Indiana Jones and the fate of Atlantis - recenzja

Awatar użytkownika
Adam_OK
Moderator
Posty: 2390
Rejestracja: 24 lutego 2013, 10:28
Lokalizacja: Ząbki koło Warszawy
Podziękował(a): 28 razy
Otrzymał(a) podziękowania: 29 razy
Płeć: Mężczyzna

Indiana Jones and the fate of Atlantis - recenzja

Postautor: Adam_OK » 15 czerwca 2013, 13:44

Obrazek

Czy są na świecie rzeczy, które mogą być jednocześnie darem i przekleństwem? Dla detektywa Monka czymś takim jest jego świetna pamięć. On jednak jest postacią fikcyjną, a mnie interesują bardziej prawdziwi ludzie. I doszedłem do wniosku, że czymś takim może być sława, szczególnie dla piosenkarzy czy aktorów. Weźmy pod lupę tych ostatnich – wystarczy, że zagra jakąś postać w kilku filmach lub przez parę sezonów będzie występował w jakimś serialu i to wystarczy. Ta rola może być dla niego darem, bo dzięki niej zyskał renomę, duże pieniądze, zapewne też jakąś branżową nagrodę. Z drugiej strony jest to przekleństwo, gdyż od tego momentu brukowce i paparazzi nie dają mu spokoju, a jego kariera może nie rozwijać się tak, jakby sobie tego życzył, bo przylgnie do niego etykietka związana z tą rolą. Zapewne coś o tym wie niejaki Harrison Ford, którego wszyscy znają głownie z dwóch ról – Hana Solo i Indiany Jonesa. Dla wielu osób (piszącego te słowa nie wyłączając) on zawsze nimi będzie, ba ciężko sobie wyobrazić kogoś innego w tych rolach. Zresztą powiedzcie prawdę – czyją twarz widzicie, gdy zamkniecie oczy i spróbujecie sobie wyobrazić słynnego archeologa – awanturnika? Ja widzę tu twarz właśnie Forda i zapewne większość z was ma podobne wrażenie. Trudno się temu dziwić, skoro wizerunek Henry’ego Jonesa Jr. ukształtowały nie tylko filmy o nim, ale również gry z nim w roli głównej, w których Indy miał jego twarz. O jednej z nich będzie ten tekst.

Uff, po tym przydługawym wstępie można wreszcie przejść do sedna. Jak zapewne się domyślacie opisywana tu aplikacja jest przygodówką ;-) Nasz hero musi ponownie stawić czoła nazistom i ponownie ocalić świat. Tym razem jego przeciwnicy chcą dotrzeć do legendarnego lądu – Atlantydy. Oczywiście nie zamierzają po jego odnalezieniu uczynić go atrakcją turystyczną ;), lecz chcą tam spełnić swe marzenia o panowaniu nad naszą planetą. Dopomóc ma im w tym specjalna maszyna, z pomocą której zwykły człowiek może stać się bogiem. Maszyna ta wykorzystuje kulki z orichalcum, bardzo rzadkiej substancji, jako paliwo. Oczywiście Indy zrobi wszystko aby powstrzymać hitlerowców, i (co również jest oczywiste) pomoże mu w tym pewna kobieta – Sophia Hapgood. Oczywiste jest również, że nie wszystko, co wyżej napisałem będzie wiadome od początku, ale wraz z postępami fabuły będziemy mieli coraz więcej informacji. Te ostanie to podstawa, a głównym ich źródłem o tym zaginionym lądzie jest jedno z dzieł Platona. Na początek więc nasza para będzie musiała je zdobyć, a dopiero potem właściwie wykorzystać zawarte w niej wiadomości, by w końcu dotrzeć na Atlantydę. Nim to się uda Sophia i Indiana przemierzą pół świata – Islandię, Nowy Jork, Monako, Algier i kilka innych lokacji. Wszędzie tam rzuci ich fabuła, wszędzie tam będzie niemało do zrobienia i wszędzie będzie się dużo działo. W końcu tak jest zawsze, gdy do akcji wkracza Ten, Który Nosi Imię Po Psie ;-) (wszelkie aluzje całkowicie zamierzone ;-) Spędzając czas przy tej produkcji nie sposób się nudzić – wartki bieg wydarzeń z częstymi jego zwrotami sprawiają, że opowieść jest bardzo wciągająca i nie sposób się od niej oderwać. A gdy dodam do tego, że jest ona naprawdę długa (na oko ze 2-3 razy dłuższa od Last Crusade), oraz że grę można przejść na 3 różne sposoby (są warianty dla tych, co lubią myśleć, dla miłośników bijatyk i dla wielbicieli pracy zespołowej) to grając w Fate of Atlantis jest się całkowicie usatysfakcjonowanym pod względem fabularnym.

Obrazek

Satysfakcji dostarczą tez zapewne niejednemu miłośnikowi gatunku zagadki. Składa się na to kilka czynników. Po pierwsze łamigłówek jest naprawdę sporo, po drugie są one bardzo zróżnicowane zarówno pod względem trudności, jak i rodzaju, a po trzecie są one generowane losowo. Oznacza to, że grając ponownie w ten tytuł i podążając tą samą ścieżką, co wcześniej nie da się go ukończyć z pamięci, bo wiele rzeczy będzie innych niż poprzednio. Oznacza to, że Fate of Atlantis można przechodzić kilka razy i za każdym czuć się tak, jakby to był ten pierwszy. A wracając do stawianych przed nami zadań – będziemy musieli pokonać kilka labiryntów, znaleźć tajne przejście czy sterować balonem oraz rozwiązać wiele innych problemów. Do tego trzeba będzie nieraz zbierać różne przedmioty z których sporą część będziemy wykorzystywać niejednokrotnie. Co najważniejsze – wszystko jest logiczne, więc do wszystkiego można dojść samemu. W związku z tym za zagadki gra dostaje ode mnie dużego plusa.

Teraz kilka słów o grafice. Jak wiadomo ten element najszybciej się starzeje i to co zachwycało kilka lat wcześniej dziś może wywołać uśmiech politowania. W przypadku tej gry żadna z tych skrajności nie występuje (a przynajmniej ja ich nie doświadczyłem), co oznacza, że strona wizualna Zagłady Atlantydy jest niezła, choć bez fajerwerków. Trudno jednak oczekiwać tych ostatnich po produkcie 15-letnim, w końcu wtedy nie można było ich wykonać. Z drugiej strony gra nie straszy pikselami (jeśli się odpala ją przez SCUMMVM), widoki są nadal całkiem ładne, postacie nie są zbyt kanciaste, a animacje wciąż wyglądają poprawnie. Z tego powodu oceniam ją pozytywnie.

Jeśli chodzi o warstwę muzyczno – dźwiękową, to również jest w porządku. Całkiem spora ilość kawałków, które nam towarzyszą podczas rozgrywki oraz dobra jakość ich wykonania umilają nam zabawę. Poza tym uważam, że jest ona lepsza niż w poprzedniku, a zrobić coś lepszego niż wcześniej łatwo nie jest. Na tym więc zakończę ten wątek.

Obrazek

Niewiele mam tez do powiedzenia o interfejsie, bo w końcu ile można gadać o tym samym?! Przecież sterowanie w grze jest takie samo jak w innych tytułach Lucasa z tamtego okresu. Opisywałem je dość dokładnie w innych swych reckach, więc tym razem powiem tylko, że tutaj sprawdza się ono równie dobrze jak i tam. Ostatecznie tak jak zwycięskiego składu się nie zmienia, tak nie zmieniano nic w czymś, co było dobre.

Czy jest jeszcze coś, o czym powinienem napisać? Ależ tak, nie wspomniałem nic o kolejnej rzeczy typowej dla gier w/w producenta, czyli o humorze. Tu również go nie brakuje dzięki parze naszych poszukiwaczy przygód. A to dlatego, że oboje pracują ze sobą głownie z rozsądku niż z uczuć, które ich łączą. Prowadzi to do wielu zabawnych perypetii i dialogów. Trochę to przypomina relacje między Hanem a Leią z epizodu IV i początku V „Gwiezdnych Wojen”. Tu może tak śmiesznie jak w tych filmach nie jest, ale i tak można się nieraz szczerze uśmiechnąć.

W efekcie mamy grę naprawdę dobrą, której głównymi atutami są fabuła, zagadki i możliwość ukończenia jej na kilka sposobów. A że grafika się zestarzała, z głośników nie słychać orkiestry symfonicznej albo że sterowanie nie jest takie jak współcześnie? Dla mnie nie ma to większego znaczenia, bo przy Fate of Atlantis spędziłem kilka godzin i w ciągu każdej minuty świetnie się bawiłem. A przecież o to chodzi, no nie?


OCENA GRY: 10/10

ZALETY:

+ świetna fabuła!
+ nieliniowość!
+ losowo generowane zagadki!
+ dobre wykonanie
+ humor

WADY:

- szkoda, że nie ma takiej grafy jak Keepsake czy Tunguska ;-)

Obrazek
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc pójść dalej.
Moja lista gier ukończonych
W sprawach forum i www piszcie: adam_ok(at)przygodomania.pl

Wróć do „Indiana Jones and the fate of Atlantis”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość