Powrót na tajemniczą wyspę - recenzja

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2424
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 31 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 31 razy
Płeć: Mężczyzna

Powrót na tajemniczą wyspę - recenzja

Postautor: Adam_OK » 19 października 2013, 17:24

Obrazek

Jednym z najważniejszych elementów gier przygodowych jest dobry scenariusz. A jak zrobić najłatwiej dobry scenariusz? Wystarczy wziąć jakąś znaną i popularną powieść i stworzyć grę na jej podstawie lub ją przerobić i zrobić grę opartą na jej motywach. Tę drugą metodę zastosowano w wydanej niedawno w Polsce grze „I nie było już nikogo”, a powtórzono w „Powrocie na Tajemniczą Wyspę”. Obie gry wydała jedna firma i obie należą do serii „The Adventure Collection”, a o tym która z nich jest lepsza i dlaczego dowiecie się z tego tekstu.

W przeciwieństwie do gry na podstawie książki Agathy Christie w „Powrocie na Tajemniczą Wyspę” fabuła gry jedynie nawiązuje do dzieła Julesa Verne’a, a bohaterowie gry i bohaterowie książki to zupełnie inne postacie. Właściwie powinienem użyć sformułowania „bohaterka gry”, bo oprócz niej w grze nie pojawia się żaden inny żywy człowiek, co nie znaczy, że innych postaci nie ma. Zacznijmy jednak po kolei – w grze kierujemy poczynaniami Miny, młodej żeglarki, która właśnie leży na plaży. Wbrew pozorom, Mina się nie opala, (więc wszyscy, co myśleli, że będą ją mogli podziwiać w bikini albo topless się przeliczyli) a znalazła się na niej, bo tu wyrzucił ją rozszalały ocean. Zadanie gracza jest proste – przeżyć i powrócić do domu. Realizację tych celów Mina rozpocznie od odzyskania sił, co oznacza konieczność przyrządzenia solidnego posiłku. Tylko jak go zrobić bez narzędzi i ognia? To już pozostanie zostawione graczom, którzy będą się musieli o to zatroszczyć. A gdy się to uda Mina będzie musiała przeczesać wyspę by znaleźć sposób na jej opuszczenie. Po drodze spotka główne małpy (z jedną się nawet zaprzyjaźni, pozostałe będą jej uprzykrzać życie), a także ......... ducha i roboty. Podczas gry, jak oliwa, na wierzch wypłyną różne nawiązania do „Tajemniczej Wyspy” Verne’a, co bardzo lubię, bo stanowi dla mnie przysłowiową wisienkę na szczycie tortu. To wszystko zapewni Minie (a więc także i graczom) moc atrakcji, a nuda nikomu grozić nie będzie.


Obrazek

Skoro już wiadomo (mniej więcej) o czym jest gra, to czas omówić problemy jakie podczas niej spotkamy. Przez około 2/3 gry nasze zadania będą polegały na poszukiwaniach różnych przedmiotów i korzystanie z nich. Wbrew pozorom jest to bardzo ciekawe, bo tutaj można te przedmioty łączyć ze sobą w różne kombinacje w skład których może wchodzić od dwóch do pięciu różnych rzeczy z inwentarza. Po połączeniu otrzymujemy nową rzecz, którą można użyć w innym miejscu. Za poprawne stworzenie nowych rzeczy (oraz za inne osiągnięcia w grze) nagradzani jesteśmy punktami, za które dostajemy np. obrazki w galerii. Powoduje to, że gracz jest zmuszony do myślenia nad tym, jak stworzyć coś nowego, a dzięki różnym kombinacjom wiele problemów ma więcej niż jedno rozwiązanie, co sprawia, że gra nie jest całkiem liniowa i można ją przejść kilka razy, za każdym razem odkrywając coś nowego. W dalszych etapach w szukaniu właściwych kombinacji pomaga encyklopedia zawarta w telefonie Miny, ale aby dostać do niej dostęp należy wpierw stworzyć baterię i naładować ten telefon. Nie jest to trudne, ale jak ktoś ma z tym problem, to odsyłam go do recki tej gry w CDA, tam EGM napisał, jak taką baterię zrobić.

Myślenie jednak przyda się również w zagadkach logicznych, których jest tu całkiem sporo, ale wszystkie spotkamy dopiero pod koniec gry. Wśród nich spotkamy m.in. uproszczoną wersję zagadki z fontanną z „Sanitarium”, różne przesuwanki, odnajdywanie szyfrów i quiz. Są też zręcznościówki, ale nie ma ich wiele, a po drugie, jeśli Mina zginie, to wystarczy kliknąć, aby otrzymać kolejną szansę. Tych ostatnich na szczęście nie trzeba zbyt wiele, aby się z tymi problemami uporać, więc jak dla mnie jest OK. A jeśli chodzi o pozostałe łamigłówki - do większości z nich zastrzeżeń nie mam, ale są pewne wyjątki. Chodzi mi tu o zagadkę, w której trzeba wpisać 4-cyfrowy kod (na podstawie 4 liter) do uszkodzonego robota. Uwaga jest podobna do tego, co napisałem w recenzji „Zaginionej Jaskini” przy zagadkach dźwiękowych – nie wiem, czy moja logika jest taka zła, czy co, bo według mnie tę zagadkę utrudniono robiąc ją „na odwrót” czyli zamiast do każdej cyfry przyporządkować jedną literę, to do każdej litery przyporządkowano jedną cyfrę. Ktoś powie, że to różnica niewielka, ale jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że po błędnym wpisaniu kodu dostajemy nowy zestaw literek, który trzeba rozgryźć, to po którymś kolejnym razie może to irytować. Może to czepialstwo, ale mnie to drażniło, więc jestem zmuszony za to obciąć nieco ocenę końcową gry.


Obrazek

Na szczęście w kwestiach technicznych jest naprawdę świetnie. I choć w wielu grach na grafikę nie narzekam, to tutaj ją muszę bardzo pochwalić, bo tak dobrej grafiki w przygodówce nie widziałem od czasów Still Life, tyle że tam miała ona inną specyfikę. Tutaj jest dużo bardziej bajkowo i kolorowo (tam było bardziej mrocznie), dzięki czemu ma się wrażenie, że naprawdę jest się na tropikalnej wyspie, wokoło szumi krystalicznie czysty ocean, a piasek na plaży jest żółty jak na pocztówce. Zresztą, co ja się będę rozpisywał, po prostu sami spójrzcie na obrazki, a przyznacie mi rację. A jeśli dorzucimy do tego naprawdę ładną główną bohaterkę (niestety, widujemy ją tylko na animacjach) oraz takie same filmiki, to mamy wszystko, co ładna gra mieć powinna.
Do poziomu grafiki dopasowano też dźwięki i oprawę muzyczną. W sumie trudno mi tu napisać coś ciekawego i oryginalnego, więc ograniczę się jedynie do stwierdzenia, że wszystko jest w porządku. Podobnie jest z interfejsem, czyli starym dobrym point&click. Na szczęście twórcy gry nie silili się na tworzenie czegoś nowego, dlatego z jego opanowaniem nikt nie powinien mieć żadnych problemów.

Na koniec słów kilka o polonizacji. Na szczęście panowie z IQP dostosowali jej poziom do reszty gry i w efekcie w polską wersję gra się przyjemnie. Co prawda Mina nie ma z kim porozmawiać i w efekcie dialogów nie ma, ale to nie znaczy, że przez całą grę Mina nie wypowie ani słowa. Jej kwestie to głównie komentarze do aktualnych wydarzeń oraz, w dalszej części, pogaduszki z zaprzyjaźnioną małpką – Jepem. Kwestie te przetłumaczono poprawnie, napisano je również czytelną czcionką w odpowiednim rozmiarze. Podczas gry nie wyłapałem też żadnych błędów np. ortograficznych ani w samej grze, ani w dołączonej do niej instrukcji. Widać, że panowie z IQP wyciągnęli właściwe wnioski z polonizacji „I nie było już nikogo”, dzięki czemu ich produkty mają wyższą jakość, a o to przecież chodzi.

Na koniec powiem, że w porównaniu ze wspomnianym we wstępie tytułem, opisywana gra wypada dużo lepiej. Gra jest naprawdę ciekawa, ma sporo fajnych zagadek i rewelacyjna grafikę. Gdyby tylko była nieco dłuższa, to oceniając ją musiałbym wziąć pod uwagę najwyższą ocenę, a tak gra dostanie „aż” o jeden punkt mniej. Świadczy to o jej klasie, a ja z czystym sumieniem mogę ją polecić każdemu miłośnikowi nie tylko przygodówek, ale dobrych gier w ogóle.


OCENA GRY: 9/10

ZALETY:

+ GRAFIKA!
+ zabawa w McGyvera
+ fabuła
+ nieliniowość
+ zagadki (ogólnie)
+ oprawa audio
+ polonizacja

WADY:

- troszkę za krótka
- mały zgrzyt z zepsutym robotem

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Wróć do „Powrót na tajemniczą wyspę: return to mysterious island”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość