MI 1: the secret of Monkey Island - recenzja

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2604
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 54 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 33 razy
Płeć: Mężczyzna

MI 1: the secret of Monkey Island - recenzja

Postautor: Adam_OK » 28 lipca 2013, 14:54

Obrazek

Jak głosi znane powiedzenie wesołe jest życie staruszka (szczególnie, gdy ma viagrę). Jednak nie tylko emeryt może mieć życie pełne uciech, przecież taki nauczyciel, policjant, lekarz, strażak i każdy inny człowiek może takie życie prowadzić. Jak pokazuje opisywana tu produkcja spod znaku Lucasa radosne (i to bardzo!) jest również życie pirata.

Historia zaczyna się na Melee Island, gdzie trafia niejaki Guybrush Threepwood. Pierwsze swe kroki prowadzi do Scumm Baru, po drodze mijając plakat wyborczy niejakiej gubernator Elaine Marley. W barze nasz hero odbywa rozmowę z trzema miłośnikami grogu i dowiaduje się z niej, że aby stać się prawdziwym korsarzem musi przejść trzy próby – musi wykazać się w walce na broń białą, odnaleźć ukryty skarb i dokonać kradzieży. Bułka z masłem, prawda? A to dopiero początek, bo po dokonaniu w/w czynów wyspę obiega wiadomość o porwaniu gubernator Marley. Cóż więc robić, jak nie udać się w pościg za kidnaperami, aby odbić piękną, „słabą” białogłowę? Tylko jak to uczynić bez statku i załogi? Na to jednak znajdzie się sposób i w końcu wyruszymy na Małpią Wyspę, gdzie zły LeChuck (na szczęście to nie Chuck Norris) i jego widmowa zgraja mają swą kryjówkę. Czy naszemu alter ego uda się pokrzyżować plany LeChucka? Czy on sam zostanie unicestwiony? Wiedzą to tylko ci, którzy byli na Małpiej Wyspie.

Nim jednak się tam znajdziemy musimy pokonać kilka przeszkód, o części z nich wspomniałem wcześniej. Ciekawie zrealizowano zwłaszcza dwie z trzech wspomnianych prób – szermierkę i szukanie skarbu. Aby w pierwszej osiągnąć sukces należy opanować..... obelgi oraz odpowiedzi na nie. Co więcej – próba jest dwuetapowa – najpierw walczymy ze zwykłymi piratami, a dopiero po pokonaniu trzech z nich zyskujemy prawo do pojedynku z miejscowym Sword Masterem (a raczej Masterką, bo to kobieta). Jedynie zwycięstwo odniesione nad nią sprawi, że ten test zaliczymy. A o wygraną łatwo nie jest – Mistrzyni używa innych obelg niż reszta, a i sama rywalizacja trwa dłużej. Ciekawie jest też w drugiej wspomnianej próbie. Teoretycznie zadanie jest proste jak konstrukcja cepa, tyle że mapa, z pomocą której odniesiemy sukces jest baaaaaaaardzo nietypowa. Niecodzienne jest również położenie znaku X, tradycyjnie wskazującego miejsce schowania bogactw. Zresztą, to co znajdziemy, wartościowe nie jest i za skarb trudno to uznać. Te dwie zagadki najlepiej zapamiętałem z całej przygody, choć są tez i inne np. włamanie do sejfu. Zarówno ich ilość, jak i jakość są na odpowiednio wysokim poziomie, co zapewni każdemu miłośnikowi gatunku świetną zabawę i rozrywkę intelektualną.


Obrazek

Nie one są jednak największą zaletą pierwszej Małpiej Wyspy, a humor. To on sprawia, że ta gra jest po prostu wspaniała. Gdybym miał jednym słowem określić, co mnie w miej śmieszyło, to powiem, że........wszystko. I to nie jest przesada, gdyż ciągle mnie coś bawiło – a to teksty Guybrusha, a to zagadki, a to inne postacie (szczególnie Stan – właściciel okrętowego komisu), a to różne sytuacje z „grande finale” na czele. Ta gra rozśmieszy w zasadzie każdego, kto zna język angielski na przyzwoitym poziomie. *) Tak, jeśli ktoś z „lengłydżem” nie jest za pan brat, to bardzo wiele straci z przyjemności grania, a możliwe że nie będzie mógł w ogóle grać. Pozostali będą rżeli przy niej jak źrebaki hasające po łące.

Od strony technicznej też nie mam nic do zarzucenia. Ładnie wykonane lokacje, nieźle zrobione animacje postaci oraz filmiki cieszyły me oczy. Również me uszy nie mogły narzekać, bo dochodziły do nich dobrze brzmiące dźwięki i miła muzyczka. Palce zaś moje nie zostały wystawione na próbę giętkości i zwinności dzięki prostemu w obsłudze interfejsowi. Czy można chcieć czegoś więcej? Odpowiedź jest prosta – nie!

Tak się zastanawiam nad końcową oceną i mam pewne wątpliwości. Niby gra ma to, czego od niej oczekiwałem, a nawet więcej, niby to klasyka gatunku, niby jest świetna, niby....... ale czy zasługuje na najwyższą ocenę? Jest w końcu dosyć krótka, bo kilka wieczorów wystarcza na zapoznanie się z całą historią. Powinienem więc odjąć za to coś z noty, ale......... nie zrobię tego. W końcu Monkey Island doczekała się aż trzech kontynuacji, wiec jak komuś mało Guybrusha powinien koniecznie zapoznać się z nimi. A tymczasem oddajmy opisywanej tu aplikacji należny hołd przez wystawienie maksymalnej liczby punktów.


OCENA GRY: 10/10

ZALETY:
+ humor, humor i jeszcze raz humor!
+ zagadki
+ fabuła
+ grafika
+ muzyka
+ interfejs
+ wspominałem o humorze?

WADY:
- tylko dla osób dobrze znających język angielski *)

*) niniejsza recenzja powstała jeszcze przed powstaniem nieoficjalnego spolszczenia tej gry

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Wróć do „Monkey Island 1: the secret of Monkey Island”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość