jak to miało miejsce przy odpalaniu tej gry przez Steama. Mimo to uważam, że to dobry produkt i warto w niego zagrać.


OCENA GRY: 8/10

ZALETY:

+ fabuła
+ zagadki
+ grafika
+ muzyka
+ humor
+ sterowanie klawiaturą

WADY:

- niedopracowana animacja, szczególnie skakania
- sterowanie myszą
- instalowanie C++ przy każdym uruchomieniu

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Wróć do „Jack Keane 2: the fire within”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość