Rhem 4: the golden fragments - recenzja

Awatar użytkownika
Urszula
Administrator
Posty: 9490
Rejestracja: 31 grudnia 2011, 12:05
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował(a): 87 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 109 razy
Płeć: Kobieta

Rhem 4: the golden fragments - recenzja

Postautor: Urszula » 24 stycznia 2012, 17:53

Obrazek


Trzecia część podróży po świecie Rhem zakończyła się w momencie, gdy zdobyliśmy czarny kryształ. Wyglądało na to, że wszystko, co było do zbadania, odkrycia czy poznania stało się naszym udziałem. Okazuje się jednak, że nie, bo nasi dwaj bracia, niestrudzeni badacze, specjaliści od odkrywania tajnych miejsc, znaleźli kolejną część tego dziwnego świata. Można ją odblokować przy pomocy owego czarnego kryształu, dzięki któremu mogliśmy zakończyć przygodę w poprzedniej grze. Kolejny raz to Ty, graczu zostajesz obsadzony w roli specjalisty-badacza, którego zadaniem jest zbadać świat, odkryć jego tajemnice i znaleźć drogę wyjścia. Wagonik nie ma biegu wstecznego, wycofać się nie można, musimy iść do przodu. Znów zostajemy sami w opustoszałym świecie, jedynie przesłanka na początku gry i pamiętnik naprowadzają nas na nasze zadanie. Jak długo przyjdzie nam pozostać w tym dziwnym, ale i pięknym miejscu?

Obrazek


Graficzna kontynuacja.

Gra pod względem graficznym przypomina trzecią część, w końcu badamy ten sam świat, choć jakby z innej strony. Nadal, tak jak wcześniej, pomimo, że nie ma tutaj żadnych bajerów, grafika zachwyca szczegółowością i dopracowaniem w każdym detalu. Wszystkie urządzenia, budynki, pojazd, jakim się poruszamy, każdy przycisk jest tak realny, że aż trudno czasem dać wiarę, że to wymyślony świat a nie rzeczywisty. Choć, gdy patrzymy na wodę pod kładkami, nie widać jej żadnego ruchu, drzewa również nie poruszają listkami, (choć kładą cień na ścianach budynków i ziemi w około nich), chmury, nie płyną po niebie, to jednak nie grafika w grze jest najważniejsza, a w tej już na pewno nie. Dlatego te szczegóły nie rażą i nie przeszkadzają. Lokacji jest dużo i są bardzo rozbudowane, więc przyjdzie nam tuptać tam i z powrotem wiele razy, zanim uporamy się z zadaniem.


Obrazek


Muzyka to również powtórka z rozrywki

Podkład muzyczny również jest ten sam, lub może bardzo podobny. Cichutko przygrywają nam te same nutki i stanowią o­ne jedynie delikatne tło, bo głównymi dźwiękami, jakie mamy słyszeć i słyszymy, są mechanizmy przez nas uruchamiane. Zresztą myślę, że muzyka zbyt głośna przeszkadzałaby nam w skupieniu się nad grą, a skupić się trzeba i to bardzo. Wnikliwa obserwacja również pomoże w rozwiązaniu jednej wielkiej zagadki, jaką jest cała ta przygodówka.

Łamigłówki.

Pamiętam, jak grałam w Safecracker, gdzie naszym zadaniem było łamanie szyfrów wszelkich zamkniętych kas i drzwi. Choć graficznie lepsza od gry Rhem, to po jakimś czasie może znużyć, bo wszelkie łamigłówki są bardzo do siebie podobne. Tutaj jest inaczej. Różnorodność i ilość zagadek może przyprawić o zawrót głowy. Co ważne, każda ma podpowiedź, tylko ją trzeba zauważyć i odpowiednio wykorzystać. Myślałam, że znalazłam jedną, do której nie ma żadnej podpowiedzi i nie wiedziałam jak ją ugryźć, ale się w końcu okazało, że się myliłam, podpowiedź, jak zawsze była.

W grze, zresztą tak samo jak i we wcześniejszych jej częściach mamy wszystkie możliwe rodzaje zagadek za wyjątkiem łączenia przedmiotów. Chyba, że pod tę kategorię podciągniemy wkładanie znalezionego klucza w zamek, czy robienie samego klucza z trzech różnych elementów w kominku. Jeśli tak, to mamy również i łączenie przedmiotów. Nasz ekwipunek nie jest jednak zbyt obszerny, bo i tych przedmiotów po drodze zabieramy znikomą ilość. Dokumentacja również nie jest bardzo rozbudowana, troszkę mapek i wykresów. Całość gry rozwiązujemy przy użyciu własnych zeszytów i długopisów, a rysować i notować trzeba dużo. Jak zwykle zużyłam tego dość sporą ilość, ale radość z rozwiązania zagadki i satysfakcja przeogromna.

Zachęcałam w poprzednich swoich tekstach do poznania niesamowitej serii i zdania nie zmieniłam, nadal zachęcam wszystkich do zagrania choć w jedną z jej odsłon. Mam wrażenie, że nie znajdę osoby, która powie, że gra jest nudna czy do bani, pomimo samotności, która wielu osobom przeszkadza.


Obrazek



Kto najlepszy?

Gdyby ogłosić ranking na najlepszego twórcę łamigłówek, mistrzem bezapelacyjnie okazałby się Knut Müller. Tak, jak kiedyś nasi rzeszowscy spece tworzyli gry piękne i trudne, tak teraz tę rolę przejął właśnie o­n. Nie można przejść obok serii Rhem obojętnie, bo zachwyca o­na logicznymi, choć skomplikowanymi zagadkami, spójnością, oprawą graficzną i fantazją twórcy w tworzeniu dziwnego świata.

Czas gry

Każdy zapis pokazuje nam, ile czasu spędziliśmy przy grze, na końcu poznajemy zaś ogólny czas, jaki był nam potrzebny do jej ukończenia. Jednak nie jest to do końca prawdą, w rzeczywistości dowiadujemy się jedynie, przez ile godzin gra była uruchomiona na naszym komputerze. Natomiast nie pokazuje ile spędzimy czasu kombinując po jej wyłączeniu. Pewnie każdy z nas jest wstanie uporać się z nią szybciej, czy wolniej, ale jest to czas w moim odczuciu spędzony cudownie. Zegar gry pokazał, że ukończyłam ją po 23 godzinach i 27 minutach. To nieprawda, potrzebowałam dużo więcej tego czasu, zanim mogłam wsiąść do wagonika i odjechać, czytając pożegnalny list. Czas ten uległby skróceniu, gdyby była możliwość przemieszczania się między lokacjami, bardzo zresztą rozbudowanymi, przy pomocy mapy. Druga sprawa wydłużająca grę, to konieczność otwierania drzwi raz już otwartych przy pomocy kodu, który za każdym razem był generowany losowo i choć wcześniej je otworzyłam to i tak potem czynność trzeba było powtarzać. Zaś błędem było, gdy otwarta nowa lokacja została zamknięta tylko dlatego, że całkiem niechcący kliknęłam na przycisk. Czynność otwierania trzeba było powtórzyć i to troszkę mnie denerwowało. Bardzo bym chciała znów kiedyś wskoczyć do wagonika i odkryć kolejne zakamarki świata Rhem stworzonego przez Knuta Müllera. Czy tak będzie? Oby.


Obrazek


Podsumowanie

Wymagania sprzętowe nie są wygórowane i każdy może spokojnie zainstalować grę na swoim komputerze. (Pentium III 1 GHz, 128 MB RAM, 700 MB HDD, Windows XP/Vista/7)
Tak, jak i wcześniej, brakuje troszkę miejsca na zapisy. Mnie było potrzeba aż 64 miejsc a gra oferuje tylko 18. Możemy grać na pełnym ekranie, albo w oknie. Wczytywanie jak i zapisywanie odbywa się bezproblemowo. Znikoma ilość tekstu, który nie został niestety przetłumaczony na język polski nie jest utrudnieniem i każdy może spokojnie nie znając angielskiego czy niemieckiego grać. Dziwi więc, że choć tak niewiele jest do zrobienia w tej grze, żaden rodzimy wydawca nie pokusił się o jej wypuszczenie na nasz rynek.

Jednym słowem, jeśli ktoś lubi posiedzieć i potrudzić sobie głowę nad całą masą skomplikowanych łamigłówek powinien niezwłocznie zakupić tę grę a satysfakcja gwarantowana.

Moja ocena końcowa różni się od poprzednich, bo choć gra w moim odczuciu zasługuje na pełną 10, to jednak konieczność powtarzania tych samych czynności, aby drzwi raz otwarte ponownie otwierać, wydłużając przez to sztucznie czas rozgrywki mnie osobiście denerwowała i dlatego gra straci pół punktu i jej końcowa ocena to 9,5/10. Zdaję sobie sprawę, że nie jestem obiektywna i końcowa ocena wynika z mojej fascynacji taką rozrywką. Niejedna osoba może się przyczepić grafiki, animacji, muzyki czy w końcu zbyt trudnych zagadek, ale ta gra właśnie taka ma być, jest wierną kontynuacją jej poprzedniczek i choć zabrałam jej w końcowej ocenie troszkę z punktacji to i tak uważam ją za najlepszą serię logiczno-przygodową.


Zalety

+ grafika
+ muzyka
+ zagadki, ich ilość i różnorodność
+ długość gry
+ duży teren do zbadania

Wady
- konieczność otwierania drzwi raz już otwartych przy pomocy kodu

Wróć do „Rhem 4: the golden fragments”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość