Jack Keane - recenzja

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2424
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 31 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 31 razy
Płeć: Mężczyzna

Jack Keane - recenzja

Postautor: Adam_OK » 23 czerwca 2013, 18:23

Obrazek

Firma Deck 13 znana była dotąd z dwóch opowieści o Assilu i Tharze, które toczyły się w starożytnym Egipcie. Gry te były bardzo udane, głównie dzięki bardzo dobrej oprawie audio – wizualnej i sporej dawce dobrego humoru. Mając to na uwadze, gdy sięgałem po ich kolejną produkcję zatytułowaną „Jack Keane” liczyłem na rozrywkę w podobnym stylu. I w zasadzie coś podobnego otrzymałem, choć nie do końca.

Różnice widać głównie w fabule. Po pierwsze pojawiła się nowa para bohaterów – Jack i Amanda; zmieniony został również czas i miejsce akcji – tym razem będą to Londyn, Cape Town i w zdecydowanej większości Wyspa Zębów znajdująca się na Oceanie Indyjskim. Rozgrywka zaczyna się w chwili, gdy nasz hero znajduje się przywiązany do krzesła stojącego na samym szczycie Big Bena. Znalazł się w takim położeniu, gdyż pożyczył pieniądze od pewnego typa spod ciemniej gwiazdy i zbiry pracujące dla niego domagają się zwrotu długu. Jak łatwo się domyśleć pierwsze zadanie polega na uwolnieniu się i ucieczce. Gdy to się uda Jack zgodzi się w Cape Town wziąć na pokład swego statku tajnego brytyjskiego agenta i dowieźć go na Wyspę Zębów. Miała to być lekka, łatwa i przyjemna robota za godziwe wynagrodzenie, tyle że (jak się okaże później) absolutnie nic z tego nie wyjdzie. Wszystko za sprawą dwóch pasażerów – wspomnianego agenta Montgomery’ego oraz Amandy, która również zmierza na tę samą wyspę, gdyż tam pewien doktor zaproponował jej pracę. Jednak Jack, z pomocą gracza, pokona wszelkie trudności i nie tylko pomoże agentowi w wykonaniu jego tajnej misji (ba, w zasadzie to agent Montgomery pomagał Jackowi, a nie odwrotnie) i pokrzyżuje plany złemu Doktorowi T., ale również pozna prawdę o swojej przeszłości i swoich rodzicach. Fabuła tej gry jest naprawdę udana pod każdym względem – ciekawa, wielowątkowa intryga, częste zwroty akcji, kilka grywalnych postaci (Jack dorosły i jako 3-letnie dziecko oraz Amanda) i naprawdę długi czas potrzebny na jej ukończenie. Całość jest bowiem podzielona aż na 13 rozdziałów, co przekłada się na minimum 20 godzin zabawy. To więcej niż obie dotychczasowe części Ankh razem wzięte! Co ciekawe, tak długi czas osiągnięto mimo pewnego dziwnego zabiegu.


Obrazek

Zabieg ten polega na tym, że praktycznie w całej grze nie ma ani jednej zagadki. Jak wiadomo wydłużają one zwykle czas zabawy, gdyż gracz musi się przy nich zatrzymać, często na dłużej, gdyż nie wszystko da się rozwiązać za pierwszym podejściem. Twórcy zapewne uznali, że 20 godzin to wystarczająco długo, więc nie dali żadnej łamigłówki. I nie zmieni tego faktu nawet zastosowanie zadań premiowych. Polega to na tym, że podczas zabawy można wykonać kilka czynności nie związanych z fabułą. Dzięki temu odblokowany zostanie jeden spośród 10 możliwych bonusów, które można sobie później obejrzeć w menu „Dodatki”. A wracając do tematu – na siłę można znaleźć jedną zagadkę, ale to bardziej zręcznościówka polegająca na szybkim i celnym strzelaniu. Pewne nadzieje wiązałem również z dwoma innymi sytuacjami – najpierw gdy trzeba było naprawić układ do destylacji alkoholu, a potem, gdy trzeba było otworzyć sejf. Tyle, że pierwszy problem rozwiązany został głównie dzięki użyciu właściwych przedmiotów we właściwych miejscach, a drugi – w sposób trochę nietypowy, ale również „przedmiotowy”. Otóż wyglądało to tak – zdobyłem stetoskop i spodziewałem się, że czeka mnie klasyczna zagadka z „odsłuchiwaniem” zamka. Tyle, że aby dostać się do sejfu należało najpierw pozbyć się jakoś mięsożernej rośliny, która strzegła dostępu do niego. Gdy to się udało użyłem stetoskopu na sejfie i... już, po chwili jego zawartość była na wyciągnięcie ręki. Może i takie rozwiązanie jest oryginalne, ale gdyby gra miała choć kilka łamigłówek, to najprawdopodobniej dałbym jej pełne 10 punktów, a tak... Cóż, szkoda.

Skoro o jedynej wadzie gry już wspomniałem czas wrócić do zalet. Wśród nich jest na pewno grafika. Podobnie jak we wcześniejszych tytułach studia Deck 13, tak i tutaj jest ona bardzo kolorowa i bajkowa. Jeśli jednak komuś taki styl nie pasuje i woli widoki a’la Praga w Still Life, to wystarczy, że we wspomnianym menu „Dodatki” włączy tryb historyczny i będzie mógł się rozkoszować grą w sepii. Padwa, że fajne? Fajne są również przerywniki filmowe, których jest naprawdę sporo i które wykonano z dużą dbałością o szczegóły. Podobnie ma się rzecz z animacją poszczególnych postaci i mimiką ich twarzy. Widać to szczególnie w sytuacji, gdy Jack i Amanda się całują, wygląda to naprawdę realistycznie. Zresztą co ja tu się będę produkował – popatrzcie sami na obrazki, a zgodzicie się ze mną.


Obrazek

Równie dobrze jest też oprawą muzyczną. Podczas zabawy towarzyszą nam miłe dla uszu ścieżki, spośród których w pamięć szczególnie zapadły mi te z końcowych fragmentów gry. I nie dlatego, że były one właśnie na końcu, ale dlatego, że były one bardzo dynamiczne, dzięki czemu doskonale komponowały się z wydarzeniami na ekranie, którym wtedy dynamizmu odmówić nie było można. Nie oznacza to, że reszta była zła, wręcz przeciwnie inne kawałki również budowały klimat gry. Niczego odmówić nie mogę także dźwiękom otoczenia oraz głosom postaci. Brzmią one naturalnie i doskonale spełniają swe zadanie, a to wszystko czego od nich oczekuję.

Jeśli zaś chodzi o interfejs to jest on podobny do tego, co było w grach z serii Ankh. Poruszamy się i oglądamy przedmioty lewym przyciskiem myszy, a czynności wykonujemy prawym. Całość jest bardzo prosta w obsłudze, niemniej mi zdarzało się czasem, że chcąc zaznaczyć jakąś rzecz gra myślała, że ja jej użyłem na sąsiedniej pozycji z ekwipunku, co moja postać komentowała tekstem w tylu „To się nie uda”. Być może spowodowane to było niewłaściwym działaniem mego gryzonia, a nie błędem programu, dlatego nie odejmę za to nic z końcowej oceny.

Nim jednak ją wystawię kilka słów o polonizacji. Tutaj mamy wersję kinową, więc polskie są tylko napisy. Biorąc pod uwagę ich ilość, to przetłumaczono je naprawdę poprawnie. Błędy oczywiście są, ale spotyka się je naprawdę rzadko, więc nie ma co się nimi przejmować.

Cóż jeszcze można o tej grze powiedzieć? Na pewno to, że jest jedną ze śmieszniejszych premier tego roku. Może nie jest aż tak zabawnie jak podczas przygód Assila i Thary, ale i tak pełno tu dobrego humoru. I to od samego początku aż do napisów końcowych włącznie. Weźmy pod uwagę choćby takich żołnierzy brytyjskich spierających się o to, który powinien powiedzieć „Stój!”, Doktora T., który ma pewną wadę wymowy, agenta Montgomery’ego, który więcej psuje niż pomaga, niedoszłego pana młodego cierpiącego na amnezję itd. Mamy tu również nawiązania do innych produkcji, w tym również do wspomnianego tu nieraz Ankh – jest nim otwieracz do butelek w kształcie tego naszyjnika (pamiętacie, że na początku Assil myślał, że Ankh to właśnie taki otwieracz?). Dzięki temu zabawa jest jeszcze przyjemniejsza, a gra – naprawdę godna polecenia.

Jack Keane to bardzo udana produkcja – ciekawa fabuła, dłuuuuuuga rozgrywka, dużo dobrego humoru, świetna oprawa – czy można chcieć czegoś więcej? Owszem można – zagadek, których tu niestety nie ma. Mimo to polecam wszystkim ten tytuł, bo te niecałe 50 złotych to naprawdę bardzo dobra cena za tę grę. A zatem – do sklepów marsz!


OCENA GRY: 9/10

ZALETY:

+ świetna fabuła
+ długa rozgrywka
+ bardzo dobra oprawa
+ dobry humor
+ porządna polonizacja
+ menu „Dodatki”

WADY:

- zero zagadek!

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Wróć do „Jack Keane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość