Simon the Sorcerer II - recenzja

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2605
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 54 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 33 razy
Płeć: Mężczyzna

Simon the Sorcerer II - recenzja

Postautor: Adam_OK » 16 listopada 2013, 15:46

Obrazek

Pisanie recenzji sequeli ma jedną, dużą zaletę – zawsze można odwołać się do poprzedniej części i porównać ją z jej kontynuacją. Jako, że ja prawa przestrzegam, wiec w tym tekście takich odwołań nie zabraknie.

Ci, którzy mieli okazję zapoznać się z poprzednikiem opisywanej tu gry wiedzą, że jej bohaterem jest pewien nastolatek, który trafia do krainy pełnej magii. Trafia tam z misją uratowania niejakiego Calipso z rąk złego czarnoksiężnika. Zgodnie z oczekiwaniami gra kończy się w momencie, gdy Sordid (to ten zły) kończy swój żywot. Wydawać by się mogło, że to koniec kłopotów Simona, ale to tylko pozory. Otóż niejaki Runt w wyniku splotu pewnych wydarzeń zostaje adeptem czarnej magii i pomocnikiem przeciwnika naszego alter ego. Razem chcą sprawić, aby Sordid znów miał cielesną postać, a przy okazji pragną dokonać zemsty (na kim mieliby się zemścić, tego nietrudno się domyśleć). (Nie)stety, plan bierze w łeb i zemstę trzeba odłożyć nieco w czasie, bo Simon zamiast wpaść w ręce swych prześladowców ląduje w sklepie Calipso. Nasz bohater nie planował kolejnego z nim spotkania, w związku z czym chce jak najszybciej wrócić do swego prawdziwego domu. Do powrotu potrzebna jest jednak specjalna substancja, którą trudno zdobyć. Chcąc czy nie nasz nastolatek zakasa rękawy i udaje się na poszukiwania. Łatwo się domyśleć, że osiągnięcie pierwotnego celu to nie wszystko i do konfrontacji z czarnymi bohaterami dojść musi. Jaki jest jej wynik nie zdradzę, by ci, którzy tej gry jeszcze nie znają nie zepsuli sobie zabawy. Powiedzieć za to mogę, że los (a dokładniej twórcy gry) sprawił, że oprócz stolicy magicznej krainy i jej okolic w postaci np. bagna dane nam będzie odbyć rejs statkiem, trafimy na nie całkiem bezludną wyspę aż w końcu wylądujemy w zamku Sordida, który zbudował Runt. Na pewno więc nie można narzekać na małą różnorodność lokacji. Niestety, narzekać można na małą oryginalność fabuły, i choć jest to ważny element gier, to tutaj aż tak bardzo się tego nie odczuwa. A to dlatego, że gra potrafi wciągnąć, a w jaki sposób, to zaraz wyjaśnię (choć może już się tego domyślacie?)

Jeśli myśleliście, że chodzi mi o humor oraz nawiązania np. do znanych seriali to...... dobrze myśleliście. Tu, podobnie jak w poprzedniej części cyklu nie brakuje żadnego z tych elementów. Mnie w pamięć zapadły takie rzeczy jak sklep „zoologiczny”, Pani z Jeziora czy dżin z lampy. Ten pierwszy za sprawą okazów, jakie można tam było spotkać, ta druga za sprawą swego wyglądu, a ten trzeci dzięki posiadaniu automatycznego sekretarza (a co, w końcu mamy równouprawnienie). Możecie mi wierzyć albo nie, ale to tylko mała część atrakcji, bo oprócz w/w spotkamy m.in. księżniczkę na ziarnku grochu, sobowtóra B.A. Barracusa z drużyny A, a także postacie znane z poprzedniej gry – pana Swamplinga (który otworzył bagienny odpowiednik naszego McDonald’s) oraz dwa demony. Wszystko to oraz wiele więcej zapewni dużą dawkę humoru i dobrej zabawy, a przecież o to chodzi.


Obrazek

Dobrze nie jest, gdy mowa o zagadkach. Jak zapewne wiadomo tym, co czytali choć kilka moich innych tekstów bardziej niż zagadki „przedmiotowe” preferuję łamigłówki „puzzlowate” (np. przestawianie jakichś klocków, łamanie szyfrów itp.) Niestety, tych drugich jest jak na lekarstwo, ba w tej chwili nie potrafię sobie przypomnieć choć jednej takiej zagadki. Zapewne częściowo ma w tym swój udział moja „nieleczona” skleroza (znów nie wziąłem bilobilu), niemniej nie jest ona aż tak poważna, abym przez nią nic nie pamiętał. Wniosek z tego jest prosty – tutaj takowych łamigłówek jest tyle, co kot napłakał, a ja uważam to za wadę. Szkoda.

Trudno sobie wyobrazić dobrą zabawę przy komputerze gdy gra jest brzydka. Ci, którzy grafikę 2D uważają za obiekt muzealny zapewne powiedzą, że Simon 2 jest taką (czyli brzydką) produkcją. Ja tak nie twierdzę, bo w czasach, gdy wydano tę część (ciągle jeszcze) trylogii takie były standardy, jakie widać na ekranie po odpaleniu opisywanej tu gierki. Oznacza to, że uważam, że jak na połowę lat 90-tych ubiegłego wieku, to jest naprawdę dobrze, a na pewno jest lepiej niż wcześniej. Nie będę się zbytnio rozdrabniał, bo grafika mi się naprawdę podobała w każdym calu. Zdania tego będę bronił, bo jest ona dobra i basta!

Podobnie ma się sprawa z pozostałymi elementami technicznymi. Dźwięk i muzyka nie są może najwyższych lotów, ale najgorsze też nie, więc można je strawić. Interfejs jest zaś praktycznie kalką z poprzednika, a jedyna różnica polega na zastąpieniu słownych komend typu „talk to” czy „look at” obrazkami (np. rozmowa to obrazek ust, użycie przedmiotu to młotek itp.) Wszystko jest więc proste i wykonane starannie, więc na tym poprzestanę.

Ogólnie więc można uznać grę za produkt udany i warto dać jej szansę. Tym bardziej, że powstała również jej polska wersja językowa (niestety, nie grałem w nią, dlatego o wrażeniach z polonizacji nie mogę nic napisać), więc pozycja ta powinna zainteresować również tych graczy, dla których język angielski to czarna magia. Z czystym sumieniem polecam ją wszystkim miłośnikom przygodówek.


OCENA GRY: 8/10

ZALETY:
+ potrafi wciągnąć
+ sporo dobrego humoru
+ filmowo-serialowe nawiązania
+ dobre wykonanie

WADY:
- mało oryginalna fabuła
- mało „puzzlowatych” zagadek

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Wróć do „Simon the sorcerer II: the lion, the wizard and the wardrobe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość