Book of unwritten tales: the critter chronicles, The - recenzja

Awatar użytkownika
Urszula
Administrator
Posty: 9394
Rejestracja: 31 grudnia 2011, 12:05
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował(a): 84 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 109 razy
Płeć: Kobieta

Book of unwritten tales: the critter chronicles, The - recenzja

Postautor: Urszula » 05 stycznia 2013, 18:45

Obrazek


Instalując grę, zastanawiałam się, jaka będzie bez Wilbura - najsympatyczniejszego bohatera The Book of Unwritten Tales. Czy będzie choć w części tak śmieszna jak poprzedniczka, gdy zabraknie barwnych i wyjątkowych postaci, jakie mieliśmy okazję poznać w pierwszej odsłonie gry? Jednocześnie byłam ciekawa, jak doszło do przyjaźni między Zwierzakiem a egoistą i zarozumialcem Nate'em oraz jakim sposobem awanturnik dorobił się tak pięknego statku powietrznego.

Obrazek


Przygoda rozpoczyna się, gdy Nate leci właśnie owym statkiem ku wolności, przekonany, że nic i nikt mu jej nie odbierze. Niestety bardzo się myli, bo jego śladem podąża Ma’Zaz, orkowa łowczyni głów. Ona to za odpowiednią nagrodę ma zamiar oddać kapitana wraz ze statkiem w łapy Czerwonego Pirata. Jak się okazuje, statek został wygrany przez Nate’a w karty w nie całkiem uczciwy sposób i choć wszyscy oszukiwali, to tylko Nate był na tyle głupi, by wygrać statek i nim odlecieć. Nasz bohater, choć o pilotażu nie ma zielonego pojęcia, wcale nie ma zamiaru się poddać. Dzięki pomysłowości, podstępom oraz pomocy różowego Zwierzaka przezwycięża kolejne trudności, często jednak wpadając z deszczu wprost pod rynnę.

Obrazek


W The Critter chronicles twórcy oddali w nasze ręce dwójkę bohaterów. To o połowę mniej niż w poprzedniej części, w której oprócz Nate'a i Zwierzaka sterować mogliśmy sympatycznym Wilburem oraz elfią księżniczką Ivo.
Gra opowiada o wydarzeniach poprzedzających to, co mieliśmy okazję poznać w The Book of Unwritten Tales i skupia się na początkach przyjaźni Nate'a i Zwierzaka. Przez większość czasu sami możemy wybrać, którym bohaterem chcemy rozwiązywać kolejne zagadki. Przez większość czasu - ale nie zawsze. Czasem jest to spowodowane oporami natury moralnej Nate'a, kiedy indziej magiczną niekompatybilnością Zwierzaka. Powody zawsze się znajdą, najważniejsze że są logiczne i dzięki temu mamy dodatkową okazję do wytężenia szarych komórek. Każde kolejne wyzwanie jest mile widziane, ponieważ zagadki w tej grze nie są porażająco skomplikowane. Jest ich sporo i w przeciwieństwie do poprzedniej części, oprócz łamigłówek ekwipunkowych polegających na łączeniu i wykorzystywaniu przedmiotów, pojawiają się również typowo logiczne w postaci minigier. Wśród nich znajdziemy otwieranie zamka wytrychem, układanie labiryntu czy malowanie obrazu. Wszystkich, których do szewskiej pasji doprowadził taniec deszczu z poprzedniej części, ucieszy pewnie wiadomość, że tym razem twórcy całkowicie zrezygnowali z zadań zręcznościowych.

Gra oferuje nam dwa tryby rozgrywki: łatwy i trudny. Ten pierwszy polecam osobom, które jeszcze nie mają wprawy w rozwiązywaniu przygodówkowych zagadek, ten drugi przeznaczony jest dla wprawniejszych graczy. Tryb trudniejszy ma domyślnie wyłączone podświetlanie aktywnych miejsc oraz dostarcza więcej zagadek i mniej podpowiedzi. Nawet po wybraniu trudniejszej wersji gry można w każdej chwili włączyć podświetlanie hotspotów, jednak producent przestrzega nas przed takim działaniem i prosi o nienarzekanie, gdy gra okaże się przez to zbyt łatwa i za krótka.


Obrazek


Sterowanie i interfejs gry niczym nie różnią się od tego znanego z poprzedniej części, co bardzo cieszy, bo już na początku można się poczuć jak w domu. Wskaźnik myszy zmienia kolor na czerwony oraz zmienia kształt w zależności od tego, jaką możemy wykonać czynność. Sterowanie jest bardzo intuicyjne i nie powinno stwarzać nikomu żadnych problemów.

Na szczęście nic nie zmieniło się również pod względem humoru. Twórcy śmieją się ze wszystkiego i wszystkich, nie pomijając samych siebie. Żarty słowno-sytuacyjne są najmocniejszą stroną tej wyjątkowej przygodówki. Znów będziemy mogli pobawić się w tropicieli i poszukać wszelkich smaczków i odniesień do popkultury – a jest ich mnóstwo.

Uśmieją się zarówno fani Gwiezdnych Wojen, jak i Harry'ego Pottera czy rodziny Simpsonów. Warto przyjrzeć się postaciom drugo- i trzecioplanowym, wśród których prym wiodą pingwiny, które - choć akcja gry toczy się głównie wśród lodów Północy - do złudzenia przypominają te z Madagaskaru. Oprócz pingwinów, które odgrywają swoją pantomimę w tle, w The Critter Chronicles spotkamy również całą gamę zabawnych postaci, z którymi będziemy mogli nawiązać bliższe kontakty. Wśród nich są takie indywidua jak szalony naukowiec w skórze Yeti, wojująca ekolożka Petra, malutki zwierzak ze smykałką do języków czy latający statek Mary cierpiący na niedostatek komplementów. Co prawda postaci jest mniej niż w poprzedniej części, ale bawią równie dobrze jak bohaterowie The Book... .

Zwierzak, który choć inteligentny, nie opanował języka Avantasii, komunikuje się głównie za pomocą zabawnych gestów i okrzyków. Samo przyglądanie się jego wygibasom zapewnia ubaw po pachy. W The Book of Unwritten Tales jego rola była epizodyczna, tutaj zaś pokazał całą swoją klasę. Nate to specyficzna postać, egoista o dobrym sercu, potrafiący mimo wielu pokus zrezygnować z własnych korzyści na rzecz przyjaźni. Nic się nie zmieniło w jego sposobie bycia.


Obrazek


Kolejny raz aktorzy użyczający głosu bohaterom gry świetnie wywiązali się ze swej roli, a nowe postacie brzmią równie dobrze, jak te już nam znane. Oprawa muzyczna stoi na najwyższym poziomie, wiele pięknych motywów zostało zaczerpniętych z poprzedniej odsłony. Odgłosy otoczenia również są bardzo dobre, a wiatr hulający na dalekiej północy może wywołać gęsią skórkę.

Oprawa graficzna jest niewątpliwie wielkim plusem tej produkcji. Tła są dopracowane i pełne cieszących oko szczegółów. Większość akcji dzieje się na mroźnej północy, więc zdawałoby się, że krajobrazy będą jednostajne i nudne, jednak na szczęście twórcy nie zawiedli. Ze śnieżnobiałymi lokacjami świetnie kontrastuje kolorowe wnętrze sanktuarium zwierzaków, czy industrialny wystrój łodzi podwodnej Munkusa. Graficy powinni otrzymać nagrodę za stworzenie niesamowitej wieży Arcymaga, którą będziemy mieli okazję zwiedzić od parteru aż po dach. Wiszące tam żywe obrazy przypominają Hogwart, a pokrętna architektura - grafiki Eschera. Mimo wyraźnie mniejszej liczby lokacji, jest co podziwiać. Klikanie na wszelkie aktywne przedmioty i słuchanie zabawnych komentarzy dostarczyło mi wiele zabawy.


Obrazek


Kolejna sprawa to animacja, która jest wyraźnie lepsza od tego, co mogliśmy zobaczyć w The Book... Pojawiła się synchronizacja ruchu ust z wypowiadanymi kwestiami, co w połączeniu z animacją twarzy sprawia, że postacie przypominają istoty z
krwi i kości. Szczególnie ubawił mnie taniec Zwierzaka po znalezieniu rękawiczki (można zobaczyć tę scenę na trailerze) - zrobiłam sobie zapis poprzedzający tę animację i puszczałam ją kilka razy, bo jest po prostu cudowna. Wspomnieć należy również o przerywnikach filmowych. W poprzedniej części miały one postać nagranych filmów, które wyraźnie odstawały jakością od grafiki widocznej podczas gry (szczególnie jeśli grało się na dużym monitorze). Tym razem twórcy zrezygnowali z tego pomysłu i wszystkie scenki zostały odegrane na silniku gry, dzięki czemu uniknięto spadku jakości.


Jaka więc jest kolejna odsłona The Book of Unwritten Tales?

Jest krótsza i zawiera mniej lokacji. Dostarcza bardzo wiele zabawy i tryska humorem. Obfituje w całą masę różnorodnych zagadek. Posiada charyzmatycznych bohaterów pierwszo- i drugoplanowych. Potrafi swą oprawą graficzną i dźwiękową przykuć do monitora i sprawić, że czuje się magię gier przygodowych. Osoby, które nie miały okazji zagrać w The Book of Unwritten Tales (są takie?), powinny to nadrobić, ale grając w odwrotnej kolejności, to znaczy wpierw zapoznać się z Kronikami..., a następnie z The Book...

Gry gwarantują kilkanaście godzin zdrowego śmiechu, ucztę dla oczu i uszu, zabawę w poszukiwacza i odkrywcę wszelkich smaczków i odniesień do naszej popkultury oraz troszkę zadumy nad przyjaźnią, miłością oraz walką dobra ze złem. Mam nadzieję, że zachęciłam was do sięgnięcia po Kroniki Zwierzaka, jak i wcześniejszą The Book..., które dają nadzieję na powrót wspaniałych przygodówek. Nie wyobrażam sobie, by szanujący się przygodomaniak nie poznał losów bohaterów tej wyjątkowej serii. Ta wesoła i przepiękna przygodówka, ze względu na swoją długość, nie otrzyma najwyższej oceny, ale ma ode mnie bardzo mocne 9/10.


Zalety
+ fabuła,
+ humor,
+ pięknie wykreowane postacie i ich animacja,
+ przepiękna oprawa audiowizualna,
+ dubbing,
+ polonizacja.

Wady
- długość gry.

Wróć do „Book of unwritten tales: the critter chronicles, The”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość