Indiana Jones and the emperor's tomb - recenzja

Awatar użytkownika
Emilio
Publicysta
Posty: 351
Rejestracja: 15 lutego 2012, 15:46
Lokalizacja: Człuchów, Polska Pn
Podziękował(a): 3 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 1 raz
Płeć: Mężczyzna

Indiana Jones and the emperor's tomb - recenzja

Postautor: Emilio » 18 lutego 2012, 18:26

Obrazek


Przed nami kolejna odsłona przygód słynnego archeologa. Nie ukrywam, że do wydawnictwa tego podchodziłem z wielką ostrożnością i dużą dozą niepewności, zwłaszcza, że poprzedniczka (Infernal machine) zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. Dlaczego? W dobie gier komputerowych i „komercjonalizmu” nie daleka droga „aby wydać – aby kasa była”. Czy miałem rację, czy się myliłem?... Po kolei.
Cofnijmy się do roku 1935. Jesteśmy na wyspie Cejlon. Tutaj „rozgrzewamy się” przed prawdziwą rozgrywką. Poznajemy klawiszologię, zasady „odzyskiwania” zdrowia, zasady walki wręcz, strzelanie, skoki… czyli to wszystko, co nam się przyda. Prawdziwą rozgrywkę otwiera para chińskich wysłanników, którzy to przybywają do Jones’a z prośbą o pomoc w odnalezieniu czarnej perły o tajemniczej nazwie Serce Smoka. Według starych podań, posiadacz tego starochińskiego artefaktu będzie w stanie kontrolować ludzkie umysły, a tym samym będzie w stanie zapanować nad całym światem. Rzeczą jasną jest fakt, że nie tylko rząd chiński poszukuje perły ale również i Naziści. I właśnie w obawie przed nimi Chiny maja dla nas propozycje jak zawsze nie do odrzucenia. Jak przystało na klimat gier z Indym w roli głównej , nasza podróż nie będzie łatwa, krótka i przyjemna. Zanim dotrzemy do owej perły będziemy wpierw odnaleźć Zwierciadło Snów, który to jest swoistym kluczem. Jak to w życiu bywa został on podzielony na trzy części, co jest dodatkowym zabezpieczeniem przed intruzami. Fabuła niby ciekawa, ale chyba już na wstępie zalatuje typową komercją. Oczywiście jak w poprzedniczkach będziemy mieć nieodzowny rewolwer, bicz, kapelusz, a cała rozgrywka to głównie skoki, pułapki, zamki, grobowce, typowe mordobicie z nieprzyjacielem (tym razem to Niemcy), siły nadprzyrodzone… czyli krótko Indiana Jones.

Obrazek


Przyjrzyjmy się teraz samej grze. Scenarzyści fabułę osadzili w dziesięciu zakątkach świata, które rozbudowane są aż do 58 lokacji – epizodów, czyli nie tak mało! Zwiedzimy m.in. Cejlon, Pragę, Istambuł, Hong Kong, Chiny (tu zaglądniemy do grobowców, świątyń…). Każdy rozdział charakteryzuje się dynamizmem, różnorodnością, klimatem. Podczas podróży nie natkniemy się na monotonność, nudę. Wszystko jest spójne i trzyma się kupy.
Przejdźmy do grywalności. Jak na początku wszystko wygląda ładnie, tak czar pryska podczas instalacji. Jej czas to porażka totalna. Pierwsze uruchomienie gry i … kolejny szok czasowy. Ładowanie poszczególnych plansz zajmuje tyle czasu, że śmiało można iść zrobić sobie kawę. Po załadowaniu zaczynamy grać. No i znowu ZONK. Sterowanie klawiszami W, A, S ,D – tak nielubiane przez graczy; a strzałki? Te służą do otwierania plecaka i wybierania potrzebnych nam przedmiotów. Zgroza. Szybko pozmieniałem klawisze po swojemu – od razu gra wydaje się bardziej ciekawa. Zaznaczam, że to tylko moje spostrzeżenia i nikogo nie zmuszam do takich poczynań. Kolejny bardzo poważny minus wydawnictwa to brak możliwości save’owania w dowolnym momencie gry. Ba, w ogóle nie ma save’owania!!! Gra dokonuje autozapisu na początku każdego levelu. Większość lokacji jest długa i dość trudna do jednorazowego przejścia. Co najmniej szokujący jest fakt, że giniemy pod koniec poziomu i torba go przechodzić od nowa, co potrafi zająć nawet kilkadziesiąt minut, do tego doliczmy czas ładowania levelu i … znowu idziemy robic kawę. Szok i duuuuży minus. Na szczęście lubię kawę i do tych niedogodności można się przyzwyczaić, a sama gra zyskuje po bliższym poznaniu. Pokonywanie poszczególnych lokacji wprawdzie polega na przebiegnięci z jednego końca do drugiego, to z pewnością nie będziemy się nudzić. Dużo dynamiki, akcji, „dźwigni”, zagadek… tu jest dobrze. Ważnym elementem gry są świetnie wykonane walki; cechuje je dynamizm, efektowność, realizm, różnorodność ciosów, kombinacje, niczym wycięte z dobrych gier akcji.

Grafika i dźwięk. No i tu gra zyskuje dużą ilość plusów. Grafika zrobiona jest bardzo przyzwoicie, tekstury wykonano na wysokim poziomie, gra światła i cieni zadowoli nawet tych najwybredniejszych. Lokacje są po prostu ładne i nie budzą zastrzeżeń. Graficy naprawdę się postarali. Trochę dziwne jest to, że grafika wypada gorzej podczas przerywników filmowych niż podczas samej rozgrywki. Postacie są nieprzyzwoicie sztuczne a i tło nie budzi zachwytu. Tutaj mogli się bardziej przyłożyć.
Ścieżka dźwiękowa. Tu się nie rozczarowałem. Na szczęście. Wszystko gra jak w szwajcarskim zegarku – genialna muza, odgłosy otoczenia. To jest to. No i ten niezapomniany motyw z charakterystyczna trąbką – po prostu mistrzostwo świata. Poziom jak zwykle bardzo wysoki i to mam nadzieje się już nie zmieni.
Podsumowując to wydawnictwo, można stwierdzić, że producenci zrobili kawał dobrej roboty i to pomimo kilku niedociągnięć. W grę chciałoby się grać jednym tchem od początku do samego finału, lecz niestety jest to gra nie na weekend, czy nawet na tydzień. Szkoda tylko, że jest w niej więcej „gry zręcznościowej” niż typowej przygodówki, ale i tak klimat nie pozostawia złudzeń - GRA GODNA POLECENIA!!!


OCENA GRY: 8/10

ZALETY:
+ fabuła
+ grafika
+ ścieżka dźwiękowa
+ ilość lokacji
+ wręcz rewelacyjne walki wręcz

WADY:
- strasznie długi czas ładowania gry i poszczególnych plansz
- brak możliwości save'owania
- niedopracowane przerywniki filmowe
- pogmatwany interfejs

Emil >EMILIO< Szumski

Obrazek

Wróć do „Indiana Jones and the emperor's tomb”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość