Kapitan Morgane i legenda Złotego Żółwia - recenzja

Awatar użytkownika
vaapku
Administrator
Posty: 883
Rejestracja: 04 stycznia 2012, 08:56
Lokalizacja: Resovia
Podziękował(a): 17 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 9 razy
Płeć: Kobieta

Kapitan Morgane i legenda Złotego Żółwia - recenzja

Postautor: vaapku » 17 lipca 2012, 15:14

Obrazek

Tylko wersja cyfrowa :(

Nie jestem zwolenniczką kupowania elektronicznych wersji gier. Ma to sens w wypadku tych pozycji, które u nas nigdy nie wyszły i marne są szanse na ich zdobycie. W innej sytuacji płacenie za grę, której nie będę mogła postawić na półce, tyle samo, ile za wersje pudełkowe, nie wydaje mi się szczególnie korzystne, dlatego informację o wydaniu w Polsce przygodówki Kapitan Morgane: legenda Złotego Żółwia jedynie w wersji elektronicznej przyjęłam bez entuzjazmu. Zbyt dużo czeka na mnie innych gier, bym miała się przejmować brakiem tej jednej w mojej kolekcji. Stał się jednak cud - udostępniono mi wersję do recenzji, więc czym prędzej zabrałam się do sprawdzania, ile warta jest historia nastoletniej pani kapitan.

Korzystanie z serwisu muve.pl, na którym dostępna jest gra, jest bardzo wygodne i intuicyjne. Po złożeniu zamówienia i wpłaceniu należnej kwoty dostajemy e-maila z linkiem do aplikacji Muve Downloader i kodem aktywacyjnym. Wszystko proste i przejrzyste. Nieco gorzej wygląda sprawa pobierania gry. U mnie trwało to pięć godzin, ktoś inny mówił o sześciu. Wcześniej zdarzało mi się ściągać inne przygodówki do recenzji i nigdy nie trwało to tak długo. O szybkim rozpoczęciu zabawy mowy więc nie było.

Rzecz nie nowa - a czy podana w sposób nowy?


Lekkim rozczarowaniem był także początek gry. Co u licha - obiecywano mi pirackie przygody, a tymczasem steruję jakąś małolatą, której mamusia kazała umyć okna i pościerać kurze!?! Na szczęście szybko się okazało, że to jedynie wstęp, a dalsza część rozgrywki jest już zdecydowanie ciekawsza. Siedemnastoletnia Morgane Castillo, której poczynaniami przyjdzie nam kierować, od zawsze marzyła, by tak jak ojciec żeglować po morzach i oceanach w poszukiwaniu sławy i przygód. Jej pragnienia w końcu się spełniają - tatuś oddaje jej na próbę dowodzenie nad statkiem. Dziewczyna szybko znajduje zleceniodawcę - niejakiego Thomasa Briscoe - który od dawna już chce odnaleźć legendarnego Złotego Żółwia. I tak zaczyna się wielka morska przygoda Morgane. W poszukiwaniu cennych wskazówek razem ze swoją załogą odwiedzi pięć wysp i spotka na swojej drodze kilkadziesiąt barwnych postaci.
Fabuła z całą pewnością odkrywcza nie jest - nie pierwsza to i nie ostatnia gra, w której bohaterowie poszukują "legendarnego czegoś"; zresztą sama piracka tematyka to także nic nowego. Myślę jednak, że nie można z tego robić zarzutu dla twórców. Chcieli stworzyć lekką i przyjemną historię i to im się udało. W Kapitan Morgane sporo jest humoru, niewątpliwą zaletę stanowią również liczne nawiązania do kultury współczesnej - chociażby skała, przypominająca Morgane mandryla wznoszącego do góry małe lwiątko (Król lew). Nie brak też skojarzeń z wydaną wcześniej przygodówką So blonde. Powtarzają się niektóre lokacje, także część bohaterów jest znana z przygód uroczej blondynki.
Nie do końca podobały mi się natomiast próby wprowadzenia nieco poważniejszych tematów - momentami trąciło mi niepotrzebnym moralizatorstwem. Przykład? Ojciec Morgane latami nie może pogodzić się ze śmiercią żony, po czym nagle, w wyniku spotkania z jej duchem, zaczyna opowiadać, jak to dobrze, że pozwolił jej odejść, od razu żyje mu się lepiej, nie można żyć przeszłością - takie sentymentalne bla, bla, bla.


Klimat jak należy

Oprawa graficzna prezentuje się naprawdę nieźle. Odwiedzane przez nas miejsca są bardzo ładne, szczegółowe i miłe dla oka. W połączeniu z muzyką, która co prawda jakoś specjalnie nie zapada w pamięć, ale jest dobrze dopasowana i nie drażni ucha, sprawia to, że gracz bez problemu może wczuć się w pirackie klimaty.
O ile jednak wspomniane wyżej lokacje są rzeczywiście bardzo udane, o tyle gorzej jest z wyglądem i animacją bohaterów. Szczególnie brzydka jest ich gestykulacja. Morgane często macha do innych na powitanie, co nieco dziwi, biorąc pod uwagę, że zwykle stoi o dwa kroki od rozmówcy. Ten i inne gesty postaci sprawiają raczej wrażenie, jakby opędzali się od natrętnej muchy.


W upalne lato nie należy przeciążać umysłu

Gra jest stosunkowo łatwa, co w przypadku akurat tej przygodówki uważam za zaletę. Idealnie nadaje się do zabawy w jakieś leniwe, letnie popołudnie. Myślę, że nawet początkujący gracz poradzi sobie z nią bez problemu. Tym bardziej, że w dowolnym momencie gry można podświetlić wszystkie aktywne miejsca. Cenną pomoc stanowi także dziennik, w którym Morgane zapisuje wszystkie problemy, z którymi musi się zmierzyć, a także mapa, pozwalająca szybko przemieszczać się z miejsca na miejsce (ale tylko w obrębie wyspy, na której w danej chwili się jest).
Zagadek logicznych jest tu bardzo mało, a wszystkie są wyjątkowo proste. Żeby jednak gracze nie narzekali na nudę, twórcy postanowili urozmaicić zabawę, wplatając do rozgrywki liczne minigry. Rozwiązanie to znane jest już z Blondynki w opałach. Wśród przygotowanych zadań znajdzie się naprawianie mostu, gra na automacie i dopasowywanie kluczy. W mojej opinii nie jest to najszczęśliwszy pomysł - minigry nie są porywające (żeby nie powiedzieć, że są nudne), na dodatek część z nich jest na czas, co z pewnością nie każdemu przypadnie do gustu. Na całe szczęście wyzwania są dość proste, na dodatek można je bez problemu pominąć.

Polską wersję gry − kinową − wykonano najzupełniej przyzwoicie. Moje czujne oko wyłapało oczywiście kilka literówek, ale były to tylko drobiazgi, które jak mniemam umknęły w korekcie. Minusem są niektóre nieadekwatne do sytuacji komentarze. Na przykład gdy Morgane ma obejrzeć jakieś przedmioty w swojej kajucie, dodaje, że teraz musi iść, bo wzywa ją ojciec, chociaż rozmowa dawno się odbyła.


Na zakończenie

Kapitan Morgane i legenda Złotego Żółwia to całkiem przyzwoita przygodówka, nadająca się w sam raz do zagrania podczas wakacji. Rozgrywka jest długa (10 rozdziałów), ale nieprzesadnie trudna. Jest klimatycznie i zabawnie. Po wszystkim nie ma może poczucia, że oto ukończyło się najwspanialszą grę wszech czasów, ale też chyba nie to było zamiarem twórców.
Pozostaje jeszcze kwestia elektronicznej wersji. Jeśli ktoś woli ją od pudełkowego wydania - czemu nie, tym bardziej, że Kapitan Morgane jest bardzo przyjemną grą. Ja natomiast zdecydowanie wolę poczekać, aż pojawi się na allegro w wersji niemieckiej lub angielskiej - miejsce na półce czeka.

Moja ocena gry: 7/10.

Zalety:
-długość,
-piracki klimat,
-poziom trudności - w sam raz dla początkujących,
-grafika,
-humor,
-nawiązania do współczesności i Blondynki w opałach,
-ciekawa, choć może mało odkrywcza fabuła,
-polska wersja językowa.

Wady:
-minigry (są nieciekawe, brzydkie i na dodatek niektóre są na czas),
-animacja postaci, gestykulacja,
-nadpisywanie stanu gry,
-niektóre komentarze pozostają niezmienne, pomimo że nie pasują już do sytuacji,
-tylko elektroniczna wersja.

Niejeden już padł na ziemię pod wpływem uroku Morgane. Sprawdź, czy Ciebie także powali na kolana...
Tego jeszcze nie grali.
vaapku(at)przygodomania(kropa)pl

Wróć do „Kapitan Morgane i legenda Złotego Żółwia”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość