Edna & Harvey: Harvey's new eyes - recenzja

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2390
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 28 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 29 razy
Płeć: Mężczyzna

Edna & Harvey: Harvey's new eyes - recenzja

Postautor: Adam_OK » 02 października 2014, 20:14

Obrazek

Są takie rzeczy, o których można powiedzieć, że ich nazwa zupełnie do nich nie pasuje. Mnie najbardziej zapadł w pamięć przykład krzywej wzorcowej, którą (dla jakiejś zależności, już nie pamiętam jakiej) miałem wyznaczyć, razem z moimi kolegami na studiach, na laboratoriach z chemii fizycznej. Otóż krzywa ta miała być (i z naszych obliczeń wyszła wręcz idealną!) ... linia prostą. Podobnie jest z opisywaną tu grą.

Jej tytuł sugeruje, że głównymi bohaterami są Edna i jej pluszowy królik Harvey, znani z poprzedniej części – The Breakout. I choć oboje są tu obecni, to najważniejszą postacią (kierowaną przez gracza) jest tu Lilli – przyjaciółka Edny. Obie są uczennicami pewnej szkoły prowadzonej przez siostry zakonne. Dyrektorką jest siostra Ignacja, przy której doktor Marcel jest osobą miłą i sympatyczną. Lilli jest cichą, spokojną dziewczynką posłusznie wykonującą wszelkie polecenia. Gdy okazuje się, że metody siostry Ignacji przestają być skuteczne, na odsiecz jej rusza doktor Marcel. Edna, dowiedziawszy się o tym prosi Lilli o pomoc w zatarciu wszelkich śladów jej obecności w szkole, gdyż obawia się zemsty doktora. Z pomocą Gerreta – ucznia będącego tajnym agentem nasza bohaterka stara się powstrzymać parę szaleńców pragnących wyprać mózg wszystkim dzieciom. I choć w pewnym momencie Lilli wpadnie w ich ręce i zostanie zahipnotyzowana, tak że nie będzie mogła np. bawić się ogniem czy ostrymi narzędziami, to wysiłki wspomnianej pary nie ustaną. Czy uda im się pomóc Ednie? Czy uda się pokrzyżować plany siostry przełożonej i szalonego doktora? Tego wszystkiego nie zdradzę, bo nie chce psuć wam przyjemności z odkrywania fabuły. Powiem tylko, że jest ona dosyć pokręcona, potrafiąca zainteresować odbiorcę i to na więcej niż na standardowe w dzisiejszych czasach 6-7 godzin (mnie ona zajęła bodajże około 10 godzin). Podczas zabawy zwiedzimy nie tylko szkołę i jej najbliższą okolicę, ale również trafimy m.in. do szpitala psychiatrycznego, z którego uciekła Edna w części pierwszej. Będzie nam dane również spotkać kilku starych znajomych takich jak Petra, Człowiek – Pszczoła czy Droggelkuffel. To wszystko sprawiło, że czas spędzony przy tej grze był miły i przyjemny.

Obrazek

Ta przyjemność została jeszcze zwiększona przez zagadki. Co prawda, są to głównie zadania przedmiotowe, ale zdarzają się też łamigłówki puzzlowate. Bardzo fajne było zadanie mające na celu odświeżenie pamięci pewnemu staruszkowi, poza tym było coś w stylu sudoku, przygotowanie pizzy tak, aby smakowała czterem osobom, do tego dochodzą zadania związane z przełamaniem hipnozy, dzięki czemu ograniczenia nałożone na Lilli zostaną złamane oraz na koniec coś, co można uznać za połączenie szachów czarodziejów z Harry’ego Pottera z grą, w którą grali Luke Skywalker i Chewbacca na pokładzie Sokoła Millenium lecąc na Alderaan w czwartym epizodzie Gwiezdnych Wojen. W sumie ta gra oferuje naprawdę sporo ciekawych zadań i dużo rozrywki umysłowej na odpowiednim poziomie. Jeśli jednak ktoś uznałby, że któraś z tych łamigłówek go przerasta, to zawsze można skorzystać z przycisku „pomiń”, co popchnie akcję do przodu, ale jednocześnie pozbawi satysfakcji z samodzielnego rozwiązania problemu.

Satysfakcjonująca dla mnie była też oprawa graficzna. Najprościej możnaby powiedzieć, że jest ona kreskówkowa, ale jej styl znacznie różni się nie tylko od takich klasyków jak dwie pierwsze części Broken Sworda czy seria Runaway, ale również od innych dzieł Daedalica – The Whispered World czy Deponia. Ten styl można określić jako karykaturalny, szczególnie jeśli spojrzy się na poszczególne postacie. Otóż wiele z nich nie ma ... ust, a dokładniej rzecz biorąc to nie są one widoczne, zobaczyć je można tylko wtedy, gdy dana postać z kimś rozmawia. Poza tym świat gry jest bardzo kolorowy, nawet wtedy, gdy Lilli będąc w transie próbuje przezwyciężyć nałożone na nią zakazy. Ponadto bardzo podobały mi się również przerywniki filmowe, których nie brakowało podczas rozgrywki. Co do animacji postaci, to nie odbiegała ona swym poziomem od tego, co znamy z innych gier od studia Daedalic, więc nie będę się jej czepiał. Ostatecznie oprawę graficzną również zaliczę do pozytywnych elementów tej gry.

Obrazek

Podobnie będzie z oprawą muzyczno – dźwiękową. Co prawda kawałki nie zapadają w pamięć na długo, ale brzmią ciekawie. Jedne są spokojne, mają wręcz leniwe tempo, inne mogą przyprawić o ciarki na plecach, a jeszcze inne (szczególnie te, w których słychać organy) można określić mianem psychodelicznych. W sumie daje to całkiem udaną mieszankę muzyczną, w której każdy powinien odnaleźć choć jeden utwór, który mu się spodoba. Do tego dochodzi całkiem poprawne udźwiękowienie, w związku z czym warstwa audio też dostaje ode mnie plusa.

Kolejnego, być może największego, dam za humor. Od razu uprzedzam, że nie jest to ten sam rodzaj humoru co np. w Małpich Wyspach, bardziej jest to czarny, wręcz absurdalny humor a’la Monthy Python. Skojarzenia z tą grupa i ich skeczami i filmami wynikają choćby z tego, że i w twórczości Brytyjczyków, i w tej grze trup ściele się gęsto, ale ofiary umierają w taki sposób, że człowiek zamiast im współczuć, to się śmieje. Tak jak na mojej twarzy pojawia się uśmiech, gdy w żartach legendarnych komików na kogoś spada ciężar 16-to tonowy, komuś innemu głowę odgryza królik – morderca a ktoś inny spada w przepaść, tak w tej grze trudno mi było zachować kamienną twarz widząc wisielca czy innego truposza. I choć może trudno uwierzyć w to, że nie jestem żadnym sadystą, to naprawdę te sceny oraz im podobne, których nie brakowało, mnie bawiły. Do tego dochodzą śmieszne dialogi, bo często gdy Lilli powie jedno słowo, to jej rozmówca kończy wypowiedź za nią, ale nie zawsze zgodnie z intencjami naszej bohaterki. Dzięki temu rozgrywka dawała więcej radości.

Obrazek

Pozytywne odczucia z zabawy zwiększyła również polonizacja. Jest to typowa ostatnimi laty wersja kinowa. Co prawda miałem z nią styczność już jakiś czas temu, ale nie przypominam sobie jakichś rażących błędów w napisach, choć też z drugiej strony lokalizacja nie wyróżniła się też czymś specjalnym na plus. W sumie więc można o niej powiedzieć, że jej twórcy wykonali swe zadanie poprawnie.

Jak ktoś dotarł do tego fragmentu recenzji może odnieść wrażenie, że opisywana tu gra jest wręcz idealna. Niestety, tak nie jest, gdyż są też pewne minusy. Jednym z nich jest stosunkowo niski poziom trudności, co może dziwić, bo łamigłówek jest sporo. Tym razem ich ilość nie całkiem przełożyła się na jakość, bo zdecydowana większość z nich jest stosunkowo prosta. Poza tym, jak na postać tytułową, za mało tu Edny. Na szczęście nie są to jakieś wielkie błędy i pomimo nich, uważam że warto zapoznać się z tą grą, tym bardziej, że można ją teraz kupić za naprawdę śmieszne pieniądze.


OCENA GRY: 9/10

ZALETY:

+ absurdalny, czarny humor
+ fabuła
+ dosyć długa
+ grafika
+ oprawa audio
+ sporo ciekawych zagadek...

WADY:

- ... ale zdecydowanie za prostych
- za mało Edny

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Wróć do „Edna & Harvey: Harvey's new eyes”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość